Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Daje rozkosz duchową i piękno artystyczne ludziom na piękno wrażliwym. Umożliwia wzlot myśli w górę aż do szczytów prawdy i wiedzy – pisał o książce Stanisław Estreicher. Żądza poznania otaczającego nas świata, chęć szerzenia kultury i nauki oraz zrozumiała fascynacja starannie zapisanymi, pięknie zdobionymi kartami były motywem tworzenia pierwszych bibliotek. Powstawały one nie tylko ku pożytkowi czytelników, ale także z czystej miłości do ksiąg. Zwiedzając wystawę „Średniowieczne skarby Kielc. Rękopiśmienne księgi dawnej biblioteki kolegiaty kieleckiej”, nie sposób było oprzeć się wrażeniu, że ów wiekowy księgozbiór to również świadectwo tejże miłości. W Muzeum Historii Kielc podziwialiśmy wydobyte z bibliotecznego skarbca unikatowe zabytki piśmiennictwa, które dotychczas nie były prezentowane publicznie.

Bezcenna kolekcja rękopiśmienna

Część zbiorów dawnej biblioteki kieleckiej kapituły kolegiackiej przechowywanych jest dziś w Bibliotece Wyższego Seminarium Duchownego w Kielcach. Ta bezcenna kolekcja to 29 rękopisów pochodzących głównie z XV stulecia. Jak podkreśla prof. Krzysztof Bracha, historyk z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, znawca tematu i inicjator wystawy w kieleckim muzeum, stanowi ona przykład zachowanego niemal w komplecie i nierozproszonego od czasów średniowiecza bardzo interesującego i świetnie dobranego zbioru prymarnych dzieł polskiego i europejskiego piśmiennictwa z XIII-XV w. Z oczywistych względów przeważają dzieła o treści teologicznej i z przeznaczeniem pastoralnym, które docierały do Kielc przede wszystkim z Krakowa drogą wymiany ludzi i idei. Spośród rękopisów liturgicznych z kielecką kolegiatą wiązane są przede wszystkim XIV-wieczny „Antyfonarz kielecki”, brewiarz z XV wieku czy antyfonarz z końca XV wieku. Część rękopisów być może kopiowano na miejscu, choć – jak zaznaczają uczeni – działalność kieleckiego skryptorium wymaga jeszcze dokładnych badań. Największą grupę utworów zapisanych w tych księgach stanowią, jak zaznacza prof. Bracha, zbiory kazań łacińskich wybitnych polskich i europejskich kaznodziejów. Nie brakuje komentarzy biblijnych, dykcjonarzy, wykładów mszy oraz przewodników dla spowiedników. Znajdziemy tam także zbiór miejskich przepisów prawa magdeburskiego. Rzecz jasna, poza funkcjami jakie pełniły, na kształt kolegiackich bibliotek duży wpływ miały również religijne oraz intelektualne zainteresowania miejscowego duchowieństwa.

Z zachowanych notatek na marginesach dzieł wiemy, że średniowieczne rękopisy były wykorzystywane w kieleckiej kolegiacie jeszcze w XVI stuleciu. Przy większości kolegiat działały szkoły kształcące przyszłych duchownych, a nadzór nad nimi sprawował kanonik – scholastyk. Z kielecką biblioteką wiąże się więc również istnienie szkoły kolegiackiej, dla której książki były niezbędne. Powstała już zapewne w drugiej połowie XII wieku, po tym jak biskup krakowski Gedka ufundował tu w 1171 roku kolegiatę. Utworzono przy niej kapitułę składającą się z kanoników pełniących misję duszpasterską i pracę administracyjną. Scholastyk jest z kielecką kolegiatą łączony, wedle tradycji powtórzonej przez Długosza, już począwszy od pierwotnej fundacji. Początkowo osobiście zajmował się nauczaniem, później tylko kierował szkołą i obsadzał personalnie, oddając funkcję nauczycielską wikariuszom – wicescholastykom. W każdym razie jego pojawienie się potwierdza istnienie szkoły – twierdzi prof. Krzysztof Bracha. Imię Henryka, pierwszego znanego kieleckiego scholastyka, znajdujemy w źródłach z 1229 roku. Poznajemy przy tym pełny skład szkoły kolegiackiej. Zapiski naszego kronikarza z późniejszego okresu potwierdzają także istnienie szkolnego gmachu, który położony był między miastem a kolegiatą. Znamy imiona kilkunastu scholastyków kieleckich. Są to, oprócz wspomnianego już Henryka, m.in. Mikołaj i Krystyn (w XIII wieku), Grzegorz, Jan, Wieńczysław zwany Jaja, Jan Hildebrandowic z Tarczka, Mikołaj Stanisławowic z Radoszkowa (to XIV stulecie), a także XV-wieczni: Piotr z Chrząstowa, Michał z Szydłowa, Mikołaj Czulica oraz Mikołaj ze Żnina.

