Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Korzystali z dobrodziejstw dziurawca, piołunu, rumianku, żywokostu czy mięty. Do bogatego zestawu leczniczych ziół rosnących w naszym klimacie mnisi dodali zapewne także te sprowadzane z południa od swych benedyktyńskich współbraci. Od średniowiecza uprawiali je na dobrze nasłonecznionym letnią porą stoku Łysej Góry, po południowej stronie opactwa, przy klasztorze na Świętym Krzyżu.

Benedyktyni i moc roślin
Znany jest wkład klasztorów w rozwój rolnictwa, ogrodnictwa czy zielarstwa. Wielkie w tym zasługi przypisuje się św. Benedyktowi, który założony przez siebie zakon oparł między innymi na zasadzie samowystarczalności. Zakładane przy opactwach ogrody, dostarczające mnichom owoców, warzyw i ziół, stały się niezbędne. Zakonna reguła, poza modlitwą i pracą, nakazywała także troskę o chorych, których należy nawiedzać i w utrapieniu ratować. Wiemy, że już w XIV stuleciu był w benedyktyńskim klasztorze na Świętym Krzyżu brat infirmeriusz – zakonnik opiekujący się infirmerią, czyli izbą chorych. Początkowo przybytek ten służył złożonym niemocą współbraciom, z czasem – gdy opactwo stało się miejscem coraz liczniejszych pielgrzymek wiernych – pomagano tam również schorowanym pątnikom. Klimat na szczycie Łysej Góry, niezbyt sprzyjający jesienią i zimą, sprawiał, że życie w klasztornych murach bywało trudne. Zimno i wilgoć powodowały, że mnisi chorowali. Modlitwa o powrót do zdrowia była, rzecz jasna, sprawą istotną – szczególnie w obecności relikwii Drzewa Krzyża Świętego. Ojcowie benedyktyni doskonale jednak wiedzieli, że ulgę w cierpieniu mogąprzynieść napary lub nalewki z odpowiednio dobranych ziół. Ważna była przy tym dobra znajomość roślin, których liście, kwiaty i korzenie można wykorzystać w leczniczym celu. Wiedza benedyktynów była niemała.

Korzystali z uczonych ksiąg, wymieniali się doświadczeniami, mieli do dyspozycji bogactwo miejscowej flory. Z początku korzystali z roślin dziko żyjących, w które obfitowała okoliczna puszcza. Później sami uprawiali je w przyklasztornym „hortus medicus” – zielniku na stoku Łysej Góry, nasłonecznionym i osłoniętym od wiatrów. Był to niemały ogródek. Aby go założyć, mnisi wykarczowali ponoć spory kawałek lasu. Niektóre zioła rosły także w klasztornym wirydarzu otoczonym krużgankami. Sadzonki roślin nie występujących u nas sprowadzano przypuszczalnie, wzorem innych klasztorów, z odległych południowych krajów. Przypomnijmy, że to właśnie benedyktyni znacznie przyczynili się do poznania w Polsce wielu roślin o rodowodzie śródziemnomorskim, stosowanych do dziś w lecznictwie oraz w kuchni. Wiedza o właściwościach roślin była kluczowa z jeszcze jednego powodu: niektóre rośliny cenione w lecznictwie są trujące. Specyfik z nich wykonany wymaga – co podkreślał pionier polskiego zielarstwa Jan Biegański – zastosowania odpowiedniej dawki w każdym konkretnym przypadku. Przygotowujący preparat mnich-aptekarz musiał umiejętnie i precyzyjnie określić siłę leczniczego środka, czyli szkodliwego jednocześnie w większej ilości alkaloidu. Podanie medykamentu ze źle dobranymi proporcjami wyciągu z bielunia, tojadu czy lulka mogło skończyć się dla pacjenta nieciekawie. Uznaniem cieszą się do dziś benedyktyńskie ziołowe mieszanki, które mnisi sporządzali już przed stuleciami. O skuteczności takich farmakologicznych rozwiązań pisał Jan Biegański: Wielowiekowe stosowanie ziół w różnych cierpieniach stwierdziło fakt, że pojedynczo przyjmowane zioła, choćby najlepiej przystosowane do choroby, działają zawsze słabiej, aniżeli w zestawieniu z innymi. Zawsze pewniejsze i energiczniejsze będzie działanie wielu ziół, odpowiednio dobranych, tak aby się wzajemnie wspomagały, dopełniały.

