Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Egzotycznie brzmiąca tofucznica lub seitan, albo swojskie – tyle że bez nabiału – pierogi ruskie lub sernik. Podczas spotkań Wegańskiej Kuchni Społecznej stoły uginają się pod ciężarem wymyślnych i smakowitych dań. Ale tylko przez moment, bo potrawy znikają w okamgnieniu.

Pasta z tofu i pokrzywy
Reguły Wegańskiej Kuchni Społecznej są proste. „Zasada I: płacisz 10 zł lub wchodzisz za free, pod warunkiem, że przyniesiesz ze sobą dowolną wegańską potrawę. Zasada II: jesz, ile zechcesz, aż Ci brzuchol pęknie, ale pamiętaj, aby podzielić się z innymi”. Celem spotkań jest promowanie weganizmu, jako etycznego sposobu odżywiania, polegającego przede wszystkim na niejedzeniu produktów odzwierzęcych: mięsa, ryb, jajek, nabiału i miodu. Wydarzenie jest otwarte dla wszystkich zainteresowanych, trzeba się tylko zarejestrować przez Internet.
Zaczęło się wiosną 2014 roku od degustacji potraw wegańskich podczas Tygodnia Promocji Wegetarianizmu. Zainteresowanie kielczan przerosło najśmielsze oczekiwania, więc Dariusz Olszewski zdecydował się wykonać kolejny krok i zorganizował Wegańską Kuchnię Społeczną. Takie wydarzenia odbywały się wcześniej w innych miastach, ale nigdzie nie przerodziły się w regularne, comiesięczne spotkania. A tak stało się w Kielcach. Pierwsze odbyły się w Renamencie, ale ten wkrótce okazał się za mały. Kuchnię przygarnęła gościnna Restauracja Pałacyku Zielińskiego, która też pęka w szwach, gdy na wspólny niedzielny obiad przychodzi sto osób. Dzięki temu, że uczestnicy rejestrują się na kolejne spotkania, ich organizator szacuje, że przez 20 edycji przewinęło się już około tysiąca kielczan. – Część uczestników to weganie lub wegetarianie, ale większość to „wszystkożercy” na diecie tradycyjnej, którzy chcieliby spróbować czegoś nowego. Co ciekawe, nie przeważa młodzież, lecz osoby po trzydziestce, które świadomie szukają innego stylu życia – podkreśla Dariusz Olszewski.

Tarta z kremem orzechowym, bananami i czekoladą
– Kielecka Kuchnia ewoluowała, uczestnicy bardzo się wyrobili. Na początku przynosili dosyć proste potrawy, a teraz przygotowują takie, które spokojnie można wpisać w menu dobrych restauracji – ocenia inicjator spotkań.
Wśród stałych bywalców Kuchni Społecznej są państwo Frąckowiakowie, których weganizmem zaraziły dorosłe już córki. Kilka lat temu zrezygnowali z kupowania gotowej żywności, nawet chleb pieką w domu. – Efekty zdrowotne są rewelacyjne: mąż nie ma już problemów z ciśnieniem, przestał łykać tabletki, przez rok schudł 20 kilogramów. Odkrywa nowe smaki i sam zaczął gotować – zachwala pani Katarzyna, podczas gdy jej mąż Michał przygotowuje indyjskie kotlety dyniowe. Frąckowiakowie starają się gotować potrawy sezonowe, a ich specjalnością jest tofu. Comiesięczne spotkania w Pałacyku to dla nich źródło inspiracji. – Kuchnia wegańska jest niezwykle bogata w smaki – ocenia Katarzyna.
Od początku regularnie w spotkaniach uczestniczy też Martyna Samiczak, która z zawodu jest dietetyczką. O Wegańskiej Kuchni dowiedziała się z Internetu. – Unikam produktów pochodzenia zwierzęcego, więc stwierdziłam, że to świetna inicjatywa, w sam raz dla mnie, bo mogę podpatrzeć, co inni gotują – wspomina. Nigdy nie przychodzi na spotkania z pustymi rękoma, za każdym razem przynosi coś innego, dużo zrobiła ciast, był już murzynek i sernik z jagodami, a oprócz tego pasztety i makarony przygotowane na różne sposoby. Zdaniem dietetyczki Wegańska Kuchnia Społeczna to dobry pomysł na to, aby pokazać innym, że weganie nie jedzą samej zieleniny. – Praktycznie każdą tradycyjną potrawę można przygotować na sposób wegański – przekonuje.

Smalec z fasoli
– Społeczeństwo jest nieuświadomione, czym jest weganizm czy wegetarianizm. Ja często słyszę, za przeproszeniem, że „żrę trawę”. To nie jest prawda. Szczególnie, gdy ktoś lubi bawić się kuchnią, może przygotować świetne dania, a przy tym bardziej humanitarne wobec zwierząt – mówi Sebastian Żuchowski, który z dwiema koleżankami po raz pierwszy pojawił się na spotkaniu. Na razie nie przynieśli dań, bo chcieli się rozejrzeć. Szczególnie posmakował im seitan w sosie paprykowym, makaron z sosem pomidorowym i ciasto na ciasteczkach oreo. Zapowiadają, że następnym razem na pewno coś ugotują. – Moim specjałem jest zupa z zielonej soczewicy z kaszą pęczak, z ziemniakami i fasolą szparagową, dobrze przyprawiona. Mam bzika na punkcie przypraw – dodaje Sebastian. Ich zdaniem Wegańska Kuchnia Społeczna to bardzo dobry sposób na promocję takiego stylu życia, bo wiele osób przychodzi na spotkania z ciekawości.
Tomasz Pańczyk i Ania Ślusarczyk nie są wegetarianami, ale interesują się kuchnią roślinną. – Ze względów ideologicznych mogłabym zrezygnować z mięsa, ale potrzebuję inspiracji. Dziś urzekła nas tofucznica – zdradza Ania. – Dużo się słyszy o produkcji mięsa i wtedy odechciewa się go jeść – dodaje jej partner. Przyszli na Wegańską Kuchnię pierwszy raz i od razu przynieśli swoją sztandarową zupę z czerwonej soczewicy oraz roladki z grillowanej cukinii z awokado, nad którymi siedzieli do drugiej w nocy. – Nie ukrywamy, że wizyta tutaj to dla nas pierwszy krok do tego, żeby otworzyć własny lokal wegetariański „z sercem” – zapowiada Pańczyk, który pracuje w gastronomii i gotując, czuje się jak ryba w wodzie. Ania Ślusarczyk wspomina: – Oświeciło nas, gdy będąc w Warszawie zobaczyliśmy tłumy przed wegańskim lokalem Krowarzywa na Hożej. Dobra energia biła od tych ludzi, wszyscy uśmiechnięci. Od razu chciało się tam wejść.

Tekst: Agnieszka Gołębiowska, Fotografie: Mateusz Wolski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close