Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Porywczy i niepokorny? Zdecydowanie tak. Nie zastanawiał się przecież ani przez chwilę, gdy jako młokos policzkował carskiego urzędnika. Pryncypialny i wierny swoim ideałom? Bezwzględnie. Trwał przy mieszkańcach Kielc, gdy Niemcy ze wściekłością napierali na miasto i wiadomo już było, że nie uda się obronić jego granic. Właśnie mija 85. rocznica objęcia przez Stefana Artwińskiego urzędu prezydenta Kielc i 80 lat od jego śmierci, której okoliczności do dziś nie zostały wyjaśnione.

Iwan Iwanowicz Dmitriew był paniskiem całą gębą. Naczelnik stacji telegraficznej w Pińczowie lubił poniżać Polaków, drwić z ich tradycji i świętości. Nie spodziewał się jednak, że kilkunastoletni uczeń miejscowego progimnazjum nie puści płazem tych szyderstw i spoliczkuje go za obrazę jego uczuć patriotycznych. Sztubak nazywał się Stefan Artwiński i swój zuchwały czyn przypłacił dyscyplinarnym usunięciem ze szkoły. Bezkompromisowość przyszłego prezydenta Kielc nie minęła mu z wiekiem. Jako 51-letni zamożny aptekarz, mający na utrzymaniu żonę i troje dzieci, w 1914 roku jednoznacznie poparł Józefa Piłsudskiego i jawne wspierał jego legionistów. A mógł to przypłacić pobytem w areszcie, utratą majątku, a nawet wywózką na Sybir.

U zbiegu Dużej i Konstantego
Tomasz Artwiński – zarządca dóbr, a w latach 50. XIX w. wójt gminy Ksany w ówczesnym powiecie miechowskim, wychował liczną gromadkę swoich dzieci w duchu patriotycznych ideałów. Gdy na świat przyszła ósma z jego pociech, Stefan, był rok 1863 i powstanie styczniowe powoli chyliło się ku upadkowi. Urodzony 11 sierpnia we wsi Igołomia przyszły prezydent Kielc wzrastał w tej niepokornej tradycji, która kazała marzyć o wolnej ojczyźnie i nie kłaniać się zaborcom. Artwińscy zadbali o wykształcenie syna, posyłając go do progimnazjum w Pińczowie. Chłopak był już w czwartej klasie, gdy zdarzył się feralny incydent z carskim urzędnikiem. Wydalonemu ze szkoły Stefanowi udało się jednak zdać maturę i ukończyć studia na wydziale farmacji Uniwersytetu Warszawskiego. Rychło podjął posadę kierownika w stołecznej aptece Sobotowskiego i ożenił się z Marią Sokalską. To małżeństwo z pewnością ułatwiło mu zawodowy start, bowiem dziadek Marii był aptekarzem i prowadził skład apteczny w Busku-Zdroju, do którego zresztą Artwińscy przenieśli się, przejmując prowadzenie rodzinnego interesu. W marcu 1892 roku na świat przyszedł pierworodny syn Artwińskich – Eugeniusz, w następnych latach małżeństwo powitało na świecie dwie córki – Janinę i Danutę. Po wyjeździe z Buska rodzina przeprowadziła się do Kielc, gdzie Stefan otworzył skład apteczny u zbiegu ulic Dużej i Konstantego (czyli obecnej Sienkiewicza). Gdy na początku nowego stulecia syn przyszłego prezydenta Kielc rozpoczął naukę w kieleckim gimnazjum męskim, powtórzył się scenariusz z młodości jego ojca. Chłopak za udział w strajku został wydalony ze szkoły, udało mu skończyć prywatną Szkołę Handlową, po której jednak nie mógł zdawać matury w zaborze rosyjskim. Taką szansę dawał mu jednak system edukacji w Galicji, ojciec podjął więc decyzję o przeprowadzce żony i dzieci do Krakowa. Najprawdopodobniej wielkiej rozpaczy z powodu rozstania nie było, bowiem Artwińscy nie byli udanym małżeństwem. – Wśród zachowanych listów był i ten z 1895 roku, czyli zaledwie parę lat po ślubie Stefana i Marii, w którym jego matka pisze, by nie zachowywał się źle w stosunku do żony i nie krzywdził jej – mówi Paweł Wolańczyk z Muzeum Historii Kielc, badacz losów Stefana Artwińskiego i autor książki poświęconej ostatniemu przedwojennemu prezydentowi Kielc. Dodaje on, że Stefan wysyłał Marii pieniądze, bo wciąż narzekała na ich brak, odwiedzał też najbliższych w Krakowie. Ale z roku na rok kontakty słabły. Do tego stopnia, że Artwiński nie wiedział np. o operacji, którą żona przeszła w połowie lat. 30. Z pewnością przyczyną dość chłodnych stosunków między małżonkami nie była inna kobieta, winy należy raczej szukać w porywczym charakterze Stefana. Być może jako mąż i ojciec bywał przykry i szorstki, a może praca społeczna tak go pochłonęła, że nie starczyło już w jego życiu czasu na rodzinę.