Skarby z bliska

Liczący niemal sześć i pół wieku słynny „Antyfonarz kielecki” to pięknie zdobiony rękopis o 287 pergaminowych kartach. Pochodzi z 1372 roku, został skopiowany na zamówienie kanonika kieleckiego oraz krakowskiego Mikołaja Goworka i przypuszczalnie powstał w Kielcach. Znamy imię skryby i dekoratora dzieła: był nim Falisław (lub Chwalisław), pochodzący z Nysy na Śląsku, wikariusz kolegiaty kieleckiej. Ten najbardziej znany rękopis z dawnej biblioteki kolegiackiej zawiera zbiór śpiewów liturgicznych (antyfon, psalmów, responsoriów oraz hymnów) przeznaczonych dla chóru kolegiaty. Jednym z utworów jest słynny łaciński hymn „Gaude Mater Polonia” („Raduj się, Matko Polsko”). Jest to część rymowanego „Oficjum św. Stanisława”, którego autorem był Wincenty z Kielc. „Antyfonarz kielecki”, wspaniałe rękopiśmienne dzieło sztuki, jest na co dzień przechowywany w skarbcu bazyliki katedralnej. Kodeks z pierwszej połowy XV stulecia zawiera głównie dwie kolekcje kazań kaznodziejów słynnych w średniowiecznej Europie: Peregryna z Opola, zakonnika z polskiej prowincji dominikanów oraz Hieronima z Pragi, wykształconego na uniwersytetach w Pradze i Krakowie norbertanina, a później kamedułę, spowiednika królewskiego na dworze Władysława Jagiełły. W księdze tej znajduje się również świętokrzyski akcent. Między kartami kodeksu znaleziono bowiem niewielki papierowy skrawek (przypuszczalnie dawną zakładkę) z zapisanymi imionami osób z okolic Kielc. Dzięki temu makulaturowemu kawałkowi od zapomnienia ocaleni zostali m.in. Catherina virgo de Sukow, Taczali de Radlin i Hieronymi de Bielcza.

Świątobliwi pisali… i zaklinali

Pięknym rękopisem jest brewiarz datowany na lata 1459-1475. Pochodzi z opactwa Benedyktynów na Świętym Krzyżu i nie jest wykluczone, że został spisany przez łysogórskiego mnicha Mikołaja z Wielkiego Koźmina. Spod ręki tego znanego kopisty, świątobliwego brata ascety, wyszło kilkanaście rękopisów. Księga ta, służąca do odmawiania siedmiokrotnie każdego dnia i nocy wspólnotowych modlitw, jest – jak wyjaśniono w katalogu wystawy – jedynym zachowanym świadectwem liturgii wewnętrznej opactwa na Łyścu, które wykształciło wewnętrzny obyczaj liturgiczny, oparty początkowo na fundamencie liturgii tynieckiej. Z kolei rękopis z ok. 1450 roku zawiera kolekcję kazań o świętych Pawła z Zatora, wybitnego kaznodziei późnego średniowiecza. Ich autor, doktor praw, absolwent Akademii Krakowskiej, wygłaszał swe kazania przed dworem królewskim w katedrze wawelskiej. Wygłosił także mowę pogrzebową po śmierci Władysława Jagiełły. Rękopis zdobi elegancka artystyczna, tłoczona okładzina, najlepiej zachowana spośród ksiąg dawnej biblioteki kolegiackiej (nie bez powodu wykorzystano ją do projektu druków promujących kielecką wystawę). Ciekawe, wykonane inkaustem ilustracje oraz ozdobne inicjały (jak np. ten z głową psa narysowaną elegancką, prostą kreską) można zobaczyć na kartach kodeksu z pierwszej ćwierci XV wieku, który bibliotece przekazał kanonik Stanisław z Jankowic. Księga ta zawiera zbiór kazań niedzielnych, kolekcję kazań z komentarzem do modlitwy Ave Maria, a także pomniejsze teksty pastoralne.

Uwagę zwraca potężna XV-wieczna księga, licząca ponad 500 papierowych kart, zawierająca m.in. kolekcję kazań niedzielnych Łukasza z Wielkiego Koźmina. W jednym z nich znajduje się wzmianka o najeździe krzyżackim na ziemię kujawską w 1409 roku. Z zachowanej noty wynika, że kodeks ten użytkowano w kieleckiej kolegiacie jeszcze w XVI wieku. Ciekawostką jest napisane na jednej z kart zaklęcie przeciwko złodziejom książek: To jest zaklęcie pisarza tych kazań. Zaklinam cię na Boga Wszechmogącego i jego anioły, aby ten, który będzie przepisywać tę księgę, starannie ją poprawiał i spisał to zaklęcie w kodeks (tłumaczenie tekstu za katalogiem wystawy).

