Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


W poszukiwaniu ciszy kilka lat temu wyprowadziła się z mężem na wieś. Imali się rożnych zajęć, aż Beata Bardzyńska pojechała na kurs serowarski. Wróciła zaczarowana. Efektem tych czarów jest ser Antoni uhonorowany znakiem „Jakość Tradycja” Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego.


Nie marzyła o ucieczce na wieś, ale mąż szukał spokoju poza miastem. Kupili gospodarstwo w Piotrowie-Podłazach w gminie Łagów. – Nigdy nie miałam kontaktu ze wsią, ale odnalazłam się przy uprawianiu ogródka. Odżyły zainteresowania zielarskie, które miałam od dziecka – wspomina Beata. Szybko okazało się, że codzienne dojazdy do pracy w Kielcach są uciążliwe, zaczęli więc szukać sposobu na utrzymanie się na wsi. Mieli różne pomysły, ale żadnego „nie czuli”. Ten na sery zrodził się, gdy mąż zastanawiał się nad stworzeniem spółdzielni socjalnej. – Zaczęłam szukać informacji na ten temat w Internecie i okazało się, że są szkolenia serowarskie. Wybrałam warsztaty na Kaszubach i wróciłam zaczarowana. Od razu pojechałam do sąsiadki po mleko i zrobiłam sery. Wyszły bardzo dobre. To był czerwiec 2013 roku – opowiada pani Beata.


Produkt powtarzalny
Miesiąc później z serami i wygrzebanym ze stodoły starym turystycznym stolikiem pojechała do Sędka na Święto Chleba. – To było pierwsze zderzenie z ludźmi. Próbowali i byli zachwyceni. Nie miałam tych serów dużo, ale sprzedałam wszystkie. I dostałam skrzydeł – wspomina. Drugi raz pojechała do Sędka, gdy miłośnicy muzyki tradycyjnej zjechali się na Tabor Kielecki. Potem były dożynki, Święto Pszczoły w Bałtowie. – Coraz bardziej się nakręcałam! – przyznaje.
W międzyczasie wymyśliła Eko Bazar w kieleckim Smart Center, gdzie pracuje. To miała być jednorazowa impreza, ale klienci zaczęli wydzwaniać z pytaniem, kiedy mogą przyjechać po ser czy jajka prosto od rolnika. Namówiła więc grupkę osób, które najpierw co dwa tygodnie, a teraz już w każdą sobotę przywożą do miasta swoje produkty. – Zaczęłam robić więcej serów, pojawiać się w regionie i w innych województwach. Zdobyłam literaturę, zasięgnęłam języka i wykupiłam indywidualny kurs u znanego serowara w Poznańskiem. Metodą prób i błędów starałam się opracować własną recepturę. I w którymś momencie klienci powiedzieli mi, że produkt stał się powtarzalny, a to bardzo ważne – mówi. Zastrzega, że w przypadku serów nigdy nie ma stuprocentowej powtarzalności, bo krowa za każdym razem zje coś innego, bakterie w różny sposób pracują, a wpływ na produkt ma nawet pogoda.


W oczekiwaniu na pleśniowy
Marzyło jej się też robienie serów pleśniowych, ale to nie takie proste. Na razie Beata Bardzyńska wypracowała przepis na własny ser żółty twardy. Jako jedyna w regionie świętokrzyskim specjalizuje się w takim produkcie. Nie ma dużych mocy przerobowych, więc tylko czasem udaje jej się uchować ser półroczny. Z reguły sprzedaje takie, które dojrzewały miesiąc, czy półtora miesiąca. Czasem dodaje zioła, ale baza jest ta sama. W asortymencie ma też sery miękkie, tzw. świeżaki (nie wymagające długiego dojrzewania): twarożek z serwatki i parzenicę.
Początkowo sery robiła w dużych garnkach, z czasem mąż napisał projekt i otrzymali dofinansowanie z Lokalnej Grupy Działania. Dzięki temu kupili kocioł serowarski oraz pakowarkę próżniową i zaadaptowali na potrzeby produkcji mały budyneczek. Wymagania sanitarne są duże, muszą być odpowiednie śluzy, osobne wejście i wyjście. Do czyszczenia sprzętów i pomieszczenia nie używa chemii, tylko sody i pary wodnej.


Z serem na podryw
Sery robi sama, mąż zajmuje się biurokracją. Wspólnie starają się o środki na drugą dojrzewalnię, aby Beata mogła spełnić marzenie o produkcji serów pleśniowych. Posady nie rzuciła, jeszcze nie mogą sobie na to pozwolić. Serowarstwem zajmuje się przed pracą lub po powrocie z Kielc. Jeśli rano, to już o 6 jest w zlewni, gdzie zaopatruje się w mleko. Ser trzeba zrobić w ciągu godziny od udoju. Ważne też, co jedzą krowy, jeśli kiszonkę – ser się nie uda. – Mam wyselekcjonowanych rolników, którzy karmią krowy naturalnie i tylko od nich biorę mleko – podkreśla.
Produkty Serowni Podłazy trafiają do kilku restauratorów, można je znaleźć w sklepach w Kielcach, Warszawie, Krakowie i Katowicach. Beata Bardzyńska współpracuje z Wawelską Kooperatywą Spożywczą. Prezentowała też swoje wyroby na Europejskich Targach Produktów Regionalnych w Zakopanem. Górale uśmiechali się przy ich stoisku, bo „podłazy” to po góralsku „podryw”. – Mówiłam, że z moim serem podryw na pewno się uda. Smakował im głównie mój ser parzony. Dostałam potem maila, że to kulinarny orgazm – śmieje się.

Tekst: Agnieszka Gołębiowska, Fotografie: Paweł Małecki

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close