Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


„Tu lalunia, a tam misio – oto cały Rysio. Na konika bierze misia. Wreszcie umarł. Nie ma Rysia”. Żartobliwe epitafium. Sam je sobie napisał, gdy kierował jeszcze swym dziełem: kieleckim Muzeum Zabawkarstwa, które potem zmieniło nazwę na Muzeum Zabawek i Zabawy. Stworzył zresztą sporo podobnych rymów dla przyjaciół – bo miał ich przecież wielu. Każdy z tych wierszyków zawierał taką moc sympatii do adresata i do samego życia, że – mimo ostatecznego przesłania – budziły wyłącznie uśmiech. Bo ich autor był radosny – takim go pamiętamy i pamiętać będziemy. Naszego przyjaciela Ryszarda Zięzio pożegnaliśmy w ostatni piątek września.

Rysio. Tryskający radością wulkan energii, dusza towarzystwa, kochający ojciec i dziadek. Etnograf, muzealnik, regionalista, zafascynowany Słowiańszczyzną miłośnik przyrody i tradycji, niezwykły erudyta, a do tego zapalony fotografik, mól książkowy, wyborny kucharz… Długo można wymieniać. Cóż jednak robił najlepiej? Dzielił się z innymi. Z serca. Czymkolwiek, co tylko miał. Nie potrafił inaczej.

Niezapomniane spotkania, na które Rysio nas zapraszał do swego pełnego książek mieszkania miały w sobie coś z rytuału. Zawsze uśmiechnięty, serdeczny gospodarz, solidna grupa przyjaciół i znajomych, radosna atmosfera, elegancka konwersacja, a do tego znakomite dania i napitki. Któż tam nie bywał! Dodając jeszcze Rysiową bogatą kolekcję czarnych płyt i muzykę z nich puszczaną na staromodnym gramofonie – czegóż do szczęścia było potrzeba?

Jako emeryt w pełni oddawał się swym poznawczym pasjom. Był sercem i mózgiem Towarzystwa Wiedzy o Dawnych Kulturach, organizował świetne przedsięwzięcia, dużo pisał, miał na koncie szereg fachowych publikacji i jeszcze więcej planów… Bywalcy spotkań w kieleckim Antykwariacie Naukowym Andrzeja Metzgera z pewnością pamiętają Rysia ze znanych Głośnych Czytań Nocą, których nie opuszczał, a wiele z nich prowadził – najczęściej w towarzystwie swych przyjaciół Ryśków: Harasimowicza i Mikurdy. Podczas jednej z tych imprez, jako nagle i niespodziewanie zwolniony dyrektor, dał się nawet wywieźć na taczkach pożyczonych z jakiejś budowy.

Z entuzjazmem pokazywał zakątki swego ulubionego Ponidzia. Na krajoznawcze wyprawy pakował nas do słynnego czerwonego opla kombi, którego od razu nazwaliśmy „zięźmobilem”. To były zacne wycieczki. Pełne wspaniałych widoków i opowieści, jakimi Rysio nas raczył, a wiedzę miał przeogromną. Lubił nieco koloryzować, ale miało to swój urok. Tym bardziej, że – widząc przekorne błyski w jego oczach – świetnie wiedzieliśmy, kiedy wpuszcza nas w maliny.

Pamiętam wspólne wyprawy do januchtowskich lasów – pełnych klimatu, ciszy i grzybów. Ryś był bowiem grzybiarzem wyśmienitym. Znał się na tym jak nikt, zawsze znajdował najwięcej, nawet gdy inni targali puste kosze. Co roku symbolicznie otwieraliśmy sezon grzybowy. W lesie Rysio czuł się szczęśliwy, z przyrodą żył w czystej przyjaźni. „Nie przeszkadzaj naturze, a tym bardziej nie wyrządzaj jej krzywdy. Ona i tak najlepiej poradzi sobie bez nas” – mawiał. Czasem podczas wspólnych leśnych wypraw, zapatrzony w „piękne okoliczności przyrody”, potrafił nam się zgubić. Podarowaliśmy mu kiedyś z Adasiem wściekle pomarańczową czapeczkę, by móc dojrzeć go w gęstwinie drzew. To nawet działało! Wyjątkowo paskudnie zachowała się ta Szczupła Czarna Pani, nie pozwalając Rysiowi nacieszyć się jeszcze tegorocznymi zbiorami grzybów, choćby tymi ostatnimi w życiu  – jeżeli tak już być musiało…Ciężko jest myśleć o naszym Rysiu w czasie przeszłym. Tym bardziej trudno jest zebrać wspomnienia w niewielu zdaniach. Cóż, Rysiaczku, pozostaje w podzięce napisać – używając jednego z Twych ulubionych powiedzonek – za te wszystkie piękne chwile „nasza wdzięczność będzie Cię ścigać”…