Piłsudczyk i radny

Osamotniony w Kielcach Artwiński rzucił się w wir życia publicznego. Spokojny o najbliższych, którzy zamieszkali w zaborze austriackim, mógł podjąć aktywną działalność konspiracyjną. Związał się z Polską Partią Socjalistyczną, a gdy wybuchła I wojna światowa, jednoznacznie opowiedział się po stronie Józefa Piłsudskiego i wspierał wkraczających do Kielc legionistów. Do końca I wojny światowej i w latach niepodległości Stefan Artwiński angażował się w różne inicjatywy – prężnie działał w Polskiej Organizacji Wojskowej i Związku Strzeleckim, zaangażował się w odbudowę państwowości. Już wówczas był człowiekiem cieszącym się wielkim autorytetem, nic więc dziwnego, że w 1919 roku po raz pierwszy organizacje lewicowe zgłosiły jego kandydaturę na urząd prezydenta miasta. Przegrał, ale wszedł w skład delegacji do Warszawy, która skutecznie wywalczyła powstanie województwa ze stolicą w Kielcach. Wyborcza porażka przysłoniła jednak radość z tego sukcesu– Artwiński wycofał się z życia publicznego i zajął się swoją apteką. Nie na długo – dusza polityka i społecznika nie pozwoliła mu zamknąć się wśród medykamentów i na przełomie lat 20. i 30. powrócił do działalności publicznej, zostając m.in. ponownie prezesem Związku Strzeleckiego. Politycznie związał się z Bezpartyjnym Blokiem Współpracy z Rządem.– Działalność Artwińskiego w Związku Strzeleckim to interesujący, choć mało znany aspekt jego aktywności publicznej – mówił Dariusz Palacz z Wyższej Szkoły Ekonomii, Prawa i Nauk Medycznych w Kielcach podczas niedawnej konferencji poświęconej prezydentowi Kielc. Znamienne, że jej tytuł brzmiał: „Życiorysy niepokornych”, bowiem słowa te najlepiej oddają istotę charakteru Stefana Artwińskiego. Jak podkreślał Dariusz Palacz – ta buntownicza i idąca pod prąd natura wynikała nie z przekory, ale pryncypalności, która była konsekwencją roty Związku Strzeleckiego.

