Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


O marzeniach, polityce, wytrwałości i – mimo wcześniejszego sprzeciwu grupy – etymologii nazwy Kabaret Skeczów Męczących z Karolem Golonką, Jarosławem Sadzą, Michałem Terczem i Marcinem Szczurkiewiczem rozmawia Daria Malicka.

* Drogi Czytelniku! Bardzo często w wywiadach znaleźć możesz wskazówkę od autora, mówiącą o reakcji bądź nastroju rozmówcy. Na potrzeby niniejszego tekstu przyjmijmy założenie, że całemu towarzyszy dopisek: „śmiech”, a momentami nawet: „gromki śmiech”.

O co nie lubicie być pytani podczas wywiadów?

Jarosław Sadza, Karol Golonka, Michał Tercz, Marcin Szczurkiewicz (chórem): O to, skąd pomysł na nazwę, jak powstaje skecz, z czego najchętniej śmieją się Polacy? I jeszcze o wiele innych rzeczy, które także pewnie zapisałaś w tym swoim notesiku.

Mam nadzieję, że jednak nie… To teraz już tak na poważnie – kim chcieliście być w dzieciństwie?

Jarosław Sadza: Dyrektorem fabryki.

Fabryki czego?

JS: Tak po prostu – dyrektorem fabryki. Jeszcze nie wymyśliłem czego, chociaż jest to moje marzenie od trzeciej klasy szkoły podstawowej.

Karol Golonka: Czyli to nawet nie jest marzenie, ale plan? Wciąż możesz zostać dyrektorem fabryki.

JS: I zostanę!

Marcin Szczurkiewicz. A ja zawsze marzyłem, żeby pracować w fabryce, w której Jarek będzie dyrektorem. Jeszcze się nie znaliśmy, a już wiedziałem, że to będzie naprawdę coś. Po pierwszym spotkaniu tylko się w swojej decyzji upewniłem…

Michał, a kim Ty chciałbyś być w fabryce Jarka?

Michał Tercz: Nikim. Zawsze chciałem być koszykarzem. Niestety, pewnego dnia okazało się, że nie jestem czarny i nie mam dwóch metrów wzrostu. No i po marzeniu… Grałem w kosza w liceum.

KG: O, to pamiętam… Michał naprawdę nieźle grał. I kiedyś złamał rękę… Niejeden raz chyba. Nie wiem, dlaczego to pamiętam…

A Ty Karol? Kim chciałeś być? Tylko nie mów, że zawsze marzyłeś o byciu właścicielem przedszkola!

KG: Nie, o tym akurat nie marzyłem. W dzieciństwie na pewno chciałem być aktorem. Niby prawie się udało, ale jednak aktor a kabareciarz to co innego. Zapytaj jakiegokolwiek aktora, co sądzi o kabareciarzach… Rzecz jasna, są wyjątki – jest Maciek Stuhr, który jest aktorem, kabareciarzem i satyrykiem.

KG: Ale to naprawdę rzadkie. Zawsze chciałem występować i często to robiłem. Grałem w szkolnych akademiach, przedstawieniach…

JS: Na dyskotekach….

KG: Na dyskotekach to później. Wtedy nie chciałem już być aktorem.

A kiedy po raz pierwszy pomyśleliście o kabarecie? Zwróćcie uwagę, ze nie pytam o etymologię nazwy.

MS: Bardzo zgrabnie omijasz drażliwe tematy.

KG: Warto jednak wspomnieć w tym miejscu, że inspiracją dla powstania naszego kabaretu było pojawienie się Kieleckiej Spółdzielni Mieszkaniowej, od której to…

MS: A był to rok 1867…

MT: Sprytnie zadane pytanie, żeby jednak wydusić z nas genezę KSM-u…

Ależ skąd! Spytałam tylko, kiedy pojawiła się myśl: „zróbmy sobie kabaret”. Jarku, chciałeś być dyrektorem fabryki – jakaś droga musiała poprowadzić Cię tu, gdzie jesteś.

KG: Po prostu Michał okazał się zabawnym koszykarzem. Jest bardzo dobry w tym, co robi, ale po godzinach powinien grać w NBA. Bezdyskusyjnie!

Z góry uprzedzamy – nasze wywiady wyglądają tak: najpierw gadamy i pleciemy, co nam ślina na język przyniesie, bez ładu i składu, a później zaczynamy: … a tak naprawdę, to jest tak… I taka będzie też i ta rozmowa, z pewnością!

