Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Mammon bożek pieniędzy, szatan rozsypujący monety, kusiciel i zwodniczy hedonista, demon, który swoimi kapitalistycznymi szponami wyszarpuje z nas, smutnych ofiar konsumpcjonizmu, resztki człowieczeństwa. Jedni go chorobliwie czczą, inni bezwzględnie potępiają. Pierwsi i drudzy są przegrywami, bo pieniądz gardzi biedakami dokładnie tak samo jak pochlebcami.

Najnowsza propozycja Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach, „≈[prawie równo]” w reżyserii Uny Thorleifsdottir, to zaproszenie na spotkanie twarzą w twarz z bezwzględną Mamoną. Siadamy zadowoleni na widowni: przystrojeni w modne (jeden sezon) ubrania z sieciówek, zaopatrzeni w najnowsze cudeńka technologii (na gwarancji, bo tylko tyle działają), w trakcie kolejnego kursu doskonalącego nasze wyjątkowe (w korpoświatku) umiejętności (za jakiś czas już bezużyteczne) i liczymy na rozrywkę na wysokim poziomie (w końcu zapłaciło się za bilet). Nie przeliczymy się: będzie sporo śmiechu… z nas samych – Syzyfów w kapitalistycznej machinie.

Możemy przeglądać się w bohaterach spektaklu jak w lustrze. Do wyboru mamy cwaniaczka bezdomniaczka o imieniu Piotrek (jak zwykle świetny Dawid Żłobiński), który zna milion sposób na wyłudzenie pieniędzy od naiwnych przechodniów (i widzów). Młodego Andreja (Tomasz Włosok), wierzącego, że jeden kurs marketingu to bilet do wielkiej kariery, a ostatecznie żebrzącego o pracę jak żul o drobniaki. Martynę (Dagna Dywicka), buntowniczkę z bogatego domu, która postanawia walczyć z systemem i rezygnuje z przywilejów, jakie mogłaby mieć dzięki pozycji rodziców. Niestety głos w jej głowie (Ewelina Gronowska) jest innego zdania i chciałby pławić się w luksusach. Jest jeszcze Mani (fenomenalny Wojciech Niemczyk) mąż Martyny, doktor ekonomii, wielki idealista, który chce zniszczyć kapitalizm od środka, tylko jakoś ciągle mu to nie wychodzi. Poznacie również Freję (Joanna Kasperek) – typową, bezduszną biurwę korporacyjną z obsesją oszczędzania, korzystania z promocji i wszystkiego, co tylko można wysępić za darmo. Są też: wredna baba z pośredniaka i bezduszna doradczyni zawodowa (w obu rolach świetna Beata Pszeniczna). W tej barwnej galerii osobliwości nie mogło zabraknąć typowej samotnej matki, z dwójką synów, w tym jednym upośledzonym (zapadający w pamięci Andrzej Plata), która ledwo wiąże koniec z końcem.

Dołujące, prawda? Na szczęście w przerwie spektaklu można sobie kupić na pocieszenie popcorn albo wziąć udział w loterii. W końcu wydawanie pieniędzy na przyjemności, żeby tylko zagłuszyć wszelkiej maści refleksje, to nasza specjalność. Tym mechanizmem żywi się Mamona. Im mniej chcemy czuć, tym więcej kupujemy. Im mniej chcemy myśleć, tym bardziej wsłuchujemy się w dźwięk czytnika kodów kreskowych. Fast food, fast date, fast sex, fast knowledge – znaki naszych czasów. Można się uprzeć i stanąć naiwnie po drugiej stronie barykady, zarabiać mało, nie jeździć na wakacje, marzyć o samowystarczalnym gospodarstwie rolnym, aż wreszcie zeżre nas zazdrość, że inni mają lepiej. Tak źle i tak niedobrze. Czy nie ma trzeciej opcji? Czy pomiędzy bogaczami a biedakami jest tylko przepaść? Czy są jeszcze wśród nas osoby, które nie oceniają siebie i innych przez pryzmat pieniądza?

Na własne życzenie stajemy się ofiarami ekonomii. Czy jej się poddamy, czy wypowiemy wojnę, to nie ma znaczenia. Chęć posiadania, jak starożytna Fortuna, kieruje losem i jednych i drugich. Prędzej czy później wszyscy skończymy tak samo, więc w sumie o co tyle hałasu? I właśnie sens ciągłego analizowania konsumpcjonizmu przez sztukę zastanawia mnie najbardziej. Temat jest tak stary jak pieniądze. Wyświechtany i odmieniany przez wszystkie przypadki niczym biedni uchodźcy i geje. Na cóż to komu? Świat jak stał, tak stoi na fundamentach zbrukanych krwią tych gorszych, biedniejszych, niepasujących do ogółu. Czasami mam wrażenie, że pochylając się nad problemami współczesnego świata bardziej skupiamy się nad tym, by o nich pięknie opowiedzieć, niż nad tym, by je rozwiązać. Zresztą, nie daj Boże pokonać Mamonę, bo o czym by wtedy wystawiać spektakle? I w tym momencie kończę, zostawiając widzów z pytaniami. Niech każdy w zgodzie z własnym sumieniem na nie odpowie. Ile jeszcze takich spektakli potrzebujemy, żeby wreszcie się obudzić, spojrzeć na świat inaczej? A może to tylko sztuka dla sztuki?

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close