Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Jej portal technologiczny Tabletowo.pl ma już blisko 700 tys. użytkowników miesięcznie. Gdy powstawał, kielczanka Katarzyna Pura nie liczyła na tak ogromną popularność. Od dawna interesowała się smartfonami i tabletami. I chyba intuicyjnie wyczuwała, że przyszłość to cyfrowy, mobilny świat. Przez kolejne lata wykształciła ważne cechy w tej branży: rzetelność, wiarygodność i zaufanie czytelników, którzy z Internetu chcą o nowoczesnym sprzęcie dowiedzieć się jak najwięcej.

Jak wspominasz 2007 rok, gdy Steve Jobs po raz pierwszy prezentował światu smartfona z ekranem dotykowym? iPhone okazał się rewolucją na rynku mobilnych rozwiązań. Po nim przyszedł czas na tablety, które trzy lata później na dobre zagościły w naszych domach. Czy już wtedy myślałaś o założeniu portalu, który miał pomóc w podjęciu decyzji o zakupie mobilnego sprzętu?

Zanim zaczęłam interesować się technologią, trenowałam piłkę ręczną, ale rzeczywiście smartfony już wtedy zwróciły moją uwagę. Wcześniej telefon służył głównie do dzwonienia i wysyłania SMS-ów. Czasem do nagrywania dźwięku. Natomiast okazało się, że w iPhonie można tak naprawdę zmieścić mały komputerek. Całkowite novum. Nagle za pomocą palca można było zrobić coś na małym ekraniku. To było nie do pomyślenia na tamte czasy. I okazało się strzałem w dziesiątkę. Za Apple poszły kolejne firmy. Trzeba tu wspomnieć Nokię, która nigdy już nie mogła podnieść się z upadku, jakiego doznała, gdy Apple weszło na rynek telefonów. Zresztą Nokia dopiero teraz znów pokazuje, na co ją stać. Została przejęta przez chińską firmę i produkują ciekawe smartfony. Skończył się okres obowiązywania umowy z Microsoft, która – w moim przekonaniu – nie pozwalała na wykorzystanie potencjału drzemiącego w Nokii.

A skąd wziął się pomysł na portal i nazwę Tabletowo.pl. Kiedy to się stało? Gdy świat ujrzał pierwsze iPady?

Nazwa Tabletowo jest aktualnie moją zmorą. Zacznę od tego, że o tabletach piszemy teraz bardzo mało. Czytelnicy nawet nam to zarzucają. Ale dzieje się tak z prostego powodu. Ich po prostu nie ma. Ten rynek skurczył się w ciągu ostatnich dwóch lat. Widać wyraźnie, że tabletów pojawia się coraz mniej. Portal powstał 5 czerwca 2010 roku. Dziś dziwię się, że potrafiliśmy przetrwać siedem lat. Nie dlatego, że jest zły. Uważam, że jest wspaniały. I fajnie, że się wybiłam. Bardziej chodzi mi o to, że kiedy go zakładałam, miałam niewiele lat. Byłam nastolatką, skończyłam liceum i nie myślałam, co chcę robić w życiu. A to przyszło ot tak. Zawsze mówię, że w tamtym momencie uderzył mnie piorun. Tak naprawdę moja przygoda z pisaniem zaczęła się dużo wcześniej na Komórkomanii, która była kiedyś potężną stroną o telefonach, a potem o smartfonach. Dziś rywalizuję z portalem, w którym kiedyś sama pracowałam. Później przyszedł czas na Homelab.pl. Jednak on szybko upadł. Byłam tam redaktor naczelną. Nie dlatego nie przetrwał, ale zanim ostatecznie wygasł, zaczęłam sporo pisać o tabletach. I to był czas targów Computex na Tajwanie, początek czerwca 2010 roku. Kiedy pomyślałam, że piszę dla kogoś, stwierdziłam, że mogłabym przecież równie dobrze robić to dla siebie. To był ten moment. Postanowiłam, że zakładam Tabletowo. I od pomysłu na nazwę wszystko się zaczęło.

Od początku czułaś magię obcowania z ekranami dotykowymi?

