Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Rocznik 86. Antycelebrytka, niepozorna, drobna, skromna i wrażliwa. Schowana za burzą blond loków, a mimo to otwarta na ludzi. Pełna wewnętrznego ciepła. Z przyjaznym uśmiechem na twarzy, który nie znika przez cały czas trwania naszej rozmowy. Dagna Dywicka. Od 2009 roku etatowa aktorka Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Zdobywczyni dwóch Dzikich Róż 2017 dla Najlepszej Aktorki, w tym od redakcji „Made in Świętokrzyskie”.

Zapach apteki

Wcale nie marzyła o karierze aktorki. Od sceny wolała atmosferę i charakterystyczny zapach apteki. Długo wyobrażała sobie siebie w fartuchu poważnej pani farmaceutki. Los jednak bywa przewrotny i pod koniec gimnazjum Dagna Dywicka za namową przyjaciół rozpoczyna swoją przygodę sceniczną w jednej z grup teatralnych w rodzinnym Toruniu. Potem wszystko rozgrywa się w klasycznym stylu, czyli w sercu i umyśle kiełkuje zafascynowanie aktorstwem i chęć realizowania się w tej dziedzinie zawodowo. W dążeniu do celu wpiera ją rodzina, z którą, mimo sporej odległości, jest nadal mocno związana.

Kielce, Kielcuszki kochane

Po ukończeniu Studium Aktorskiego im. Aleksandra Sewruka przy Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie szukała swojego miejsca na wielu scenach w Polsce. Do Kielc trafiła przypadkiem. Zagrała gościnnie w „Kartotece” Tadeusza Różewicza w reżyserii Piotra Jędrzejasa, myśląc, że to jednorazowy epizod teatralny na świętokrzyskiej scenie. Przyjechała do Kielc z jedną torbą podróżną, a została na dziewięć lat. Przez cały ten czas uczyła się miasta. Dojrzewała do świadomości, że to jej nowy dom. – Bardzo długo miałam taką przypadłość, że na pytanie, skąd jestem, odpowiadałam, że z Torunia. Lokum służbowe traktowałam jak hotel, a nie mieszkanie, i to był błąd. Teraz wreszcie wiem, że mój dom aktualnie jest tutaj, w Kielcach. Nie mam pojęcia, jak długo to jeszcze potrwa, ale obecnie jestem z Kielc i dobrze mi z tym – opowiada aktorka.

Mimo że od wielu sezonów jest ściśle związana z kielecką publicznością, nadal czuje się w tym mieście anonimowo. Oczywiście zdarzają się sytuacje, kiedy to w zwykłym rozciągniętym dresie idzie do sklepu i nagle ktoś ją rozpoznaje, ale są to miłe momenty, które najczęściej kończą się przyjemną, krótką wymianą zdań. Nie obnosi się ze swoim aktorstwem. Pytana przez nieznajomych o to, czym się zajmuje, odpowiada niezmiennie:  – Robię w kulturze. Wynika to z dwóch powodów. Po pierwsze: jeszcze za czasów, kiedy nie była oszczędna w przekazywaniu informacji i otwarcie mówiła, że jest aktorką, spotykała się najczęściej z pytaniem o to, kiedy zagra w „Klanie”. A to skutecznie zniechęcało do dalszej rozmowy. Po drugie:  nie ma ochoty tłumaczyć się przypadkowym osobom ze swoich zawodowych wyborów i decyzji. Wie, że oni różnie mogą to zinterpretować. – Jest taki żart: po czym poznać aktora na rowerze? Po tym, że ma światełko skierowane w swoją stronę. W moim przypadku jest zupełnie odwrotnie. Nie lubię zwracać na siebie uwagi i peszy mnie to – wyjaśnia.

Z wiekiem trema jest coraz większa

Dagna Dywicka otwarcie przyznaje się również do tego, że z niepokojem dostrzega u siebie coraz większą tremę, choć wydawałoby się, że z nabywaniem scenicznego doświadczenia lęk przed publicznymi wystąpieniami powinien maleć. – Trema nie mija, im jestem starsza, tym trudniej jest mi sobie z nią poradzić. Prawie każde zetknięcie z publicznością, choćby kilkuminutowe, jest mniej lub bardziej stresujące.