Unikatem i ciekawostką zarazem jest zachowana w jednym z rękopisów niewielka pergaminowa karteczka, zapewne pełniąca funkcję XV-wiecznej zakładki do książki. To „Statuta vel praecepta scholarium”, fragment poematu żakowskiego znanego w Europie już od XIII wieku. W zgodnej opinii badaczy jest to jedyne znane dotychczas świadectwo znajomości w Polsce dydaktycznego wiersza przeznaczonego dla żaków szkolnych oraz dowód istnienia przekładu tego dziełka na język średniowiecznej polszczyzny – zaznacza prof. Bracha. Fragment tekstu – w oryginale są to trzy linijki: dwie po łacinie i jedna przetłumaczona – brzmi: By nie byli zanadto obciążeni pracą uczniowie. Mają oni bowiem w zwyczaju bawić się w ciągu dnia. Jak więc widzimy, w kieleckim kodeksie przypadkowo zachował się wyjątek z poematu mówiący o potrzebie relaksu dla uczniów. Cały utwór traktuje o wielu aspektach codziennego życia i nauki średniowiecznych żaków. To tylko część dzieł z unikatowej kolekcji dawnej biblioteki kolegiaty kieleckiej. Więcej zostało opisanych w bogato ilustrowanym katalogu towarzyszącym wystawie w Muzeum Historii Kielc, na której zaprezentowano oryginały wybranych zabytków piśmiennictwa.

Pierwszy kielecki bibliofil

Nazywał się Stanisław z Jankowic i urodził się pod koniec XIV stulecia. Pochodził ze średniozamożnej szlachty. Z pewnością otrzymał solidne wykształcenie, być może na uniwersytecie w Krakowie, o czym świadczy jego kościelna oraz sądownicza kariera. W 1415 roku posiadał prebendę (wynagrodzenie  duchownego za jego pracę – red.) w Chotlu Rycerskim (obecny Chotelek Zielony niedaleko Buska) i piastował już wówczas w diecezji krakowskiej godność kanonika. Piętnaście lat później był pisarzem sądu ziemskiego sandomierskiego. W dokumentach pochodzących z lat 30. i 40. XV wieku występował jako sądowy notariusz w Sandomierzu, Chęcinach, Opatowie i Opocznie, a także jako prokurator w Busku. W 1435 roku Stanisława z Jankowic spotykamy dwukrotnie. Za pierwszym razem wystąpił jako syn Wisława alias Stefana, prezbiter in Stanislawicze i kanonik kolegiaty Panny Marii w Kielcach. Drugim razem określony został jako altarysta kaplicy na zamku w Borysławicach, w diecezji gnieźnieńskiej – pisze dr Piotr Kardyś. Dwie dekady później Stanisław wymieniany jest w źródłach jako kanonik opatowski, pleban opoczyński, oficjał kurzelowski oraz komisarz arcybiskupa gnieźnieńskiego. Nie dają jednoznacznej odpowiedzi próby dokładnego ustalenia miejscowości, z której pochodził kielecki kanonik.

Problemem jest już sama kwestia pisowni, przytaczana przez wydawców źródłowych tekstów: Jankowice, Janikowice, Janowice, Jantkowice. Jednak najbardziej realnym rozwiązaniem kwestii miejsca pochodzenia Stanisława wydają się być Jankowice położone nad Radomką, kilkanaście kilometrów na północny zachód od Radomia, w granicach archidiakonatu kurzelowskiego. Znajdują się dość blisko Opoczna, na terenie z dawna należącym do drobnej i średnio zamożnej szlachty, co sprzyjałoby staraniom Stanisława o plebanię opoczyńską – zaznacza dr Kardyś. Od 1418 roku Stanisław urzędował w Kielcach. W średniowieczu kanonikami zostawali duchowni wywodzący się z różnych środowisk, choć przeważały osoby pochodzenia szlacheckiego, posiadający uniwersyteckie wykształcenie. Przy kolegiatach tworzono księgozbiory, ale swe prywatne biblioteki – ksiąg liturgicznych czy prawniczych – posiadali także kanonicy. Nowe księgi trafiały do kościelnych zbiorów najczęściej w formie darów. Tak właśnie wzbogaciła się biblioteka kolegiaty kieleckiej, której Stanisław z Jankowic przekazał w 1444 roku przynajmniej siedem rękopisów ze swej prywatnej kolekcji ksiąg, służących mu do pracy duszpasterskiej i zapewne do prawniczych zajęć w sądzie ziemskim. W niektórych rękopisach znajdują się jego prywatne zapiski. Dzięki swemu hojnemu darowi nasz XV-wieczny kanonik jest pierwszym znanym z imienia i nazwiska kieleckim bibliofilem.

