Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Mąż, tata, brat, syn, wujek, pastor, przyjaciel, wódz, przewodnik, pasjonat, człowiek, dobry człowiek. Chciałoby się pisać w nieskończoność, ale to i tak za mało, żeby wypełnić pustkę, którą zostawił po sobie. Żadne ze słów nie będzie pomnikiem życia, nie będzie treścią, która wypełni miejsce jego głosu, wreszcie entuzjazmu, jakiego nie widziałem u nikogo innego. W ostatnią sobotę lipca pożegnaliśmy naszego brata, pastora Janusza Daszutę.

Przed ośmioma laty spotkaliśmy się pierwszy raz. Z mojej strony nic nie zapowiadało późniejszej więzi, która nas połączyła. To Janusz dał mi szansę, nie zrezygnował ze mnie, nawet kiedy naprawdę nie chciałem go słuchać. On nie rezygnował z nikogo, kochał ludzi. Wszystkich ludzi. Pomagał im, wyprzedzał w pomysłach, był wizjonerem, który realizował te zamierzenia. I ja miałem zaszczyt spotkać Janusza, później z nim działać. Można powiedzieć, że wychował mnie w moim dorosłym życiu, pokazał wartości, którym był wierny, utwierdził w przekonaniu, że najzwyczajniej w świecie warto być dobrym. Janusz zarażał dobrocią, przy nim stać mnie było na więcej, niż myślałem.

Głęboko w pamięć zapadły mi słowa biskupa Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego w RP ks. Andrzeja Malickiego, który podczas nabożeństwa pogrzebowego powiedział: Łatwiej było być dobrym, gdy Janusz był z nami… Prawda. Pełna zgoda. Przy Januszu wielka przeszkoda stawała się małym kłopotem, dla niego słowa „nie da się” nie istniały. Zawsze próbował, motywował innych, nawet w chorobie był naszym przewodnikiem, z łóżka szpitalnego pisał maile, dzwonił, żeby budować, jednoczyć, uskrzydlać. Janusz miał tę niesamowitą zdolność łączenia ludzi, zwłaszcza w trudnych sytuacjach. Nawet w tak delikatnej materii, jak wyznanie (wszak sam był pastorem niewielkiego zboru metodystów w Kielcach), nie dzielił chrześcijan na metodystów i innych, nie znosił podziałów, do każdego podchodził indywidualnie, z właściwą sobie troską o wszystkich, wypełniał słowa przykazania miłości do bliźniego. Nikogo nie oceniał, nie karcił, żył dla ludzi, po prostu służył nam. Jakkolwiek dziwnie to nie brzmi. Widziałem to wtedy, kiedy był z nami, widzę to teraz znacznie wyraźniej. Janusz był sługą wśród ludzi, dla mnie aniołem, którego zesłał Bóg.

Teraz sami staramy się wypełniać testament, który zostawiłeś, to, co zacząłeś tu na ziemi i co zapewne kontynuujesz u swego ukochanego Boga. To nam jest trudniej, bo zostaliśmy sami, nieco zagubieni, jakby okaleczeni, osieroceni. To nas boli Twoje odejście, wspomnienia radują, ale też wywołują łzy w oczach. Za to Ciebie już nic nie boli, nic nie smuci. I znów jesteś te pół kroku przed nami….

Mateusz Wolski

***

Andrzej Malicki, biskup KEM w RP

Ostatnie 6 miesięcy przeżył, z krótką przerwą, w szpitalu w Gliwicach. W tym czasie często rozmawialiśmy przez telefon i pewnego dnia opowiadałem mu o licznych akcjach, inicjatywach, działaniach, które podejmowaliśmy. Kiedy wysłuchał tego potoku słów, że robimy to, robimy tamto, zapytał: Słuchaj, a gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Tu nie chodzi o „jakąś” aktywność, o „jakieś” działania, ale chodzi o to, aby stawać w słusznej sprawie.