MS: No już trzeba poważnie. Minuty mijają, wystrzelaliśmy się…

KG: Zatem – tak naprawdę – to w liceum.

JS: W V LO, które – notabene – znajdowało się na osiedlu Kieleckiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

MS: Zgadaliśmy się już w pierwszej klasie. Skład grupy się zmieniał, ale ciągnęło nas do tego typu działań. Jedni odchodzili, inni przychodzili. Był czas, że grupa liczyła kilkanaście osób.

Wszyscy chodziliście do tego liceum?

MT: Jarek nie…

To skąd się wziąłeś Jarku w KSM-ie?

KG: No właśnie? Skąd on się wziął w ogóle? To jest bardzo dobre pytanie! Skąd Ty się wziąłeś?

JS: Z innego osiedla….

MS: Kiedy już po skończeniu liceum, zabraliśmy się tak bardziej na serio za tworzenie kabaretu, z zespołu odszedł kolega. Zostaliśmy we trzech, a wydawało nam się, że czwórka to taki układ idealny.

MT: I wtedy zobaczyliśmy Jarka, jak szedł po KSM-ie… I on tak bardzo śmiesznie szedł….

MS: Pomyśleliśmy: kurczę, ale gość śmiesznie idzie!

JS: Od najmłodszych lat rozśmieszałem ludzi. Zawsze mi to dobrze wychodziło, tak naturalnie.

KG (szeptem): Jarek to kiedyś był też w teatrze… I grał…

JS: Od razu grał… Coś tam próbowałem…

A pamiętacie swój pierwszy występ? W obecnym składzie?

MT: A nie było to tutaj… W…

JS: Nie, nie..

MS: Ej no, gdzie to było?

KG: Boisko! Boisko szkolne!

MS: Tak! To był występ na boisku szkolnym, a potem pojechaliśmy gdzieś pod Kielce. Na festyn z zespołami ludowymi. To było straszne, ale to był prawdziwy występ „na zamówienie”.

KG: Nieważne gdzie, ale to była na pewno niskobudżetowa impreza. Dlatego się tam znaleźliśmy…

MS: Nie wydano na nią złamanego grosza, wystarczyło i na nas.

KG: Więc… Jak Jarek do nas dołączył, graliśmy już po dwa występy dziennie!

JS: Wydawało mi się, że to jest coś! Dotychczas występowałem w zamian za słodkie bułki, a tu taka odmiana losu. Tak mi się zdawało…

MS: Byliśmy formacją, która już grała… Jarka skusiła wizja zarobku.

A pamiętacie program tego występu?

JS: Coś tam pamiętam… Pod jednym z numerów na pewno bym się dziś nie podpisał.

MS: Dużo było numerów, z których człowiek nie jest dziś dumny. Przeróbka piosenki Ryszarda Rynkowskiego „Natalie” – „Na hali” na przykład, która zawierała podtekst seksualny z góralem i owcą w tle. Mamy takie kwiatki… Może odważymy się zagrać to jeszcze raz na 30-lecie naszej działalności, jak już nam będzie wszystko jedno. A może zagra to dwóch znanych aktorów! Być może jest to numer, który wyprzedził swoje czasy…

Studiowaliście różne kierunki…

KG: Tak, m.in. politologię i anglistykę. Tę ostatnią do pierwszej sesji. To były początki naszych występów i z czegoś musiałem zrezygnować.

MS: Jestem filologiem angielskim.

MT: A ja próbowałem nim być, ale mi nie wyszło.

JS: Skończyłem zarządzanie i inżynierię produkcji z myślą o tym dyrektorze fabryki.

KG: A wyszło, jak wyszło…

Macie poważne wykształcenie, poważne zawody…

JS: Nie przepracowałem ani dnia w tym zawodzie, ale zawsze mogę, jakby co…

MS: Mnie się przydaje moje wykształcenie, gdy pomagam synowi w lekcjach. Z angielskiego ma same szóstki. Nie zmarnowałem więc potencjału i wykształcenia! Jestem spełnionym filologiem.

KG: Jako politolog realizuję się w kabarecie doskonale – na pewno lepiej niż gdybym miał to robić na scenie politycznej jako polityk. Polityka jest obecna w naszym kabarecie tak samo mocno jak sprawy społeczne. Patrząc obiektywnie, mogę przyznać, że wykonuję swój zawód tylko pod przykrywką kabareciarza. I w przeciwieństwie do polityków – ludzie mnie lubią.