– Organizacja ta cieszyła się ogromnym zainteresowaniem obywateli, w szczególności młodzieży. Mimo że Związek Strzelecki był powiązany z obozem politycznym piłsudczyków, Artwińskiemu zależało na jego neutralności. To nie podobało się BBWR-owi, który chciał wśród członków Związku szerzyć swoje idee. Przyszły prezydent Kielc sprzeciwiał się temu, choć przecież sam był członkiem tego bloku – dodaje Dariusz Palacz. – Doszło nawet do tego, że chciano go odwołać. Działał także jako radny miejski, a zachowane w kieleckim Archiwum Państwowym stenogramy posiedzeń rady dowodzą, że był niezwykle aktywnym rajcą. Nic więc dziwnego, że w 1934 roku, gdy zbliżały się wybory prezydenckie, wydał się znakomitym kandydatem na ten urząd. Nikt nie odważył się stanąć w szranki z szanowanym przez kielczan Artwińskim, a 33-osobowa rada miejska wybrała go 29 głosami „za”. Oczywiście nie zabrakło przeciwników, o czym najdobitniej świadczy notatka w „Gazecie Kieleckiej”, w której czytamy, że zwycięstwa Artwińskiego nie mogli pojąć jedynie ci, którzy żerują na plotkach i publicznym rozpowszechnianiu fantastycznych wieści wypielęgnowanych w atmosferze zawiści i nienawiści ślepej do wszystkich poczynań ludzi nie z ich podwórka. 9 listopada minister spraw wewnętrznych zatwierdził Stefana Artwińskiego na urząd prezydenta Kielc, dzień później złożył on ślubowanie na ręce wojewody Władysława Dziadosza. Włodarz miasta miał wówczas 71 lat, był doświadczonym politykiem i działaczem społecznym o ugruntowanej pozycji. W swojej mowie inauguracyjnej wspomniał o wielu problemach, które trapią miasto, przedstawił plan konkretnych działań, jakie zamierzał realizować w pierwszej kolejności. Były to m.in. naprawa dróg i chodników, założenie schroniska dla osób chorych psychicznie i baraków dla bezdomnych.

Stefan Artwiński w trakcie przemówienia, lata 30 XX w.

Prezydent propaństwowiec
Jakim prezydentem był ostatni przedwojenny włodarz Kielc? – Nie można jednoznacznie powiedzieć, że był prezydentem lewicowym czy prawicowym. Najpełniej jego postawę oddaje określenie – propaństwowiec – mówi Paweł Wolańczyk. – Miał wiele szczęścia, bowiem okres jego prezydentury przypada na lata koniunktury gospodarczej w Polsce – od 1936 roku następowało oddłużenie samorządów, można było zacząć realizować inwestycje i Stefan Artwiński wykorzystał tę szansę. Za jego dwóch kadencji oddano do użytku szkoły przy ulicach Piramowicza, Chęcińskiej, Warszawskiej, rozbudowano gmach placówki na Baranówku, a na Pakoszu uruchomiono jedną z najnowocześniejszych oczyszczalni ścieków. Zakończyła się także rozbudowa wieży ciśnień przy ul. Żeromskiego, trwała budowa sieci kanalizacyjnej i wodociągowej, przeprowadzono regulację Silnicy i jej dopływów oraz przystąpiono do wymiany kamiennych chodników. Na dodatek inwestycje te prowadzono przy zachowaniu dyscypliny budżetowej. – Artwińskiemu udało się postawić drewniane baraki dla bezdomnych – dodaje Paweł Wolańczyk. – Były to 24 izby bez wodociągów i kanalizacji, w każdej z nich mieszkało po dwie, trzy rodziny. Szkoda, że później prezydent nie był zainteresowany budownictwem komunalnym. Jedną ze sztandarowych inwestycji czasów prezydentury Artwińskiego była rozbudowa szpitala św. Aleksandra. Inwestycja, choć potrzebna, była jednak mocno krytykowana, bowiem pochłonęła ogromne pieniądze. Sugerowano nawet, że za te kwoty można by postawić nowy gmach lecznicy.

