Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Magda Śledź, Katarzyna Kędzierska i Marta Lis. Prywatnie przyjaciółki realizujące się zawodowo, a po godzinach członkinie Letniego Klubu Śniadaniowego. Nieformalnej grupy, która w ostatnich latach odpowiada za niezłe zamieszanie w Kielcach.

Przyjemność piknikowania

Wszystko zaczęło się od refleksji, że fajnie byłoby wziąć koc i w niedzielny poranek urządzić sobie piknik w parku. Ale czy można? Bo przecież od lat wpaja się nam zakaz deptania trawników… Rozgorzała dyskusja, także wśród znajomych dziewczyn, którzy również chętnie rozłożyliby się w parku z kocem i piknikowym koszem. – Pomyślałyśmy, że skoro inni też chcą, to powinniśmy to zrobić. Zorganizować śniadanie na trawie i zachęcić ludzi do piknikowania. A żeby wszystko było legalnie, ale też by odrzucić wszelkie wątpliwości co do tego, czy wolno wchodzić na trawę, wystąpiłyśmy do miasta o zgodę – opowiada Katarzyna Kędzierska.

Pierwsze śniadanie okazało się dużym sukcesem, więc miesiąc później LKŚ znów poprosił urzędników o zgodę. Tym razem jednak ta dotyczyła jedynie „powierzchni utwardzonych”. – To była kuriozalna sytuacja. Miałyśmy zorganizować piknik na bruku… Wokół sprawy zrobiło się głośno, ludzie zaczęli się buntować i mówić o innych ograniczeniach w korzystaniu z przestrzeni miejskiej. Ostatecznie miasto wycofało się z decyzji, a w parku od strony ul. Paderewskiego miała się nawet pojawić trawa, która będzie bardziej odporna na deptanie – mówi Magda Śledź.

Dziś wiele osób piknikuje i to w różnych miastach. Koce rozkładają kielczanie, mieszkańcy Starachowic oraz pracownicy i rodzice dzieci z przedszkola w Bilczy. – Naszą ideą było to, aby pokazać ludziom, że można w ten sposób ciekawie spędzić czas. Nie chodziło o to, aby te działania jakoś specjalnie nazywać, planować… Jeśli ktoś ma ochotę rozłożyć się w parku czy na trawie osiedlowego skweru, to powinien to po prostu zrobić. Dziś śniadania odbywają się już bez naszego udziału – tłumaczy Marta Lis.

Każdy piknik to możliwość spotkania znajomych czy poznania nowych ludzi, którzy nawzajem częstują się tym, co przygotowali. To także szansa na przypomnienie sobie zabaw z dzieciństwa: gry w klasy, gumę, czy puszczania baniek mydlanych.

Tańce na Rynku

Ludzie żyjący w mieście, zapracowani i zabiegani, często nie mają dziś czasu dla bliskich, nie mówiąc już o relacjach sąsiedzkich. Są wyalienowani, odsuwają się od siebie i nie wykorzystują przestrzeni miejskiej do rozrywki i wypoczynku. – Chcemy wyciągnąć ludzi z domu i zachęcić ich do spędzania ze sobą czasu na świeżym powietrzu. Każdy z nas ma naturalną potrzebę życia w społeczności, tylko czasem o tym zapominamy. Wystarczy prosta inicjatywa, by przypomnieć, że jesteśmy wśród innych i że miasto jest po to, by w nim żyć, a nie samotnie egzystować – zapewnia Katarzyna Kędzierska.

Dlatego kolejnym pomysłem było zorganizowanie potańcówki międzypokoleniowej na Rynku z udziałem DJ Viki, najstarszej w Polsce, 78-letniej DJki. – Przyszło tak dużo ludzi… Cała płyta Rynku była wypełniona tańczącymi, od dzieci po seniorów. Ci ludzie prawdopodobnie nigdy nie spotkaliby się w żadnym klubie. Kolejny raz zadziałał prosty pomysł – zwraca uwagę Magda Śledź.

