Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


W świecie węchu psy są ekspertami i mają nad nami gigantyczną przewagę. Ludzie wykorzystują ich umiejętności m.in. do poszukiwania osób zaginionych czy zasypanych pod gruzami. By było to możliwe, zespół złożony ze zwierzęcia i jego opiekuna musi zdać specjalistyczne egzaminy, poprzedzone wielogodzinnymi treningami. Ale „praca węchowa”, bo tak fachowo nazywają się ćwiczenia wykorzystujące możliwości psiego nosa, to także świetny sposób na spędzanie razem czasu, poprawę międzygatunkowej komunikacji, a nawet lepsze samopoczucie czworonoga.

Mercy i Dragon
Psy są pasją Aleksandry Cieślickiej od 20 lat. 10 lat temu założyła Psią Szkołę Banderia, w której uczy czworonogi. Kilka lat temu adoptowała Mercy – owczarka australijskiego po przejściach, bo z pseudohodowli. I zaczęła szkolić swoją pupilkę na psa ratowniczego. Tak ją to zafascynowało, że wstąpiła do Ochotniczej Straży Pożarnej w Masłowie, przeszła kilka strażackich szkoleń, łącznie z kursem dla dowódców, po którym może dowodzić akcją. W Polsce można używać psów cywilnych do akcji poszukiwawczych, ale pod warunkiem, że zespół – człowiek i zwierzak – ma certyfikat. Mercy i jej pani to pierwszy w regionie świętokrzyskim zespół, który zdał egzamin klasy 0 terenowej specjalności ratowniczej Państwowej Straży Pożarnej. To potwierdza, że pies ma predyspozycje do poszukiwania osób w terenie otwartym. Żeby mogły szukać zaginionych osób, muszą zdać jeszcze egzamin klasy I na Wydziale Szkolenia Specjalistycznych Grup Ratowniczych Szkoły Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Sączu. Już kiedyś do niego podchodziły, ale nie zaliczyły toru przeszkód, bo Mercy pośliznęła się i spadła z oblodzonej kładki. Na wiosnę spróbują kolejny raz. Do egzaminu klasy 0 podejdzie drugi kielecki zespół – Paweł Zawadzki i Dragon, także owczarek australijski. – Kilka lat temu trafiłem na obóz dla „zapsionych” ludzi organizowany przez Fundację Psi Ratownicy. Poznałem osoby, dla których praca z psem w wodzie jest pasją. Tam także po raz pierwszy spotkałem się z przewodnikami czworonogów ratowniczych terenowych i gruzowiskowych – wspomina początki swojej pasji Zawadzki.

Poszukiwany, poszukiwana
Ale żeby pies mógł zdać egzamin, musi trenować. Do tego potrzebni są pozoranci, którzy ukryją się w krzakach, w lesie i w ciszy, bez ruchu będą czekać, aż Mercy, Dragon czy inny zwierzak ich znajdzie i przyprowadzi swojego przewodnika. Wtedy należy nagrodzić znalazcę ulubionym przysmakiem – w przypadku Mercy jest to koci pasztet – i pochwalić, jakim to wspaniałym jest czworonogiem. Zawadzki od ponad dwóch lat organizuje treningi, w których uczestniczą inni pasjonaci – zarówno właściciele psów, jak i osoby, które po prostu chcą pomóc w szkoleniu. – Teraz spotykamy się dwa razy w tygodniu: w czwartki i niedziele. Każdy może przyjść, po wcześniejszym umówieniu się, pierwszy raz bez psa, żeby zobaczyć, o co w tym chodzi. Po sprawdzeniu predyspozycji do pracy z psem, może zostać pozorantem – mówi. – W treningach bierze udział 4-5 psów. I są też osoby, którym jesteśmy bardzo wdzięczni, które przychodzą nam pozorować. Także dzięki nim nasze dwa owczarki mogą trenować. Każdy, kto chce dołożyć cegiełkę do tego, żebyśmy tutaj w Kielcach mieli psa do poszukiwań osób zaginionych w terenie otwartym, może nam pomóc – podkreśla Cieślicka.

W świecie węchu
– Psy są stworzeniami, które żyją w świecie węchu, widzą świat nosem – tłumaczy właścicielka Mercy. – To najmocniejszy zmysł zwierzęcia, niezależnie od jego wielkości i rasy. Nos psa to doskonałe narzędzie, którego czułości, dokładności, szybkości nie dorównuje żadne ze stworzonych przez człowieka narzędzi do detekcji różnego typu zapachów. Każdy pies potrafi używać węchu, ale należy ukierunkować go tak, aby szukał tego, na czym zależy opiekunowi: ludzi, narkotyków czy materiałów wybuchowych oraz… cynamonu czy goździków (te zapachy są stosowane w tzw. noseworku, który jest fajną zabawą dla psa) – tłumaczy opiekun Dragona. Ważne jest rozróżnienie poszukiwań – w otwartym terenie czy pod gruzami – i tropienia, gdy zwierzak idzie po śladzie konkretnej osoby, po tym, jak dostanie do nawęszenia należący do tego kogoś przedmiot. W świecie węchu to pies jest ekspertem. – Paweł zorganizował teraz takie ubranka ze wzorem liści, które są niczym peleryna-niewidka, bo jak pozorant znieruchomieje, to dla nas znika. Ale psy są w stanie go bardzo szybko znaleźć – mówi Cieślicka. Zmysł węchu działa inaczej niż wzrok, inaczej jest rozłożony w czasie. Psy czują każdą osobę, która przeszła w danym miejscu, ale bardzo istotny jest kierunek wiatru. I tu rola przewodnika, by podejść z dobrej strony i ułatwić zwierzakowi zwęszenie poszukiwanej osoby.

