Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Pochodzi od łacińskiego słowa festus, którym określano wesołe, żywe wydarzenia i ludzi. W XIX wieku we Francji i Anglii zaczął robić karierę w kulturze, oznaczając uroczystość muzyczną. Potem rozprzestrzenił się na wszelkie wydarzenia cykliczne o charakterze artystycznym. Tak się spodobał, że zaczęli go pożyczać inni: sportowcy, producenci mniej lub bardziej wyszukanych towarów, społecznicy i politycy, by organizowanym przez siebie wydarzeniom dodać znaczenia i tajemniczości. Bo festiwal to zawsze wyjątkowy czas, po prostu święto.

A świętować lubimy, więc swoje festiwale organizują dziś wszystkie miasta. Te najbardziej wartościowe mają długą historię, ogromne budżety i ogólnopolską sławę. Czy mamy takie w Kielcach? Na pewno popularny Wiatraczek, czyli Harcerski Festiwal Kultury Młodzieży Szkolnej, który w tym roku odbył się po raz 45. Jazzowy Memorial to Miles organizowany jest już 17 lat, Festiwal Tańca – 18. Kielce muzycznie wspiera region i 24-letnie imprezy: Międzynarodowy Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej w Jędrzejowie oraz Międzynarodowy Festiwal Muzyczny im. Krystyny Jamroz w Busku-Zdroju. Nie można nie wspomnieć o kolejnym 24-latku, który dopiero niedawno zaczął się festiwalem nazywać, bo wcześniej był Przeglądem Form Dokumentalnych „Nurt”. Jak widać z powyższych wyliczeń, muzycznie i filmowo źle nie jest, nie mamy się czego wstydzić.

A teatr?

Niedostatki widać tylko w jednej z dziedzin sztuki – teatrze. Na szczęście jest szansa na zmianę. Od czterech lat w wakacje Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” organizuje Wakacyjny Hurra!ART!, a w październiku po raz pierwszy kielczanie mieli szansę uczestniczyć w pełnowymiarowym, ponadtygodniowym przeglądzie przedstawień podczas I Kieleckiego Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego, który zorganizował – po ubiegłorocznej skromnej, lecz znaczącej edycji pilotażowej – Teatr im. Stefana Żeromskiego. Nim jednak opowiemy, co się na festiwalach już działo i dziać się – mam nadzieję – nadal będzie, trzeba oddać sprawiedliwość. Oba festiwale nie są pierwszymi organizowanymi w naszym mieście.

Mało to, od 18 lat, co roku w listopadzie, odbywa się Przegląd Teatrów Alternatywnych, organizowany przez Teatr Ecce Homo. Dzięki imprezie, która w tym roku osiągnęła pełnoletność, w Kielcach gościli – niektórzy wielokrotnie – m.in. Scena Plastyczna KUL, teatr Stara Prochoffnia i Academia z Warszawy, Porywacze Ciał z Poznania, aktorka Irena Jun i Janusz Stolarski, Dorota Porowska i Tomasz Rodowicz ze Stowarzyszenia „Chorea” czy Fundacja Banina z Lublina z kontrowersyjnym spektaklem o pułapkach ksenofobii i szowinizmu  „Biało-Czerwona”.  Było też dużo więcej małych, większych, świetnych i przeciętnych spektakli przywiezionych do Kielc z nieinstytucjonalnych teatrów z całej Polski. Na przeglądzie swoje przedstawienia prezentuje także gospodarz. Imprezie, której od lat odbywa się w Bazie Zbożowej, towarzyszą koncerty, spotkania, dyskusje, wystawy. Przegląd ma swoją stałą publiczność, głównie młodych, którzy w teatrze szukają szczerości, prawdy i pasji, którzy od spektaklu oczekują więcej niż dobrej rozrywki. To jednak wydarzenie alternatywne, niszowe, na dodatek z niezbyt wysokim budżetem.

