Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Pierwsze kroki stawiało tam wielu znakomitych pilotów. Jednym z nich był Stanisław Skalski, późniejszy generał i najsłynniejszy as polskiego lotnictwa myśliwskiego II wojny światowej. Utworzona w podchęcińskim Polichnie elitarna szkoła szybowcowa, cieszyła się przez lata zasłużoną renomą nie tylko w kraju, ale i poza jego granicami.

Wzgórza dla szybowców

Historia szkoły sięga roku 1931, kiedy grupa studentów Politechniki Warszawskiej, członków Aeroklubu Warszawskiego, ze swym opiekunem Zbigniewem Oleńskim wybrała się na wakacyjną wyprawę w okolice Chęcin. Poszukiwali dobrych terenów do uprawiania szybownictwa, sportu coraz bardziej popularnego w naszym kraju. Powszechnie uważano wówczas, że do szybowania najlepiej nadają się wyższe partie gór, jak na przykład w Beskidach. Jednakże, gdy studenci obejrzeli okolicę z wysokości zamku w Chęcinach, uznali, że trafili w dziesiątkę. Wytypowali kilka okolicznych wzniesień, skąd można było startować do lotów ślizgowych. Szczególnie spodobała im się góra Żebrowica, gdzie wiały wiatry wyjątkowo sprzyjające szybowcom. U stóp wzniesienia położone jest Polichno i tam właśnie zorganizowano pierwsze kursy pilotażu.

Uczniowie i instruktorzy szkoły w Polichnie (fot. z „Programu Szkoły Szybowcowej LOPP Polichno – Pińczów na rok 1938”).

Kuźnia lotniczych talentów powstała już w następnym roku. Tworzenie szybowiska rozpoczęto z inicjatywy oddziału wojewódzkiego Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, organizacji prężnie działającej w okresie międzywojennym, promującej lotnictwo sportowe, komunikacyjne i wojskowe. Szkołę Szybowcową w Polichnie otwarto oficjalnie 29 maja 1932 r. W programie uroczystości znalazło się zwiedzanie wystawy sprzętu oraz pokazowe loty, które przybyli goście oglądali z ogromnym zainteresowaniem. Na uroczystości pod Chęcinami społeczeństwo Kielecczyzny pierwszy raz zetknęło się z lotnictwem, które zyskało wielu nowych kandydatów, sympatyków podniebnych wrażeń – zanotował Roman Gajos, pilot wyczynowy, długoletni instruktor i wychowawca polskich lotników. Jałowe wzgórza chęcińskie, mające niemal wszystkie kierunki wiatru, położone w centrum Polski, nabrały nagle wartości. Zjeżdżają się tu szybownicy ze stolicy, Dęblina, Łodzi i Katowic – z dumą pisano w „Pamiętniku Koła Kielczan” z 1932 r. Warunki terenowe w okolicach Polichna dawały jednak szybowcom możliwości wykonywania tylko niezbyt długich lotów ślizgowych. Dlatego też doszło niebawem do „odkrycia” walorów Pińczowa.

Żaglowym z Pińczowa

Działacze LOPP oraz instruktorzy z Polichna przypuszczali, że wzgórza w okolicach Pińczowa powinny sprzyjać dłuższym lotom, zwanym żaglowymi, gdzie wykorzystywane są powietrzne prądy wznoszące. Kierownictwo Polichna, mając na uwadze, że Kielecczyzna nie może pozostawać w tyle, postanowiło zorganizować ekspedycję szybowcową do Pińczowa. Miała ona za zadanie określenia przydatności pasma pińczowskiego pod względem aerodynamicznym zbocza, jego wysokości oraz wielkości przedpola. A że odważnym szczęście sprzyja, Kazimierz Plenkiewicz 16 sierpnia 1933 roku wystartował w godzinach popołudniowych w Pińczowie przy średniej prędkości wiatru wiejącego z kierunku SW. I oto rewelacja! Historyczny lot żaglowy na szybowcu trwał 4 godziny i 8 minut, a został przerwany na skutek zapadającego zmroku. Sukces instruktora Plenkiewicza odbił się głośnym echem po kraju – napisał Roman Gajos. Jak wykazały następne próby, pasmo pińczowskie świetnie nadawało się do lotów żaglowych.