Skutki uboczne
Okazuje się, że sukcesy podczas zabaw w świecie węchu poprawiają samopoczucie psa. Mercy jest psem po przejściach, bała się mężczyzn, ale udział w poszukiwaniach bardzo ją ośmielił. – Widzę jak się zmieniła, kiedy zaczęła szukać. Bardzo to lubi. Jest nauczona, że kiedy znajdzie poszukiwanego, to przybiega do mnie i szczeka. Pozorant wydaje Mercy pasztet, chwali ją, ona jest szczęśliwa i razem wracamy do samochodu. Jesteśmy wtedy stadem i widać, że jest z siebie zadowolona i dumna. Tak długo już to trenujemy, że stało się to częścią jej tożsamości. Jak widzi, że zbieram sprzęty na trening, to jest bardzo szczęśliwa, cierpliwie czeka na swoją kolej, aż jej założę szelki. A jak daję sygnał „szukaj”, wystrzela jak z procy i z entuzjazmem bierze się do pracy – opowiada właścicielka owczarka. Praca węchowa wciągnęła także właścicielkę Mercy, która w szkole w Holandii ukończyła kurs instruktorski mantrailingu, czyli tropienia. Jej psem tropiącym jest kundelka Przytulia, którą znalazła kilka lat temu na stacji benzynowej. Suczka ma już zaliczone tzw. próby tropienia użytkowego pierwszej i drugiej klasy. Jej pani zrobiła też uprawnienia instruktora noseworku, czyli detekcji węchowej. To dyscyplina, w której pies na małej powierzchni szuka niewielkich próbek określonych zapachów: cynamonu, goździka lub pomarańczy. W tej dziedzinie w zawodach udział biorą jej obie podopieczne. Z obserwacji instruktorki wynika, że wszystkie te aktywności ośmielają czworonogi. – Praca węchowa wpływa na psa, bo się przekonuje, że to od niego zależy, czy powiedzie się misja zdobycia pasztetu. A przewodnicy nabierają do swoich podopiecznych szacunku. Trenowanie pomaga także we wzajemnym porozumieniu pomiędzy psem i człowiekiem, stają się zgranym zespołem nie tylko podczas poszukiwań, ale i w życiu. Dla niektórych psów to jest przełom, zaczynają widzieć, że człowiek je rozumie, podąża za nimi i razem odnoszą sukces.

Szczęśliwy pies
Szkolenia w straży pożarnej zmieniły podejście druhny OSP Masłów do szkolenia psów w ogóle. – W czasach, gdy zaczynałam, używało się jeszcze kolczatek, teraz to jest absolutnie passe. W szkole w Nowym Sączu naszym mentorem był Birger Larsson (szwedzki znany instruktor szkoleń dla psów, który pomógł stworzyć system szkolenia psów ratowniczych w strukturach Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej w Polsce – red.). Tłumaczył, że dobry pies ratowniczy to jest przede wszystkim szczęśliwy pies rodzinny. Żeby pies chciał szukać człowieka ze swoim przewodnikiem, musimy zaspokoić wszystkie jego potrzeby – tak jak w piramidzie potrzeb. Musi być najedzony, wyspany, zdrowy, ale także „społecznie” doceniony w swojej rodzinie, czyli musi czuć się bezpieczny i kochany. Dopiero wtedy jest w stanie robić trudne rzeczy – wyjaśnia Cieślicka i dodaje: – Bo nie możemy psa zmusić o pracy. Trzeba go nauczyć, że to jest atrakcyjne i opłacalne zajęcie, a nagrodą jest „festiwal szczęścia”, czyli ulubione przysmaki, zabawa i pochwały. Pies, który wielokrotnie brał udział w treningach, jest przekonany, że opłaca mu się szukać. Ćwieczenia aranżujemy tak, żeby były przyjemne dla psów. Tak samo jest na akcji – jeśli znajdzie człowieka, zainkasuje nagrodę. Jej wiedza, doświadczenie i spostrzeżenia są także bazą szkolenia w prowadzonej przez nią szkole. – Widzę, jak się zmieniło moje podejście do szkolenia psów w ogóle. Całą pracę w Psiej Szkole Banderia – w psim przedszkolu i psiej podstawówce – prowadzę teraz tak, żeby szczeniak i przewodnik stali się zespołem, który w przyszłości mógłby zdać egzamin opisany w rozporządzeniu MSWiA w sprawie zwierząt wykorzystywanych w akcjach ratowniczych – mówi opiekunka Mercy. Zastrzega, że to nie znaczy, że wszystkich przygotuje do pracy w ratownictwie; po prostu część szkolenia dotycząca posłuszeństwa przydaje się wszystkim psom rodzinnym. Zmienił się też jej sposób myślenie o posłuszeństwie. – Ważne jest, żeby pies chciał słuchać, a człowiek umiał mu przekazywać informacje w taki sposób, by zwierzak je rozumiał i chciał wykonać. Pies ratowniczy nie może wykonywać każdej komendy w każdych okolicznościach, bo zdarza się, że przewodnik się myli. Psy ślepo posłuszne nie nadają się do ratownictwa – dodaje. •

Jeśli ktoś chciałby dołączyć do treningów ze swoim psem, albo pomóc w szkoleniu jako pozorant, może kontaktować się poprzez stronę internetową banderia.pl/treningi-psow-ratowniczych/

tekst: Agnieszka Gołębiowska, zdjęcia: Michał Walczak

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close