Z teatrem po drodze

Korzeni Przeglądu można upatrywać w imprezie, która w Kielcach istniała między 1992 a 2002 rokiem. Mowa o „Drogach Teatru – Spotkaniach” – przeglądzie tego, co w ówczesnym polskim (ale i nie tylko) teatrze było ważne, ciekawe, inne.

– Pomysł wziął się od Byrskich (Irena i Tadeusz Byrscy prowadzili Teatr im. Stefana Żeromskiego w latach 1952-58, nie tylko realizując ambitny repertuar, ale także ściśle współpracując z lokalnym środowiskiem kulturalnym – dop. red.). Pisałam o nich prace magisterską. Fascynowało mnie ich podejście do teatru jako miejsca, w którym można uczyć, uwrażliwiać na sztukę i przekazywać ważne treści. Cenne było także to, że wciągali innych w orbitę działającego teatru. Wspólnie z ekipą z Domu Środowisk Twórczych i Małgorzatą Iskrą postanowiliśmy ich przypomnieć, organizując sympozjum naukowe – wyjaśnia jedna z pomysłodawczyń spotkań Magdalena Helis-Rzepka.

Nie bez znaczenia był czas. Rok 1992 to moment, gdy tworzyła się nowa, wolna Polska. – Wtedy nie było rzeczy niemożliwych, wydawało się nam, że wszystko można i wszystko się da (czytaj: znajdziemy fundusze). Zrobiliśmy więc Drogi Teatru, bo uważaliśmy, że tego miasto potrzebuje. Tu działały wtedy dwie trochę zaspane, wręcz skostniałe sceny: Żeromski i Kubuś. Uznaliśmy, że warto kielczanom pokazać, co robią zespoły w innych miastach, te alternatywne, nieinstytucjonalne – opowiada Helis-Rzepka. Za organizację poza nią odpowiadali także m.in.: Krystyna Nowakowska z  DŚT i Grzegorz Cuper, obecnie wicedyrektor Wojewódzkiej Biblioteki Pedagogicznej. Od 1998 roku organizację spotkań przejęło Stowarzyszenie Wspierania Inicjatyw Lokalnych „Wektory”.

Poza spektaklami w salach, kościołach, ale i na ulicach, w parkach (te lata to polski boom na spektakle uliczne), organizowano spotkania, dyskusje, prezentowano nowe książki o teatrze, organizowano przegląd filmów, m.in. poświęconych legendarnemu Teatrowi Laboratorium Jerzego Grotowskiego.  Drogi Teatru to także warsztaty dla młodzieży, przegląd teatrów amatorskich działających w Kielcach i regionie, a także miejsce na wymianę myśli, wrażeń, stąd spotkania z twórcami, aktorami, muzykami, naukowcami i dyskusje. Utworzono klub festiwalowy, a po kilku latach istnienia imprezy – przedstawienia prezentowano także w innych miastach województwa. Dbano o informację, aby widz wiedział, czego ma się spodziewać. Wydawano folder festiwalowy z informacjami o występujących podczas imprezy zespołach, fragmentami recenzji prasowych, powstał biuletyn imprezy, do którego pisała uczestnicząca w niej młodzież. – Dbaliśmy nie tylko o reklamę i promocję – najpierw wspierała nas „Gazeta Wyborcza”, potem jej miejsce zajęło „Słowo Ludu” – ale także o to, by każdy, kto poczuje taką potrzebę miał szansę się wypowiedzieć – podsumowuje Magda Helis-Rzepka. Przegląd miał swoje studio radiowe, telewizyjne, recenzje drukowała prasa, a młodzież publikowała wrażenia w Biuletynie Szybkiego Redagowania, dostępnym już następnego dnia.

