Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Nazywając średniowieczne krucjaty wojennymi pielgrzymkami, trafiamy chyba w samo sedno sprawy, choć wśród wyruszających w zamorską podróż byli także ci, którym żołnierskie rzemiosło było obce. Nie wnikając w religijne czy ideologiczne powody ówczesnych wypraw do Ziemi Świętej, można z całą pewnością stwierdzić, że przyczyniły się one do umocnienia etosu rycerstwa. Także naszego, pochodzącego z  historycznej ziemi sandomierskiej. Ślady wypraw krzyżowych znajdziemy w dominikańskim kościele św. Jakuba w Sandomierzu. Kamienne płyty nagrobne z wyrytym wyobrażeniem miecza to unikatowe zabytki. Być może spoczęli tam rycerze, którzy wraz z księciem Henrykiem Sandomierskim brali udział w XII-wiecznej krucjacie.

Kierunek Jerozolima

Rozpoczęte w XI stuleciu wyprawy krzyżowe były mocnym zderzeniem trzech kultur: zachodnioeuropejskiej, islamskiej i bizantyjskiej. Bez względu na to, czy uważamy krucjaty za największą i najbardziej romantyczną przygodę chrześcijaństwa, czy za ostatni z barbarzyńskich najazdów, nie ulega kwestii, że stanowiły one jedno z centralnych wydarzeń historii średniowiecznej – pisał Steven Runciman w swych monumentalnych „Dziejach wypraw krzyżowych”.

Głównym celem było oczywiście przejęcie świętych dla chrześcijan miejsc z rąk niewiernych. Ogłaszane przez papieża krucjaty były swoistym połączeniem wojennych ekspedycji w obronie wiary oraz pielgrzymek dla uzyskania łask i otrzymania jakże popularnych wówczas odpustów grzechów. Ich uczestnicy mogli też zyskać rycerską sławę i zdobyć wojenne łupy, a także – co zrozumiałe – zaspokoić swoją ciekawość i poznać świat. Udział w krucjacie był sprawdzianem charakteru i umiejętności. Powracających z wypraw rycerzy darzono uznaniem, zyskiwali oni prestiż i status obrońców wiary.

Gdy ruch krucjatowy ustał, a za jego kres przyjmuje się rok 1291 (nie zagłębiajmy się w historię oraz ocenę tych wypraw – zainteresowanych zachęcam do lektury licznych opracowań tematu), popularne stało się pielgrzymowanie do miejsc świętych w mniejszych grupach lub w pojedynkę. Już nie po to, by wspomóc krzyżowców w walce, lecz aby wyjednać sobie odkupienie win, wyprosić łaski dla siebie i innych/ . Pielgrzymka mogła być także formą pokuty za grzechy. Aby otrzymać prawną ochronę przed przewidywalnymi przecież niebezpieczeństwami, należało dostać papieskie zezwolenie na wyprawę.

Kościół starał się ująć pielgrzymowanie w pewne ramy organizacyjne, przyznając pątnikom szereg przywilejów. Podobnie jak w czasach krucjat, pielgrzym przed podróżą spisywał testament, do czasu powrotu miał mieć zagwarantowaną nienaruszalność swych dóbr, próbowano zapewnić mu bezpieczeństwo i opiekę w drodze.

Polscy krzyżowcy i pielgrzymi

W porównaniu do ogółu europejskiego rycerstwa, udział Polaków w wyprawach krzyżowych był niewielki. Podobnie było z pielgrzymkami naszych rodaków do Ziemi Świętej już po ustaniu epoki krucjat. Powód raczej oczywisty: daleko, kosztownie, niewygodnie, lądem, morzem… Wyprawa do Palestyny z ziem polskich nastręczała szczególnie wiele trudności. Legendarną stała się przyczyna odmowy Leszka Białego na papieskie wezwanie do udziału w wojskowej ekspedycji: przecież w tamtych zamorskich krainach nie było piwa, które książę cenił sobie szczególnie.

