Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Reżyser teatralny. Od listopada 2015 roku Dyrektor Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Były asystent m.in. Krystiana Lupy, Andrzeja Wajdy, Jerzego Jarockiego czy Mikołaja Grabowskiego. Niezwykła osobowość artystyczna. Człowiek charyzmatyczny i jednocześnie niebywale życzliwy: Michał Kotański.

Teatr czy film

Najpierw była filozofia na Uniwersytecie Warszawskim. Następnie pomysł, by zostać reżyserem filmowym. Wprowadzony w życie: Kotański rozpoczął studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie. Wyboru dokonał na podstawie zdobytych informacji, że jeśli reżyseria, to tylko tutaj. I właśnie tam muza Melpomena dopadła go na dobre: – Teatr pochłania i trudno jest potem z niego wyjść. To miejsce uzależniające, które daje możliwość innego kontaktu z aktorem niż film. Z drugiej strony żyjemy w świecie obrazów i język filmu wkracza też do teatru: ma wpływ na to, jak montujemy sceny oraz na sposób grania aktorów – mówi zapytany, czy nie żałuje swojej decyzji.

Zawód: dyrektor

Od ponad roku Michał Kotański sprawdza się w nowej funkcji szefa kieleckiego teatru. Sam przyznaje, że nie jest to proste zadanie i regularnie pojawiają się wątpliwości, czy aby wszystko zmierza we właściwym kierunku. – To jest inny rodzaj współpracy z ludźmi. Bycie reżyserem pozwala na dobre poznać reguły, które rządzą sceną. Natomiast kiedy bierze się odpowiedzialność za całość teatru, a nie tylko za dwa miesiące pracy z wybraną grupą, perspektywa się zmienia. Jest to zupełnie odmienny rodzaj odpowiedzialności. Ważne w tym wszystkim jest również to, że teatr stanowi strukturę hierarchiczną: z jednej strony to dobre, ponieważ dzięki temu, można mieć siłę sprawczą, ale z drugiej znam teatry, w których te struktury stały się zdegenerowanymi mechanizmami, i tego chcę się wystrzegać. Poza tym wejście w tę przestrzeń i hierarchię zmienia człowieka – analizuje dotychczasowe doświadczenia.

Bycie dyrektorem to również chroniczny brak czasu, który z chęcią wykorzystałoby się na refleksję czy ciekawą lekturę. – Idzie za tym pewne niebezpieczeństwo wyjałowienia, gdy człowiek jest cały czas w kieracie – podsumowuje.

Rola głównego zawiadowcy tak zmiennego i nieprzewidywalnego organizmu, jakim jest teatr, nie należy do łatwych i codziennie buduje się ją na nowo. – Nie ma gotowej recepty na prowadzenie teatru w Kielcach. Nie ma jednej kieleckiej widowni. Kto inny przychodzi na „Harper”, kto inny wybiera komedię. Dialog teatru
z widzem to ciągły proces, który nie jest dany raz na zawsze. Najważniejsze jest dla mnie to, że publiczność chce się konfrontować z nowym teatrem i z ciekawością podchodzi do tego, co się jej proponuje – ocenia relację na linii dyrektor – widownia.

Ryzykowny sezon?  

Sezon 2017/2018 jest ostatnim, który będzie miał miejsce w budynku przy ul. Sienkiewicza 32.  Tuż po nim rozpocznie się gruntowny remont siedziby. Teatr będzie działał, ale w innej przestrzeni. To będzie czas próby zarówno dla aktorów jak i widzów, ale nim to się stanie warto przyjrzeć się planom zespołu na ten rok. Repertuar zapowiada się imponująco. Znane i cenione nazwiska: Wiktor Rubin, Remigiusz Brzyk, Monika Strzępka z Pawłem Demirskim, Mikołaj Grabowski i Maja Kleczewska zwiastują prawdziwą ucztę teatralną na najwyższym poziomie. Będzie ambitnie, eksperymentalnie i odważnie. Reżyserzy sięgną m.in. po Williama Szekspira, Aleksandra Fredrę i Josepha Conrada. Nie zabraknie oczywiście lżejszych spektakli z dotychczasowego repertuaru, jednakże nadchodzące premiery to przede wszystkim sztuka trudna, która może być różnorako odebrana przez publiczność. – Mam świadomość niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą takie zaplanowanie sezonu. Będę się przyglądał reakcjom widowni i będę wyciągał wnioski na przyszłość. Trzeba być cały czas czujnym i ukierunkowanym na widza. Wszystko się dopiero okaże – mówi.

Przyjrzeć się sobie poprzez sztukę

W grudniu premierę będzie mieć „1946”, sztuka inspirowana pogromem kieleckim: wydarzeniami, które na zawsze odbiły piętno na stolicy województwa świętokrzyskiego i które nadal wzbudzają skrajne emocje. – Jeżeli jako społeczeństwo mamy się rozwijać, to powinniśmy się zagłębiać w takie tematy – nie ma wątpliwości Michał Kotański. – Jeśli nie chcemy bezustannie uczestniczyć w wojnie polsko-polskiej, musimy  uporządkować przeszłość i stawić jej czoło. Jako naród mamy zarzuty wobec Ukraińców i Rosjan,
a zapominamy o autorefleksji i konieczności przyjrzenia się  własnej historii i naszym czynom – dodaje.

Teatr nie jest tylko po to, żeby bawić czy wzruszać. Winien też skłaniać do refleksji, choćby bolesnej i niewygodnej.  –  Spektakl Remigiusza Brzyka ma szansę być sztuką nie tylko o Kielcach, ale o tym, co się tak naprawdę dzieje aktualnie w Polsce i w Europie. Ofiary pogromu to przecież uchodźcy. Paralela narzuca się sama. Musimy się wszyscy sobie przyjrzeć i ocenić to, co w nas tkwi. Liczę na sensowną rozmowę z widzem – przyznaje.

Uwaga! Może boleć

Unikanie kontrowersyjnych tematów, zwłaszcza w sztuce, nie jest – zdaniem Michała Kotańskiego – rozwiązaniem. Tak samo, jak odbieranie aktorom, czy innym osobom ze świata artystycznego, możliwości wyrażania własnych opinii. –  To bardzo naiwne podejście, odbierać prawo głosu artystom. To wręcz przejaw hipokryzji i koniunkturalizmu, które są niestety dużym kłopotem w naszym społeczeństwie – mówi.

W nadchodzącym sezonie kielecki teatr zabierze sceniczny głos w dyskusjach na tematy często nieprzyjemne i niewygodne. Czeka nas sześć spektakli poruszających ryzykowne tematy. Oto one:  potrzeba i sens wiary w obliczu cierpienia („Rasputin”), uchodźcy i historia, do której boimy się przyznać („1946”), jałowość systemów politycznych („Jądro Ciemności”), hipokryzja religijna i społeczna („Świętoszek”), dawne wartości w zderzeniu z teraźniejszością (spektakl na podstawie jednoaktówek Fredry) i na koniec rozważania o sensie sztuki współczesnej („Jak Wam się podoba”). Mieszanka wybuchowa, która z pewnością wzbudzi duże zainteresowanie wśród krytyków i miłośników dobrego teatru. Czy tego właśnie potrzeba kielczanom?  Czy jesteśmy na to gotowi? Mam nadzieję, że tak i z niecierpliwością czekam na nadchodzący czas w „Żeromskim”. Może to właśnie Kielce w tym sezonie będą teatralną stolicą Polski?

Tekst: ŁB, Zdjęcia: Mateusz Wolski

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close