Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Mąż pani Beaty żartuje, że cały świat gna do przodu, stawia na nowoczesność, a ona, jakby na przekór, cofa się i z uporem wraca do tego, co było. Mieszkanka urokliwej wsi Ściegnia w gminie Bodzentyn wie jednak swoje – gdy zamyka się w warsztacie i siada przy krosnach, to żaden kłopot i żaden smutek nie mają tu wstępu.

Niegdyś w gminie Bodzentyn przy krosnach wychowywały się całe pokolenia. Tkało się niemal w każdym domu – kilimki, chodniki, obrusy, zapaski, chusty… Wprawione w ruch drewniane krosna bujały się całymi godzinami jednostajnym rytmem, wyczarowując najcudowniejsze sploty. A każdy niepowtarzalny, bo jak twierdzą tkaczki – nie da się powtórzyć dwóch takich samych wzorów.

Nic więc dziwnego, że to właśnie w Bodzentynie w 1950 r. powstała Spółdzielnia Pracy Rękodzieła Ludowego i Artystycznego „Tkactwo Świętokrzyskie”, która działała do początku lat 90. W czasach swojej świetności mogła się pochwalić solidną halą produkcyjną i kilkudziesięcioma pracownikami. Miała nawet swoją filię w Wiączce, bo zbyt na ręcznie tkane wyroby był ogromny. Ale czasy się zmieniły – ludowizna przestała się podobać, rynek zalały tanie wyroby chińskie. Krosna poszły więc w zapomnienie. Na szczęście tylko na chwilę.

Przystanek I – Ściegnia. Lniana Ostoja

Beata Syzdół wita nas mocnym i serdecznym uściskiem dłoni. Od razu wiemy, jaki to typ kobiety – rozpiera ją energia, ma w głowie pełno pomysłów i nawet jeśli jest marzycielką, to prędzej czy później realizuje swoje zamysły. To ona na początku 2014 r. skrzyknęła kobiety z gminy Bodzentyn i zaraziła je ideą odtworzenia tradycji tkackich. Sama, choć pochodzi ze Skarżyska, zżyła się z tą górzystą okolicą, w której i powietrze jest ostrzejsze niż choćby w niedalekich Kielcach, i ludzie bardziej zahartowani do pokonywania trudności.

Schodzimy do piwnicy, gdzie pani Beata urządziła swoje królestwo. Pełno tu koszyków z motkami wełny, na niewielkim stole leżą wykrochmalone lniane obrusy, na kanapie charakterystyczne czarno-czerwone zapaski, podłogę przykrywają chodniki – świętokrzyskie pasiaki. Ale w tym pomieszczeniu najważniejsze są krosna. Dla laika to skomplikowana maszyneria, ale nie ma się co martwić – gospodyni cierpliwie, krok po kroku, wytłumaczy, jak sprawić, by urządzenie stało się posłuszne człowiekowi. – To krosno kupiłam, ale mam też odziedziczone po nieżyjącej już teściowej. Pozostały po niej chodniki i nici – szare i bardzo mocne – pani Beata uśmiecha się do swoich wspomnień. Pamięta, że na początku tkackiej przygody pisała do mieszkańców apele o udostępnienie krosien i wszelkich związanych z tkactwem narzędzi. Odzew był niewielki. Obeszła też wraz z koleżankami okoliczne wsie, wędrując od domu do domu, by ze strychów i piwnic wyciągać wszystko to, co tkaczkom niezbędne do pracy.

– Najtrudniej było zdobyć płochy – mówi pani Beata, a widząc znaki zapytania, które malują się na naszych twarzach, pokazuje osadzony w ruchomej części krosna grzebień tkacki. To przez jego szczeliny przewleka się nitki osnowy tkaniny.

Jak przyznaje, ona sama i jej koleżanki miały na początku nikłe pojęcie o technice tkania. – Tak naprawdę nie wiedziałyśmy nic – śmieje się Beata Syzdół. – Poprosiłyśmy więc panią Marię Szafraniec z Orzechówki, by pokazała nam krok po kroku, jak pracuje się przy krosnach. Potem napisałyśmy projekt do programu „Góry Świętokrzyskie naszą przyszłością” i dzięki dotacji mogłyśmy pojechać do Domu Tkaczki do Bliżyna na warsztaty prowadzone przez Urszulę Wolską. Projekt się skończył, a my dalej tkamy.

