Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


„Trudno nie wierzyć w nic”, „Talerzyk”, „Nikt nikogo (i tak warto żyć)” to tylko niektóre z piosenek, które nucimy od lat. Utwory grupy Raz, Dwa, Trzy wzruszają, uczą pokory wobec życia i skłaniają do głębszych refleksji. Muzycy świętują właśnie dwadzieścia pięć lat istnienia zespołu, koncertując w całym kraju. A „Made in Świętokrzyskie” rozmawia z ich liderem – Adamem Nowakiem.

Od początku Twojej kariery minęło wiele lat. Byłeś aktorem kabaretów Drugi Garnitur i Grupy Działań Odurzających – Kibuc, współpracowałeś z kabaretem Potem, by wreszcie założyć zespół Raz, Dwa, Trzy. Z czego jesteś dziś najbardziej zadowolony, co chciałbyś zmienić lub poprawić, gdybyś mógł? A może po prostu niczego byś nie zmieniał?
Przez cały okres twórczości zespołu graliśmy piosenki, wciąż poszukując w różnych rejonach. Na początku dość nieporadnie, choć do dziś naszą pierwszą płytę uważam za bardzo interesującą. Ukazało się na niej dziesięć piosenek, które zapowiadały mniej więcej to, co robiliśmy przez następne lata. Na początku rzeczywiście byliśmy bardzo małym, skromnie wyposażonym zespołem teatralno-, czy kabaretowo-muzycznym. Mieliśmy wszystko powymyślane łącznie ze stylizacją sceniczną. Od pierwszego momentu wejścia na scenę zawsze byłem bardzo zdenerwowany. Jednym z największych moich dokonań emocjonalnych i psychicznych jest to, że dzisiaj jestem całkowicie spokojny. Pewnie też dlatego, że zagraliśmy tych koncertów naprawdę mnóstwo: około stu rocznie przez dwadzieścia pięć lat. To daje zupełnie niezły wynik. Dziś już wychodzę na scenę z innych powodów.

Macie specyficzną publiczność. To są ludzie, którzy nie uczestniczą w mainstreamie kulturowym. Nie poddają się temu, co serwuje im radio, czy telewizja, ale przychodzą na spotkanie z Wami, z Waszymi tekstami i muzyką. I to jest chyba niezwykle cenne.
Tak, to są ludzie zaciekawieni tym, co robimy. I to jest dla nas szczególnie cenne. Nikt ich nie przywozi autobusami. Rzadko pokazujemy się w telewizji. Czasem jakieś radio zagra nasz utwór. Tylko po ilości odsłon niektórych piosenek w Internecie można sądzić, że one są popularne. Oczywiście nie będziemy konkurować z kimś z mainstreamu, kto ma pięć, dziesięć, może piętnaście milionów odsłon. Gramy też specyficzne piosenki, w które wierzymy, że niosą dla słuchacza konkretną wartość. Tym bardziej jesteśmy wdzięczni ludziom za ich obecność, która bierze się z zaciekawienia historią drugiego człowieka.

Płyta koncertowa „Raz, Dwa, Trzy” na 25-lecie zespołu została znakomicie zaaranżowana. Utwór rozpoczynający ten album „Tylko nie płyń tą rzeką” zawiera słowa:
Tylko nie płyń tą rzeką
Która wzbiera od brzegu
Tylko bądź jak najbliżej, gdy nie możesz odejść…
Odczytuję ten tekst, jako zbliżanie się czegoś niebezpiecznego, nieuchronnego i albo zostaniemy i wytrwamy w tym zagrożeniu, albo uciekajmy jak najdalej…
Albo płyńmy… Połóżmy się na rzece i płyńmy… Pamiętam końcówkę filmu „Edi”, która mnie niezwykle poruszyła. To wspaniały film. Jest taki moment, kiedy Edi, jak liść, kładzie się i płynie z nurtem rzeki. To jest właśnie taka opowieść o człowieku. Bierność nie może trwać za długo. Bo jednak człowiek jest stworzony do tego, by wędrować brzegiem, a nie całe życie płynąć rzeką. Mówiąc metaforycznie: jak dopłynie do morza, to zrobi mu się za szeroko. Więc musi w odpowiednim momencie z tej bierności zrezygnować, a życie uwielbia różnorodność. To nasza pierwsza piosenka, najstarsza. Pisałem ją intuicyjnie. Wydaje mi się, że skrótowość i dwuznaczność tego tekstu była wynikiem mojego ówczesnego sposobu myślenia. Po krótkim czasie przełożyłem ją na język uniwersalny. Bardzo lubię, gdy sztuka ma funkcję użytkową i może być komuś pomocna.