Najlepsi dla kielczan

Na Drogi Teatru przyjeżdżały najlepsze, najbardziej znane teatry instytucjonalne i alternatywne: Teatr Ósmego Dnia, Biuro Podróży, Porywacze Ciał, Pieśń Kozła, Strefa Ciszy, Węgajty, Wierszalin, Montownia, Klinika Lalek, Provisorium. Pojawiła się Scena Plastyczna KUL kielczanina Leszka Mądzika, pokazano „Prezydentki” Krystiana Lupy, „Balladynę” Adama Hanuszkiewicza, „Beztlenowce” Ingmara Villquista, nawet Teatr im. Stefana Żeromskiego włączył w program przeglądu swoją premierę, „Antygonę” w reżyserii Bartłomieja Wyszomirskiego. Spotykały się różne nurty, estetyki, przegląd pokazywał różnorodność współczesnego teatru, jego bogatą tradycję i umożliwiał wymianę myśli i poglądów. – Miał być dla kielczan, a nie wobec kielczan – tłumaczy Helis-Rzepka.

Zabrakło dobrej woli ze strony władz, darczyńców. Organizatorów zmęczyły ciągłe walki o fundusze. Zrezygnowali w 2002 roku. I choć środowisko kulturalne ostrzegało, apelowało, „Drogi Teatru – Spotkania” przeszły do historii. Jeszcze przez chwilę Kieleckie Centrum Kultury próbowało realizować przegląd teatralny „Forma”. Co prawda, do Kielc przyjechały wtedy najlepsze sceny teatralne Anno Domini 2008, czyli Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego z Wałbrzycha i Teatr im. Heleny Modrzejewskiej z Legnicy, ale przegląd zniknął równie szybko, jak się pokazał. Podobnie stało się z festiwalem „Brzechwa i inni”, który przez chwilę organizował Teatr Lalki i Aktora „Kubuś”.

Najpierw Kubuś, potem Żeromski

Hurra! Mamy pierwszy festiwal teatralny dla dzieci i młodzieży o wysokim poziomie artystycznym i przeładowany wydarzeniami. Poza oglądaniem spektakli kielczanie mogą wziąć udział w licznych warsztatach teatralnych, oglądać filmy krótkometrażowe, a nawet brać udział w czytaniach sztuk i słuchowiskach. Od czterech lat organizuje go kielecki Kubuś i zawsze są to weekendowe dni sierpnia. To siła i słabość tej teatralnej imprezy. Nie wszyscy, którzy chcieliby wziąć w niej udział są wtedy w Kielcach. Z drugiej ci, co zostają, zamiast leniwie snuć się po odbijającej letni żar Sienkiewce, mogą spędzić czas kreatywnie, mądrze, „zażywając” sztuki teatralnej na odpowiednim poziomie. Impreza przeznaczona jest dla całych rodzin, a oferta teatralna skierowana do widzów od roku do kilkunastu lat. Hurra! Art! tempa nie zwalnia i mam nadzieję, że urośnie w siłę i obrośnie solidnym gronem fanów, którzy będą dorastać razem z nim.

Brakowało propozycji dla widzów dorosłych, ale i tej się wreszcie doczekaliśmy. Pierwsza edycja Kieleckiego Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego, organizowanego przez Teatr im. Stefana Żeromskiego już za nami. Organizatorzy od razu wysoko ustawili poprzeczkę, układając program, dzień po dniu przez cały tydzień. Gościnna scena teatru co wieczór wyglądała inaczej, oferując kolejną wersję opowieści o młodych. Bo to oni byli bohaterami tego festiwalu. Ci zagubieni w rzeczywistości, doskonale poruszający się w świecie wirtualnym, cyfrowi nomadzi, mający problem ze znalezieniem autorytetów, wskazaniem prawdziwych wartości. Ci trochę samotni, i ci przebojowi, którzy życie biorą za rogi. Nie brakło też tych, których los postawił w trudnych, nie zawsze zależnych od nich sytuacjach.

Od pilota do festiwalu

Nim jednak przyszła pora na pierwszą edycję, rok temu teatr przygotował Pilot Festiwalu.­ – Mieliśmy mało funduszy, tytułów było mniej, nie wiedzieliśmy też, jak zareaguje publiczność – wspomina dyrektor Michał Kotański. Ta przyszła, choć może niezbyt licznie, a hitem Pilota był spektakl „Jeden Gest” Nowego Teatru z Warszawy w reżyserii Wojtka Ziemilskiego. Opowieść o zawiłościach, meandrach języka migowego, a przez to o świecie niesłyszących. W spektaklu to właśnie oni opowiadali o swoim życiu, problemach z komunikacją, marzeniach, lękach i radościach. Dla słyszącej widowni była to szansa, by zajrzeć w głąb świata bez dźwięków.

