Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Są tak niewielkie, że na mapach Europy zaznacza się je jedynie malutką kropką. San Marino, Monako, Lichtenstein, Watykan, Andora. Mogłoby się wydawać, że zależą od swych większych sąsiadów. Włoch, Francji, Hiszpanii, Szwajcarii i Austrii. Tymczasem zachowują niezależność, a ich mieszkańcy są dumni ze swojej niepodległości.

Odwiedziny w jednym z najmniejszych państw Europy mogą być świetnym pomysłem na wakacyjną eskapadę. Bo choć przez Andorę – bohaterkę kolejnego odcinka naszych „madeinświętokrzyskich” podróży – jedzie się godzinę, można się też w niej zatrzymać na kilka dni. Wycieczkę do Andory, położonej pomiędzy Francją a Hiszpanią, najprościej połączyć z kilkudniowym pobytem w Barcelonie, a także odwiedzinami dwóch dolin, leżących po stronie hiszpańskiej.

Tu Unia nie sięga

Dojeżdżając do hiszpańskiej granicy z Andorą, dostrzeżemy bramki. Zatrzymywać się nie trzeba, bo choć kraj nie należy do Unii Europejskiej, kontrolą nikt sobie tu nie zawraca głowy. Fakt, przejeżdżające samochody obserwują znudzeni policjanci. Niech nas to jednak nie zmyli, czujności stracić nie można. Andora nie należy do Wspólnoty, co możemy boleśnie odczuć po powrocie do domu, gdy dostaniemy „wakacyjną”… fakturę za telefon.

Za to wymianą waluty nie musimy sobie zaprzątać głowy. Podobnie jak u sąsiadów, obowiązującym środkiem płatniczym jest tu euro. Fakt, że Andora jest poza strukturami europejskimi, sprzyja handlowi. Zarówno Hiszpanie, jak i Francuzi (a także turyści przyjeżdżający w Pireneje) wybierają się tu na zakupy wolnocłowe. Państewko od lat znane jest właśnie ze sklepów. Ale czy tylko? Dla wielu tak. Tymczasem to także miejsce z ciekawą historią, wiekowymi zabytkami i przepięknymi widokami.

 

Dziwoląg Europy?

Kilka faktów. Powierzchnia Andory to tylko 486 km2, czyli teren mniejszy od tego, jaki zajmuje Warszawa (517 km2) . Inne stolice też biją to państewko na głowę. Berlin ma aż 890 km2, a Londyn – 1570. Pod względem politycznym to niezły dziwoląg. Księstwem rządzą wspólnie prezydent Francji i biskup hiszpańskiego miasteczka Urgell. Andora ma też premiera, parlament i włodarzy miast. Największe z nich to stolica – Andora (Andorra la Vella). Językiem urzędowym jest kataloński. Andorczycy w państwie stanowią raptem 30 proc. społeczeństwa…

Oficjalny przewodnik po Andorze, jaki można dostać w centrum informacji turystycznej, liczy raptem kilkadziesiąt stron. Mapa ma format zbliżony do A2. Czy naprawdę więc warto tu przyjeżdżać? Warto. I to nie tylko po to, by „odhaczyć” kolejny kraj.

Po pierwsze – przyroda

Andora leży w Pirenejach. Najwyższym szczytem jest sięgająca 2942 m n.p.m. Alt de Coma Pedrosa w zachodniej części państwa. Na południu zaś rozciąga się dolina Vall del Madru-Perafita-Claror. To jedyny obiekt wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO (choć kraj ma większe ambicje; o tym nieco dalej).

Wędrówki przez góry i doliny pozwalają oderwać się od rzeczywistości i – chciałoby się napisać – wielkomiejskiego gwaru. Ale trudno mówić o wielkomiejskim gwarze, gdy stolica liczy raptem około 20 tys. mieszkańców, a łącznie w całym państwie doliczono się 78 014 obywateli. Napiszę więc inaczej. Wędrówki przez góry i doliny pozwalają wyrwać się w świat nieskażonej przyrody i oderwać od rzeczywistości mierzonej kolejnymi… rondami. Właśnie ronda są charakterystycznym elementem andorskich miast.

