Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Przybywają z całej Polski, niektórzy rok w rok. Śpiewaczka Olga z Gdańska, skrzypek Tymon z Wrocławia, barabanistka Karolina z Poznania. Spotkać tu można Francuzów, Austriaków, Niemców, Estończyków, Rosjan, a także Polki z Barcelony, Paryża czy nawet Kataru. Na Taborze Kieleckim w Sędku zanurzają się w dźwiękach tradycyjnej muzyki i wirują w jej rytmie.


Z położonego na wzgórzu Sędka widać klasztor na Świętym Krzyżu i Pasmo Jeleniowskie. Wciąż można tu zobaczyć drewniane domy i kwiatowe ogródki, a stare piwniczki sędkowianie pomalowali na fantazyjne kolory. Do niedawna urodę wsi, oprócz mieszkańców, znali tylko turyści przemierzający szlak z Łagowa do Kielc. Zmieniło się to jednak za sprawą Taboru Kieleckiego – tygodniowego spotkania miłośników tradycji z wiejskimi muzykantami. Sędek – parkiet idealny Wcześniej takie tabory warszawskie stowarzyszenie na rzecz kultury tradycyjnej „Dom Tańca” organizowało w okolicach Radomia, na Lubelszczyźnie i Suwalszczyźnie. Cztery lata temu organizatorzy rozpoczęli poszukiwania „korzennej” nuty w okolicach Opatowa. Najpierw trafili na kapelę klarnecisty Stanisława Witkowskiego z Kaliszan, który stał się filarem taboru, potem na innych, m.in. na skrzypka Zygmunta Jakubowskiego z Rudy Zajączkowskiej. W Sędku, oprócz urzekających widoków, znaleźli ośrodek kultury ludowej w dawnej szkole oraz śpiewaczki z Marią Kowalikową na czele. A także wyjątkową chęć współpracy ze strony miejscowych. – Sędek jest fenomenem. Mieszkańcy mają poczucie, że są współtwórcami taboru i chcą, żeby wszyscy goście czuli się tu dobrze – mówi Dorota Murzynowska, jedna z organizatorek. Trzy lata temu, gdy Dom Tańca nie otrzymał dofinansowania na organizację imprezy, mieszkańcy wsi zebrali kilkaset podpisów i wysłali je do Ministerstwa Kultury. Z dobrym skutkiem. – Na początku nie wiedzieliśmy, co to będzie ten tabor, teraz nie możemy się go doczekać – mówi sędkowianka Jolanta Bernat-Czerwiec.


Muzyka w remizie i kapliczce
Impreza odbywa się w czasie żniw, więc rolnicy nie mogą brać udziału w warsztatach, ale z potańcówek nie rezygnują. Gdy rankiem kombajny wyjeżdżają na pola, taborowicze wychodzą z namiotów i szkolnych klas. Nie wszyscy. Najwytrwalsi muzycy i tancerze dopiero wtedy kończą zabawę. Od rana do wieczora trwają warsztaty dla tych, co pierwszy raz trzymają w rękach skrzypce czy trąbkę, oraz dla absolwentów szkół muzycznych. Taborowicze z instrumentami rozchodzą się po całej wsi, bo teren szkoły nie mieści wszystkich grup. Nieufni początkowo mieszkańcy udostępniają swoje stodoły i podwórka, muzyka rozbrzmiewa w remizie, na przystanku, w kapliczce. Pośrednikami w nauce między wiejskimi muzykantami, a uczestnikami taboru są znani kontynuatorzy tradycji: Jacek Hałas, Michał Żak, Maciej Filipczuk czy Ewa Grochowska. Program jest coraz bogatszy: oprócz śpiewu, tańca, gry na skrzypcach, bębenku i akordeonie można spróbować swoich sił w grze na typowych dla Kielecczyzny instrumentach dętych czy „organce”. Wśród uczniów przeważają osoby w średnim wieku. – Łamiemy stereotypowe przekonanie, że jeśli ktoś nie zaczął nauki w wieku pięciu lat, to już nie będzie dobrze grał na instrumencie. Są bardzo fajni, żeby nie powiedzieć świetni muzykanci, którzy rozpoczęli przygodę z instrumentem, gdy mieli dwadzieścia kilka lat – zaznacza Dorota Murzynowska.


Z Sędka przez całą Polskę
Wieczorami odbywa się próba Orkiestry Kieleckiej, którą tworzą wszyscy taborowicze, a po niej najbardziej wyczekiwany punkt programu, czyli tańce przy muzyce na żywo. Pary wirują w rytm mazurków i polek, odważniejsi próbują kujawiaka. Małgorzata Maciejewska z Warszawy brała udział w kilkunastu taborach. – W pewnym momencie przestała mi się podobać muzyka, która nie jest autentyczna – mówi. Zdarzyło jej się niejednokrotnie tańczyć do białego rana. –Jak wiesz już, że twoje ciało zrobi, to co chcesz i przestajesz liczyć: „raz, dwa, trzy… raz, dwa, trzy…”, to odlatujesz w tańcu i to jest niesamowite – zdradza. Pokłosiem Taboru Kieleckiego jest grupa Tęgie Chłopy, która nazwę czerpie od „chłopa”, czyli tutejszej odmiany mazurka. Tworzą ją organizatorzy taboru i kadra warsztatowa. Promują muzykę Kielecczyzny, występując w różnych miejscach Polski. Zagrali także w Kielcach, a na ich występ tłumnie zjechali sędkowianie. Kilka razy odbyły się w stolicy Świętokrzyskiego warsztaty muzyczne i śpiewacze. – Chcielibyśmy, żeby powstało środowisko, które zacznie organizować potańcówki przy muzyce na żywo, tak jak to się dzieje w innych miastach – dodaje Dorota Murzynowska. Jesienią ubiegłego roku ukazała się debiutancka płyta Tęgich Chłopów „Dancing”.

Tekst: Agnieszka Gołębiowska, fotografie: Małgorzata Chmiel

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close