Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


W 1984 roku Kielce doczekały się dworca PKS o nietuzinkowej architekturze i – co ważne – z wzorcowym rozwiązaniem komunikacyjnym. Kosmiczny spodek stał się jednym z symboli miasta. Dziś podupadły budynek czeka na gruntowny remont. Koncepcja już jest, pora na szczegółowe projekty. Zajmą się tym kieleccy architekci i inżynierowie.


Na wzór lotniska

Zacznijmy jednak od początku. Pierwszy przedwojenny dworzec autobusowy znajdował się przy ul. Focha (dziś Paderewskiego), w miejscu, gdzie obecnie stoi gmach kolejowy (róg ul. Panoramicznej). Po wojnie autobusy zatrzymywały się na placu przed dworcem kolejowym, zaś w drugiej połowie lat 50. wybudowano niewielki dworzec PKS przy ul. Czarnowskiej. Ten od początku był kiepski i już po upływie dekady zaczęto myśleć o nowym, lepszym obiekcie. Lepszym, ale bez rewelacji – Kielce miały dostać znacznie mniejsze niż duże miasta wojewódzkie fundusze, a budynek dworca miał być typowy, standardowy.

Jedną z osób wyznaczonych do opracowania koncepcji był specjalista od rozwiązań komunikacyjnych inż. Mieczysław Kubala. Jak dziś opowiada, przeglądał wtedy zachodnie publikacje i w pewnym momencie mocno zainspirował go folder jednego z lotnisk, na terenie którego zastosowano bezkolizyjne rozwiązania komunikacyjne. Stąd właśnie wziął się pomysł, by nowy dworzec został zaprojektowany w oparciu o ruch autobusów na planie „zębatki”. Zębatka niebawem zamieniła się w koło i w zespole kieleckich projektantów zaczęła się rodzić koncepcja okrągłego dworca wyspowego.

Szczęśliwie wersja ta, choć droższa od początkowych założeń, została zaakceptowana przez warszawskich decydentów. W styczniu 1969 roku kielczanie ujrzeli na łamach „Słowa Ludu” zdjęcia przygotowanej przez architekta Edwarda Modrzejewskiego makiety pięknego obiektu o kosmicznych kształtach. Trzeba w tym miejscu dodać, że trzecim z najważniejszych współtwórców projektu stał się konstruktor inż. Jerzy Radkiewicz.

Projekt tak się spodobał w Polsce, że spekulowano, iż stanie się typowym (lokalne gazety uspokajały, że Kielce będą miały pierwszeństwo przed innymi miastami). Doskonała i przede wszystkim oryginalna funkcjonalność dworca sprawiła, że kieleccy twórcy uzyskali patent na zastosowane bezkolizyjne rozwiązania komunikacyjne.


Ruchome schody w lepszych czasach

Wreszcie w 1975 roku stało się – mająca trwać trzy lata budowa ruszyła z miejsca. Trwała 9 lat. Po wielu perturbacjach dworzec oddano do użytku 22 lipca 1984 roku. Choć permanentny kryzys „gierkowsko-jaruzelski” wymusił rezygnację z niektórych rozwiązań (np. ruchomych schodów, na które, zgodnie z decyzją arch. Edwarda Modrzejewskiego, pozostawiono miejsce, wierząc że zostaną zrealizowane później), Kielce zyskały świetny obiekt, który błyskawicznie stał się wizytówką miasta.

Na miejscu gęstej zabudowy dawnej elektrowni i dawnych zakładów spirytusowych „Etyl” stanął obiekt jednocześnie funkcjonalny i piękny, zaskakująco świetnie współgrający krajobrazowo ze stojącym obok neogotyckim kościołem Św. Krzyża. Przy czym, jak podkreślał zmarły niedawno architekt dworca, jest to obiekt stricte modernistyczny – wszystko, co widzimy na zewnątrz jest bezpośrednią pochodną funkcji. Edward Modrzejewski, wstrząśnięty niedawnymi planami budowy w tym miejscu galerii handlowej z podworcową „czapką” jako pamiątką (i nowego ciasnego dworca upchniętego z boku działki) stwierdził, że jeśli dotychczasowy obiekt nie miałby pełnić swojej funkcji, lepiej by został całkowicie wyburzony i by postawiono na jego miejscu coś całkiem nowego.

A na ścianach ćmielowski porcelit

Wróćmy jednak do lat 80. Mimo kryzysu, nowo oddany dworzec uzyskał szereg nowoczesnych rozwiązań, w tym telewizję przemysłową (monitoring) i system klimatyzacji, którego elementem była fontanna przy ulicy Czarnowskiej. Zyskał także pięknie zaprojektowaną zieleń, o którą dbał specjalnie zatrudniony ogrodnik. Dworzec, zbudowany na bardzo grząskim terenie, został posadowiony na 218 palach. Główną halę w ciągu dnia oświetlały dziesiątki okrągłych świetlików umiejscowionych w półokrągłym dachu. Nocą rozświetlona sztucznym światłem kopuła wyglądała imponująco. Wnętrze zyskało świetnie wyglądające konstrukcyjne kolumny, sufity z „plastrów miodu”, podłogi ze strzegomskiego granitu i ściany obłożone potłuczonym ćmielowskim porcelitem. Wszystko to zaprojektował Andrzej Grabiwoda.