A skoro już zostały przy tej pasji, to postanowiły jakoś nazwać swoją grupę. Wymyśliły słowo: „Alebabki”, ale dziś trochę kręcą nosem, określenie przestało im się podobać, szukają więc nowego znaku rozpoznawczego. Może przemianują się na „Aletkaczki”? Całkiem zgrabnie to brzmi. Ale to akurat nie jest najważniejsze. Pierwszorzędne jest to, że znalazły coś, co daje im radość i czym chętnie dzielą się z innymi. A poza wszystkim – bardzo się polubiły. Gdy tylko się zejdą, momentalnie robi się wesoło, a na stole nie wiadomo skąd pojawia się kawałek ciasta i naparstek domowej nalewki. Tej serdeczności przyszło i nam doświadczyć, bo tkaczki z Bodzentyna, nijak nie chciały nas wypuścić bez poczęstunku i zaserwowały pyszne, przypiekane pierogi. Mimo że godzina była przedpołudniowa i do obiadu jeszcze daleko.

Przystanek II – Wzdół-Parcele. Zacisze pod Gołyską

Pytamy, co daje im siedzenie przy krosnach. Uśmiechają się tajemniczo.

– Gdy zamykam się w swoim warsztacie, to zapominam o wszystkim, żaden kłopot i żaden smutek nie mają tu wstępu – mówi bez chwili zastanowienia pani Beata. – Krosna mają znakomite działanie terapeutyczne.

Jest ich osiem. Każda ma w swoim domu krosna, przy których spędza długie godziny, bowiem czas biegnie tu inaczej – patrzysz za okno, a tu już zrobiło się ciemno i chodnik prawie gotowy, choć dopiero snuło się pierwszy rządek… Bo tkanie, choć wymaga cierpliwości i precyzji, daje szybki efekt. Trzeba jednak jasno powiedzieć – to nie jest zajęcie dla wszystkich – albo się to kocha, albo wzrusza obojętnie ramionami. – W tej pracy nie trzeba mieć żadnego planu, można sobie pozwolić na całkowitą improwizację – przekonuje Agnieszka Nowak, która w miejscowości Wzdół-Parcele prowadzi gospodarstwo agroturystyczne „Zacisze pod Gołyską”.

Gdy tylko przekroczy się próg jej domu, od razu widać, że trafiliśmy do królestwa tkaczek – centralne miejsce zajmują tu krosna, a wszędzie pełno wełnianych, kolorowych motków i kawałków materiału. Tnie się je na cieniutkie paseczki, potem nawija na cewki i wkłada do czółenka przekładanego potem między nićmi osnowy. Takie skrawki wykorzystuje się głównie do tkania chodników.

Czy tkanie to trudna sztuka? Jak mówią „Alebabki” z Bodzentyna, najbardziej żmudny jest wstęp do pracy, który trwa przynajmniej cztery godziny. Aby przygotować się do tkania, czyli mieć gotową osnowę, trzeba wykonać tysiące skomplikowanych ruchów. Tak jak setki lat temu. Prawdziwą sztuką jest założenie osnowy na krosna. Każdą nitkę trzeba włożyć w nicielnicę, a potem w płochę. Jeden fałszywy ruch, jedna pomyłka i wszystko trzeba zaczynać od nowa. Przy tym żmudnym przygotowywaniu warsztatu samo tkanie to już przyjemność i relaks. – Przy krosnach człowiek wylogowuje się z codziennych stresów – śmieje się Agnieszka Nowak, która pierwszy warsztat tkacki odziedziczyła po babci. Trochę wiedzy i umiejętności miała, ale więcej eksperymentowała, by w końcu dojść do wprawy, choć, jak przyznaje, zawsze jest potrzeba uczenia się i podpatrywania mistrzów tego rzemiosła. Tym bardziej, że kobiety z gminy Bodzentyn, chcą swoją pasją zarażać innych, szczególnie dzieci. Te – ku ich radości – garną się do tkania. Nasze bohaterki organizują więc warsztaty, pokazy, biorą udział w imprezach folklorystycznych, z dumą prezentując swoje niepowtarzalne wyroby.

