Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


7,6 km pływania, 360 – jazdy na rowerze, 84 – biegania. I jeszcze lepiej: 10 km pływania, 421 – na rowerze i 84 – biegu. Ultratriathlonista Adam Sułowski ukończył z sukcesem zarówno ekstremalne zawody Duble IronMan, jak i UltraMan. A że siłę czerpie z roślin, to nazwał się przewrotnie StrąkManem.

UltraMan

Pochodzi z Ożarowa koło Ostrowca Świętokrzyskiego, gdzie mieszkał do 16 roku życia. W jego miasteczku nie było zbyt wielu możliwości uprawiania sportu, tylko piłka nożna i tenis stołowy. Kiedy zaczynał sportową przygodę, na piłkę był za młody, został mu więc tenis – przy stole spędził siedem lat. Potem w liceum trochę jeszcze z chłopakami chodził na siłownię.

Dopiero mając 26 lat, w 2011 roku wpadł na pomysł przebiegnięcia maratonu. – To wyzwanie, dziś bardzo popularne, o którym kiedyś wielu marzyło. Miałem ambicję uzyskać dobry wynik i po trzech miesiącach treningu przebiegłem te 42 km w czasie poniżej czterech godzin – wspomina. Po tym sprawdzianie nadal chciał spędzać wiele godzin w ruchu. Pierwszy raz wystartował w zawodach triathlonowych i zrobił pół IronMana, czyli 1,9 km pływania, 90 – na rowerze oraz bieg na dystansie 21 km. W kolejnym roku wystartował w zawodach IronMan. – Dobiegłem do mety po 12 godzinach wysiłku i poczułem, że czegoś mi brakuje. Zacząłem więc szukać kolejnych wyzwań i znalazłem UltraMana. Udało mi się zakwalifikować na zawody do Anglii – wspomina.

Jak przepłynąć 10 km, przejechać na rowerze kolejne 421 i na koniec przebiec podwójny maraton? – Trzeba zakodować to sobie w głowie, wiedzieć, że na pewno chce się to zrobić. Treningi warto przeprowadzać porządnie, bo dzięki temu mniej rzeczy powinno człowieka zaskoczyć. Bo możemy być świetnie przygotowani, ale każdy błąd, zgubienie trasy czy nieodpowiednia dieta, kosztuje. Praktyka jest niezwykle ważna. Wszystko można rozłożyć na drobne części, które da się wypracować. Odpowiednie odżywianie i nawadnianie organizmu, treningi, odpoczynek. Nie ma się co bać, że to strasznie wygląda. Wielu nie wie, na co ich stać, bo nigdy nie spróbowało – uważa.

Trenuje dwa, trzy razy dziennie. Najtrudniej jest mu wpasować treningi między pracę i życie prywatne. – Nie boję się już też rezygnować z aktywności, gdy jest za ciężko. Regeneracja jest najważniejsza. Czasem lepiej odpuścić, niż się zamęczyć – uważa. Trenuje 20 godzin tygodniowo. Kiedy rozmawiamy ma za sobą 1,5 godziny pływania, a w planach na wieczór trzy godziny jazdy na trenażerze rowerowym.

Vegerunners

Zaczęło się od książki „Urodzeni biegacze”. – Przeczytałem w niej o sportowcach, którzy nie jedli mięsa i spodobała mi się ta idea. Tak trafiłem do dietetyczki, która ułożyła mi jadłospis. Dobrze się wtedy czułem, ale wciąż wracałem do mięsa. Gdy zacząłem jeździć na Farmę Świętokrzyską (do gospodarstwa produkującego ekologiczne warzywa i owoce – dop. red.) przyjaciele zarazili mnie dobrą energią i siłą. Jedząc całkowicie po wegańsku zacząłem się naprawdę dobrze czuć, więc pomyślałem: po co to zmieniać? I tak zostało. Trudno powiedzieć, czy dzięki temu mam dobre wyniki sportowe, bo one są sumą wszystkiego. Ale wiadomo, że jak lepiej się człowiek czuje, łatwiej mu iść na trening. Dzięki roślinnej diecie jest siła i energia. Nie ma takiego obciążenia, jak po mięsie – przekonuje.

Uważa, że w Polsce ludzie wciąż boją się próbować czegoś nowego. – Powszechne są mity na temat niedoborów, z którymi weganie próbują walczyć. Zamiast się spierać, daję dobry przykład. Nikogo do niczego nie zmuszam, ale pokazuję, że można – mówi. I dodaje, że trwalsza okazuje się zmiana osiągnięta małymi krokami, niż ta narzucona: tego nie możesz jeść, tamtego też nie.

Jak więc wygląda jego menu? Rano po pływaniu je owies z bananami i rodzynkami, dużą porcję, w sumie z 1000 kalorii. Po węglowodanowym śniadaniu, musi zjeść sałatkę, im większą, tym lepiej. Raz dziennie je strączki, makaron. W jego menu jest też tofu. Najlepiej czuje się na samych owocach. W sumie przez cały dzień spożywa 3-5 tys. kalorii. Jak wyjeżdża gdzieś samochodem, to bierze pudełko jedzenia, żeby nic go nie zaskoczyło. Podczas podróży korzysta też z konserw, np. fasoli, a oprócz tego zabiera batony energetyczne. – Chodzi o to, żeby posiłki były najprostsze. Dobra jest mieszanka studencka, dużo skondensowanej energii mają też suszone owoce – tłumaczy.