Tekst i zdjęcia: Jacek Korczyński

 

Przyjaciele o Rysiu

Najpierw otwierało się furtkę do ogrodu. Na początku była zardzewiała i nie chciała się domykać i tę lubiłam najbardziej. Potem ścieżka wzdłuż krzaków pigwy, najlepiej po deszczu, gdy tworzyły się niewielkie kałuże i pachniała trawa. A na pięterku niewielkiego budynku: Rysio. Uwielbiał gościć znajomych i przyjaciół. Sadzał nas przy drewnianym solidnym stole, a sam smażył, gotował i gadał. Niezapomniane potrawy Rysia! Pieczone ziemniaki zawijane w boczku, a nawet zwykła ogórkowa. Rysiu gadał, żartował, fantazjował i przeklinał… histerycznie szczekającego jamnika sąsiada. Niekiedy ponosiła go wyobraźnia, innym razem jego sąd o świecie i ludziach był klarowny i przenikliwy. Zachorował nagle, nie mogliśmy uwierzyć. Nadal nie wierzę, że już nigdy nie otworzę tej furtki do ogrodu.

Ewa Ziółkowska-Darmas, kielecka bajkopisarka, dziennikarka i tłumaczka

 

Stary, nieco rozklekotany, czerwony opel. To nieprawdopodobne, ile kilometrów przejeżdżał, wożąc wesołą gromadkę przyjaciół (nie licząc psa). Rysio woził nas nim w miejsca, na które nigdy nie zwrócilibyśmy uwagi, opowiadając przy tym niesamowite historie. A energii miał tyle, że nawet cztery psie łapy nie mogły dotrzymać mu kroku. Bez Rysia nie poznalibyśmy może trochę dziwnych, ale na pewno interesujących ludzi i może trochę nieoczywistych, ale na pewno interesujących miejsc. Kochał naszą wiejską chałupkę i czuł się w niej jak w domu. Obchodził okoliczne lasy i wykroty, fotografował co tylko się dało. Zostały po nim kapcie („kapciuszki”, jak je sam nazywał). Czekają…

Katarzyna Lisowska, towarzyszka wypraw

 

Rysio był optymistą, humorystą, zagubionym w otaczającym go świecie pełnym hipokryzji, pogoni za pieniędzmi, sławą i władzą. Razem z przyjaciółmi czerpał jednak z życia, co tylko się dało. Nic dziwnego, że podczas Głośnego Czytania Nocą w kieleckim antykwariacie został ukoronowany na „Króla Życia”. Pamiętam, jak w skansenie w Tokarni organizowaliśmy kolejny zlot motocykli SHL. Padał deszcz. Rysio założył kolorową czapeczkę, wziął gałązkę i – machając nią – wypowiadał jakieś niezrozumiałe słowa. Okazało się, że rozpędzał chmury i… chmury gdzieś odpłynęły. Nazwałem go wtedy „węgierskim szamanem” i ta nazwa do niego przylgnęła. Gdy odbywał się tegoroczny zlot, Ryszard był już chory. W Tokarni lało przez cały dzień.

Ryszard Harasimowicz, jeden z „antykwarycznych” Ryśków

 

Rysio przez jakieś osiemnaście lat mieszkał z kotem. Kot miał na imię Bandyta (vel Bandzio). Był wrednym s…kotem, ale mnie lubił, a ja lubiłem jego. Rysio opowiadał, że wiedział kiedy przyjdę, bo Bandzio czekał przed drzwiami. Teraz czekają obaj. Pierwszy mruczy, drugi „zięzi”!