Już kiedy smartfony pojawiły się na rynku, była w tym pewna magia. W tamtym okresie w małym urządzeniu została zamknięta duża moc obliczeniowa. Dziś już niemal nieporównywalna, gdy mamy ośmiordzeniowe procesory i cztery lub sześć gigabajtów pamięci RAM w telefonie. Natomiast wtedy podzespoły były trochę gorsze, ale można było zrobić wszystko. Obecnie nie jestem w stanie wyobrazić sobie pracy bez telefonu. Nie mogę bez niego wyjść z domu. To jest moje okno na świat. Pisząc e-maile, czy kontaktując się na Slacku, mogę przedyskutować wszystkie tematy z redakcją. To także mój aparat fotograficzny, choć klasyczny też mam. Czy tablety były magiczne? Przez pewien czas tak. Jednak uważam, że ich pięć minut minęło. Widziałam to po statystykach portalu. Na początku, przez pierwsze dwa, trzy lata, bardzo rosła nam liczba odwiedzających, później statystyki malały i trzeba było podjąć decyzję: albo się zamykamy, co nie miałoby dla mnie sensu, gdyż nie wyobrażam sobie innej pracy, albo trochę zmieniamy tematykę tego, o czym piszemy. Kiedyś nie mogłam żyć bez tabletu. Chodziłam z nim nawet na uczelnię. Wykładowcy krzywo na mnie patrzyli. Często podczas zajęć pisałam artykuły. Niektórzy przymykali na to oko, inni nie. Studiów ostatecznie nie skończyłam. Natomiast sam fakt, że urządzenie to nie miało fizycznej klawiatury, powodowało, że mogłam pisać na nim bezgłośnie. I to było najfajniejsze. Jednak cykl życia tabletów jest dłuższy, niż smartfonów. To główny powód tego, że jest ich coraz mniej. Smartfony wymieniamy wraz z abonamentem, średnio co dwa lata.Wymieniamy telefon, bo kończy nam się abonament, czy raczej jest to pewnego rodzaju moda? Podobno smartfony są w Polsce niezwykle chętnie przyjmowane jako prezent pod choinkę.

Nie przytoczę w tym momencie szczegółowych badań, ale w ubiegłym roku przedstawiono statystyki, ile osób kupuje telefon w abonamencie, a ile na wolnym rynku. Tendencje się zmieniają. Jeszcze kilka lat temu topowe smartfony dla przeciętnego Kowalskiego były cenowo nieosiągalne. Dlatego, jeśli chciał mieć dobry telefon, brał go w abonamencie na 24 lub 36 miesięcy i spłatę rozkładał w czasie. Dziś jest trochę inaczej. Częściej kupujemy na wolnym rynku, ale nie wynika to z wyższych zarobków. Ludzie biorą kredyty gotówkowe, by kupić sobie telefon. Bo lubią być modni. Mają w kieszeni coś, czym mogą się pochwalić. Nie do końca to rozumiem, gdyż ani telefon, ani żaden inny gadżet elektroniczny, czy też samochód, nie świadczą o tym, że ktoś jest lepszym czy gorszym człowiekiem.

Prowadzenie portalu internetowego zajmującego się informacjami technologicznymi to nie lada wyzwanie. Nie wystarczy tylko umiejętność sprawnego pisania, trzeba też pozyskiwać reklamodawców, by można było się z tej działalności utrzymać.

Praca na własny rachunek jest czymś innym niż praca dla kogoś. Wymaga samozaparcia, dyscypliny, nawet zwykłej motywacji do wstania z łóżka. Teraz mam biuro w swoim pokoju i własną firmę. Śpię, jem i pracuję w tym samym pomieszczeniu. Mam oczywiście w mieszkaniu do dyspozycji trzy przestrzenie, ale w tej jednej najlepiej się czuję. Widzę, jak przyjeżdżają kurierzy. Patrzę, jak żyje świat, jak się coś za tą szybą rusza. Gdy pracujesz dla kogoś, masz często mniej obowiązków. Bardzo niewielka część tego, co się dzieje na portalu, musi cię interesować. Obchodzi cię tylko twoja część zadań, czyli kilka artykułów, które trzeba napisać. Będąc „na swoim”, musisz nauczyć się kontaktu z ludźmi. Mnie to przyszło z trudem, bo z natury jestem introwertyczna. Może wzięło się to stąd, że wiem, jacy potrafią być ludzie, gdy komentują coś na portalu…

Jakie to są wpisy? Czy internauci lubią chwalić się swoją wiedzą i posiadanym sprzętem?