Charakteryzując prezydenturę Artwińskiego warto wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie – w czasach, gdy kierował magistratem, administracja państwowa opanowała była przez piłsudczyków, którzy znacznie ograniczali autonomię samorządów lokalnych. Ówczesny wojewoda kielecki Władysław Dziadosz wielokrotnie wywierał na Artwińskim naciski np. w sprawie obniżania pensji poszczególnych pracowników czy wręcz ich zwalniania, sprzeciwiał się także udzielaniu urzędnikom pożyczek czy domagał się likwidacji miejskich przedsiębiorstw. – Prezydent co jakiś czas dostawał od wojewody listę kilkudziesięciu zaleceń i starał się tak lawirować, by, nie narażając się władzy centralnej, nie realizować postulatów, z którymi się nie zgadzał. Chodziło szczególnie o te, które dotyczyły konkretnych osób – mówi Paweł Wolańczyk. Artwiński starał się zachować niezależność, po mistrzowsku poruszając się po skomplikowanym labiryncie, jakim jest polityka. Ale potrafił być bezkompromisowy, bez pardonu wchodził w konflikty z radnymi i mówił to, co myśli. Jeden z rajców podał go nawet do sądu o zniesławienie.

Tajemnicza śmierć
Wybuch wojny położył kres planom rozwoju miasta i boleśnie zweryfikował wyobrażenia Artwińskiego o mocarstwowości Polski. Już 1 września niemieckie samoloty zbombardowały koszary wojskowe na Bukówce, lotnisko w Masłowie i ujęcie wody w Białogonie. Kielce pogrążyły się w chaosie, a przypieczętowaniem klęski było wkroczenie 5 września żołnierzy Wermachtu. Okupacja od początku była bardzo zajadła, Artwiński mocno przeżywał to, co się stało, był wyczerpany i załamany, choć próbował ze wszystkich sił wspierać kielczan.

Odmówił wydania uciekającemu z miasta wojewodzie pieniędzy z kasy miejskiej i przeznaczył je na potrzeby mieszkańców. Kierował aprowizacją, niszczył dokumenty wojskowe przechowywane w magistracie, chroniąc w ten sposób wiele osób przed aresztowaniem. Miał świadomość, że jego oficjalna władza kończy się, pozostała tylko działalność konspiracyjna w tajnej organizacji „OrzełBiały”. Przybrał wówczas pseudonim „Stary”. – Mimo że wiele osób namawiało go do ucieczki, pozostał w mieście. Dlatego pewnie też porównywany jest do bohaterskiego prezydenta Warszawy – Stefana Starzyńskiego – mówiła podczas wspomnianej konferencji Wiesława Rutkowska, dyrektor Archiwum Państwowego w Kielcach. Oczywiście otwartym pozostaje pytanie, czy Artwiński postąpił słusznie, pozostając w okupowanym przez Niemców mieście? – Czuł, że powiem wyjechać, a jednak nie opuścił Kielc. Dla nas jest bohaterem, ale z perspektywy najbliższych – nie była to dobra decyzja.

Stefan Artwiński prywatnie, lata 30 XX w.

Po jego śmierci rodzina już się nie podniosła – siostra Stanisława Laskowska, z którą mieszkał wiele lat, zmarła dwa dni po pogrzebie Artwińskiego, a żona pisała w jednym z listów: jesteśmy zrujnowani moralnie i finansowo. Wyprzedawała srebra, porcelanę, nie potrafiła sobie zupełnie poradzić bez Stefana – podkreśla Paweł Wolańczyk. Do dziś okoliczności śmierci ostatniego przedwojennego prezydenta Kielc nie zostały do końca wyjaśnione. Dokumenty źródłowe w tej sprawie są bardzo skromne, a niektóre budzą wątpliwości. Nie wiemy, kiedy i przez kogo został aresztowany i zamordowany, nieznana jest również dokładna data jego śmierci. Paweł Wolańczyk próbuje odtworzyć ostatnie dni życia Stefana Artwińskiego, wciąż jednak znaków zapytania jest wiele. –Dysponujemy tylko dwoma źródłami z 1939 roku – niedawno odnalezionym artykułem prasowym z jędrzejowskiego „Nowego Czasu” i dziennikiem krewnego prezydenta, Adama Borchólskiego – relacjonuje Paweł Wolańczyk.