Raz, Dwa, Trzy wystąpiło w sali koncertowej Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu. Był to koncert z orkiestrą pod dyrekcją Huberta Kowalskiego. To kompozytor, dyrygent, producent muzyczny. Od kilku lat tworzy współczesne pieśni liturgiczne. Ma głębokie podejście do materii muzycznej. Dzięki temu Wasze utwory są rozbudowane o ciekawe wstępy i kody.
Długi był proces przygotowywania tego koncertu. Hubert jest człowiekiem niezwykłym, wierzy w to, co robimy. Przygotował orkiestrację. Kiedyś w taki sposób współpracowaliśmy także z Michałem Nesterowiczem. Nie wszyscy muzycy klasyczni czy twórcy przyglądają nam się z zainteresowaniem stricte muzycznym. Gramy prosto skonstruowane piosenki i dla przeciętnie wykształconego instrumentalnie muzyka, współobecność z nami może być nudna. Natomiast jeśli on się nad tym pochyli, to zobaczy, jaką one mogą mieć siłę oddziaływania na ludzi i na wyobraźnię. I tak działała większość wrażliwych muzyków, takich, którzy świetnie grają, od Henryka Miśkiewicza przez Andrzeja Jagodzińskiego i Huberta Kowalskiego, aż po Marcina Pospieszalskiego. Z tym ostatnim zapoczątkowaliśmy granie z filharmonikami, bo Marcin Pospieszalski był pierwszą osobą, która dokonała orkiestracji naszych utworów. Potem po jakimś czasie Hubert przejął po nim to zadanie, rozbudował. Przełożył na orkiestrę kolejne piosenki, w sumie około trzech godzin muzykowania. Oczywiście nie możemy za każdym razem grać takiego koncertu. W Narodowym Forum Muzyki zrobiliśmy to, a potem dokonaliśmy wyboru na płytę.

Niektóre utwory na tym koncertowym albumie zyskują zupełnie nową dramaturgię. Kiedy w warstwie instrumentalnej na przykład smyczki nagle przyspieszają i wartości rytmicznych jest znacznie więcej, buduje się pewne napięcie.
To jest wynik pracy Marcina i Huberta. Powstało tło, które wypełnia orkiestra symfoniczna, ale też kompletne zmiany aranżacyjne, takie jak na przykład w piosence „Już”, którą przearanżowałem na potrzeby małego ugrupowania Acoustic Amigos, z którym gram. Występuje tam także Karim Martusewicz z Voo Voo i Jarek Treliński z Raz, Dwa, Trzy, czasem Tomek Nowak – trębacz. Stanowimy tercet, ale także zapraszamy gości. I mamy otwarty skład. Gramy akustycznie w małych salach. Chciałem zagrać piosenkę „Już” w takim małym składzie, ale przeszkadzała mi w tym ta nasza pierwotna, rozbudowana aranżacja. Musiałem stworzyć inną instrumentalizację gitarową i Karim na tej podstawie dokonał zupełnie nowej orkiestracji tego utworu. Ona w moim odczuciu znacznie głębiej oddaje to, co chciałem w tej piosence przekazać. Zadedykowałem ją wszystkim odchodzącym oraz tym, którzy towarzyszą odchodzącym. Uważam jednak, że przy projektach tego rodzaju bardzo łatwo jest przekroczyć granicę i zmienić występ w koncert symfoniczny, a nie do końca mi to pasj. Nie może być tak, że zespół traci swoje brzmienie na rzecz orkiestry lub orkiestry jest za mało. Trzeba szukać odpowiednich proporcji między jedną i drugą sferą muzyczną. I myślę, że nam udało się je znaleźć.

