Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Pan Kiebabczy, utrzymujący przy ul. Dużej agenturę gazet, ustawił piękne kioski przy ul. Ruskiej, w Rynku i na Bazarach. W kioskach tych, będących ozdobą ulic powyższych, sprzedawane będą czasopisma i gazety, przyjmowana będzie prenumerata na wszelkie pisma wychodzące w Królestwie, Cesarstwie i zagranicą – donosiła „Gazeta Kielecka” w październiku 1910 roku. Eleganckie, zaprojektowane w stylu odrodzenia kioski przez kilkadziesiąt lat cieszyły oczy mieszkańców miasta. Dziś, dzięki dwóm regionalistom i pasjonatom historii: Rafałowi Zamojskiemu i Robertowi Lisowskiemu wierna replika jednego z nich stanęła na kieleckim Rynku. I – jak dawniej – służy kielczanom.

Pierwsze kioski

Rodzina Kiebabczych, osiadłych w Kielcach przedsiębiorców ormiańskiego pochodzenia, prawdopodobnie zajmowała się na początku handlem wschodnimi kobiercami. Na pomysł założenia firmy kolportującej prasę wpadł Zenon Kiebabczy i w 1910 roku otworzył trzy wspomniane już kioski. Znajdowały się one – używamy obecnego nazewnictwa – na rogu placu Wolności i ul. Mickiewicza, na skrzyżowaniu ulic Leśnej i Sienkiewicza oraz na Rynku. Kioski przybrały kształt okrągły i stały pod spiczastymi daszkami w całym mieście, przede wszystkim na rogach ulic – pisze Jerzy Jerzmanowski w swej książce „W starych Kielcach”.

Kiosk przy placu bazarowym w 1926 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe).

Te urokliwe elementy małej architektury miasta zbudowane zostały według projektu znanego architekta Władysława Pietrzykowskiego. Chwaliła je „Gazeta Kielecka”: Kioski do sprzedaży gazet, jakie wystawił na ulicach naszego miasta p. Kiebabczy, są daleko piękniejsze niż w Warszawie.

Czternaście lat po debiucie, przy krakowskiej rogatce stanął czwarty kiosk. Firma – pod nazwą Biuro Dzienników Marii Kiebabczy – należała wówczas do córki Zenona, zmarłego w 1914 roku, jeszcze przed wybuchem I wojny światowej. Przedsiębiorstwo cieszyło się zasłużoną renomą. Firma kolportażu prasy i akwizycji ogłoszeń pod szyldem Maria Kiebabczy słynęła rzetelnością, czego najlepiej dowodził fakt, że korzystała z otwartych rachunków w krajowej i światowej prasie. Ogłoszenie wysyłane np. do londyńskiego „Timesa” przez Biuro Maria Kiebabczy najpierw ukazywało się w gazecie, a dopiero potem nadchodził rachunek do pokrycia. Zdarzało się to częściej, niż nam się to dzisiaj może wydawać – wspominał Jerzy Jerzmanowski.

Warto wspomnieć, że rodzina Kiebabczych znana była także z działalności społecznej. Maria Kiebabczy wspierała np. budowę krakowskiego Muzeum Narodowego czy fundowała nagrody dla zwycięzców naszych lokalnych zawodów sportowych. Zainteresowanie sportem przejawiał Jerzy Kiebabczy, zięć Zenona i zapalony cyklista. Ufundował przy ul. Czarnowskiej tor do wyścigów rowerowych, który gromadził kwiat miejscowego i okolicznego kolarstwa. Sport ten stawał się wówczas coraz bardziej popularny, a w latach 30. powstało Kieleckie Towarzystwo Cyklistów.

Pierwsze wzmianki o rodzie Kiebabczych pochodzą z początków XX stulecia. – W jednej z krakowskich gazet z 1900 roku znalazłem listę gości pensjonatów zakopiańskich. Był wśród nich także Dzeron Kiebabczy z rodziną. Dzeron to ormiańskie imię męskie, spolszczone później na Zenon – wyjaśnia Robert Lisowski, który przygotował projekt rekonstrukcji kieleckich kiosków, dokonując przy tym solidnej archiwalnej kwerendy.

Gazety i konkurencja

Na początku handlowano wyłącznie gazetami, firma zajmowała się bowiem kolportażem prasy i ogłoszeniami. Czy asortyment z czasem się rozszerzał, trudno dziś ustalić. Być może sprzedawano później także papierosy czy popularne „kogutki” na ból głowy.

Możemy się domyślać, jakie tytuły mogły dominować w pierwszym okresie działalności kiosków Kiebabczego. Na pewno była to „Gazeta Kielecka”, istniejąca wtedy na rynku już od czterech dekad i wydawana do wybuchu drugiej wojny. Regularnie przychodziły – dzięki linii kolei żelaznej – gazety stołeczne, na które, oprócz ówczesnych instytucji administracyjnych, oczekiwała także zapewne grupa klientów firmy Kiebabczych. Z regionalnych czasopism być może sprzedawano wydawany w Kielcach „Przegląd Diecezjalny” oraz sprowadzano dla prenumeratorów gazety z Radomia czy Sandomierza. Lokalny rynek prasowy lat sprzed pierwszej wojny był mało stabilny. W tym gorącym okresie ukazywało się sporo pism – efemeryd. Wydawano kilka numerów, tytuł szybko upadał, a na jego miejsce pojawiał się nowy. Z reguły też nie na długo. Pewien porządek zapanował po odzyskaniu niepodległości. Lista dłużej ukazujących się regionalnych wydawnictw stała się szersza, poza tym coraz więcej klientów zdobywała sobie prasa ogólnopolska. Trudno sobie wyobrazić, by w Kielcach nie można było zdobyć np. poczytnego „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”.