Jerozolima jako centrum świata – mapa Heinricha Büntinga z 1581 r.

Nie jest znana żadna kronika opisująca krucjatowe czyny rycerstwa z ziem polskich. Właściwie domyślać się musimy nawet imion uczestników wypraw, daty tych wypraw czy trasy, którą podróżowali – zaznacza Agnieszka Teterycz-Puzio.

Zachowały się bezpośrednie informacje źródłowe zaledwie o kilku krzyżowcach z ziem polskich. Wśród nich wymieniani są tajemniczy „książę lechicki” uczestniczący w drugiej krucjacie – przypuszczalnie chodzi tu o Władysława Wygnańca. Kolejny to wspomniany Henryk Sandomierski, który ze swym rycerskim orszakiem wyruszył do Ziemi Świętej w 1154 r., choć nie brał udziału w zorganizowanej wielkiej wyprawie. Następnym był możnowładca Jaksa z Miechowa, który mógł wyprawiać się nawet dwukrotnie: za pierwszym razem może z księciem Henrykiem i ponownie w 1162 r. Z kolei domniemanym uczestnikiem trzeciej krucjaty był Wielisław Jerozolimski, znany z dokumentu Kazimierza Sprawiedliwego. W piątej wyprawie krzyżowej wziął udział nieznany z imienia „książę polski” – historycy zgłaszają tu kandydatury Władysława Odonica lub księcia opolskiego Kazimierza. Źródła wspominają także m.in. o dwóch Pomorzanach udających się do Palestyny w XIII wieku: księciu białogardzkim Raciborze oraz Kazimierzu II Świętoborzycu. Udziału innych polskich krzyżowców możemy domyślać się tylko z ogólnikowych wzmianek. Nie sposób też ustalić imion rycerzy towarzyszących możnowładcom. Ci ostatni nie wyruszali przecież samotnie.

Same krucjaty stały się jednak silną inspiracją dla naszych średniowiecznych rodaków. Dość szybko potrafiono w Polsce wykorzystać ideały wojen krzyżowych w wojnach z pogańskimi sąsiadami. Tuż po pierwszej krucjacie Bolesław Krzywousty podjął coroczne niemal wyprawy na Pomorzan, traktowane jako walki za wiarę – pisał Benedykt Zientara. Podobnie postępowano z Prusami czy Słowianami połabskimi. Zresztą w „pruskiej krucjacie” z 1166 r., dowodzonej przez Bolesława Kędzierzawego, poległ Henryk Sandomierski.

Istotne były również polskie fundacje na rzecz zakonów krzyżowych, także te w naszym regionie. Za jeden z ważniejszych przejawów recepcji idei krucjat w Polsce uchodzi sprowadzenie zakonów krzyżowych i pewne elementy ich późniejszej działalności. Najdawniejsze nadania Henryka Sandomierskiego dla joannitów w Zagości i Jaksy w Miechowie dla bożogrobców należą do serii nadań w Europie środkowej i północnej, dokonywanych w ćwierćwieczu po II krucjacie przez wracających z Jerozolimy pielgrzymów – podkreśla Maria Starnawska.

Pisząc o polskich pielgrzymach warto wspomnieć – choć to już o wiele późniejsza, XVI-wieczna historia – o podróży księcia Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła, zwanego „Sierotką”. Ów urodzony w naszym Ćmielowie magnat wyprawił się w podróż do Ziemi Świętej oraz do Syrii i Egiptu w 1582 r. Pokłosiem tej ekspedycji jest jego znakomity pamiętnik „Peregrynacja abo pielgrzymowanie do Ziemi Świętej”, pełen ciekawych opisów zwiedzanych miejsc.

Kościół św. Jakuba w Sandomierzu (widok z okna zamku królewskiego).

