Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Choć niezwykle elegancko prezentowały się wszystkie odrestaurowane maszyny, to jednak największy podziw wzbudzały zabytkowe SHL-ki, przybyłe na tegoroczny X Świętokrzyski Zlot Motocykli SHL i Pojazdów Zabytkowych. Z myślą o tych kultowych pojazdach impreza powstała i to one są jej główną ozdobą.

W Miedzianej Górze, Chęcinach i Tokarni można było zobaczyć wiele dawnych motoryzacyjnych perełek zarówno tych o dwóch, jak i czterech kołach. Zaprezentowano ponad dwieście kolekcjonerskich okazów, a wspaniałe maszyny oraz ich kierowców, często ubranych w efektowne stroje z epoki, podziwiały tłumy miłośników piękna motoryzacji.
O początkach tej prestiżowej imprezy oraz ciekawostkach związanych z motocyklami SHL rozmawiamy z kielczaninem Ryszardem Mikurdą, znawcą dziejów świętokrzyskiej motoryzacji, pomysłodawcą i komandorem, organizowanych od dziesięciu lat zlotów.


Skąd się wzięła Twoja motoryzacyjna pasja?
Wszystko zaczęło się od jednośladów, bo ojciec i dziadek, przed wojną aktywny działacz Kieleckiego Towarzystwa Cyklistów, uprawiali kolarstwo i ja też na rowerze trochę jeździłem. Ale takie prawdziwe zainteresowanie zaczęło się wtedy, gdy po raz pierwszy zorganizowano mistrzostwa motocrossowe nad kieleckim zalewem. Był rok 1963, a przyjaciele namówili mnie, bym pomógł im przy sędziowaniu zawodów. Kiedy już tego bakcyla połknąłem, zacząłem sędziować kolejne imprezy, uzbierało się ich jakieś 2600…


A pierwsza przygoda z SHL-ką?
O maszynach tych dużo się mówiło w moim rodzinnym domu, ojciec miał znajomych pracujących w Hucie Ludwików. A pierwsza fascynacja konkretnie motocyklem SHL, to wspomniane mistrzostwa świata, podczas których można było podziwiać wielu zawodników na sportowych SHL-kach. To były najpopularniejsze w tym czasie pojazdy. Jednoślad z emblematem SHL był chyba marzeniem każdego mężczyzny, nie zawsze niestety spełnionym. Pierwszeństwo w zakupie – na specjalne talony – mieli przodownicy pracy, ale zaradni zdobywali je sobie tylko znanymi drogami. W zasadzie kilkadziesiąt lat temu każdy swój romans z motoryzacją zaczynał od SHL-ki, samochodów było bowiem jak na lekarstwo. A znane reklamowe hasło: „Tego wezmę spośród wielu, kto ma motor z SHL-u” mówiło samo za siebie.


Skąd pomysł na zorganizowanie zlotu motocykli SHL?
Główna myśl to oczywiście uhonorowanie wyśmienitego produktu kieleckiej Huty Ludwików, późniejszych KZWM. Pierwsza SHL-ka zjechała z taśmy fabrycznej w 1938 roku, maszyny te – produkowane zarówno przed, jak i po wojnie – wzbudzały oczywisty zachwyt. Sukcesy sportowe odnosiło na nich wielu mistrzów. Świetnie znane były w kraju i poza jego granicami – w Indiach na przykład produkowano licencyjny model. Dziś trudno sobie to wyobrazić, ale kieleckie motocykle swoją powojenną sportową karierę rozpoczęły już w maju 1947 roku prezentacją, w przerwie wyścigu samochodowego, na ulicach zniszczonej Warszawy. Pomysł na zlot powstał podczas rozmowy z ówczesnym szefem Polskiego Radia Kielce, który był zainteresowany historią SHL. Kielecka rozgłośnia zorganizowała w naszym mieście pierwsze dwa zloty. Do tego marzyło mi się napisanie pracy o naszych motocyklach, co ziściło się i wydana została bogato ilustrowana książka „SHLką przez gołoborze”. Następne zloty organizowaliśmy w Oblęgorku, Strawczynie, Staszowie, Miedzianej Górze, Chęcinach, Tokarni…


Na imprezy te przyjeżdża mnóstwo ludzi z całego kraju…
Świadczy to o popularności zabytkowych motocykli i samochodów, których właścicieli mamy przyjemność gościć. Od dziesięciu lat na frekwencję nie narzekamy. Przygotowujemy ciekawe konkursy sprawnościowe, czy konkursy elegancji. Stałym elementem są imponujące parady pojazdów, a na torze w Miedzianej Górze czy podchęcińskich serpentynach odbywały się fantastyczne wyścigi starych maszyn. Do tego promujemy Ziemię Świętokrzyską: imprezy organizujemy w ciekawych zakątkach naszego regionu, gdzie goście mają okazję zwiedzić wiele pięknych miejsc. Nad kolejnym zlotem oczywiście już pracujemy.


Największe motoryzacyjne marzenie?
Nie jest prawdą, jak wielu uważa, że fascynuję się tylko jednośladami. Moim marzeniem jest wystartować samochodem Bugatti z połowy lat 30. w wyścigu klasyków na torze w Monza.

Tekst i Fotografie: Jacek Korczyński

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close