Cała tajemnica tkwi bowiem w substancjach czynnych roślin: alkaloidach, olejkach eterycznych czy garbnikach. Lecznicza wiedza „czarnych mnichów” przyczyniła się do trwającej do dziś sławy ziółek benedyktyńskich, przyrządzanych według dawnych receptur. Powodzeniem cieszy się także wino benedyktyńskie, stosowane w średniowieczu jako remedium na dżumę. Zaprawiano je wkładanym do beczki workiem z odpowiednim zestawem rozdrobnionych ziół oraz innych substancji. Łysogórscy mnisi wykorzystywali tu – jak wyliczyła Bogumiła Stępniewska – ziele piołunu, wężowego moru, jelenich języków i jaskółczego ziela, korzeń podróżnika i kurzego ziela, pestki i skórki cytrynowych jabłek oraz kawałki bursztynu.

Sława łysogórskiej apteki
Wiemy, że w XVIII stuleciu apteka prowadzona przez świętokrzyskich benedyktynów cieszyła się zasłużoną już sławą. Była wówczas świetnie urządzona, znana w okolicy i – rzecz zrozumiała – zaopatrywana w uprawiane przez mnichów lecznicze zioła. Leki z niej pochodzące trafiały także do innych aptek, jak na przykład do apteki pijarów w Radomiu. Nie wiemy natomiast, kiedy klasztorna apteka powstała. Najstarsze zachowane źródłowe zapiski na ten temat sięgają XVII wieku. Przypuszczać możemy, że istniała – choćby w skromnej postaci – już w średniowieczu, skoro w XIV wieku mieściła się w opactwie wspomniana już infirmeria. Ponadto o leczniczych zainteresowaniach naszych benedyktynów mogą świadczyć pochodzące z klasztornej biblioteki XVI-wieczne księgi traktujące o medycynie. Podobnych zamiłowań wśród mnichów dowodzą – jak pisze prof. Marek Derwich – także XV-wieczne kodeksy łysogórskie.

Klasztorna izba chorych, raczej skromna, z czasem stała się za mała, by zapewnić odpowiednią opiekę podopiecznym. Zakonników w opactwie przybywało, a infirmerię udostępniano także chorym spoza konwentu. W 1490 roku mnisi, którym przewodził uczony opat Maciej z Pyzdr, zbudowali w północnym skrzydle klasztoru obszerniejsze pomieszczenie dla chorych. Powstała wówczas tzw. wielka infirmeria, w której przyjmowano potrzebujących pomocy pielgrzymów oraz okolicznych mieszkańców. Archiwalne źródła nie potwierdzają, czy tylko mnisi zajmowali się opieką nad chorymi, czy też korzystali z usług jakiegoś „świeckiego” lekarza. Ziołowe medykamenty sporządzali sami, a przypuszczalnie w tej części klasztoru, gdzie powstała nowa infirmeria, znalazło się w tym czasie także pomieszczenie przeznaczone na aptekę. Sto lat później, w 1595 roku, łysogórski opat Michał Maliszewski założył probostwo szpitalne w pobliskiej Słupi. Niewątpliwie dostarczane tam leki pochodziły z klasztoru świętokrzyskiego. Lecznicze specyfiki sporządzano głównie z substancji roślinnych. Na bazie ziół powstawały nalewki, soki, wspomniane wyżej słynne benedyktyńskie wino, sycone miody, olejki, maści, plastry. Wykorzystywano ponadto żywice i oleje. Rzadziej – jak podkreśliła Bogumiła Stępniewska – stosowano leki pochodzenia zwierzęcego, jak łosie kopyto i mineralne, jak ałun. Od 1529 roku, gdy mnisi uruchomili własną hutę szkła, wielce pomocne przy sporządzaniu leków stały się odpowiedniej wielkości i kształtu szklane naczynia. Jednakże nie tylko apteczne medykamenty cieszyły się uznaniem. Z klasztornym spisów cudów relikwii świętokrzyskiej wynika, że popularnym łysogórskim lekiem była – jak zaznacza prof. Derwich – woda oraz wino benedykowane (to znaczy poświęcone, czy raczej „obmyte” o relikwię Krzyża Świętego). Stosowali je zarówno mnisi, jak i pielgrzymi oraz okoliczna ludność. Podawano je do picia lub polewano nim wiernych. Miał być to skuteczny lek przeciwko szalejącym w średniowieczu epidemiom.