Bogdan Białek, redaktor czasopisma „Charaktery”

Nie ma co wspominać Janusza, wystarczy czytać Ewangelię. On cały czas tam jest. Janusz był dobry jak Ewangelia, otwarty jak Ewangelia, był prosty jak Ewangelia.

dr Piotr Gąsiorowski, pastor Ewangelicznego Kościoła Metodystycznego w Krakowie

Bycie wśród Twoich przyjaciół było błogosławieństwem. Błogosławieństwem, bo nigdy tego co miałeś, czego chciałeś, o czym marzyłeś, nie zatrzymywałeś dla siebie. Przy Tobie otwartość nabierała innego znaczenia i wartości. Nigdy nie miałeś potrzeby i chęci ukrywania tego, co myślisz, co czujesz, czego pragniesz, o czym marzysz. Dla niektórych to był znak naiwności, niektórzy uśmiechali się z pobłażaniem, ale ci, którzy znali Ciebie bliżej, wiedzieli, że to znak pasji, oddania, wiary i miłości. Miłości do Boga, najbliższych i Kościoła. Dla ciebie Kościół nigdy nie był ideą, a zawsze miał twarz konkretnych osób. I wcale nie musiałeś się z nimi w pełni zgadzać, aby ich kochać i im służyć.

Maria Kowalczyk, była wolontariuszka Wioski Indiańskiej w Zaborzu

Gdyby nie Janusz, to moja wiara byłaby marną wiarą. To, z jaką miłością, oddaniem, chwałą mówił o Bogu podczas wioskowych spotkań, zaowocowało u mnie pogłębieniem wiary, poznaniem bliżej Pana. Dla mnie Janusz był obrazem Boga na ziemi i mimo tych niewielu spotkań, zawsze będzie w moim sercu.

Agata Krężałek

Uwielbiałam przychodzić do wujka Janusza i cioci Bożenki na rodzinne spotkania. Ich dom, określany nazwą Daszutowo, był, jest i będzie miejscem dialogu, dawania dobra i dzielenia się wzajemnie miłością. To był zawsze szczęśliwy czas. Pamiętam te rozmowy, w których inspirował swoimi pytaniami. Dawał przestrzeń do wypowiedzenia swoich najgłębszych pragnień. Był człowiekiem dialogu. Wszelkie spotkania, również z przedstawicielami innych wyznań czy nawet religii, pokazują, jak dla wujka ważny był każdy człowiek i okazana mu uwaga, szacunek i miłość.

Kasia Krężałek

Wujek był człowiekiem niezwykłej wolności i szacunku. Gdy prosił o pomoc, trudno było mu odmówić, bo w tej prośbie wyczuwało się zaproszenie do czegoś większego. Był niezwykłym świadkiem Bożej miłości. Teraz, kiedy go nie ma, naśladowanie go w czynieniu dobra jest jeszcze większym wyzwaniem. Przyszła nasza kolej, aby nieść dalej to, co od niego otrzymaliśmy.

Małgorzata Szalińska-Skawińska

To nie było typowe spotkanie z Tobą. Słuchałam porannej audycji w radiu, mówiłeś o religii w sposób szczególnie bliski mojemu pojmowaniu spraw związanych z wiarą. Pomyślałam wtedy, że takie słowa trafią do moich uczniów. Uczyłam w liceum i co rok organizowałam dla młodzieży Dni Skupienia w okresie wielkanocnym. Zgodziłeś się. Było to bardzo udane spotkanie, które, jak sądzę, uczniowie zachowali w pamięci. Ja także. Podarowałeś mi również swoją Biblię z notatkami na marginesach i między wierszami. Dziękuję. To dzięki temu rozmawiam z Tobą nadal.

***

Janusz Daszuta – w latach 1988-1993 studiował teologię w Oak Hills Christian College w Bemidji w USA. Od 1996 r. był pastorem Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego w Kielcach, a także przewodniczącym Świętokrzyskiego Oddziału Polskiej Rady Ekumenicznej. Prowadził działalność charytatywną i społeczną, m. in. był pomysłodawcą i realizatorem Wioski Indiańskiej w Zaborzu koło Morawicy oraz współinicjatorem Marszów Pamięci i Modlitwy w rocznicę pogromu kieleckiego. Uhonorowany Srebrnym Krzyżem Zasługi oraz Nagrodą im. ks. Romana Indrzejczyka za działalność przyczyniającą się do rozwoju dialogu i współpracy chrześcijańsko-żydowskiej i polsko-żydowskiej.

Zdjęcia: Mateusz Wolski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close