Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Gdyby miłość do naszych pociech mierzyć kwotami wydawanymi na zabawki, okazałoby się, że wszyscy w Polsce uwielbiają milusińskich. Rodzimy rynek zabawkarski wart jest co najmniej 3 miliardy złotych i choć to liczba szacunkowa, bo trudno ocenić wartość produktów kupowanych przez Internet, i tak robi wrażenie.

Zabawkowe hity

Według badań firmy RMD Research z 2017 roku, dzieci najbardziej kochają klocki, które stanowią aż 20 proc. sprzedaży, potem hulajnogi, trampoliny i zjeżdżalnie, czyli wszelkie sprzęty do gier w plenerze. Trzecie miejsce zajmują najróżniejsze pojazdy, a ostatnie puzzle. Uprzywilejowaną pozycję mają evergreeny: klocki Lego czy lalki Barbie. Pojawiają się też jednorazowe hity, jak chociażby ubiegłoroczne spinery czy gumki do robienia bransoletek. Te jednak znikają równie szybko, jak się pojawiają. Mamy także polskich gigantów zabawkarskich. Klocki Cobi, plastikowe ciężarówki z Wadera czy gry Granny znają niemal wszyscy.

Coraz częściej sięgamy też po produkty wyjątkowe, przemyślane, po prostu inne. Wykonane rzemieślniczo, z lepszych, ekologicznych materiałów. Co prawda są one sporo droższe od masowo produkowanych i czasami – niestety – tandetnych zabawek, ale swoją wyjątkowością – pomysłem, walorem edukacyjnym, wykonaniem – kradną serce użytkownikom, podbijając nie tylko rodzime rynki. Tak było na przykład z szumisiami – przytulankami, zastępującymi suszarki, którymi zdesperowani rodzice usypiają niemowlęta. W tej chwili 70 proc. produkowanych szumisiów usypia dzieci za granicą, a w ciągu 19 pierwszych miesięcy sprzedało się aż 100 tys. wydających monotonne, relaksujące dźwięki misiów.

Najlepsze zabawki poszukiwane

I właśnie takich produktów niestrudzenie i od lat szuka Muzeum Zabawek i Zabawy w Kielcach. Dziesiąta, jubileuszowa edycja konkursu Zabawka Przyjazna Dziecku trwa. Producenci, projektanci, twórcy zabawek, artyści, ale także studenci i absolwenci szkół plastycznych mogą przysyłać swoje prace do końca października. Muzeum zaprasza także twórców ludowych, tych podtrzymujących tradycje zabawkarskie i to nie tylko w naszym regionie. Na konkurs trzeba zgłosić gotowe zabawki, które potem trafią do zbiorów instytucji. Wszystkie prace oceniane są w trzech kategoriach: zabawek wdrożonych do produkcji, prototypów i zabawek artystycznych oraz ludowych.

Przygląda się im profesjonalne jury, w składzie którego zasiadają: nasza rozmówczyni, prof. Beata Grynkiewicz-Bylina z Instytutu Techniki Górniczej KOMAG w Gliwicach, badającego zabawki pod kątem bezpieczeństwa użytkowania; Anna Wakulak, redaktor naczelna pisma „Rynek Zabawek”, od 17 lat związana z branżą; Krzysztof Kucharczyk, dyrektor artystyczny Instytutu Dizajnu w Kielcach; dr Wojciech Wierzbicki, wykładowca Instytutu Sztuk Pięknych UJK Kielce i Maciej Obara, dyrektor Muzeum Zabawek i Zabawy.

Pula nagród w konkursie to 11 tys. zł. Specjalne wyróżnienie przygotowały też Targi Kielce. To bezpłatne stoisko na targach Kids’ Time. Wśród prototypów poszukiwany będzie także… gadżet reklamowy Kielc. Jego twórcy otrzymają specjalną nagrodę Dyrektora Muzeum Zabawek i Zabawy.