Najgorsze są dla mnie ankiety. Z reguły pod swoim artykułem na temat telefonów umieszczam na końcu pytanie w stylu „A Ty? Który telefon byś wybrał?” I tu odpowiedzi są jednoznaczne. Większość osób opisuje swój aktualny model smartfona, bo chce się nim pochwalić. I stawiają go ponad wszystko. Ich sprzęt musi być idealny, bo oni się na niego zdecydowali. To według nich po prostu najlepszy telefon na rynku. A prawda jest taka, że każdy ma indywidualne wymagania w stosunku do takiego urządzenia. Dotyczy to zarówno telefonu, jak i laptopa, aparatu fotograficznego, czy kamery wideo. Te przechwałki są stale widoczne. Często wychodzę też z domu, by popracować zdalnie i siedząc w kawiarniach, obserwuję inne ciekawe zjawisko. W Warszawie, gdy wyjmuję z torby jakąś hybrydę, którą w Kielcach ma może pięć, czy dziesięć osób, ludzie patrzą na mnie dość dziwnie. Zastanawiają się, co to za sprzęt? I powstaje pytanie. Czy ja się nim już chwalę i tak mam się czuć, czy ja faktycznie na nim pracuję? A może jedno i drugie? Widzę jednak te spojrzenia różnych osób i żałuję wtedy, że nie mogę czytać w ich myślach.

Tabletowo musiało poszerzyć tematykę artykułów. Na stronie można kliknąć w „forum”, jest poradnik „Co kupić?”. Są tablety i smartfony, ale także cieszący się w ostatnim czasie dużą popularnością dział „wearable”, czyli opisy sprzętu mierzącego między innymi naszą sprawność fizyczną z naciskiem na smartzegarki. Ale przecież portal to ludzie. Z kim tworzysz to przedsięwzięcie?

Pracujemy zdalnie. Wychodzę z założenia, że nie ma sensu utrzymywać biura w Kielcach. Nie byłabym w stanie zebrać tych ludzi w jednym mieście. To fajne, bo jest cała masa narzędzi internetowych, które pozwalają nam się komunikować i pracować na bieżąco. Ja mogę być w Nowym Jorku, a mój kolega z redakcji, na przykład w Kutnie, a i tak jesteśmy w stanie się porozumieć i ustalić, co chcemy zrobić, na jaki temat pisać, co jest aktualnie na topie itd. Poza tym jestem typem osoby, która lubi być w ruchu. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że siedzę gdzieś na etacie przykuta do biurka przez osiem godzin. Pierwsza rzecz, którą robię, gdy tylko otworzę oczy, to przeczytanie e-maili. Czasem idę spać po czternastu, piętnastu godzinach pracy. Sprawdzam też e-maile przychodzące z innych stref czasowych. Ostatnio redakcja przeszła reorganizację. I trochę mniej piszę, bo mam do tego zaufanych ludzi, a w zasadzie wydawców, którzy są odpowiedzialni za wszystko, co dzieje się na portalu. Średnio raz na godzinę na stronie pojawiają się nowe teksty. Jeśli piszą mniej doświadczeni redaktorzy, wówczas są one sprawdzane przez wydawców. Jestem bardzo zadowolona z mojego zespołu. Mamy w składzie Piotrka Góreckiego, który przede wszystkim jest jednym z najważniejszych znawców Microsoftu i Windowsa w Polsce. Jest Albert Lewandowski, który miał chyba 16 lat, gdy zaczął u mnie pisać. Na niektórych technicznych kwestiach zna się znacznie lepiej ode mnie. Jednym z wydawców jest Grzegorz Dąbek, który studiował ze mną na uczelni na jednym roku. Po kilku latach się spotkaliśmy i stwierdziliśmy, że dobrze by było, gdyby zaczął pisać dla Tabletowa. I tak nasze losy się toczą przez ostatnich kilka miesięcy. Dobrze się stało, bo mieszkamy blisko siebie i gdy mamy jakieś problemy techniczne ze sprzętem, to ja pomagam Grzesiowi, a on mnie. Naprawdę mogłabym tu wymienić wszystkich, gdyż każdy jest bardzo istotną cegiełką w tym projekcie.

A Ty? Czym się zajmujesz?

Dzięki temu, że oddałam dział newsów, mogę poświęcić się sprawom, które są dla mnie ważne. To pozyskiwanie reklamodawców. Pieniędzy trzeba sporo, bo muszę utrzymać również zespół. Poza tym zajmuję się testami urządzeń i recenzjami sprzętu. I tu nieskromnie powiem, że uważam, że są jedne z najlepszych w kraju. A ostatnio postawiłam sobie za punkt honoru, by robić jedne z lepszych recenzji wideo. Czasem wystarczy po prostu mówić do ludzi, być przed kamerą i się uśmiechnąć, a potem zobaczyć, ile jest „łapek w górę” pod spodem i pozytywnych komentarzy. To daje energię.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

Rozmawiał: Michał Sierlecki, Zdjęcia: Mateusz Wolski

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close