Czy Zenon Kiebabczy miał konkurencję? Jego znanym rywalem był Józef Unger, który przy ul. Dużej prowadził księgarnię i sprzedawał prasę. Od 1904 roku był on także dumnym posiadaczem automobilu, bodajże pierwszego w Kielcach. I stąd wzięła się jego jedna konkurencyjna przewaga nad firmą Kiebabczego, o czym z humorem pisał Jerzy Jerzmanowski. Było to tuż przed pierwszą wojną, a kielczanie byli wyjątkowo głodni aktualnych wieści. Przed kioskami ludzie sterczeli całe godziny, oczekując na przywiezienie prasy. Wtedy właśnie miało miejsce jedyne handlowe niepowodzenie króla miejscowego kolportażu – Kiebabczego. Nim konną dorożką dopadł swego pierwszego kiosku pędząc z dworca kolei żelaznej, już zmotoryzowany konkurent Unger zdążył w swojej księgarni wyprzedać całe naręcza prasy codziennej.

Część kiosków Kiebabczego działało do końca drugiej wojny. Ten na Rynku zlikwidowali okupanci, przystosowując teren do swoich potrzeb. Kiosk na rogu Sienkiewicza i Leśnej funkcjonował jeszcze trzy lub cztery lata po wojnie, podobnie jak kiosk przy Mickiewicza i placu bazarowym. Były one własnością miasta, dzierżawioną na rzecz Biura Dzienników.

Kiosk: reaktywacja

Kielecki rynek. Listopadowe popołudnie. Zaciekawieni przechodnie obserwują ekipę montującą elementy kilkumetrowej, drewnianej budowli. Po wielu latach na swoim miejscu znów stanął historyczny kiosk Zenona Kiebabczego.

Montaż kiosku przy rynku – 2 listopada 2017 r.

Na pomysł przywrócenia miastu tego pięknego symbolu wpadł Rafał Zamojski, znawca dziejów Kielc, działający w Stowarzyszeniu Kieleckie Inwestycje. – Odkąd pamiętam, nie mogę pogodzić się z otaczającą nas bylejakością. Projekt odtworzenia kiosku Kiebabczego zgłosiliśmy w drugiej edycji kieleckiego budżetu obywatelskiego. Proponowaliśmy, by cztery zrekonstruowane kioski były wizytówkami muzeów czy instytucji kulturalnych – mówi. Obywatelski projekt nie przeszedł, ale pomysłodawcy nie odpuścili. Dzięki poparciu władz miasta, sprawą zainteresowała się spółka Kolporter, która sfinansowała budowę repliki kiosku. Byłem zadowolony. Połączenie dwóch pięknych tradycji kieleckiego kolportażu prasy było znakomitym rozwiązaniem podkreśla Rafał.

Detal architektoniczny – rys. Robert Lisowski.

Trzeba dbać o historyczne detale. Tym zajął się Robert Lisowski. Do opracowania projektu architektoniczno-budowlanego wykorzystał m.in. zachowane fotografie kiosków. Żmudna praca przyniosła świetne efekty. Należało odtworzyć pierwotny wygląd kiosków, wymiary, połączenia oraz ich kolorystykę i na tej podstawie wykonać projekt techniczny. Nie było to łatwe i wymagało dużo pracy. Dawnych zdjęć zachowało się sporo, ale są one raczej mało wyraźne. Po pomiarach terenowych, wstępnych konsultacjach z dr. Maciejem Praratem z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, wyposażony w wiedzę z XIX-wiecznych podręczników i ówczesne normy, wykonałem opis szczegółów konstrukcji i rysunki. Teraz mogę spokojnie powiedzieć, że położenie wszelkich elementów, konstrukcyjnych czy dekoracyjnych ma swoje uzasadnienie – zaznacza Robert Lisowski.

Rekonstrukcja kiosku – rys. Robert Lisowski.

Co jeszcze wiemy o dawnych kioskach? – Replikę zrobiono z drewna sosnowego, bo takie zostało wykorzystane w tych wcześniejszych – wyjaśnia Robert. – Były one oświetlane od wewnątrz dwoma lampami: jedną wiszącą i jedną biurkową. Wiemy także, jak wyglądała ekspozycja. Gazety były porozwieszane na sznurkach i poprzypinane spinaczami.

Na zlecenie Kolportera replikę kiosku z powodzeniem wykonała pracownia stolarska Karola Gołąbka w Mąchocicach Kapitulnych. Jak wyszło – można przekonać się kupując gazetę na kieleckim rynku.

Kiosk przy Rynku już mamy. Nasze miasto w pełni zasługuje na takie „perełki” wyśmienicie łączące historię i  tradycję  z nowoczesnością. Czekamy więc na kolejne.

Tekst i zdjęcia: Jacek Korczyński

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close