Konkurs z historią

Profesor Grynkiewicz-Bylina zasiada w jury już po raz trzeci. – Podstawową zaletą konkursu jest fakt, że obejmuje on polskich projektantów i twórców ludowych. Wśród nich znajdują się artyści, studia projektowe, rzemieślnicy, ale też absolwenci szkół oraz studiów kierunków plastycznych. Zdobycie nagrody w tak prestiżowym konkursie na pewno przekłada się na promocję twórców projektów, które przedstawiane są w postaci prototypów. Niektóre z nich są wynikami prac dyplomowych. Już wdrożone do produkcji, uzyskując tytuł Zabawka Przyjazna Dziecku, potwierdzają, w rozumieniu regulaminu konkursu, że są bezpieczne i „mądre”. Na przestrzeni lat zauważyłam znaczący rozwój wzornictwa i inwencji twórczej autorów prac konkursowych – mówi profesor. – Niestety, niewiele z nich jest powszechnie dostępnych dodaje.

Dwa lata temu nagrodzono m.in.: klocki górnik i baba Andrzeja Klisza w kategorii zabawki artystycznej i dodatkowo wdrożonej do produkcji. Jury spodobał się także tekturowy stożek z miliardem dziurek, przez które przekładać można drewniane klocki. Ten modułowy element wyposażenia pokoju dziecięcego stworzyła Anna Gwardyś. Doceniono także stworzoną przez Olgę Grabiwodę grę „O potworze z wielkimi stopami i długim ogonem”. Cztery lata temu najbardziej spodobały się: gra memo o ptakach i owadach Katarzyny Jacobson, drewniane klocki konstrukcyjne dla prawdziwego majstra Bartosza Światowskiego oraz dziabągi Joanny Kaczmarek. Uznanie zyskały także prototypy, m.in.: grzechotka w kształcie lalki mamy Iwony Nowakowskiej z Wrocławia, pluszowy lisek i jego przyjaciele Agaty Czechowicz oraz prototyp lalki o nazwie „Donata roma laskowa” Joanny Kłos. Nagrodzono także zabawki ludowe: żabę Mariana Mółki z Nowego Sącza, „Wiej wietrzyku wiej!” Józefa Żaka ze Staszowa oraz kokoszki Anny Marczak z Kętrzyna.

Przede wszystkim bezpieczeństwo

Czy tegoroczne prace dorównają tym z poprzednich edycji? Prof. Grynkiewicz-Bylina na to liczy: – Mam nadzieję, że poziom zgłaszanych prac będzie co najmniej taki sam, jak w latach ubiegłych, a polscy projektanci i twórcy ludowi kolejny raz zaskoczą komisję konkursową nowymi, innowacyjnymi rozwiązaniami. Z roku na rok konkurs cieszy się coraz większym zainteresowaniem i widać wzrost liczby zgłoszeń i ich zróżnicowanie.

Te wskazywane przez panią profesor będą z pewnością zgodne z normami:Ze względu na profil mojej działalności podstawowym kryterium decydującym o wyłonieniu laureatów jest bezpieczeństwo produktu. Zwracam uwagę na konstrukcję, jakość wykonania i użyte materiały. Opieram się na dokumentacji dostarczonej przez producentów, ale tylko w przypadku zabawek wdrożonych do produkcji. Przy innych – kieruję się doświadczeniem – dopowiada pani inżynier.

Bo o normach bezpieczeństwa Beata Grynkiewicz-Bylina wie prawie wszystko. Choć nazwa Instytut Techniki Górniczej na to nie wskazuje, KOMAG z Gliwic, w którym pani profesor pracuje, prowadzi prace badawczo-rozwojowe dotyczące identyfikacji i oceny zagrożeń związanych z użytkowaniem wyrobów przez dzieci. Instytut posiada odpowiednie certyfikaty, akredytacje i notyfikacje Unii Europejskiej.Mamy wysoko wykwalifikowanych pracowników i nowoczesne, zautomatyzowane zaplecze badawcze. Jest to jedyne w Polsce laboratorium o tak szerokim zakresie działania zapewnia pani profesor. Instytut sprawdza właściwości fizyczne, mechaniczne, magnetyczne, chemiczne, elektryczne i palność produktów. Bo wszystkie powinny spełniać określone normy.Wymagania europejskie dotyczące bezpieczeństwa użytkowania zabawek nie uznają żadnych wyjątków. Wprowadzane na rynek powinny spełniać wymagania TSD (tzw. Dyrektywy Zabawkowej UE) oraz przepisy w niej przywołane, np. rozporządzenia REACH, dotyczącego ograniczania stosowania substancji chemicznych (chodzi głównie o ftalany, kadm, benzen czy też wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne), Dyrektywy w sprawie opakowań i odpadów opakowaniowych oraz Dyrektywy RoHS o sprzęcie elektrycznym i elektronicznym – wymienia prof. Grynkiewicz-Bylina.

