Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Sobota, 20 kwietnia 1963 roku. Czytelnicy, którzy zajrzeli na ostatnią stronę magazynu kieleckiego „Słowa Ludu”, spostrzegli nową rubrykę, w której zamieszczono pierwszą z cyklu niewielkich, aczkolwiek dumnie brzmiących notatek: s/s Kielce: postój w porcie szczecińskim, m/s Wiślica: zacumował w Amsterdamie, s/s Huta Ostrowiec: przybył do Antwerpii. Choć bezpośredniego dostępu do morza Kielecczyzna nie miała i – jak dotychczas – nie ma, mogła kiedyś poszczycić się posiadaniem całkiem zasobnej floty handlowej. Co prawda, nie dosłownie własnej, ale jak byśmy współcześnie powiedzieli „promującej region” i pływającej po morzach oraz oceanach świata.

Statki bliskie sercu

Największy sentyment budziły z pewnością statki o nazwie Kielce. Istniały dwa. Ten pierwszy, zbudowany w amerykańskiej stoczni drobnicowiec, wydzierżawiły w 1944 r. polskie władze emigracyjne na mocy amerykańskiej ustawy Lend-Lease. Zatonął dwa lata później na wodach kanału La Manche po zderzeniu z brytyjskim parowcem. Była to pierwsza po wojnie katastrofa morska z udziałem polskiej jednostki. Załogę, na szczęście, uratowano. Drugi statek o nazwie Kielce służył jeszcze niewiele ponad cztery dekady temu. Zbudowany w Niemczech przed II wojną, pływał pod niemiecką banderą jako Emilie Sauber. Zatopiono go w 1945 r. w pobliżu Helu. Po wojnie, wydobyty z morza i wyremontowany, trafił – jako masowiec o słynnej, rodzimej już nazwie – do służby w Polskiej Żegludze Morskiej, a Szczecin stał się jego portem macierzystym. Wysłużony statek poszedł na przysłowiowe żyletki w 1976 roku. O jubileuszu s/s Kielce pisało rok wcześniej „Słowo Ludu”. W szczecińskim porcie ożywiony ruch. Wśród statków weteran polskiej marynarki handlowej, parowiec Kielce, który wrócił ze swego tysięcznego rejsu. Zgodnie z panującym zwyczajem, pięćsetny, dziewięćsetny i tysięczny rejs obchodzi się szczególnie uroczyście. Gości przyjmował na pokładzie kapitan Ryszard Choiński. Statek chlubnie odchodzi na zasłużoną emeryturę. Załadunek potrwa jeszcze kilka godzin i Kielce ponownie wypłyną w morze zabierając do Danii 3 tys. ton polskiego węgla. Załoga i kapitan proszą, aby przekazać serdeczne, marynarskie pozdrowienia dla mieszkańców Kielc – czytamy w gazecie.Swych morskich przedstawicieli miały także inne świętokrzyskie miejscowości: Busko-Zdrój,  Sandomierz, Starachowice, Wiślica. Dodajmy do tej listy jeszcze Radom, bo miasto było w granicach ówczesnego województwa kieleckiego, a także duże masowce: Ziemia Kielecka oraz Huta Ostrowiec. Szereg statków miało za swych patronów ludzi związanych z regionem. Po morzach i oceanach pływały jednostki o nazwach: Kochanowski, Sienkiewicz, Staszic, Żeromski , Major Hubal, Mikołaj Rej czy Stefan Czarniecki. Z naszym regionem trudno nie skojarzyć też statków noszących nazwy swojsko brzmiących rzek: Pilica, Nida, Radomka.

Dzielnym podróżnikiem okazał się drobnicowiec Zawichost. Na co dzień zawijał głównie do portów Ameryki Północnej, ale jako pierwszy polski statek zacumował u brzegów Antarktydy. W 1978 r. na jego pokładzie popłynęli tam członkowie polskiej ekipy badawczej wraz ze sprzętem i zaopatrzeniem dla stacji polarnej. Doszedł do zwartych pól lodowych na Morzu Davisa. Przez wiele godzin statek – nie będący przecież lodołamaczem – borykał się z trzymetrowej grubości lodami. Lawirował, odnajdywał pęknięcia i szczeliny. Rozsuwał ostrożnie dziobem ogromne kry, omijał sterczące wierzchołki gór lodowych. Każda awaria, każde uszkodzenie kadłuba byłyby tu, w lodowym pustkowiu, brzemienne w skutkach – opisywał finał wyprawy Jan Piwowoński.