Połączono więc siły i możliwości. Powstała w ten sposób Szkoła Szybowcowa LOPP Polichno-Pińczów im. gen. Leona Berbeckiego. Jej kierownikiem był znakomity szkoleniowiec, wspomniany już por. pilot Kazimierz Plenkiewicz. Zawiązał się wkrótce – jak to określił Roman Gajos – „lotniczy trójkąt regionu”. Wraz z Polichnem i Pińczowem tworzył go Masłów, gdzie niewiele później uruchomiono lotnisko. Wśród wielu zadań szkoły, których urzeczywistnienie przyniósł rok 1934, należy wymienić rozbudowę i przystosowanie do masowego szkolenia ośrodka w Polichnie i organizację ośrodka żaglowo-wyczynowego w Pińczowie. Dzięki subwencjom władz centralnych, wzniesiono budynek dla pilotów w Polichnie. Natomiast Komitet Wojewódzki LOPP z własnych funduszów powiększył warsztat naprawczy, zapewniając tym samym remonty sprzętu oraz budowę nowych szybowców szkolnych w okresie zimowym, zaś ośrodek w Pińczowie, po przeprowadzeniu adaptacji budynku pokoszarowego, zyskał nowoczesny hangar, warsztat oraz pomieszczenia dla lotników, salę wykładową i kasyno – pisał Gajos. W takich warunkach szkoła szybowcowa mogła w pełni rozwinąć swą działalność. Świetna kadra instruktorska wyszkoliła setki uczniów, wzrastała liczba i jakość sprzętu, przede wszystkim szybowców. Nad sprzętem czuwała kadra techniczna: mechanicy i stolarze. Naukę pobierali tu także pasjonaci szybownictwa z zagranicy: Rumunii, Łotwy, Estonii, Węgier, Czechosłowacji, Finlandii. Szkoła rozbudowywała się. Według danych LOPP, w 1932 r. posiadała 5 szybowców i przeszkolono w niej 59 uczniów, a w roku 1937 wiedzę zdobywało tu już 415 osób, szkoląc się na 37 szybowcach i wykonując ponad 11 tysięcy lotów.

Szkolenie obejmowało kursy teoretyczne oraz zajęcia praktyczne. Szczegóły wyłożono w „Programie Szkoły Szybowcowej LOPP Polichno-Pińczów”. Kursy lotów ślizgowych to szkolenie na szybowcach szkolnych i treningowych do zupełnego opanowania techniki lotu prostego i krzywizn. Wyszkolenie w pilotażu szybowcowym I i II stopnia – wyjaśniano w wydawanych cyklicznie broszurach informacyjnych. Z kolei kursy lotów żaglowych były dwojakiego rodzaju. Szkolne – loty żaglowe zboczowe na szybowcach treningowych i rasowych. Na kursy te przyjmowani będą piloci szybowcowi posiadający II stopień wyszkolenia. Treningowe – loty żaglowe zboczowe i termiczne, przy doskonaleniu techniki pilotażu (ślizgi, spirale, lądowanie pod górę, loty nocne), długotrwałe loty żaglowe i przeloty na szybowcach rasowych zaopatrzonych w komplety niezbędnych przyrządów nawigacyjnych. Dla pilotów zaawansowanych przewiduje się loty umożliwiające uzyskanie wyczynowej kategorii D.