Powróćmy do czasów największej świetności klasztornej apteki, czyli do końca XVIII stulecia. Pomieszczenia zajmowały trzy sale, obszerne i dobrze wyposażone w meble i potrzebne instrumenty. Poza samym lokalem aptecznym, były tam gabinet aptekarza i laboratorium. Kompleks uzupełniała suszarnia ziół, kuchnia apteczna oraz piwnica, gdzie przechowywano słynne wina czy nalewki. Na wejściem do pomieszczeń umieszczone zostały łacińskie sentencje medyczne, jak „Contra vim mortis, non est medicamen in hortis” (czyli: „Przeciwko sile śmierci nie ma lekarstwa w ogrodach”). Ks. Józef Gacki pisał nieco uszczypliwie, że tego typu tekst zachęcał raczej do zdania się na wolę boską, niż wzbudzał ufność do samej apteki i sporządzanych w niej leków. Łysogórska apteka szczęśliwie przetrwała większość kataklizmów nawiedzających klasztor, jak choćby pożar z jesieni 1777 roku. Dotrwała do okresu kasat zakonnych i zniesienia opactwa benedyktynów w 1819 roku. Część klasztoru, gdzie mieściła się infirmeria oraz apteka, została zniszczona bombami lotniczymi podczas II wojny światowej. Odbudowana została przez oo. oblatów, obecnych gospodarzy świętokrzyskiego opactwa. W pomieszczeniach dawnej apteki – jak dowiadujemy się ze strony internetowej swietykrzyz.pl – swe mieszkania znaleźli dziś nowicjusze zakonu.

Uczone księgi i medyczna wiedza
Od czasów średniowiecza powstawały fachowe opisy roślin, tworzono zielniki, receptury. Być może tego typu księgi tworzono także w skryptorium na Świętym Krzyżu. Łysogórscy benedyktyni z pewnością jednak korzystali z bogatej biblioteki klasztornej, gdzie znajdowało się wiele dzieł traktujących o leczeniu i środkach mu służących. Mnisi mieli do dyspozycji „Herbarz polski”, XVI-wieczną bogatą encyklopedię z zakresu botaniki i medycyny autorstwa kanonika katedry sandomierskiej Marcina z Urzędowa. Brat aptekarz korzystał także z „Zielnika” Syreniusza, dzieła Spiczyńskiego „O ziołach tutejszych i zamorskich”, „Historia naturalis” Rzączyńskiego czy prac Macieja z Miechowa. Dokonania uczonych przyrodników miały korzystny wpływ na wiedzę dotyczącą korzystania z ziół przez świętokrzyskich mnichów oraz ich medyczne umiejętności. O zamiłowaniu naszych benedyktynów do piękna przyrody tak pisał Jan Gajzler, poeta i piewca ziemi świętokrzyskiej: Przedziwny czar spowija murów tych sklepienia,/ Utajonych sród mrocznych świętokrzyskich borów,/ Gdzie żyli leśne zioła miłujący mnichy, / Gdzie Bóg sie jawi w cudzie świtówi wieczorów”. •


Korzystałem m.in. z: Marek Derwich „Benedyktyński klasztor Świętego Krzyża na Łysej Górze w średniowieczu” (Warszawa-Wrocław 1992), Bogumiła Stępniewska „Dawna apteka klasztorna na Łysej Górze” (maszynopis z biblioteki klasztoru oo. oblatów na Świętym Krzyżu), Jan Biegański „Nasze zioła i leczenie się niemi” (Warszawa 1931), Elżbieta Pisulewska „Benedyktyni w rozwoju oraz propagowaniu zielarstwa i ziołolecznictwa” (zdrowiepowraca.pl), Józef Gacki „Benedyktyński klasztor Świętego Krzyża na Łysej Górze” (Warszawa 1873).

tekst i zdjęcia Jacek Korczyński

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close