Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Życie w kłamstwie lub niewiedzy może być całkiem znośne, a przede wszystkim wygodne. Bywa też tak, że niedopowiedzenia, przemilczenia są jak mury obronne, które chronią przed katastrofą. W takiej sytuacji usilne, wręcz maniakalne dążenie do prawdy, stanowi raczej formę przemocy, aniżeli szlachetny uczynek. Czy demaskowanie przekłamań niezależnie od konsekwencji to dobra decyzja? Do pochylenia się nad naturą prawdy i kłamstwa zaprasza widzów spektakl Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach „Dzika kaczka”.

Po siedemnastu latach nieobecności do rodzinnego majątku wraca Gregers Werle. Jego chłodna relacja z ojcem wyczuwalna jest już w pierwszej scenie wspólnego posiłku. Atmosfera niedopowiedzeń i pretensji towarzyszyć nam będzie od tego momentu przez cały czas spektaklu. Mamy wrażenie, że wszystko, począwszy od dialogów między bohaterami, poprzez scenografię i kostiumy, jest prowizoryczne, podszyte niewypowiedzianym lękiem i skrywa niewygodne tajemnice. Trudno zaufać którejkolwiek z postaci. Jakby każdą z nich zasnuwał cień kłamstwa.

Atmosferę niepewności podsyca zachowanie Gregersa. Jest nad wyraz ciekawski, żeby nie powiedzieć, wścibski. Kręci się po scenie bez konkretnego celu, jakby na siłę chciał znaleźć dla siebie miejsce na dłużej, choć nigdzie tak naprawdę nie jest mile widziany. Pojawia się jako niemy obserwator w scenach, w których nie powinien uczestniczyć. Jest natrętny i z upływem czasu coraz bardziej irytujący. Bezczelnie wchodzi z buciorami w cudze życie. Najprawdopodobniej cierpi na syndrom Mesjasza i marzy mu się świat wolny od złudzeń i kłamstw. Z jednego i drugiego obdziera bezceremonialnie swojego przyjaciela Hjalmara, nie bacząc na jego złą kondycję psychiczną i brak gotowości do stawienia czoła nowym faktom.

W całym tym chaosie, my widzowie, jesteśmy jak podglądacze. Nie możemy zainterweniować, wtargnąć na scenę, przerwać bezczelnych popisów opętanego chęcią wyjawienia prawdy młodego Werle czy przytulić wystraszoną i zdezorientowaną Hedvig, odrzuconą przez oszalałego z rozpaczy ojca. Stajemy się niemymi świadkami tragedii. Okazuje się bowiem, że dla niektórych prawda może być zbyt ciężka do udźwignięcia.

Trudno spokojnie usiedzieć na widowni, kiedy to Gina próbuje porozmawiać z Hjalmarem tuż po tym, gdy na jaw wychodzą jej oszustwa. Zarówno Urszula Grabowska jak i Dawid Żłobiński wspinają się w tej scenie na wyżyny aktorstwa i poruszają do głębi. W pamięci pozostaje również eteryczna Hedwig w wykonaniu Vanessy Gazdy. Najgorzej ze wszystkich wypada niestety wszechobecny Gregers: Marcin Kowalczyk wydaje się być za bardzo sztywny, pozbawiony ludzkich odruchów, przerysowany. Nawet jeśli taki był zamysł reżysera Franciszka Szumińskiego, niekiedy można mieć wrażenie, że sam aktor męczy się swoją grą i nie wie, jak wypowiedzieć daną kwestię.

Henryk Ibsen napisał „Dziką kaczkę” w 1884 roku. Minęło sporo czasu, a temat bezwzględnej walki o prawdę w świecie zdominowanym przez kłamstwo jest nadal boleśnie aktualny. Choćby z tego powodu warto spektakl obejrzeć. Zwłaszcza, że podany został w interesującej, często wzruszającej formie.

Tekst Aneta Zychma, zdjęcia Krzysztof Bieliński

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close