 Może wynika to z faktu, że cały czas jestem poddawana ocenie, osiem godzin dziennie na próbach, a także podczas spektakli. To chyba najczarniejsza strona w zawodzie aktora – tłumaczy aktorka.

Wstyd pojawia się również w zaskakujących momentach, jak chociażby przy odbieraniu nagrody, której się zupełnie nie spodziewała. Nigdy nie ma przygotowanych przemówień na takie okazje i wyjście na scenę kończy się najczęściej zwykłym „dziękuję bardzo”. Dopiero gdy emocje opadną, pojawia się refleksja, że można było powiedzieć kilka zdań więcej. Wewnętrzne obawy nie dotyczą jedynie spraw scenicznych. Pojawiają się coraz częściej w innych sferach życia. Decyzje, które kiedyś podejmowało się z łatwością, teraz sprawiają kłopoty. – Może wynika to z tego, że gdy jesteśmy młodsi, mamy mniejszą świadomość konsekwencji i pewne rzeczy robimy bez zastanowienia… – analizuje.

Męczące wątpliwości

Ciągły stres, związany z pracą nie pomaga w budowaniu pewności siebie: – Wątpliwości, czy dobrze zrobiłam, zostając aktorką, pojawiają się przez cały czas i nie są to przyjemne rozważania. Zdarzają się najczęściej wtedy, gdy pracy jest w moim mniemaniu za mało, albo odwrotnie – za dużo, choć to drugie wynika z przemęczenia – pracy tak naprawdę nigdy za wiele. Mam wrażenie, że to się już nie zmieni. Planuję nawet rozpoczęcie studiów na zupełnie innym kierunku, żeby mieć coś w zanadrzu na gorsze czasy.

Mimo wewnętrznych dylematów nie pozwala sobie na bylejakość, w każdą rolę, choćby była epizodyczna, wkłada 100 proc. siebie, twierdząc, że półśrodki nie mają racji bytu w tym zawodzie. – Kiedy realizuję wizję reżysera, wchodzę w to cała – podsumowuje.

Są oczywiście pewne granice, których Dagna Dywicka nie przekracza: – Nie jestem typem aktorki, która wraca do domu i gotuje obiad, wczuwając się w postać. Nie obieram ziemniaków jako Kate Hart. To zupełnie nie w moim stylu. Owszem, zdarza mi się, mijając kogoś na ulicy, stwierdzić, że o tak właśnie mogłaby wyglądać moja postać, tak mogłaby się poruszać, ale nie prowadzę gier psychologicznych sama ze sobą, nie odgrywam ról w życiu codziennym.

Nauka mizdrzenia się

Największe wyzwania trafiają się wtedy, gdy grana postać jest zupełnym przeciwieństwem Dagny. Tak było w przypadku Kate w „Zabić celebrytę”. – Rola pewnej siebie, twardo stąpającej po ziemi dziewczyny była dla mnie zaskakująco trudna. Rozmawiałam nawet o tym z Radkiem Paczochą i był zaskoczony, że to dla mnie problem. Co prawda żadne dramatyczne sytuacje nie miały miejsca, ale brakowało mi możliwości inspirowania się własnymi doświadczeniami, budowałam postać, która kompletnie nie jest mną. Najbardziej męczyło mnie to, że Kate jest taka kobieca, mizdrząca się, wypinająca przed mężczyznami, a ja mam dość łobuzerską naturę i daleko mi do kokietki. Na szczęście im częściej gramy „Celebrytę”, tym więcej przyjemności czerpię z samej postaci i nawet bawi mnie taka chwilowa transformacja – przyznaje.

Cień „Kła”

Rola Siostry w spektaklu „Kieł” w reżyserii Bartosza Żurowskiego, również nie należała do łatwych. Tym razem trudność polegała na wypracowaniu umiejętności oszczędnego wyrażania emocji, ale w taki sposób, żeby widzowie mogli je mimo wszystko współodczuwać, bez zbędnych domysłów. Ważny w tym wszystkim jest fakt, że przez cały czas trwania spektaklu aktorzy nie widzą publiczności, są zamknięci w scenicznej rzeczywistości i nie mają możliwości oceny odbioru spektaklu przez oglądających. – Po „Kle” długo dochodziłam do siebie i był to dla mnie wyjątkowy spektakl w tym sezonie. Bardzo dużo siebie w niego włożyłam i musiałam to sobie poukładać w głowie – wspomina Dagna.

