Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


„Trala Tralalińscy”, czyli Julian Tuwim w muzycznej interpretacji, to najnowsza propozycja Teatru Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach. Znane i lubiane wiersze wybrzmiewają ze sceny w nowej odsłonie. Widzowie zostają wciągnięci w beztroską zabawę słowem, śpiewem, melodią i ruchem scenicznym.

Muzykę do spektaklu skomponowano i nagrano w Krakowskiej Pracowni Dźwięku. Brzmi bardzo nowocześnie, czasami wręcz awangardowo. W połączeniu z rytmami wygrywanymi przez aktorów na instrumentach i elementach scenografii (metalowe bębny, rury) staje się niestety momentami nie do zniesienia i zupełnie zagłusza śpiewających aktorów. Może to wina złego nagłośnienia, a może efekt przerostu formy nad treścią? Dokładnie taka sama sytuacja ma miejsce, jeśli mowa o scenicznej interpretacji wierszy Tuwima. Aranżacje „Słonia Trąbalskiego” czy „Ptasiego radia” zachwycają i pozostają w pamięci. Świetnie przedstawiono również historię „Grzesia kłamczucha i jego cioci”, angażując do udziału w spektaklu najmłodszą część widowni. Natomiast „Lokomotywa” to teatralna tragedia: nie dość, że tekst został zmasakrowany przez aktorów, to gwoździem do trumny okazały się efekty świetlne rodem z filmu katastroficznego klasy D. Miałam wrażenie, że ktoś koniecznie chciał zaimponować mieszanką wielu pomysłów, a afekt osiągnięto marny. Z niepokojem obserwowałam dzieci, które przybyły na premierę. W zamyśle bowiem „Trala Tralalińscy” dedykowani są widzom od lat czterech, ale nie trzeba być specjalistą od rozwoju człowieka, by stwierdzić, że twórcy zapomnieli o podstawowych potrzebach i naturalnych cechach dzieci w tym wieku. Spektakl tak przeładowany bodźcami wzrokowymi i słuchowymi powinien być krótszy, inaczej albo zanudza dzieci, albo wywołuje irytację wynikającą z nadmiaru wrażeń. W efekcie dzieci wierciły się,hciały wyjść, krzyczały, że się nudzą, zaczynały płakać. Kilkoro nawet wyraziło swoje niezadowolenie, że nie ma gdzie potańczyć. To dla mnie kolejny dowód na ignorowanie małego widza. Dominującą potrzebą dzieci w wieku 4+ jest potrzeba ruchu. Gdy połączymy ją z muzyką i piosenkami, chęć własnej ekspresji u maluchów mamy murowaną. Jasne jest, że zamiast sadzać dzieci w rzędach, lepiej byłoby tak przygotować scenę, by miały gdzie pobrykać.



Reżyserowi zabrakło podstawowej umiejętności dostosowania środków wyrazu do potrzeb odbiorców. Trudno też określić, dla kogo tak naprawdę spektakl jest przeznaczony. Małe dzieci mogą się na nim wykończyć psychicznie, starszym grozi nuda, a dorośli woleliby coś z pazurem, drugim dnem, na kształt kabaretu. Całość ratuje gra aktorska. Anna Domalewska kolejny raz udowodniła, że jest stworzona do śpiewu i tańca. Podobnie Ewa Lubacz. Świetnie poradził sobie także Błażej Twarowski. Obserwacja umiejętności scenicznych tej trójki chwilami sprawiała rzeczywistą przyjemność. Ostatecznie ani nie polecam spektaklu, ani go nie odradzam. Jeśli ktoś z sentymentem sięga po twórczość Tuwima, to może spróbować obejrzeć „Trala Tralalińskich” i cofnąć się choć na chwilę do czasów dzieciństwa. Nie zachęcam jednak do zabierania ze sobą małych dzieci. Zdecydowanie bezpieczniej poczytać im te wiersze w domu. •

tekst: Aneta Zychma zdjęcia: Bartek Warzecha

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close