– W akcie zgonu Artwińskiego, który wystawiono 8 listopada, podano, że jego śmierć nastąpiła dzień wcześniej, ale w artykule w „Nowym Czasie” czytamy, że 2 listopada na Wiśniówce niemieccy robotnicy odkryli zwłoki mężczyzny. Pojawia się także jego rysopis oraz lista znalezionych przy nim przedmiotów – obrączki z datą ślubu i inicjałami żony, chusteczki z wyszytymi inicjałami „SA” czy sygnetem podarowanym mu przez współpracowników z grawerunkiem zawierającym datę imienin. Rysopis i wszystkie te przedmioty wskazują, że było to ciało Stefana Artwińskiego, a stan zwłok kazał przypuszczać, że śmierć nastąpiła dzień lub dwa wcześniej, czyli 31 października lub 1 listopada. O tym, że ciało prezydenta znaleziono w kamieniołomie na Wiśniówce, pisał również w swoim pamiętniku Borchólski, podawał jednak inną datę, ale trzeba podkreślić, że nie był on bezpośrednim świadkiem wydarzeń. Niejasne są także okoliczności aresztowania i śmierci prezydenta. Paweł Wolańczyk podaje w wątpliwość, by działo się to z polecenia gestapo. – Gdy prześledzi się, jak Niemcy postępowali na początku wojny przy aresztowaniu prezydentów innych miast, to powtarza się ten sam schemat – aresztowanie trwało od kilkunastu dni do paru miesięcy, po czym najczęściej następowała egzekucja – dodaje Paweł Wolańczyk.

– W przypadku Artwińskiego było inaczej – jego zwłoki znaleziono w ubraniu wyjściowym, z cennymi przedmiotami, a przecież gdyby był dłużej w areszcie to z pewnością odebrano by mu przedmioty osobiste. Poza tym sprawcy zabójstwa działali szybko – ciało Artwińskiego było na wpół przysypane, tak jakby ktoś spłoszył morderców. A kogóż mogło przestraszyć się gestapo? I jeszcze jeden aspekt – niemieccy robotnicy, którzy znaleźli ciało, zgłosili to żandarmerii, która próbowała wyjaśnić okoliczności morderstwa. A przecież gdyby było to zabójstwo dokonane przez gestapo, nikt nie prowadziłby śledztwa. Według badacza z Muzeum Historii Kielc za śmiercią Artwińskiego stoją raczej pospolici niemieccy bandyci, którzy mieli ciche przyzwolenie władz okupacyjnych, lub polscy kolaboranci zachęceni pogłoskami o zamożności właściciela apteki i kamienicy. Najprawdopodobniej ktoś działał na własną rękę.

– Wątków i teorii jest znacznie więcej, wiele spraw wymaga wyjaśnienia – podsumowuje Paweł Wolańczyk. Znane są natomiast losy najbliższych ostatniego przedwojennego prezydenta Kielc. Syn Eugeniusz, profesor psychiatrii na uniwersytecie we Lwowie, schorowany, po dwóch zawałach zmarł w 1944 roku. Córka Janina, która w Kielcach opiekowała się matką, widywana była w towarzystwie niemieckich żołnierzy, co budziło powszechne oburzenie. Gdy tylko skończyła się wojna, zostawiła Marię i wyjechała do Zakopanego. Dwukrotna mężatka nie dochowała się, podobnie zresztą, jak i brat, potomstwa. Druga córka Danuta uczyła w Krakowie muzyki i nigdy nie wyszła za mąż.

– Losy Stefana Artwińskiego to cała historia Kielc i wspaniały materiał na serial historyczny. Ponoć są przymiarki do nakręcenia filmu o prezydencie – mówi tajemniczo Paweł Wolańczyk. Przypomina on również o tym, o czym dziś mówi się głośno, czyli podjętej przez władzę ludową próbie wymazania Stefana Artwińskiego ze zbiorowej świadomości kielczan. Na szczęście nie udało się tego zamiaru zrealizować. •

tekst: Agata Niebudek-Śmiech zdjęcia: ze zbiorów Muzeum Historii Kielc

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close