Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


– Nikt mi nie powie, że to normalne, żeby maszyna latała w powietrzu – twierdzi bankier Kramer w znanej filmowej komedii „Vabank”. Od czasów pierwszych prób Lilienthala oraz wyczynów braci Wright aeroplany jednych fascynowały, innych przerażały. Już od samego zarania lotnictwa do pasjonatów podniebnych lotów zaliczał się nasz świętokrzyski rodak, urodzony w 1883 roku we wsi Hołdowiec niedaleko Kazimierzy Wielkiej – Adam Haber-Włyński.
Ten niezwykle utalentowany pilot oblatywacz, instruktor i podniebny akrobata słynął ze swych umiejętności już w trudnym, pionierskim okresie dziejów lotnictwa. Wykonywał tak brawurowe i karkołomne akrobacje, że francuscy koledzy nadali mu przydomek „Le diable”. Lotniczego bakcyla połknął już w młodych latach. Jak pisał o naszym pilocie Bohdan Arct: Zaledwie doszedł do pełnoletności, a już porwały go i pobudziły jego wyobraźnię pierwsze wzloty Wrightów, a potem Santos-Dumonta i Bleriota. W 1910 r. wyjechał do Francji, gdzie ukończył kursy pilotażu w dwóch znanych szkołach: Bleriota w Pau oraz Farmana w Mourmelon.
Adam Haber-Włyński powrócił do kraju jako doświadczony pilot, a niebawem wyjechał do Moskwy, gdzie przez lata pracował jako instruktor latania, a także jako szef pilotów doświadczalnych w wytwórni Dux. Wyszkolił ok. 300 uczniów na różnych typach płatowców i zyskał ogromne uznanie w lotniczych kołach sportowych. W 1913 r. osiągnął rekordowy pułap lotu – 2800 metrów. Jako pilot doświadczalny przetestował wiele samolotów, bijąc ówczesny rekord 10 000 godzin spędzonych w powietrzu.
Krótko przed pierwszą wojną Haber-Włyński latał w słynnej francuskiej szkole pilotażu Rolanda Garrosa w Villacoublay pod Paryżem. Popisywał się takimi lotniczymi sztukami, jak: martwe węzły, grajcarki, padanie liściem, ślizganie się na skrzydłach, przewracanie przez skrzydła i kręcenie się młynkiem naokoło osi podłużnej płatowca. Wszystko to wykonywał po mistrzowsku. Ponoć jego ulubioną akrobacją był niezwykle trudny tzw. korkociąg płaski. Weźmy przy tym pod uwagę, że ówczesne płatowce raczej nie przypominały nowoczesnych aerodynamicznych samolotów. Było to groźne także ze względu na niezbyt wysoką jakość wytwarzanego wówczas lotniczego sprzętu.
Niestety, uprawianie takiego „sportu ekstremalnego” – jak moglibyśmy dziś nazwać wyczyny naszego lotnika – nie zawsze kończyło się szczęśliwie. Zajęcie to było w tamtym, pionierskim dla lotnictwa czasie, szczególnie niebezpieczne. W swej karierze Adam Haber-Włyński cierpiał na różnego rodzaju kontuzje, co wcale nie umniejszało jego entuzjazmu dla awiacji. W poważnej lotniczej kraksie złamał nogę, która źle się zrosła i pozostała krótsza o kilka centymetrów. W ciągu 12 lat swej bezustannej walki o władanie atmosferą kilkakrotnie został powalonym, lecz nigdy zwyciężonym – napisano o naszym lotniku we wspomnieniu na łamach czasopisma „Lot”. Nie wiem, czy to tylko legenda, ale Włyński lubił ponoć zabierać na podniebne wyprawy swego kota. W jaki sposób futrzak znosił podróż w odkrytej kabinie samolotu, też jest zagadką. Jak głosi anegdota, we wspomnianym wyżej wypadku najwięcej szczęścia miał właśnie ów kociak, który wyszedł z niego bez szwanku.
Po zakończeniu I wojny Adam Haber-Włyński zaczął pracować w kraju jako szef instruktorów w Wyższej Szkole Pilotów w Ławicy, gdzie uczył akrobacji lotniczej oraz technik walki powietrznej. Trafił następnie do Lublina, gdzie utworzono pierwszą w Polsce wytwórnię samolotów: Zakłady Mechaniczne E. Plage i T. Laśkiewicz. Początkowo produkowano tu samoloty na włoskiej i francuskiej licencji, a Haber-Włyński był ich głównym pilotem oblatywaczem. Zginął w Lublinie 21 lipca 1921 r. w czasie testowania samolotu Ansaldo A.1 Balilla. Wykonywał na tej maszynie niebezpieczne akrobacje na wysokości zaledwie 50 metrów. Poleciał znowu jak demon, nie zwracając uwagi na wiatr, chmury i deszcz, by wykonać szereg akrobacji. Wykonawszy z łatwością przepisowe ewolucje nie zaprzestał lotu, lecz przeciwnie postanowił całkowicie zgnębić wrogi żywioł, przerazić go i opanować. Rozpoczął najtrudniejsze sztuki akrobatyczne… – opisano ostatnie chwile świętokrzyskiego pilota w czasopiśmie „Lot” z 1921 r. Jego śmierć była niepowetowaną stratą dla polskiego lotnictwa.
Adam Haber-Włyński to postać dziś nieco zapomniana. Wielka szkoda, bo był to lotnik z krwi i kości, który swą pasję przypłacił życiem. Wniósł ogromny wkład w rozwój technik pilotażu i wyszkolił szereg znakomitych pilotów.
Korzystałem m.in. z książek: Bohdan Arct „Poczet wielkich lotników” (Warszawa 1966), Jerzy Konieczny „Zaranie lotnictwa polskiego” (Warszawa 1961)

Tekst: Jacek Korczyński

Adam Haber-Włyński (z prawej) z kpt. Stefanem Pawlikowskim przy samolocie Balilla, 1921 rok (źródło „Album dziesięciolecia lotnictwa polskiego”, Warszawa 1930).

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close