Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Pierwsze miesiące roku to czas zmian. Zmienia się ostatnia cyfra w dacie, ale zmieniamy się też my, a przynajmniej w zdecydowanej większości, zamierzamy coś ze sobą zrobić. Zapełniają się kluby fitness, a w internetowych wyszukiwarkach pojawia się wzmożony ruch przy hasłach: „bieganie” i „jak zacząć biegać”. No właśnie, jak? Przede wszystkim zacznij już teraz! Nie od poniedziałku czy od pierwszego, ale jak tylko skończysz czytać ten tekst.

Na początku często szukamy wymówek. Tłumaczymy, że nie mamy odpowiednich ciuchów, butów, brakuje nam zegarka, pulsometra… Bzdura! Każdy ma w szafie coś, w czym może zacząć biegać. Wystarczą dresy, lekka kurtka, zwykłe adidasy i można ruszać. Nie ubieramy się za ciepło, ale tak, by w pierwszej chwili po wyjściu z domu było nam… zimno. Gwarantuję, że już po kilku minutach będziemy się rozbierać. W specjalistyczny sprzęt zawsze zdążymy się wyposażyć. Z czasem sami dojdziemy do tego, czego nam potrzeba.

Zdarza się, że gdy już podejmiemy decyzję o bieganiu, to w naszych głowach od razu pojawia się zdradliwa myśl, że kiedyś graliśmy w piłkę, godzinami chodziliśmy po górach, jeździliśmy na rowerze bez zadyszki… No tak, ale – zgaduję – było to kilka lub kilkanaście lat temu i kilka(naście) kilogramów wcześniej. Musimy się z tym pogodzić – nie jesteśmy sportowcami i na początku nie będziemy biegali tak, jak robią to na igrzyskach. Będziemy maszerowali, tylko od czasu do czasu podbiegając. Nie ma innego sposobu. Nie będzie to też tempo na złamanie karku, ale konwersacyjne, czyli takie, które pozwoli nam rozmawiać (zazwyczaj ze sobą: „po co ja to robię”, „o Jezu, już nie mogę”). Jeśli możecie mówić, to tempo jest dobre, jeśli zaczyna przytykać, to oznacza, że jest za szybko.

Gdy tylko przyłożymy się do tego sumiennie (aktywność 3-4 razy w tygodniu po 30-40 minut), w dość krótkim czasie doprowadzimy do prawdziwego biegania, choć osobiście wolę to nazywać szuraniem. Będziemy w stanie biec 30 minut bez przerwy, serio! Oczywiście wolno (będą nas wyprzedzali emeryci z psem), ale będziemy biegli, a przecież o to chodzi. Wtedy tak naprawdę rozpoczniemy spełnianie swoich marzeń. Jeśli nie odpuścimy, zaczniemy zauważać delikatne zmiany w naszym ciele, poznamy mięśnie, o których nie mieliśmy pojęcia. I co najważniejsze – będziemy robić coś fajnego.

Wtedy można też poszukać grup biegowych (w Kielcach polecam DOBRUNOC – bieganie nocą; można ich znaleźć na Facebooku), rozejrzeć się za jakimś krótkim biegiem masowym i cieszyć się tą aktywnością. A jeśli kiedykolwiek marzyliście o tym, aby wbiec na metę z uniesionymi rękami, przekroczyć swoje biegowe granice, jeśli śnicie o medalu wiszącym na Waszej szyi, o dumie, satysfakcji, fantastycznych uśmiechniętych ludziach dookoła, a może nawet o zazdrosnym spojrzeniu Waszych koleżanek i kolegów to… MACIE TO!

Sam kiedyś o tym marzyłem i zaczynałem dokładnie tak samo… Dziś po kilku miesiącach przerwy znów jestem w punkcie wyjścia, ale wiem, że warto walczyć. Kiedyś marzyłem o ukończeniu jakiegokolwiek biegu, o medalu, a maraton (troszkę ponad 42 kilometry) wydawał się być poza zasięgiem. I jak się skończyło? Mam mnóstwo medali i trzy ukończone maratony, żadnego biegu nie wygrałem, nigdy nie stanąłem na podium, ale wygrałem dla siebie to, co najważniejsze. Pokazałem sam sobie, że można!

Chcesz wiedzieć więcej o bieganiu? Zapraszam na mój blog: www.szuranie.pl

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close