Morska katastrofa

Niestety, nasz regionalnych statków dotknęła jedna z największych tragedii w powojennych dziejach polskiej floty. Chodzi o drobnicowiec m/s Busko Zdrój, zbudowany w 1970 r. w rumuńskiej stoczni dla Polskich Linii Oceanicznych. Statek,  płynąc z Oslo do Porto Torres na Sardynii, zatonął podczas silnego sztormu na Morzu Północnym 8 lutego 1985 r. W lodowatej wodzie zginęło 24 z 25 członków załogi. Mimo akcji ratowniczej, z Buska-Zdroju uratował się tylko radiooficer. Wstrzymała oddech cała Gdynia, gdy 19 lutego syreny wszystkich statków w porcie podniosły przejmujący alarm, żegnając 24 marynarzy. W śnieżycy i mrozie, na wojskowych ciężarówkach znaczonych kirem, przewędrowało ulicami miasta tylko siedem trumien. Jedna pozostała w Szczecinie, zaś dla 16 marynarzy Buska-Zdroju trumny były niepotrzebne – pochłonęło ich morze. Musiała je zastąpić gromadzie bliskich spowita w banderę symboliczna urna – relacjonował pogrzeb ofiar tygodnik „Morze”. Tragedia była tym większa, że dwa lata wcześniej na Morzu Śródziemnym zatonął bliźniaczy statek Buska: m/s Kudowa-Zdrój. Morze zabrało wówczas dwudziestu marynarzy.

Morze naszą dumą

Dużą popularnością cieszyła się przed wojną organizacja społeczna o nazwie Liga Morska i Kolonialna. Nic dziwnego, uzyskanie dostępu do morza, nadzieje z tym związane i inwestycje, jak choćby budowa portu w Gdyni, były powodem do radości i do działania na rzecz jak najlepszego wykorzystania tego potencjału. W 1939 r. organizacja liczyła milion członków i miała duże wpływy. Jej oddziały i koła znaleźć można było w całym kraju. Prężnie działała także w naszym województwie: wydawano czasopisma, organizowano rejsy, hucznie obchodzono Dni Morza. Ważnym celem stało się pozyskiwanie zamorskich terenów dla polskiego osadnictwa. Marzeniem były właśnie kolonie. Choć te dążenia wydawać się mogły wytworem zgoła fantastycznym (słynne plany wobec Madagaskaru), sprawy te traktowano jednak bardzo poważnie. Tym bardziej, że w 1934 r. w brazylijskim stanie Parana udało się utworzyć polską kolonię, która rok później liczyła ponad 300 osadników.

Liga wspierała budowę floty wojennej. Sztandarowym przykładem jest zbiórka pieniędzy na okręt podwodny. Słynny ORP Orzeł zbudowano po części ze społecznych składek, a mieszkańcy Kielecczyzny wykazali się tu wyjątkową aktywnością. 45.000 zł zebrano na Fundusz Obrony Morskiej. To wyścig ofiarności kielczan na łódź podwodną im. Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego – z dumą donosił w 1936 r. wydawany w Kielcach „Tygodnik Morski”. Orła zwodowano dwa lata później, a w Kieleckiem zebrano na ten cel niebagatelną kwotę blisko 428 tys. zł, jedną z największych ze wszystkich województw w kraju. Symboliczny czek na ręce prezesa Ligi Morskiej i Kolonialnej przekazał wojewoda kielecki Władysław Dziadosz.

Morskie tradycje nadal podtrzymywane są w naszym regionie. Popularnością cieszą się koncerty szantowe, obchodzone są rocznice wydarzeń. Wiele emocji wzbudził kilka lat temu gościnny występ Orkiestry Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej. Znakomici muzycy, grając w paradnych mundurach, przeszli ulicami Kielc, a dodatkowy koncert dali przed Pomnikiem Czwórki Legionowej. Owacjom nie było końca.

Region świętokrzyski to także ludzie, którzy związali się z morzem. Wymieńmy tu Władysława Wagnera, pierwszego polskiego żeglarza, który opłynął świat. Urodzony niedaleko Starachowic harcerz dokonał tego w latach 1932-1939. Z kolei komandor porucznik Edmund Kosiarz, pochodzący z Ostrowca Świętokrzyskiego, to znany pisarz marynista i historyk Polskiej Marynarki Wojennej.

Kieleckie Wybrzeże?

Ziemia Kielecka żąda kolonii dla Polski – pod takim tytułem pojawił się w „Gazecie Kieleckiej” artykuł relacjonujący zorganizowaną w Kielcach manifestację członków Ligi Morskiej i Kolonialnej, którzy wyrażali gotowość poparcia czynem żądań rządu w uzyskaniu kolonii dla Polski. Było to w roku 1938. Prawie 70 lat później w kieleckim Antykwariacie Naukowym Andrzeja Metzgera odbyło się jedno ze słynnych Głośnych Czytań Nocą. O swych morskich podróżach i przygodach opowiadał sam kapitan Krzysztof Baranowski, a na antresoli „zainstalował się” Ian Woods, wyśmienicie śpiewający szanty nasz gość z Albionu. Wniesiono także transparent z napisem: Kielce żądają Wybrzeża. Hasło, spontaniczny pomysł antykwarycznych przyjaciół, wzbudziło zrozumiały entuzjazm. Coś w tym jest…

Tekst i zdjęcie: Jacek Korczyński

Korzystałem m.in. z książek: J. Piwowoński Flota spod biało-czerwonej, Warszawa 1989 oraz J. Miciński, S. Kolicki Pod polską banderą, Gdynia 1962). Za pomoc i fachową konsultację dziękuję Adamowi Kowalewskiemu, miłośnikowi tematu, kieleckiemu artyście plastykowi, autorowi projektów „morskich” kart wydanych przez Pocztę Polską.

Kartki pocztowe projektu kieleckiego artysty plastyka Adama Kowalewskiego, wydane przez Pocztę Polską

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close