Rok później LKŚ zorganizował następną potańcówkę. – I znów porwaliśmy tłumy. To wszystko pokazuje, że ludzie chcą wychodzić z domu i spędzać ze sobą czas w miejskiej przestrzeni. Potrzebują tylko impulsu. Mamy nadzieję, że tego rodzaju inicjatyw, organizowanych przez różne grupy, będzie więcej – wierzy Marta Lis.

W miejskim ogrodzie

Letni Klub Śniadaniowy odpowiada też za powstanie trzech społecznych ogrodów: dwóch na KSM-ie i jednego na Czarnowie. Pieniądze grupa zdobyła w programie Lech Starter, wspierającym oddolne inicjatywy. A pomogli kielczanie, którzy wzięli udział w internetowym głosowaniu na projekt. – Nie było łatwo, bo paradoksalnie zwycięskie pomysły to te z małych miejscowości, gdzie społeczności są bardziej ze sobą zżyte i łatwiej je zmobilizować – tłumaczy Katarzyna Kędzierska.

Na osiedlach pojawiły się skrzynie i sadzonki warzyw, owoców i kwiatów. To, co miało zostać posadzone w ogrodach, dziewczyny z LKŚ wcześniej uzgodniły podczas specjalnych spotkań z mieszkańcami. – To oni budowali ogrody, my tylko im pomagałyśmy. Dzieci i ludzie starsi zakładali rękawiczki i brali w ręce narzędzia czy farby i pędzle do malowania skrzyń. To była nie tylko świetna zabawa, ale jedna z niewielu okazji do tego, by wyjść przed blok i zrobić coś wspólnie z sąsiadami – mówi Marta Lis.

Dziś dziewczyny dostają zdjęcia tego, co zostało zasadzone i co zakwitło. A mieszkańcy ul. św. Stanisława Kostki zorganizowali w swoim ogrodzie śniadanie na trawie. – Te ogrody żyją. Ludzie dzielą się obowiązkami i plonami. Współpracują ze sobą, spotykają się. Powstaje społeczność, więzi się zacieśniają – nie ma wątpliwości Magda Śledź.

Będzie niespodzianka

– Wszystkie pomysły, które realizujemy rodzą się spontanicznie. Nie wymyślamy strategii, nie planujemy. Pojawia się myśl, pozostałe to podchwytują i rusza lawina. Często jeszcze tego samego dnia zaczynamy działać – śmieje się Katarzyna Kędzierska.

Tak właśnie było z pożegnaniem dworca PKS, dwudniową imprezą, która do kultowego „spodka” przyciągnęła tłumy. Były koncerty, potańcówka, warsztaty i zwiedzanie dworcowych zakamarków. – W te działania zaangażowało się wiele osób. I znów wystarczył impuls, by zaczęły się zgłaszać różne osoby. Miłośnicy komunikacji miejskiej, pasjonaci startych samochodów… Pisali też do nas ludzie spoza Kielc – wylicza Magda Śledź.

Wszystkie działania LKŚ dziewczyny realizują po godzinach, często kosztem życia prywatnego. – Przyjaźnimy się, więc część tego życia znajdujemy właśnie w tych wspólnych inicjatywach. Próbujemy też łączyć pracę zawodową z naszą aktywnością. Na szczęście możemy liczyć na pomoc wielu ludzi – przyznaje Katarzyna Kędzierska.

Dziś LKŚ pracuje już nad kolejną niespodzianką dla kielczan. Żadną prośbą, ani groźbą nie udało się jednak wyciągnąć od nich szczegółów. Pozostaje cierpliwie czekać.

***

Pożegnanie dworca PKS odbywało się pod patronatem „Made in Świętokrzyskie”

Teskt: Monika Rosmanowska, Zdjęcia: Mateusz Wolski

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close