W czasie wolnym od zajęć uczniowie mogli korzystać ze świetlicy wyposażonej w odbiornik radiowy, czasopisma krajowe i zagraniczne, a także biblioteki zaopatrzonej w podręczniki fachowe i beletrystykę. Szkoła posiada również urządzenia do gier sportowych (koszykówka i siatkówka). Ponadto niewielka odległość dzieląca ośrodki szkolne od rzeki Nidy pozwala na uprawianie pływania i sportu kajakowego. Malownicze okolice Kielecczyzny zachęcają do podejmowania ciekawych wycieczek turystycznych – zaznaczono w programie szkoły.

Start z procy

Początkowo start szybowca ze zbocza góry odbywał się przy pomocy gumowego naciągu i odpowiednio zamontowanych zaczepów. Nieco później zaczęto stosować również start z holu. Wrażenia ze swego pierwszego lotu szybowcem w okolicy Polichna tak opisał Witold Rychter z Aeroklubu Warszawskiego: Posadzono mnie na siodełku bez obudowy, a lewą dłoń kazano włożyć pod własne siedzenie, abym nie szukał nią odruchowo dźwigienki gazu, której przecież nie było. Następnie padły słowa szybowcowego obrządku: Pilot? – Gotów, szepnąłem (choć tak za gotowy nie byłem). Ogon? – Gotów (odpowiedział zaczepowy). Liny? – Gotowe! – Naciągaj!, donośnym głosem polecił instruktor. Na to polecenie ośmiu młodych adeptów sztuki latania zaczęło iść w dół zbocza naciągając liny. Podczas odliczania przez instruktora (raz, dwa, trzy, cztery, pięć, biegiem!) zabrzmiała dalsza komenda i naciągający pobiegli, naprężając liny prawie do granic wytrzymałości. Nagle instruktor rozkazał: Puść! Trzymający w przymocowanym do ziemi zaczepie uczeń pociągnął za linkę zwalniającą i Czajka ze mną wystrzeliła jak z procy. Po starcie, oddalając lekko drążek od siebie, usłyszałem tylko świst powietrza w uszach i ziemia zapadła się w czeluść zbocza z lądowiskiem samolotowym u jego podnóża. Szum w uszach cichł powoli, co oznaczało zmniejszanie się prędkości. Oddałem więc nieco drążek do przodu i tak (na oko) ustaliłem kąt lotu szybowego, aby szybowiec prawidłowo trzymał się powietrza. Wylądowałem o dobry kilometr za drogą, na polu, gdyż tak daleko zaniósł mnie ten szkolny szybowiec.

Start szybowca szkolnego Czajka w okolicy Polichna (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe).

Dla kraju i regionu

O pożytkach płynących ze szkolenia szybowcowego przyszłych pilotów samolotów pisano wówczas często, szczególnie w wydawnictwach Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. Nacisk na odpowiednie przygotowanie wojskowe w razie ewentualnego wybuchu wojny był wówczas duży.

Gospodarskim okiem rzucili na działalność szkoły dziennikarze podczas wizyty w Polichnie w 1937 r., co opisała „Gazeta Kielecka”. Po zwiedzeniu budynków szkoły reporterzy byli gotowi na dalsze wrażenia. Oczekujemy na loty pokazowe. Tymczasem wiatr dmie z rzadką zawziętością i siłą 20 metrów na sekundę. Mimo to dzielny lotnik por. Plenkiewicz siedzi już w gondoli zwinnego szybowca. Dłuższa chwila oczekiwania. Sekunda, wiatr przycicha. Pada głośny rozkaz. Liny naciągają się. Szybowiec lekko unosi się w powietrze. Już jest wysoko w górze. Wiatr dmie. Mimo to por. PIenkiewicz wznosi się płynnie i lekko w przestrzeni, a po kilku minutach ląduje spokojnie i zgrabnie. Lot powtarza się jeszcze dwukrotnie. Aparaty fotograficzne trzaskają. Przeżywany chwile emocji – czytamy. Podkreślono szczególnie ekonomiczne korzyści: Działalność szkoły, poza propagandą szybownictwa, posiada doniosłe znaczenie praktyczne. Wiadomo bowiem, że szkolenie jednego lotnika na samolocie z motorem kosztuje około czterdziestu tysięcy złotych. Natomiast wyszkolenie lotnika samolotowego, który opanował już loty szybowcowe, wynosi tylko osiem tysięcy zł. Na wypadek wojny lotnicy szybowców to armia rezerwowa lotnictwa wojennego. Wymienione sumy bardziej przemówią do wyobraźni, gdy dodamy, że urzędnik państwowy średniego szczebla zarabiał wówczas miesięcznie około 350-400 zł, bochen chleba kosztował 30 groszy, a kilogram cukru 1,40 zł.