Wyprawa księcia Henryka

Książę Henryk Sandomierski, syn Bolesława Krzywoustego, był od 1146 r. władcą księstwa dzielnicowego ze stolicą w Sandomierzu. Do Jerozolimy wyprawił się w 1154 r. wraz z orszakiem swych rycerzy, zapewne w dużej części pochodzących z ziemi sandomierskiej. Była to najgłośniejsza pielgrzymka polskiego średniowiecza. W Ziemi Świętej miał przebywać około roku.

O pobycie Henryka Sandomierskiego w Królestwie Jerozolimskim oraz o udziale jego oddziału w walkach właściwie nic nie wiadomo – pisze Agnieszka Teterycz-Puzio. W porównaniu do lakonicznych informacji rocznikarskich dużo miejsca w swojej kronice księciu i jego wyprawie poświęcił Jan Długosz. Jednak ten późny w stosunku do czasów wyprawy opis nie przynosi konkretnych szczegółów, bowiem celem Długosza było stworzenie na przykładzie Henryka Sandomierskiego wzorca dwunastowiecznego rycerza.

W roku książęcej wyprawy nie było poważniejszych walk w Królestwie Jerozolimskim. Henryk brał jednak przypuszczalnie udział w oblężeniu Askalonu. Wśród korzyści z wyprawy należy z pewnością wymienić prestiż – zarówno władcy, jak i rycerza broniącego wiary. Według Jana Długosza, po powrocie do kraju Henryk cieszył się szacunkiem i poważaniem. Oddajmy głos naszemu dziejopisowi: Gdy szczęśliwie dotarł [Henryk] do Ziemi Świętej i uczcił Grób Święty, przyłączył się do wojska króla jerozolimskiego Baldwina. Pełniąc bardzo dzielnie powinność rycerską w walce z Saracenami, marzył o zdobyciu palmy męczeńskiej, ale los nie dał mu wtedy tego osiągnąć. Spędziwszy tam cały rok, kiedy padła część jego rycerzy, częściowo w tych walkach, częściowo wskutek niedogodnego klimatu, wrócił zdrowy do kraju. Zarówno jego bracia Bolesław i Mieczysław, jak i wszyscy panowie polscy, przyjęli go z ogromną czcią i szczerą radością.

Nie ma pewności, jakie były powody podjęcia pielgrzymki. Zapewne kierowały księciem motywy religijne, co sugerują jego krucjatowe zamiłowania, dożywotnia bezżenność, skromna tytulatura („brat książęcy”, „syn księcia”). Również ówczesna sytuacja polityczna w Polsce mogła przyczynić się do podjęcia decyzji o wyprawie, np. w celu nawiązania dobrych kontaktów ze Stolicą Apostolską w okresie napiętych stosunków z Cesarstwem – podkreśla A. Teterycz-Puzio.

Wspomnijmy jeszcze, że znanym literackim „wizerunkiem” księcia Henryka i jego wyprawy jest powieść Jarosława Iwaszkiewicza „Czerwone tarcze” .

Czy tam pochowano krzyżowców?

Tylko w czterech miejscowościach w Polsce odnaleziono średniowieczne płyty nagrobne z wizerunkiem miecza. Większość znalezisk pochodzi z terytorium historycznej ziemi sandomierskiej. Poza dolnośląskim Strzelinem, te unikatowe zabytki znajdują się  jeszcze: w dominikańskim kościele św. Jakuba w Sandomierzu (trzy egzemplarze), w opactwie cystersów w Wąchocku (cztery płyty) oraz w Radomiu (jedna).

Kościół św. Jakuba w Sandomierzu.

W naszych rozważaniach pozostańmy jednak przy płytach z sandomierskiej świątyni. Zabytki zbadał i opisał archeolog Marek Florek. Jego zdaniem  miecz – najważniejszy atrybut rycerza, ze względu na swój kształt budzący skojarzenia z krzyżem ­– symbol rycerza-chrześcijanina walczącego za wiarę, nadawał się idealnie do umieszczenia na nagrobku krzyżowca.