Adam Kowalewski, artysta plastyk

Biesiada w gronie przyjaciół. Miejsce: Widoma. Grill, ognisko, małe co nieco – jak zawsze. Rysiek gdzieś znika. Mijają minuty, a Rysia nie ma. Parę godzin wcześniej odkrył pod kasztanem małe grzybki. O ich cudownych właściwościach opowiadał tak sugestywnie, że podejrzewaliśmy, że borowiki są trujące. Nazwał je „halusie”. I coś w tym było. Kiedy kończyliśmy kolejny napitek, Rysio niespodziewanie wylądował w płożastym, dużym jałowcu z okrzykiem „Motylem jestem, a co!”. Jałowiec wytrzymał, jest i czeka. Może motyl wyląduje raz jeszcze…

Ryszard Mikurda, kielecki regionalista i historyk motoryzacji, przyszywany bliźniak

 

Rysiek był stałym bywalcem i przyjacielem naszego Antykwariatu Naukowego. Niewiele organizowanych u nas imprez odbyło się bez jego udziału. Część z nich prowadził, szczególnie Głośne Czytania Nocą i dzienne czytania bajek dla dzieci. „Antykwarycznych” Ryśków, serdecznie się przyjaźniących, było trzech. Wszyscy zyskali tytuł „Królów Życia”, otrzymali korony wykonane przez Adasia, naszego nadwornego plastyka. Niestety, Rysio nie będzie już mógł włożyć swej korony i zarażać nas radością życia.

Igor Metzger, antykwariusz

 

Rysiek to dla mnie zawodowiec-specjalista. Tylko on wiedział jak wyleczyć moją dnę moczanową. Z tego oto powodu, jako pewnie jeden z niewielu ludzi w Kielcach, a może nawet całej Polsce, wiem jak smakuje woda spod ziemniaków. Oj Rysiek, Rysiek. A tę książkę, z przepisami na obniżenie kwasu moczowego we krwi, oddam Ci dopiero przy naszym następnym spotkaniu. Ale wiesz co – nie będę się spieszyć.

Bartek Śmietański, coach i trener mentalny, inspektor w Świętokrzyskim Urzędzie Wojewódzkim

 

„To ja sp… He he he!” No i sp…, Rysio, zostawiając nas z zapasem mąki ziemniaczanej do Kasinych włosów, bo na cóż miała wcierać chemię w nadwątloną czuprynę. Zostawiłeś mnie z podróżą czarterowym busem kursowym do Nowin, ze wspólnym obiadem na 4. piętrze i sprintem na Hubalczyków, z wyścigami po pierwszego grzyba… Zostawiłeś nas z tym, co najcenniejsze, ze wspomnieniami. Wybacz Rysio, ja jeszcze nie sp…, hehehe!”

Mateusz Wolski, fotograf

 

***

 

Ryszard Zięzio – oficjalnie

Muzeum Zabawkarstwa kierował przez 21 lat od 1985 roku, choć – jak sam przyznał w tekście napisanym do jubileuszowego albumu instytucji – trafił tam jakby przypadkiem. Na początku zajmował się głównie… propagandą i organizowaniem targów i spotkań wszystkich spółdzielców produkujących w Polsce zabawki. Eksponatów było niewiele, na dodatek muzeum nie miało swojej siedziby. Mimo „niepoważności” tematu – w końcu zabawki są tylko dla dzieci  – i dzięki jego uporowi i staraniom – udało mu się malutką izbę pamięci przekształcić w prawdziwe muzeum: organizujące wystawy, prowadzące działalność naukową, wydające kwartalnik „Zabawy i Zabawki”, skupiające wokół siebie naukowców zajmujących się tą tematyką. To jego zawzięcie, połączone z przychylnością władz miasta sprawiły, że Muzeum Zabawek i Zabawy w Kielcach po ponad 20 latach tułaczki uzyskało wreszcie własny kąt. Teraz możemy oglądać wystawy gier i zabawek w zabytkowym budynku dawnych hal targowych przy pl. Wolności. Szkoda, że Ryszard Zięzio przestał być dyrektorem tuż przed tym wyjątkowym dniem, gdy muzeum w nowej, wyremontowanej siedzibie otwierało swoje podwoje dla małych i dużych.

Redakcja „Made in Świętokrzyskie”

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close