Wysokogórskie wycieczki pozwalają spojrzeć na leżące w dolinach miasta. Jadąc na wschód, od Hiszpanii do Francji, będą to m.in. Sant Julià de Lòria, La Margineda, Santa Coloma, Andora, Escaldes-Engordany, Encamp i Canillo. Odbijając na północ – La Massana czy Ordino.

Po drugie – zabytki

Zabytków w Andorze trzeba dobrze poszukać. Na pierwszy rzut oka miasta (zostańmy przy tej formie, po prostu nie umniejszajmy znaczenia andorskich miejscowości) to wieżowce, hotele i ośrodki narciarskie. Między nimi znajdziemy coś na kształt starówki. Tak jest w stolicy czy uroczej miejscowości Encamp. W innych osadach zabytki stoją gdzieś na uboczu, na zboczu góry czy na samotnym skalnym cyplu zawieszonym ponad późniejszymi zabudowaniami. W Andorze (myślę o Andorra la Vella) starówka to jeden plac i kilka uliczek. Przy placu stoi kamienna, nieduża historyczna siedziba lokalnego parlamentu. Przy jednej z uliczek kościół Sant Esteve d’Andorra la Vella, będący częściowo konstrukcją romańską.

I właśnie romańskie kościółki są najcenniejszymi zabytkami państwa (i to one pretendują do wpisania na listę UNESCO). Z pozoru takie same. Dwuspadowy dach, portal wejściowy, wieżyczka, absyda… Kościoły z Canillas, L’Aldosa czy Santa Coloma różnią się jednak detalami. Najciekawiej wypada kościółek w ostatniej z tych miejscowości, gdzie dzwonnicę wzniesiono na planie koła.

Ważnym miejscem jest Meritxell. Sanktuarium maryjne to święte miejsce Andory. Romańska świątynia zniszczona została w czasie pożaru w 1972 roku. Wtedy też spłonęła figurka Madonny. Dziś wierni modlą się przed jej kopią. Samo sanktuarium jest intrygującym połączeniem murów romańskich ze współczesną kreacją architektoniczną.

Podobnie wygląda też kościół w Encamp. Do romańskiej absydy dołączono współczesną nawę z kolorowymi witrażami. Podróżując między miastami, zatrzymać możemy się również w kilku muzeach – przyrody, poczty czy motocykli – a także nowoczesnym ośrodku z basenami, wyglądającym jak góra lodowa. Wznosi się w centrum Escaldes-Engordany.

Po trzecie wypad do sąsiada

Andora jest dobrym miejscem wypadowym do dwóch dolin w hiszpańskiej części Pirenejów. Obie: Vall de Boi i Vall de Aran pokazują, jak Andora mogła wyglądać – i pewnie wyglądała – przed rozwinięciem infrastruktury turystycznej, budową licznych hoteli, sklepów ściągających turystów, a także tras narciarskich. Nieskażone przez cywilizację, pełne są kamiennych wiosek, w których wznoszą się kolejne, romańskie świątynie.

Czasem osadą jest raptem kilka domów, czasem to większe skupisko. Figols, Coll, Cordet zaliczyć można do tej pierwszej grupy i sprawiają wrażenie, jakby mieszkańcy już je opuścili. Inaczej jest w takich miejscach jak Erill da Vall, Taul czy Durro. Żałować można tylko, że miejscowe świątynie ogołocono z oryginalnych fresków, które w tej chwili zdobią kolekcje barcelońskich muzeów. Na pocieszenie dla spragnionych sztuki turystów, w niektórych kościołach do „odtworzenia” malowideł zaprzęgnięto nowoczesna technikę. Freski wyświetlane są… z rzutników.

Zajrzeć powinniśmy też do średniowiecznego miasteczka La Seu d’Urgell, którego biskup współrządzi Andorą. Zresztą zwiedziwszy Andorę i tak pewnie wrócimy do Hiszpanii. Najlepsze połączenia lotnicze z Polską oferuje wszak lotnisko w Barcelonie. Miasto Gaudiego i nowoczesnej architektury. Ale o stolicy Katalonii opowiem kiedy indziej.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kłopotowski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close