Kiedy dziełem sztuki mogła być każda karta

Jaka dogodność dla wiedzy, jaka przystępna i tajemna nauka mieści się w księgach i z jaką pewnością odkrywamy, bez zawstydzeń słabości naszej niewiedzy! One są nauczycielami bez kija i rózgi, bez krzyku i gniewu, bez stroju i bez pieniędzy. Przychodząc do nich, nie zastajemy ich nigdy śpiącymi. Gdy się ich pytasz, myśli swej nie ukrywają. Nie łają, jeśli się mylisz, nie szydzą z ciebie, jeśli okażesz się nieukiem…”– pisał Richard de Bury w „Philobiblonie”, średniowiecznym traktacie o miłości do ksiąg. Tradycje pisania i zdobienia ksiąg sięgają starożytności. W średniowieczu, w zaciszu klasztornych skryptoriów, mnisi przepisywali oraz wspaniale iluminowali dzieła o treści religijnej, a także świeckiej: matematycznej, prawniczej czy przyrodniczej. Dzięki ruchowi misyjnemu trafiały one do najdalszych zakątków Europy. W ten sposób dorobek myśli ludzkiej, wiedzę czy twórczość literacką przenoszono przez kręgi kulturowe. Do tego na kartach ksiąg umieszczano barwne kompozycje, uzupełniane złotymi czy srebrnymi tłami, często włączane w kolumny tekstu. Szczególnie zdobiono pierwsze litery ważniejszych fragmentów, zwane inicjałami. Doskonałość miniatur całostronicowych, harmonia zestrojenia kolumn tekstu, inicjałów i dekoracji marginalnych, decydowały o wartościach artystycznych woluminów. Obok złoceń najbardziej ceniono purpurę. Niekiedy barwiono nią całe karty i dopiero na takim tle umieszczano złocone i srebrzone litery. Marginesy co najmniej od XIII stulecia stawały się miejscem tworzenia kompozycji często niezależnych od zapisanego tekstu i związanych z nim miniatur i inicjałów. Dziełem sztuki mógł być cały kodeks, każda karta – pisała prof. Alicja Karłowska- Kamzowa. Księgi takie były wówczas przedmiotem luksusowym. Stąd na posiadanie bibliotek mogli pozwolić sobie głównie wykształceni przedstawiciele władzy, szlachty czy duchowieństwa, dysponujący do tego zasobną sakiewką.

Największą grupę utworów zapisanych w tych księgach stanowią, jak zaznacza prof. Bracha, zbiory kazań łacińskich wybitnych polskich i europejskich kaznodziejów.

Piękna rękopiśmiennicza sztuka rozwijała się i doskonaliła. Do czasu, gdy – niewątpliwie również z miłości do ksiąg – wynaleziono druk, który był ogromnym przełomem w europejskiej kulturze. Angielski filozof Francis Bacon wspomniał o trzech odkryciach, które na swój sposób zrewolucjonizowały świat. Miał na myśli wynalazek prochu strzelniczego, busoli morskiej oraz właśnie techniki druku. Jak wiemy, pojawił się on w Europie w XV stuleciu, gdy Jan Gutenberg z Moguncji zastosował ruchome czcionki odlewane z metalu. Słynna Biblia Gutenberga z około 1455 roku jest dziś symbolem narodzin sztuki drukarskiej. Jaki to przepyszny towarzysz książka piękna – mawiał pisarz i bibliofil Józef Weyssenhoff. – Miła oku, zdobyta po długich poszukiwaniach. Choć treść znasz na pamięć, powracasz do ukochanego tomu, jak do przyjaciela, który wszystko już wygadał, ale, powtarzając, uśmiecha się ujmująco i dobre czasy przypomina. Książki mają swe uśmiechy.


Wykorzystałem m.in.: K. Bracha „Średniowieczne rękopisy dawnej biblioteki kieleckiej kapituły kolegiackiej. Badania i źródła” (w: „Rękopiśmienne księgi dawnej biblioteki kolegiaty kieleckiej”, katalog pod red. L. Dziedzica i K. Brachy, Kielce 2019), K. Bracha „Rękopisy biblioteczne kapituły kieleckiej XIV-XV wiek” (Archiwum Diecezjalne w Kielcach), P. Kardyś „Stanisław z Jankowic – kanonik kielecki z XV w. i jego księgozbiór” („Studia Muzealno-Historyczne” 2011, t. 3), „Średniowieczna książka rękopiśmienna jako dzieło sztuki” (Gniezno 1993).

tekst i zdjęcia Jacek Korczyński

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close