A jak zareagowali Wasi bliscy na wieść, że chcecie być kabareciarzami i żyć z rozśmieszania ludzi? Może pokładali w Was nadzieje…

JS:  Samo tak wyszło. Rodzice nam pomagali, nie tylko wpierając nas mentalnie, ale też finansowo.

MS: Moja mama długo traktowała to jako wygłup… Do czasu, gdy zaczęliśmy na występach zarabiać.

KG: Jak przypomnę sobie, jakie to były pieniądze, to szkoda słów…

MT: Jednak już pod koniec studiów wiedzieliśmy, że właśnie to chcemy robić.

MS: Michał zaczynał wtedy po raz trzeci socjologię…

MT: Bo ja jestem konsekwentny…

KG: A tak naprawdę to jest tak, że owszem, rodzicie traktowali to chwilami jako wygłup, ale przyszedł taki moment, kiedy stanęliśmy przed wyborem: albo w to idziemy na poważnie, albo szukamy czegoś innego. Kończą się studia, a wraz z nimi luz i pieniądze… Coś trzeba było postanowić.

Początki kariery są trudne. Zanim osiągnie się sukces trzeba czasu i wysiłku. To jest chyba problem dzisiejszej młodzieży, która chce mieć wszystko już, natychmiast. Chce szybko zdobyć popularność, zaistnieć, zarobić. A tak się nie da! I właśnie fakt, że to wymaga tak dużo czasu i na początku jest tak mocno niepewne, sprawił, że odszedł z ówczesnego składu nasz kolega. Był rok starszy, skończył studia wcześniej niż my i nie miał już czasu na sprawdzanie: uda się czy nie? Podjęliśmy to ryzyko i poszliśmy drogą kabaretu. No i jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. To wymagało od nas naprawdę wielkiej pracy i cierpliwości.

Pytam dlatego, że wsparcie rodziny w przypadku wyboru akurat takiej drogi jest chyba niezwykle ważne. Inaczej brzmi „mój mąż jest z zawodu dyrektorem” niż „mój mąż jest z zawodu … śrubą”.

KG: No tak. Zdecydowanie inaczej.

MS: Na samym początku nie brzmiało to dumnie i nie było czym się chwalić.

KG: Wręcz usłyszałem od swojej mamy – no co ty, nie tacy jak ty próbowali, nie tacy jak wy mają szansę na kariery… Znajdź sobie lepiej dziecko jakąś normalną pracę…

MS: …Znajdź sobie jakąś dziewczynę z pieniędzmi.

JS: Moi rodzicie nigdy nie wstydzili się tego, że ludzie śmieją się ze mnie na scenie. Przeciwnie – od początku wiedzieli, że pójdę tą drogą i miałem ich pełne wsparcie.

Michał – a dlaczego Ty siedzisz tak cichutko?

MT: A bo wiecie… Jak się tak zastanowię, to moja mama nigdy na ten temat ze mną nie rozmawiała… I nie wiem co tak naprawdę sądzi…

MS: Musicie koniecznie to przegadać. Może ona tak chodzi dookoła ciebie, zerka i coś ją uwiera? Może liczyła, że zostaniesz jednak tym koszykarzem lub ostatecznie socjologiem?

JS: Mama kupiła mu nawet ostatnio dostęp do NC+, żebym sobie pooglądał NBA…

MS: Myślę, że musimy zadzwonić do mamy Michała, bo będzie tu siedział taki zgaszony…

Kto jest szefem?

KG: Mamy demokrację kabaretową. Tak to się będzie nazywać do końca życia.

A jak jest naprawdę?

Wszyscy naraz: A tak naprawdę… Każdy może wyrazić swoje zdanie. Każdy może mieć swój pomysł. Nikt nikomu nic nie nakazuje. Nikt nie rządzi. Każdy broni swojej racji. Dzięki temu możemy się konkretnie pokłócić!

JS: Ale funkcjonujemy…

KG: I każdy ma swoją rolę w zespole.

MS: Mamy wspólne hobby..

KG: Tylko ostatnie wyniki wątroby Marcina nie pozwalają nam go realizować.

JS: Oczywiście mamy na myśli aktywne uprawianie sportu.