Przystanek III – Wiącka. Na Górce

Celem grupy jest przypomnienie i ożywienie w gminie tradycji tkackich, tak silnych na tych terenach przed laty. Beata Syzdół ułożyła nawet na tę okoliczność wiersz:

Mijacie Wzdoły i już Bodzentyn,
A tu przed laty tkalnia istniała
Na całym świecie z pasiaków znana
Wiele tu naszych babć i mam pracowało,
Wiedzę o krosnach nam przekazało.

Tkaczki z Bodzentyna przygotowały projekt „Utkane wspomnienia”. Jego uczestnicy odkrywają tajemnice powstawania tkanin – od zasianego w polu ziarenka lnu do lnianej koszuli. Ścieżka zaczyna się w gospodarstwie agroturystycznym „Na Górce” Jadwigi Dulęby w Wiącce. Zaglądamy z ciekawością do stodoły, w której gospodyni urządziła izbę regionalną. Wystarczy spędzić tu godzinkę, by dowiedzieć się wszystkiego (no może prawie) o lnie. Przenosimy się w świat wiejskiej, drewnianej chałupy, kołowrotków, krosien, pstrokatych dywaników i wieszanych na kuchennych ścianach makatek. – Kiedy ruszyłam z agroturystyką, musiałam wymyślić coś atrakcyjnego dla gości. I tak zrodził się pomysł „Lnianej Izby” – tłumaczy Jadwiga Dulęba.

Gospodyni z Wiącki zna prawie wszystkie tajemnice lnu. Dowiadujemy się więc, że roślina ta nie lubi ani suchych, ani zbyt wilgotnych gleb, że odporna jest na przymrozki, można ją wysiać bardzo wcześnie. Wówczas można liczyć na najlepsze plony. A, i jeszcze jedno: lnu nie wolno kosić, trzeba go delikatnie wyrywać z ziemi, potem cierpliwie suszyć. Kolejne etapy to oddzielanie główki od słomy i nasion od plew oraz roszenie. Potem jest międlenie, trzepanie i sortowanie włókien na poszczególne gatunki.

– Dobre włókno powinno być mocne, ciężkie, długie i lśniące – wylicza pani Jadwiga. – Posortowane wyczesuje się, a następnie przystępuje do przędzenia nici i pracy przy krosnach.

Jak mówi właścicielka gospodarstwa „Na Górce”, droga od ziarenka lnu do gotowego wyrobu ma aż czterdzieści etapów. A każdy żmudny i wymagający pieczołowitości. Wspólna praca przed laty jednoczyła ludzi, gromadziła całe rodziny – babcie cięły szmatki, dzieciaki nawijały je na cewkę, mężczyźni zajmowali się snuciem i przygotowywali warsztat dla swoich żon. Te czasy bezpowrotnie minęły, ale warto zachować choć niewielką cząstkę tych rytuałów. Mąż pani Beaty Syzdół żartuje, że cały świat gna do przodu, stawia na nowoczesność, a ona, jakby na przekór – cofa się i z uporem wraca do tego, co już było. Mieszkanka urokliwej wsi Ściegnia w gminie Bodzentyn wie jednak swoje. – Owszem w tym co robię jest przeszłość, ale i – co do tego nie ma wątpliwości – teraźniejszość i przyszłość.

Siedzimy przy gościnnym stole w domu Jadwigi Dulęby. Zajadamy się pierożkami i pysznym ciastem. Dołączyła do nas Anna Ledwójcik ze Wzdołu Kolonii, która nie ma równych sobie w wyrobach rękodzielniczych, m.in. z wikliny. Tkaczki z Bodzentyna zdradzają, że chciałby jeszcze nauczyć się prząść na kołowrotku. Biorąc pod uwagę ich upór i konsekwencję, nie mamy wątpliwości, że za jakiś czas znów wrócimy do nich, by przygotować kolejny artykuł, tym razem o prządkach spod Łysicy.

Tekst: Agata Niebudek-Śmiech, Zdjęcia: Mateusz Wolski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close