Kielce mogą się uznać za szczęśliwe, że pod ich okiem trwa i rozwija się szkoła orląt. Dla miasta centrum wyszkolenia szybowcowego ma pierwszorzędne znaczenie. Dzięki Polichnu w sezonie szkolnym przejeżdża przez Kielce przeciętnie 300 osób. Korzystają z tego Chęciny, ale zyskuje i kielecki dorożkarz, hotel, restauracja. Jednak nieporównanie większa od zysku materialnego jest korzyść propagandy. Uczestnicy wypraw to młodzież, dla której wszystko, co się wiąże z lataniem, a więc okolice, ludzie, zdarzenia jest drogie – podkreślano z kolei w „Pamiętniku Koła Kielczan”. Ważne było wsparcie działań szkoły ze strony lokalnych firm i instytucji. Znakomitym tego przykładem jest przekazanie w 1934 r. przez kielecką Hutę Ludwików szybowca typu Wrona, zbudowanego przez członków Związku Strzeleckiego w zakładzie według projektu inż. Antoniego Kocjana. Inicjatorem tego przedsięwzięcia był dyrektor Otmar Kwieciński, działacz LOPP i pasjonat lotnictwa. Cztery lata później załoga Ludwikowa ufundowała samolot szkolny RWD-8 dla szkoły w Masłowie, która była koroną i zakończeniem kursów wyszkoleniowych. Z Masłowa wychodzą już piloci latający na motorach. Nie należy zapominać, że uzupełnieniem tego wyszkolenia lotniczego jest wieża spadochronowa wybudowana na placu sportowym przy domu PW i WF. Daje ona pilotom możność przyzwyczajania się do używania spadochronu w razie potrzeby, a poza tym wybudowana jest z myślą szkolenia masowego spadochroniarzy w związku z ewentualnymi desantami w przyszłej wojnie – czytamy w „Gazecie Kieleckiej” z września 1937 r.

Uroczystość przekazania przez Hutę Ludwików szybowca Wrona (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe).

Szkoła Szybowcowa LOPP Polichno-Pińczów działała do wybuchu wojny. Placówkę reaktywowano w roku 1946. Udało się zdobyć sprzęt i przeszkolić w pierwszym sezonie blisko 200 kursantów. Niestety, problemy z wykupem gruntów potrzebnych do uprawiania szybownictwa spowodowały zahamowanie dalszego rozwoju szkoły. Decyzję o jej zamknięciu władze podjęły w 1950 r. Dziś pamiątką po słynnej szkole szybowcowej jest pomnik niedaleko Polichna. Odsłonięto go w 1992 r., a honorowym gościem uroczystości był dawny uczeń, generał pilot Stanisław Skalski. Monument upamiętnia lotników – wychowanków i instruktorów szkoły, poległych na frontach II wojny światowej.

Okładka „Programu Szkoły Szybowcowej LOPP Polichno – Pińczów na rok 1938”.

Tekst Jacek Korczyński

***

Poza lekturą prasy i wydawnictw z epoki, korzystałem ze znakomitej monografii Romana Gajosa „Ikar i skrzydła Gór Świętokrzyskich” (Kielce 1997).

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close