Interakcje z publicznością

Relacja aktor-widz jest jedną z najważniejszych na scenie. Wejście w rolę wymaga wyciszenia się, totalnego skupienia i umiejętności niereagowania na nieprzyjemnie zachowania oglądających: – Ciężko się gra, słysząc znudzone oddechy na widowni, szepty, szmery, odbieranie telefonów czy rozpakowywanie cukierków. To wszystko rozprasza i trzeba naprawdę uważać, żeby nie wyjść z roli. Za wszelką cenę nie wolno wrócić do prywatności, cały czas, nawet będąc poirytowanym zachowaniem publiczności, trzeba inwestować w postać – wyjaśnia. Aktorka przyznaje, że takich sytuacji jest sporo, zwłaszcza, gdy widzowie głośno wyrażają swoje niezadowolenie lub wykrzykują różne opinie w stronę grających aktorów. Każdy spektakl jest inny i nigdy nie wiadomo, co się tak naprawdę w trakcie jego trwania wydarzy. Jest to intrygujące a czasami wręcz stresujące.

Teatr jest jak sport

Drugą pasją Dagny Dywickiej, tuż po aktorstwie, jest sport, a dokładnie oglądanie wydarzeń sportowych. Od czwartego roku życia tato zabierał ją i brata na żużel. Początkowo, jak to najczęściej bywa z małymi dziewczynkami, odwrócona plecami do toru bawiła się lalkami. Z wiekiem jednak zmieniła swoje podejście i teraz z przyjemnością śledzi relacje na żywo albo bezpośrednio uczestniczy w podobnych wydarzeniach: – Uważam, że teatr i sport  to bardzo podobne do siebie zjawiska. Chciałabym, żeby ludzie, oglądając spektakl, czuli w sobie te same emocje, jakie wzbudza śledzenie rywalizacji sportowej na żywo.

Sama odkryła niebywałą przyjemność w trenowaniu pole dance. Zaczęło się niewinnie, próbnym pójściem dla towarzystwa, a skończyło się na regularnych treningach: – Taniec na rurze to dla mnie pewien rodzaj odskoczni, relaksu. Na zajęciach ćwiczę i tylko to się liczy, nikt mnie nie ocenia, nie ogląda z każdej strony. Zupełnie inaczej niż na siłowni, gdzie odbywają się konkursy w stylu, kto ma najładniejsze trampki. Nie mam też kompleksów. Pamiętam, jak w szkole teatralnej, na zajęciach z baletu, moja nauczycielka ciągle powtarzała: „Dagna, ty jesteś mniej elegancka niż małpa schodząca z drzewa”, i zawsze z sentymentem wspominam te słowa, gdy kończę jakąś figurę z wielkim klapnięciem. Dziwi mnie tylko fakt, że ludzie odbierają pole dance, jako coś z podtekstem erotycznym. Dla mnie to rodzaj zabawy, taki trzepak na podwórku, tylko z pionową rurą – zdradza.

Przyszłość

Dagna Dywicka zapytana o plany na przyszłość stwierdza spokojnie, że tak naprawdę wszystko się okaże. Wie, że nadchodzący sezon również spędzi w Teatrze Żeromskiego i to jest najważniejsze. Nie ma wymarzonej roli życia, liczy na to, że jeszcze wszystko przed nią. Uważa, że z dotychczasowego dorobku najważniejsze spektakle, w jakich miała przyjemność wystąpić to „Białe Małżeństwo” w reżyserii Weroniki Szczawińskiej, „Mój niepokój ma przy sobie broń” Mateusza Pakuły i dwie sztuki z tego sezonu, czyli „Zabić celebrytę” Radosława Paczochy i „Kieł” Bartosza Żurowskiego. Nieśmiało napomina jedynie, że byłaby szczęśliwa, mogąc zagrać u Moniki Strzępki i Mai Kleczewskiej. Trzymam kciuki.

Tekst: Aneta Zychma, Zdjęcia: Mateusz Wolski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close