Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Każdy okres historyczny zaznacza się w przestrzeni publicznej w inny sposób. Czasem dominują plusy, innym razem minusy. Każdy ma też swoje krajobrazowe perły – nawet ten, który kojarzymy przede wszystkim negatywnie, PRL.

Miasta w kolorach
„Środkowy” PRL czyli lata 60. i początek 70. XX w. to rozkwit dobrej architektury i wzornictwa. Po 1956 roku władze umożliwiły polskim architektom realizację odważnych, zgodnych ze światowymi trendami projektów, plastykom zaś zaczęły zlecać m.in. dekorowanie ulic i placów. Ci ostatni, niejednokrotnie wybitni, projektowali murale, rzeźby plenerowe, mozaiki i… neony (w Kielcach m.in. Bolesław Cetner, Andrzej Grabiwoda, Eugeniusz Szoła). Polskie miasta rozbłysły kolorami i nie był to kicz, a niejednokrotnie wysokiej klasy dzieła. Neonowy wystrój ewoluował. Do skromnych początkowo szyldów dokładano z czasem neonowe konstrukcje na całą wysokość lub długość budynku (np. restauracje Jodłowa i Świętokrzyska, księgarnia im. Żeromskiego), czasem całą neonową dekorację wymieniano na nową (hotele Bristol i Centralny). Na wieżowcach zaczęły pojawiać się nazwy osiedli.

Jak motyle…
Świetność neonów nie trwała jednak długo. Systemowe absurdy i związana z nimi narastająca bylejakość nie sprzyjały dbałości o publiczną przestrzeń. Neony wiodły więc często żywot motyli – wiele z nich szybko gasło na zawsze, inne były permanentnie „szczerbate” (świeciły tylko niektóre litery). Trudno się zresztą temu dziwić, bo polskie neony nie pełniły wówczas funkcji swoich odpowiedników z zachodu Europy – były „uspołecznione”, czyli często traktowane jako niczyje. Centralnie sterowana, znacjonalizowana gospodarka powodowała, że neony reklamowały (czy też „reklamowały”) albo sklepy, które nie dość, że ze sobą nie konkurowały, to w dodatku brakowało w nich towarów, albo firmy będące państwowymi monopolistami (jak np. PZU).

Szklanka bez bąbelków
Ostatecznie w połowie lat 80. nastąpił pogrom – w szarym, pogrążonym w permanentnym kryzysie mieście stwierdzono, że nie ma środków na ich konserwację i eksploatację. Przez Kielce przeszła ekipa z drabiną i zepsute od dawna neonowe szyldy tłukła. Zostały nieliczne – te które miały dobrych gospodarzy. Do „nowych czasów”, czyli początku lat 90. przetrwało kilka działających, w tym gitarzysta (ale już nieruchomy), szklanka pijalni wód mineralnych (ale już bez bąbelków), Delikatesy przy Rynku, kino Moskwa. I one ostatecznie znikły, najwcześniej szklanka, bo pijalnia szybko zamieniła się na sklep ze sportowym obuwiem. Neon kina uratowali właściciele pubu Karczma przy ul. Bodzentyńskiej – był tam eksponowany. Zdemontowano nawet będącego w dobrym stanie gitarzystę, mimo że profil sklepu pozostał ten sam…

Drugie życie neonów
Wychowałem się w centrum Kielc, a moje dzieciństwo to końcówka okresu świetności kieleckich neonów. Zachwycałem się kolorowymi piłkami na Puchatku, kotem w butach, tańczącym gitarzystą, przestrzenną szklanką, choinką restauracji Jodłowa, napisem „Witamy w Kielcach” na hotelu Centralnym. Wręcz cierpiałem, gdy kolejne świetlne reklamy psuły się i nie były naprawiane. Dziś w mieście zostały już tylko nieliczne szczątki dawnych świetlnych reklam. Jedyna, choć niedziałająca, która uchowała się niemal w całości, to neon dawnego sklepu elektrycznego vis a vis teatru. Bardzo stary, na zachowanej pocztówkowej fotografii możemy go zobaczyć razem z neonem zlikwidowanego na początku lat 70. kina Warszawa.
W dużych polskich miastach jest inaczej. Ich mieszkańcy już jakiś czas temu zrozumieli, że polskie neonowe wzornictwo z okresu PRL-u ma dużą wartość. Nie da się cofnąć czasu i sprawić, by całe miasta znów rozbłysnęły starymi neonami, jednak warto przywrócić w przestrzeni najciekawsze dowody ówczesnej świetności polskiego designu. Dlatego właśnie, mimo dużych kosztów, stare neony w kolejnych polskich miastach są przywracane do życia. Renowacje najczęściej inicjują społecznicy, a finansują je duże firmy, lokalni przedsiębiorcy i władze miast (np. Katowic czy Zakopanego). W Warszawie w 2012 roku otwarto pierwsze w Polsce Muzeum Neonów, we Wrocławiu stare neony skupuje, a następnie przywraca do życia Fundacja Neon Side. Kolejne odtwarzane są w Poznaniu i Krakowie.

Rekonstruować czy nie?
Czy Kielce dołączą do tej grupy? Gdyby znaleźli się przedsiębiorcy gotowi przeprowadzić takie przedsięwzięcie, mieliby łatwiej niż gdzie indziej. A to za sprawą inżyniera Ludwika Jaszowskiego. Przez jego ręce, gdy w latach 1966-1982 pracował w Przedsiębiorstwie Usług Reklamowych „Reklama” Oddział Łódź, Delegatura w Kielcach, przeszło ponad 550 neonów – wszystkie kieleckie, ale też wiele z innych miast. To właśnie inżynier Jaszowski sporządzał ich projekty techniczne. I uratował przed zniszczeniem dużą część szczegółowej dokumentacji. Muzeum Neonów wydało anglojęzyczny album „Polish Cold War Neon”, w którym znalazło się wiele kieleckich projektów, na warszawską ekspozycję trafiła też kielecka neonowa dokumentacja. Czy ją wykorzystamy? A jeżeli tak, to które neony warto odtworzyć? A może nie warto żadnego?

Tekst: Rafał Zamojski

Opis ilustracji:

Koszykarz pochodzi z dokumentacji zachowanej przez inżyniera Ludwika Jaszowskiego
Nocny Puchatek – Janusz Buczkowski, Muzeum Historii Kielc;
Puchatkowe piłki w kolorze i gitarzysta – kadry z filmów kręconych w Amatorskim Klubie Filmowym GONG
Reszta to pocztówki z przełomu lat 60. i 70. Skany udostępnił Krzysztof Lorek.

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close