Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


– A co tam u was jest w tych Węglokopach poza kopalniami? – koleżanka z redakcji ucina dyskusję. Rozmawiamy jak większość warszawskich słoików, mających w pamięci rodzinne kąty, o miejscach godnych zobaczenia. Temat wydaje się być przewidywalny, a jednak w trakcie rozmowy przeżywam zaskoczenie.

– Co ty opowiadasz? Przecież w Kielcach w ogóle nie ma kopalni – odpowiadam z niepewnym uśmiechem, łudząc się, że to żart.

– Nie ma? – pyta koleżanka. – A to sorry, pomyliłam je z Katowicami.

Kurtyna. Oklasków brak.

Może nie jestem mistrzem geografii, lecz zawsze sądziłem, że większość z nas dysponuje przynajmniej elementarną wiedzą o Polsce, zatem taka ignorancja doprowadza mnie niemal do apopleksji. Niemniej, po pierwszym szoku, zadaję sobie pytanie na wzór hasła z socrealistycznego plakatu z robotnikiem wskazującym palcem: a co TY wiesz o swojej ojczyźnie? No właśnie.

Jestem rodowitym kielczaninem, który spędził tu osiemnaście lat, od urodzenia, aż do matury w Śniadku. Musiało jednak upłynąć trochę wody w Silnicy, żebym uświadomił sobie, jak duży potencjał ma to miasto, napędzane siłą literatury Żeromskiego i Herlinga-Grudzińskiego, rozsławione piosenkami Liroya i K.A.S.Y. Zwłaszcza od kiedy mieszkam w stolicy, mającej dziwną zdolność wywoływania amnezji.

– Jestem z Warszawy – zdają się mówić już pierwszego dnia legiony przyjeżdżających tu na studia i do pracy. – Jestem warszawiakiem – powtarzają w restauracjach i pubach ukrywając tożsamość, jakby wiedzeni bezrozumnym przekonaniem, że bycie STĄD jest czymś gorszym. W skrajnych przypadkach wstydzą się swoich świętokrzyskich miasteczek i wsi. Próbują przejść proces mimikry, jak niektórzy Hindusi w czasach kolonialnych, prześcignąć Brytyjczyków w brytyjskości. Zaprawdę powiadam wam: nie idźcie tą drogą. A wszystkim, którzy zapomnieli, skąd ich ród i nakładają cudze buty, chcę przekazać mądrość nabytą w trakcie trzydziestu lat pracy zawodowej i licznych przeprowadzek z miasta do miasta. Pamiętajcie, że pochodzenie nie osłabia, a umacnia.

Mała ojczyzna daje nam siłę, sprawiając, że odrzucamy imitację na rzecz natury. Nie bez powodu świat oklaskuje ludowy zespół pieśni i tańca, ignorując piosenkarkę kopiującą anglosaskie przeboje.

Dlatego promuję Świętokrzyskie przy każdej okazji. Jaskinia Raj, Święty Krzyż, opatowskie Krzemionki, kąpiele siarkowe w Busku-Zdroju czy Solcu-Zdroju, to zaledwie kilka miejsc z długiej listy atrakcji, o których mówię Pomorzanom, Ślązakom i mieszkańcom Podlasia. W sezonie zimowym zachwalam stoki w Szwajcarii Bałtowskiej, w lecie zachęcam do odwiedzenia Ponidzia, zwanego czasem świętokrzyskim stepem. Kielce towarzyszą mi w pracy i podróżach. Robiłem o nich telewizyjne materiały, wspominam je w książkach, dzięki czemu wtłaczam do głowy zagubionym tożsamościowo krajanom znaczenie małej ojczyzny.

Czy ja nie widzę w Kielcach wad? Oczywiście, że tak. Czyż jednak nie widzimy wad u rodziców? Czy nie kłócimy się z nimi? To przecież nie wyklucza miłości i przywiązania. Warszawa jest świetnym miastem, ale to jeden z przystanków w podróży. Nie wiem jeszcze gdzie jest jej kres, ale wiem, gdzie się zaczęła. Kiedy zaś ogłaszam: jestem z Kielc, to czuję jak postać z „Krainy lodu” Disneya, że „mam tę moc”. I napawam się dumą regionu, którego wspomnienie odkłada w moim sercu hałdy pozytywnych emocji. Mimo albo raczej na szczęście, że nie ma tam kopalni węgla.

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close