W 1997 roku pokusiłeś się o napisanie muzyki do filmu Jerzego Stuhra „Historie miłosne”. Czy w przyszłości myślisz o podobnego rodzaju działalności, czy był to jednorazowy, zamknięty projekt?
Nikt się do mnie nie zwrócił o napisanie muzyki filmowej (śmiech). A tak naprawdę to poszło trochę innym torem. Pan Jerzy Stuhr postąpił wspaniale, bo poszedł drogą zaciekawienia. Jak użyć czegoś, czego jeszcze nikt nie użył? To był mój debiut filmowy. Myślę, że nie żałował. Muzyka i piosenka dostały nagrodę na festiwalu i miały wielu odbiorców. Dostały też wyróżnienie podczas projekcji we Włoszech. Niedawno znów obejrzałem ten film. To był pierwszy projekt w polskiej kinematografii, który składał się z odrębnych pomysłów, opowiadających ten sam temat. „Historie miłosne” to obawa przed głębszy uczuciem umieszczona w różnych kontekstach. Film trafnie opowiedział te historie. Mam do niego duży sentyment i uważam, że to jest jedyne tak unikatowe dzieło w kinematografii polskiej.

Kolejnym ciekawym utworem na jubileuszowym albumie „Raz, Dwa, Trzy” jest piosenka „Z rozmów”, która pierwotnie znalazła się na albumie „Sufit”.
Z naszych rozmów o niczym wynika, że
Tyle wiemy o świecie
A o nas trochę mniej
Nie sądzisz, że to trochę syndrom naszych czasów? Wiele młodych osób fascynuje się swoją fizycznością, a jak trzeba ze sobą po prostu żyć, to nagle nie mają o czym rozmawiać?
Im więcej narzędzi do komunikacji, tym bardziej jest ona banalna. Kiedyś ktoś mądry powiedział, że jak ludzie pisali do siebie listy, to musieli przemyśleć, co w nich będzie. I wiedzieli, że list jest jednocześnie nieaktualny, bo jak dotrze do adresata, to wydarzenia, które opisuje, będą już przeszłością. Miał on zatem charakter zawiadamiający. Gdy kochanek pisał do kochanki, lub odwrotnie, w uniesieniu miłosnym, to zakładając, że list szedł dwa tygodnie, siłą rzeczy uniesienie musiało już przejść. Ale ta nieaktualność listów nie była zła. Trzeba było się skupić, należało list rozpocząć, coś opowiedzieć, czyli użyć zdań być może podrzędnie złożonych i z przytupem zakończyć. Kiedyś pisałem bardzo dużo listów. Zrobiłem z tego nawet rodzaj małej sztuki literackiej. Gdy pisałem do znajomych, albo do różnych ludzi, to starałem się, żeby to było bardzo atrakcyjne, aby było podszyte czymś w rodzaju literatury. A dzisiaj mamy wiadomości SMS, komunikatory, maile, telefony… Ludzie wymieniają ze sobą informacje. Okazuje się jednak, że gdyby przysłuchać się dużej ich części, to tak naprawdę nie ma czego słuchać. Szczególnie na banalność narażona jest tutaj młodzież, która ma mnóstwo narzędzi do komunikacji, ale potrafi ją w bardzo brutalny sposób wykorzystać przeciwko sobie nawzajem. Dziś młody człowiek ma narzędzia do rejestracji zdarzeń, które często sam prowokuje, a potem je upublicznia.

Jakie są Wasze plany na przyszłość? Kiedy możemy spodziewać się nowej płyty?
Spotkaliśmy się na dwóch próbach. Powstała część materiału, która leży i czeka. Jestem teraz zaaferowany wyjazdem na Antarktykę. W połowie lutego jedziemy tam z Bartoszem Stróżyńskim i Olafem Lubaszenko. Jedziemy realizować zdarzenie „Trzy sztuki w Antarktyce”, czyli film, muzyka i fotografia. Będę nagrywał solowy koncert na krze. Bartosz będzie robił podwodne zdjęcia i nurkował. Robiliśmy próby żeglarskie na Bałtyku. Wszystko zapowiada się dość tajemniczo.

Życzę zatem wielu sukcesów i dziękuję za rozmowę.
Również bardzo dziękuję.

Rozmawiał Michał Sierlecki, fotografował Mateusz Wolski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close