Polowanie na biegaczy

Pasja do ekstremalnych zawodów przerodziła się w pracę. Adam Sułowski zawodowo od kilku lat zajmuje się organizacją zawodów Hunt Run, czyli „dzikich biegów z przeszkodami”. Odbyło się już pięć edycji imprezy. Tegoroczna planowana jest na przełomie czerwca i lipca w Białce Tatrzańskiej. Będą też biegi w innych miejscach, ale nie chce jeszcze zdradzać szczegółów. Chętnie zorganizowałby imprezę w świętokrzyskim – potrzebny jest atrakcyjny krajobrazowo teren, niewymagający pozwoleń, gdzie można poprowadzić trasy o długości 6 i 12 km. Impreza przekształca się w festiwal sportowo-kulturalny, ma być nie tylko rywalizacją, ale spotkaniem ludzi, którzy dzielą się swoimi zainteresowaniami. – Docelowo chcemy stworzyć takie sztuczne miasto, które będzie działało 7-10 dni. Chcemy budować społeczność, która się wspiera. Będziemy robić różne zbiórki, organizować wspólne wyjazdy, promować inicjatywy. To ma być festiwal pasji, nie tylko biegania – zapowiada.

Zmiana

Stara się też pomagać ludziom, którzy chcą zmieniać dietę, poprawić sylwetkę, realizować sportowe cele. Nie ma czasu na trenowanie zbyt wielu osób, to jest już zamknięta grupa, dlatego udziela porad poprzez stronę internetową www.fitnessheroes.pl oraz e-booki.

Jeśli ktoś chce zacząć biegać, trenować, zmienić dietę, schudnąć, StrąkMan radzi, żeby robić to metodą małych kroków, zamiast wielkich noworocznych postanowień, które nas przerastają i łatwo zaraz o nich zapominamy. – W sporcie polecam budowanie nawyku. Nie można od razu zacząć biegać, jeśli się tego nigdy wcześniej nie robiło. Na początek wystarczą spacery trzy razy w tygodniu po 20 minut. Jeśli ktoś chce zintensyfikować treningi, to niech dorzuci proste rzeczy, które lubi. Zawsze warto też mieć określony cel i go mierzyć. Pomagają różne aplikacje, a nawet zapisywanie w zeszycie. Jeśli chodzi o jedzenie, to warto myśleć o poszczególnych wyborach, zamiast się od razu rzucać na głęboką wodę. Każdemu mówię, żeby na początek zamienił frytki na ziemniaki z wody, które nie mają bezsensownych kalorii; zamiast bułki zjadł jabłko, a snikersa zastąpił batonem proteinowym z obniżoną ilością cukru. Takie małe zmiany mają znaczenie. I trzeba zawsze wiedzieć, co się chce osiągnąć. Im lepiej coś jest zaplanowane, tym łatwiej się to robi. O ile oczywiście nie jest zbyt wybujałe już na samym początku – radzi.

Cel: Hawaje

Za największy swój sukces uważa rekord Polski w podwójnym IronManie z 2015 roku. Poprawił wówczas, po 25 latach, rekord swojego przyjaciela Jurka Górskiego, bohatera filmu „Najlepszy”, który niedawno można było zobaczyć na ekranach kin. – Budżet wówczas mi się nie dopinał, więc wsiadłem na rower i przez miesiąc objechałem Polskę, Słowację, Węgry, Rumunię, Serbię, Chorwację i dojechałem na zawody do Słowenii. Podróż była odskocznią, byciem sam na sam ze sobą. Codziennie jechałem sto kilometrów albo więcej, biegałem dużo, spałem pod namiotem i gotowałem na palniku. Po dotarciu na miejsce położyłem się na łóżku i dwa dni nie wstawałem, ale po tygodniu doszedłem do siebie i wystartowałem. Tam była szansa na podium, ale błędy sprawiły, że spadłem na piąte miejsce. Jednak wynik poniżej 24 godzin jest uznawany za bardzo dobry – stwierdza.

Zawody ultra to dla niego przygoda, podczas której najlepiej poznaje siebie. Ostatnio wiele spraw trudno jest mu pogodzić, ale podjął decyzję, że raz w roku musi wystartować w nowym, fajnym wyścigu, bo inaczej czuje, że czas mu przecieka przez palce. Ten rok traktuje jako przejściowy, ale ma już kilka pomysłów na wyścigi. Natomiast jego celem numer 1, który planuje zrealizować w 2020 roku, jest start w Mistrzostwach Świata UltraMan na Hawajach.

Wciąż lubi startować, ale dużo bardziej ekscytujące i satysfakcjonujące stały się dla niego podróże. Ma marzenie, żeby pojechać rowerem dookoła świata. – Myślę, że wcześniej czy później to zrealizuję. I nie trzeba tu osiągać wyników, jest tylko wciągająca przygoda – przyznaje.

Tekst: Agnieszka Gołębiowska

 

wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony www.strakman.com

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close