Zewnętrzne pierścienie kieleckiego UFO to szerokie, zadaszone perony dla pasażerów. Porównajmy wygodę i bezpieczeństwo podróżnych osiągnięte przy tym rozwiązaniu z wygodą i bezpieczeństwem na np. nowym dworcu krakowskim… No właśnie.


Powolna dewastacja

Niestety świetność kieleckiego spodka trwała krótko. Po 1989 roku, zarządzany przez państwowe przedsiębiorstwo PKS w Kielcach, obiekt zaczął szybko podupadać. Najpierw, poza kilkoma oryginalnie zaprojektowanymi punktami handlowymi, powstało mnóstwo oblepiających ściany nowych kiosków – niestety całkowicie ze sobą niespójnych: bazarowych i tandetnych. W 1995 roku zasypano fontannę, potem wygaszono świetliki, zaś w 2007 roku, za pieniądze pozyskane ze sprzedaży działki przy ul. Zagnańskiej, podczas remontu zdewastowano architekturę antresoli (m.in. likwidując przeszklenia od sufitu i malując ściany na majtkowy róż).


Właścicielskie zamieszanie

Od tego czasu zaczęły się ważyć losy dworca. Coraz częściej mówiono, że to znakomity teren na galerię handlową. Państwowa spółka szybko przejadła pieniądze za sprzedaż terenu dawnej bazy PKS i popadła w kolejne milionowe długi. Zaczęto mówić na przemian albo o prywatyzacji, albo o komunalizacji na rzecz samorządu Kielc lub samorządu województwa. W pewnym momencie komunalizacja na rzecz miasta wydawała się już nawet prawie pewna, jednak zablokował ją przewodniczący regionalnej „Solidarności”.

Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Władze Kielc rozpoczęły tworzenie, mającego na celu ochronę dworca, miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. W końcu Minister Skarbu Państwa za 10 mln zł sprzedał prywatnej firmie przedsiębiorstwo PKS w Kielcach, wraz z dworcem i terenem wokół niego. Inni potencjalni kupcy, znając zapisy czekającego na uchwalenie planu zagospodarowania, nie zdecydowali się na udział w przetargu. Władze Kielc również nie wzięły w nim udziału, nie chcąc kupować firmy wraz z pracownikami.

Nowy właściciel postanowił zagrać va banque i nie dopuścić do uchwalenia ochronnego planu. Kieleccy architekci, urbaniści, środowiska konserwatorskie, historycy sztuki i społecznicy mocno zaangażowali się wtedy w obronę dworca. Udało się – plan, mimo sprzeciwu części radnych, został uchwalony. Prywatny właściciel, który w międzyczasie zwolnił prawie wszystkich pracowników PKS, przestał ogrzewać dworzec i publicznie straszył, że go zamknie, ogrodzi i nie będzie inwestował ani złotówki w jego bieżące utrzymanie. Całe szczęście to przeciąganie liny skończyło się dla dworca dobrze. Władze miasta doszły do porozumienia z właścicielem i za 20 mln zł kupiły od niego dworzec oraz teren wokół niego (ale już bez przedsiębiorstwa i jego pracowników).

Wizualizacja ze zwycięskiego projektu.

Dworzec w rękach kielczan

Gdy tylko właścicielem stało się miasto, dworzec po raz pierwszy od dawna dokładnie wymyto. Po wielu latach przerwy świetliki kopuły, choć zmatowiałe, znów zabłysły. Niedługo potem miasto, we współpracy ze Stowarzyszeniem Architektów Polskich, ogłosiło konkurs architektoniczny na odnowę dworca z warunkiem zachowania całej oryginalnej konstrukcji. 19 grudnia ogłoszono wyniki. Okazało się, że znów nad dworcem pracować będą kieleccy architekci! Spośród ośmiu dopuszczonych najlepszą okazała się praca kielczan Marcina Kamińskiego i Bartosza Bojarowicza. Co ważne, autorom, przy zastosowaniu współczesnych materiałów i technologii, udało się zachować ducha designu lat 70. Prace budowlane rozpoczną się po przygotowaniu szczegółowego projektu jesienią 2017 roku. Szacowany koszt inwestycji to około 40 mln zł (przy 85-procentowym dofinansowaniu ze środków UE). Kielecka perełka architektoniczna w nowej odsłonie ma rozbłysnąć pod koniec 2018 roku. Czekamy!

Dziękuję pani Ninie Modrzejewskiej za udostępnienie archiwum jej męża.

Tekst: Rafał Zamojski

Zdjęcia czarno-białe i pocztówki pochodzą z archiwum Edwarda Modrzejewskiego i archiwum P. M., zdjęcie z budowy dworca: Tadeusz Jakubik.

 

Wizualizacje: Kamiński&Bojarowicz Architekci

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close