Trudno jest dokładnie określić wiek tych płyt. Są wykonane z piaskowca, pochodzą z XII, a może XIII stulecia. Wyjątkowo interesujący jest jeden z nagrobków. Na jego zachowanym fragmencie umieszczona jest majuskułowa inskrypcja odczytywana przez badaczy jako „Miles Miscvs”, „Miles Miscvi” czy „Militis Miscvi”, a więc rycerz  Mściwój, a może Mszczuj? Napis ten znajduje się na głowni wyrytego na płycie miecza, między dwoma krzyżami. Istnieją przypuszczenia, że rycerza Mściwoja z płyty nagrobnej można identyfikować z Mściwojem z rodu Pobogów, kasztelanem sandomierskim w latach 1222-1227.

Na jednej z sandomierskich płyt nagrobnych widnieje, oprócz miecza, także bliżej nieokreślony przedmiot o długim trzonku. Ze względu na fragmentaryczny stan zachowania, trudno określić, jaki przedmiot przedstawiono na tej płycie, chociaż zazwyczaj sugerowano, że może to być pastorał, laska opacka lub włócznia. Ponadto na tej samej płycie, umieszczony z prawej strony głowni miecza, znajduje się słabo czytelny plastyczny relief (miecz i przedmiot o długim trzonku są ryte), interpretowany jako ornament wolutowy – zakończenie wici roślinnej, stylizowana muszla, a nawet głowa węża – pisze Marek Florek.

Dwie płyty z wizerunkiem miecza znajdują się obecnie w podziemiu dominikańskiej świątyni, odnaleziono je podczas prac remontowych na początku XX stulecia, a znajdowały się zapewne w kościelnej posadzce. Trzecia jest wmurowana w fundament jednego z międzynawowych filarów – kiedyś rozbito ją na dwie części i użyto wtórnie jako budulec. Dziś jest odpowiednio wyeksponowana i oświetlona. Płyty nagrobne z mieczem są niewdzięcznym tematem badań; pozbawione wyraźniejszych cech stylowych, zwykle anonimowe, o nieznanej lokalizacji pierwotnej, często fatalnie zachowane – podkreśla Tadeusz Jurkowlaniec.

Płyta nagrobna w kościele św. Jakuba.

Czy znajdujące się w naszym regionie płyty z wizerunkiem miecza są nagrobkami rycerzy biorących udział w wyprawach krzyżowych do Ziemi Świętej? Czy są może nagrobkami osób uczestniczących w bliższych terytorialnie „krucjatach pruskich”? Trudno to jednoznacznie stwierdzić.  Jeśli chodzi o płyty z Sandomierza, nadal pozostaje zagadką – zdaniem Marka Florka – zarówno ich bliższe datowanie jak i  to, czy pochodzą z pierwszego kościoła czy też drugiej, dominikańskiej już, świątyni wzniesionej po 1226 r. Przede wszystkim zagadką jest, czy można łączyć je z pochowanymi tam krzyżowcami. Z chęcią przyjmuję jednak wielce atrakcyjną tezę, że owe kamienne nagrobki – a szczególnie te z kościoła sandomierskich dominikanów – są jednak dowodem udziału naszych rycerzy w średniowiecznych krucjatach.

Korzystałem m.in. z prac: A. Teterycz-Puzio „Polscy krzyżowcy. Fascynująca historia wędrówek Polaków do Ziemi Świętej” (Poznań 2017), M. Florek „Średniowieczne płyty nagrobne z przedstawieniami mieczy na ziemi sandomierskiej” („Acta Militaria Mediaevalia” 2013, t. 9), T. Jurkowlaniec „Nagrobki przedromańskie i romańskie w Polsce” („Rocznik Historii Sztuki” 1981, t. 12; „Ikonotheka” 1996, nr 19), S. Runciman „Dzieje wypraw krzyżowych” (Warszawa 1997).

Tekst i zdjęcia: Jacek Korczyński

Wyeksponowana płyta nagrobna przy filarze kościoła św. Jakuba.

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close