KG: A tak naprawdę… Każdy ma w zespole swoją określoną rolę, swoje zadanie, które najlepiej do niego pasuje i w którym najlepiej się odnajduje. Czasem trzeba podejmować trudne decyzje, czasem się spieramy, ale nie jest tak, że kierunek artystyczny nadaje jeden z nas. Każdy wnosi swoje pomysły i pracujemy nad nimi wspólnie…

Zbliżasz się do pytania: jak powstaje skecz…

MS: Nie, nie! Karol – nie idź tą drogą! Skręcaj, skręcaj!

KG: Czasem jest tak, że bardzo chciałbym coś przeforsować, ale koledzy mówią stanowcze „nie”.

MT: Jak będziesz miał swój kabaret, to będziesz robił, co chcesz.

JS: Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo: rozmawiamy, kłócimy się, dyskutujemy, ale nie chodzimy ze sobą do łóżka.

A czy nie jest wam trudniej w takim układzie? Ciężko tu o indywidualność. Nie jesteście postrzegani jako Jarek, Michał, Marcin czy Karol. Widzowie być może nie znają nawet Waszych imion…

MS: Każdy z nas musiał po części zrezygnować z siebie. Dzięki temu jesteśmy dobrym, zgranym zespołem.

Nie żal Wam czasem, że nie jesteście postrzegani jak np. Smoleń czy Laskowik?

MS: Nie. I to jest właśnie składowa sukcesu, o którym mówiliśmy na początku. Umiejętność kompromisu, rozmowy, czasem rezygnacji z siebie, wymagała czasu, ale dzięki temu mamy…

MT: …Świadomość tego, co jest dobre. I nikt na siłę niczego nie robi. Mamy to mocno przepracowane i poukładane.

A jak któryś z Was tak indywidualnie dostanie intratną propozycję?

JS: To niech idzie, byle się kasą podzielił!

MS: Często odrzucamy indywidualne propozycje. Te, które kolidują z… nami. Z nami jako całością.

KG: Skupiamy się na sukcesie tworu, jakim jest Kabaret Skeczów Męczących. I każdy z nas musiał kiedyś zrobić maleńki krok w tył i uświadomić sobie, że sukces i miejsce, w którym się znajduje zawdzięcza wspólnej pracy. Jak każdy pociągnie w swoją stronę, to KSM się rozpadnie. Każdy z nas ma inne predyspozycje – ktoś lepiej pisze, inny ładniej śpiewa, lepiej improwizuje…

MS: Gdy tego śpiewającego czy improwizującego postawimy na scenie samego, to będzie jednym z wielu. A Kabaret Skeczów Męczących jest niepowtarzalny.

KG: To, że frontmenem KSM-u jest Jarek jest naszą świadomą decyzją. Jeśli widzimy, że coś się sprawdza, to się tego trzymamy.

Kabaret Skeczów Męczących a polityka…

MS: Lubimy politykę i polityków. Dostarczają nam wielu tematów, to niewyczerpane źródło.

KG: Ale to nie jest tak, że jesteśmy nastawieni anty wobec obecnej władzy. Generalnie sprzeciwiamy się, gdy ktoś robi coś głupiego, coś z czym się nie zgadzamy. I nie ma znaczenia, pod jakim sztandarem występuje. Zresztą wystarczy obejrzeć nasze skecze sprzed czterech, pięciu czy siedmiu lat – one zawsze uderzały w politykę. Mocno. Nasz pierwszy polityczny numer, którym zresztą wygraliśmy Festiwal Artystyczny Młodzieży Akademickiej w 2003 roku, był o  przesłuchaniu Lwa Rywina. Kabaret powinien śmiać się z władzy. Nie podoba mi się to, co dzieje się na scenie politycznej, z obu stron. Politycy nie potrafią się śmiać z samych siebie.

MS: A my potrafimy!

Z okazji jubileuszu 15 lat działalności artystycznej życzę Wam, abyście nigdy tej umiejętności nie zatracili!

Dziękuję za rozmowę.

Kabaret Skeczów Męczących (KSM) działa od 2003 roku. Jeden z najpopularniejszych polskich kabaretów tworzą: Karol Golonka, Marcin Szczurkiewicz, Michał Tercz i Jarosław Sadza. KSM uczestniczy w największych festiwalach kabaretowych oraz współprowadzi największe wydarzenia muzyczne: Eska Music Awards, Sabat Czarownic, Top Trendy czy kabaretowe, m.in. największą trasę rozrywkową w Polsce ­– Polską Noc Kabaretową.

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close