– Słyszy się głosy, że festiwali jest dużo, po co kolejny, ale nie tylko perspektywa środowiska jest ważna. W Kielcach nie było festiwalu teatralnego, więc moim zdaniem jest potrzebny. Miło jest pokazać tutaj spektakle, które odkryłem w innych teatrach – wyjaśnia dyrektor Kotański.  A było ich w tym roku aż osiem, w tym dwa zagraniczne.

O demonach przeszłości, które mają wpływ na młodsze pokolenia mówiły dwa z nich. „Czeski dyplom” z Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu to sceniczna wersja reportaży Mariusza Szczygła „Gotland”. Opowieść o tym, jak współcześni Czesi radzą sobie z widmami komunizmu, o złamanych przez władzę karierach i przegranych życiach, o strachu i wyrzutach sumienia, które dręczą – lub nie ­– tych, którzy dawnej władzy dali się uwieść. Młodzi aktorzy te czasy pamiętają jedynie ze wspomnień rodziców, dziadków lub z kart podręczników do historii, a zmierzyli się z materią trudną, bolesną i niejednoznaczną. W „Matria” młoda Hiszpanka Carla Rovira tropi losy i szuka szczątków swojego wujka, skazanego na śmierć przez reżim generała Franco. Ten teatralny esej to próba rozliczenia z historią, tym razem rozumianą osobiście, indywidualnie. Na pytania o przeszłość, nie odpowiadają materiały źródłowe, dokumenty czy filmy. By zrozumieć naprawdę, trzeba zapytać najbliższych i zmierzyć się z ich bólem, strachem czy udawaną obojętnością.

O mrokach współczesnego świata opowiadały kolejne trzy propozycje festiwalu. „Słowo na G”, rozgrywane w salach lekcyjnych I LO to studium przypadku… przemocy seksualnej, jaka zdarzyła się w szkole. Widzimy sprawców, słuchamy ich wyjaśnień, ustalania wspólnej wersji wydarzeń. Poznajemy także reakcje ich nauczycieli, którzy w potężnej machinie prawno-oświatowej mają problem ze znalezieniem odpowiedniej interpretacji faktów oraz algorytmu działania. Spektaklowi Teatru Formalnego z Wrocławia, towarzyszyły warsztaty dla młodzieży. Mroczny, duszny, przerażający był spektakl węgierski „My/Oni”, artystyczna interpretacja zamachu terrorystycznego w Biesłanie. 14 lat temu, podczas rozpoczęcia roku szkolnego w Osetii Północnej, 30 terrorystów z Czeczenii wzięło 1000 zakładników, w tym prawie 800 dzieci. Stłoczone w sali gimnastycznej przez prawie 3 dni czuły głód, pragnienie, mdlały i umierały. Atmosferę zagrożenia odtworzyło w sali gimnastycznej WDK dwoje młodych węgierskich aktorów. I choć opowieść nie do końca oddawała biesłańskie fakty, bo w spektaklu nie wspomniano o krwawej dla zakładników interwencji rosyjskiej, to przekaz brzmiał jasno, przekonująco: nie ma idei, dla których warto zabijać i skazywać na cierpienie niewinnych. Listę zamykają kieleckie „Ciemności” Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego, inspirowane „Jądrem ciemności” Josepha Conrada, opowieść o współczesnym kolonializmie, zamkniętym w korporacjach, globalnych firmach, ubranym w garnitur, ale równie pogardliwym i niebezpiecznym dla inności.