Do norm materiałowych dochodzą także wiekowe. Chyba każdy rodzić widział na zabawkach znaczek w czerwonym kółku z przekreśloną buzią dziecka i cyframi 0-3. To oznaczenie sugeruje, że produkt przeznaczony jest dla starszych. Dla pani profesor ten znaczek mówi jednak dużo więcej: Umieszczenie tego znaku na zabawkach, które mogą być uznane przez konsumentów za przeznaczone dla dzieci w wieku poniżej 3 lat, np. pluszakach, może świadczyć nie tylko o nieznajomości wymagań bezpieczeństwa przez producenta, ale przede wszystkim o niewykonaniu analizy zagrożeń opartej na badaniach przeprowadzonych w akredytowanym laboratorium jednostki notyfikowanej. Bo wymagania dla produktów przeznaczonych dla dzieci w tym wieku są bardziej restrykcyjne, szczególnie w zakresie wytrzymałości mechanicznej i chemicznejwyjaśnia.

Okazuje się też, że zwykły konsument nie do końca może sprawdzić, czy zabawki przeszły odpowiednie procedury.Jedynym potwierdzeniem, że badania były wykonane, są sprawozdania, ale nie ma obowiązku dołączania ich do produktów, a jedynie do dokumentacji technicznej, udostępnianej Inspekcji Handlowej podczas kontroli. Konsument może tylko sprawdzić, czy na zabawce lub jej opakowaniu znajduje się oznakowanie CE, które wg TSD potwierdza jej zgodność z wymaganiami bezpieczeństwa – sugeruje pani profesor.

A może zaufać dzieciom?

Rodzic może pogubić się w gąszczu rankingów najlepszych zabawek miesiąca, roku, sezonu, czasami dopasowanych także do płci, wieku czy miejsca zamieszkania. No cóż. Zabawkarstwo to przemysł jak każdy inny, a być albo nie być firm zależy właśnie od promocji, prowadzącej do sprzedaży i firmowych zysków. Często milusińscy proszą nas o zakup czegoś, co zobaczyli na ekranie telewizora między ulubionymi kreskówkami, na monitorze, tuż obok oglądanego filmiku lub w przerwie między kolejnymi etapami gry komputerowej. Mali odbiorcy są bowiem szczególnie wrażliwi na sugestię reklam. Każdy rodzic przynajmniej raz widział, jak ta wymarzona zabawka po krótkim czasie ląduje w kącie, a dziecko zaczyna się bawić czymś kompletnie niepozornym, niewyględnym, za to mocno naszą latorośl inspirującym.

Jak odkryć co naprawdę spodoba się naszemu dziecku? Tu warto poradzić się ekspertów. Można na przykład poczekać na wyniki konkursu Zabawka Przyjazna Dziecku, a potem decydować się na te wybrane przez profesjonalistów. Poznamy je już w grudniu, więc na gwiazdkę pewnie zdążymy i będziemy pewni, że nasz wybór był właściwy. Możemy także zdecydować się na z pozoru bezpieczniejszą… książkę. Pani profesor często kupuje je zaprzyjaźnionym dzieciakom. Ale i tutaj czeka nas niespodzianka. – Zgodnie z definicją dyrektywy TSD książki zaliczane są do zabawek i podlegają jej wymaganiom – wyjaśnia Grynkiewicz-Bylina.

A czy wybrane przez nas prezenty spodobają się naszym pociechom? Musimy na to liczyć. W końcu dzieci też chyba mają coś do powiedzenia. Nie zapominają o tym i w muzeum, każdorazowo prosząc o wybór najlepszej zabawki także jury dziecięce. Co ciekawe, ich opinia… rzadko pokrywa się z decyzjami dorosłych jurorów. Bo dziecko też ma głos, gust i charakter. Może warto mu zaufać?

Tekst: Agnieszka Kozłowska-Piasta
Zdjęcia: archiwum Muzeum Zabawek i Zabawy

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close