Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Jak wam się podoba? Otóż niespecjalnie. Najnowsza premiera w kieleckim Teatrze im. Stefana Żeromskiego – ponoć według sztuki Szekspira – z owym dramatem niewiele ma wspólnego. Poza tytułem, imionami bohaterów i miejscem akcji.

Ten, kto dokładnie czyta afisze lub programy teatralne, zwróci uwagę na pewne szczegóły – frazę według Williama Szekspira oraz dwa rzeczowniki: scenariusz i dramaturgia. Oznacza to ni mniej, ni więcej, tylko tyle, że twórcy najnowszej premiery w kieleckim teatrze  – reżyserka Maja Kleczewska i Łukasz Chotkowski – dość swobodnie potraktowali literacki pierwowzór – sielankową komedię „Jak wam się podoba”, na którą, owszem, krytycy literaccy nieco kręcą nosem, ale teatry nader chętnie wystawiają. Ba, nawet specjalista od ekranizacji Szekspira Kenneth Branagh tę opowieść o idyllicznym Lesie Ardeńskim z powodzeniem przełożył na język filmu. Po swojemu, przewrotnie, ale z szacunkiem dla Szekspira.

W spektaklu Kleczewskiej największym dramaturgiem epoki elżbietańskiej nikt sobie głowy nie zawraca. Tekst utworu został potraktowany w sposób bezceremonialny, czego doświadczamy już od pierwszych chwil spektaklu, gdy niepełnosprawny Orlando zostaje przeczołgany przez swojego braciszka Oliwiera, który obrzuca go stekiem niewybrednych, powtarzanych wciąż i wciąż wulgaryzmów. Kilkunastominutowy rynsztok płynie swobodnie, wywołując, przynajmniej u mnie, li tylko wzruszenie ramion. Gdy ktoś z uporem godnym lepszej sprawy każe ch…. wyp… i grozi, że go zaje…to zaczynam zastanawiać się, czy to jedyny środek wyrazu, by przekazać tak dojmujące emocje, jak pogarda czy granicząca z obrzydzeniem szorstkość.

Potem jest już tylko gorzej. Po tej ekspozycji, której najważniejszym gadżetem jest ekran z jakąś ogłupiającą grą, przenosimy się do Lasu Ardeńskiego. Staje się on tłem dla opowieści o różnych wymiarach miłości, granicach płci, poszukiwaniu tożsamości i naszej przynależności, która czasami ciąży niczym przekleństwo. To także opowieść o władzy – bezkarnej i rozpustnej. Świat zwariował – w fikcyjnym królestwie rządzi tyran, brat nastaje na brata, przyjaźń nie wytrzymuje próby, a bohaterowie próbują odnaleźć się w nowym kostiumie i w nowym miejscu.

I znów mamy telebim, tym razem jednak nie z komputerową grą, ale całą serią zbliżeń męskiego członka, któremu reżyserka poświęca tak dużo uwagi, że ma się wrażenie, że od jego oglądu zależy odpowiedź na fundamentalne szekspirowskie pytanie – Być albo nie być? No, zdecydowanie lepiej być, ale niekoniecznie na widowni kieleckiego teatru, który wysyła do widza tak nieczytelne i tak nie trzymające się jakiejś logicznej całości sygnały, że zaczynamy się zastanawiać, o co tu chodzi. I chciałoby się krzyknąć, że król jest nagi, co akurat w przypadku tego spektaklu nie będzie czymś niestosownym.

Maja Kleczewska zapowiadała przed premierą, że na letnie miesiące postanowiła wybrać dla kieleckiej publiczności komedię. Jeśli spektakl „Jak wam się podoba” jest komedią, to ja być może nie mam poczucia humoru, bo nie zdarzyło mi się ani razu uśmiechnąć. Ale też nie wzruszyłam się, nie zadumałam, nie doznałam emocjonalnego wstrząsu. A tego spodziewałam się po inscenizacji podpisanej przez tak uznaną i utytułowaną reżyserkę. Może po prostu nie jestem wrażliwa na tego typu estetykę, może nie mam tego czegoś, co twórcy nazwali podemocjonalnością? Jakoś nie przejęli mnie bohaterowie sztuki z ich problemami, bowiem ich lęki, nagłe wybuchy gniewu, euforii czy płaczu nijak nie mogą się przebić przez warstwę inscenizacyjnych, niezrozumiałych fajerwerków.

Ale nieuczciwością byłoby stwierdzenie, że kielecka inscenizacja nie ma mocnych punktów. Z pewnością na uznanie zasługuje pomysł nieoczekiwanej zmiany miejsc. Publiczność ląduje na scenie, a aktorzy na widowni, co jest dość skutecznym sposobem wyrwania widza z bezpiecznych, rozleniwiających przyzwyczajeń. Wszak, świat jest teatrem, aktorami ludzie… Paradoksalnie przy całym chaosie, miejscami wręcz bełkotliwości kieleckiego spektaklu, aktorzy dają popis swoich umiejętności. Powracająca na kielecką scenę Marta Ścisłowicz dyskretnie balansuje na granicy buntu, rezygnacji i szaleństwa, świetnie wypada skryty za maską Książę Jacka Mąki i zastygła w bezruchu Febe Magdy Grąziowskiej. Mierzący się z postacią ubranego w kostium osoby niepełnosprawnej Orlanda – Bartłomiej Cabaj dowodzi, że jest aktorem, którego warto zapamiętać i czekać na jego udział w kolejnych teatralnych przedsięwzięciach.

Zresztą cały zespół zasługuje na słowa uznania, choćby za kondycję podczas końcowego, trwającego ponad kwadrans, pojedynku zapaśniczego, w którym każdy mierzy się z własnym odbiciem (czyli z zawodowymi zapaśnikami z klubu „Znicz”). Patrząc na tę przydługą sportową sekwencję, miałam ochotę bezwiednie zetrzeć pot z czoła, wyjść na świeże powietrze i wydać z siebie głośne: uffff!

Tekst: Agata Niebudek-Śmiech, Zdjęcia: Magda Hueckel

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close