Skomplikowane relacje międzyludzkie, ich powierzchowność i tkwiące w ludziach głęboko ukryte problemy można zamknąć w baśń. Posągową, ale drapieżną i pełną ukrytych podtekstów, jak statyczne (na mój gust za bardzo), lecz zrealizowane z wielkim szacunkiem dla wypowiadanego tekstu i atrakcyjne scenograficznie „Roz/czarowanie” w reżyserii Anny Wieczur-Bluszcz z warszawskiego Teatru Ochoty, lub tragikomiczną, pachnącą alkoholem i odrealnioną jak narkotyczne wizje. Tę drugą pokazał w Kielcach zespół Nowego Teatru im. Witkacego ze Słupska – to sztuka Doroty Masłowskiej „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku” w reżyserii Pawła Świątka. Oj smutna ta Polska, brzydcy rodacy, odpychający, zdziwaczali, żeby nie powiedzieć zwariowani.

Festiwal miał też miłą, choć nieoczywistą – patrząc na kaliber tematów – niespodziankę. Farsę „Prapremiera dreszczowca” w reżyserii Grzegorza Warchoła z warszawskiego Och-Teatru. Śmieszna historyjka o amatorskim teatrze, w którym premiera nie przebiega zgodnie z planem, miała lekkość, świetne dowcipy i koncertowe role, zwłaszcza pani Basi z „Ucha prezesa”, czyli Izabeli Dąbrowskiej, i Rafała Rutkowskiego, założyciela teatru Montownia, bardziej znanego np. z reklam marketu budowlanego. – Nie wszyscy mamy takie same gusta. Ważne, by pokazać i coś bardziej ambitnego i coś dla szerokiej publiczności – wyjaśnia dobór przedstawień dyrektor Kotański.

Co dalej?

Co ważne, dyrektor wierzy w przyszłość festiwalu i kolejne edycje. Czuje, że jest grono widzów, którzy akceptują to, co się w kieleckim teatrze dzieje. ­– Przez dwa ostatnie sezony próbowaliśmy zaproponować coś innego, otworzyć się na nowy dialog z publicznością. Myślę, że to, że widownia na festiwalu dopisała, jest dowodem na to, że  niektórych do siebie przekonaliśmy – podsumowuje.  Ale wie też, że pracować trzeba nadal. – Nic nie jest dane raz na zawsze. Zmienia się teatr, zmieniają się widzowie – tłumaczy. O kieleckiej publiczności mówi tylko dobrze: ­– Jest gotowa na wiele rzeczy, jeśli się to w poważny i partnerski sposób proponuje, a nie manipuluje. Dobra sztuka się obroni, widz przyjdzie do teatru. Trzeba go tylko szanować – dodaje.

Kielecki Międzynarodowy Festiwal Teatralny ma dużą szansę, by przetrwać. By tak się stało, warto go udoskonalać, zmieniać, ot choćby przyglądając się wcześniejszym imprezom. Przy każdym z opisywanych tu przeze mnie festiwali i przeglądów, poza spektaklami, organizatorzy oferowali coś jeszcze: szansę na rozmowę, spotkania z artystami, wystawy, warsztaty teatralne czy recenzenckie dla przyszłych młodych teatromanów. Podczas festiwalu organizowanego w Żeromskim ich zabrakło. To spore zaskoczenie, bo przecież ubiegłorocznej premierze „1946” towarzyszyło szereg spotkań, dyskusji, projekcji, przybliżających pogrom, związane z nim kontrowersje, przemilczenia, spory. Teraz teatr nie dał się nam wygadać, podzielić emocjami. Robiliśmy to prywatnie, w swoim gronie, w drodze do domu. A szkoda.

Tekst: Agnieszka Kozłowska-Piasta

***

Uzupełnienie

W radzie programowej Dróg Teatru  – Spotkań działała także Ewa Dziekan. Z Drogami Teatru – Spotkaniami przez lata współpracowali także (w kolejności alfabetycznej): Marcin Brudnik, Piotr Grzesik, Beata Klimer, Marzena Michałowska-Kowalik, Radosław Nowakowski, Piotr Ołowiak, Krzysztof Sowiński.

***

Zdjęcia: z archiwum Teatru im. Stefana Żeromskiego

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close