Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Bruksela. Stolica Europy. Tu tłum turystów z całego świata miesza się z urzędnikami unijnymi właściwie na każdym kroku. To też miejsce, gdzie… sikać każdy może.

Z tym sikaniem to nie żart. Gdyby – jak w popularnej, telewizyjnej „Familiadzie” – zapytać o symbol Brukseli, najwięcej głosów zdobyłaby odpowiedź, że jest nim sikający chłopiec. Na dalszych miejscach byłyby praliny, rodzina królewska, secesja, instytucje europejskie oraz komiks. I właśnie tym tropem ruszamy dziś przez ulice i place Brukseli.

Bruksela sikająca

Skrzyżowanie Rue de l’Etuve i Rue du Chêne to obowiązkowy punkt zwiedzania Brukseli. Właśnie tu ustawiona jest figurka sikającego chłopca zwana Manneken Pis. Jest niewielka. Ma raptem 30 cm wysokości. Pierwszą, w kamieniu, miano wykuć już w XV w. Kolejną na początku XVII w. odlał Jerôme Duquesnoy. Na ulicy stoi dziś jej kopia. Oryginał trafił do muzeum, podobnie jak stroje, w jakie sikający chłopiec jest ubierany z okazji różnych ważnych i mniej ważnych wydarzeń. Kolejne ubranka zaczęły przywozić do Brukseli oficjalne delegacje, więc dziś Manneken Pis może pochwalić się naprawdę pokaźną garderobą.

Skąd w ogóle wziął się sikający chłopiec? Najpopularniejsza encyklopedia internetowa przytacza dwie legendy. Pierwsza mówi o polowaniu, w trakcie którego miał zaginąć syn króla. Po kilku dniach bezowocnych poszukiwań jeden z myśliwych miał usłyszeć „szemrzący strumyczek”. Odchyliwszy gałęzie ujrzał nie płynącą wodę, ale sikającą zgubę. W drugiej z legend mowa jest o oblężeniu Brukseli. By dostać się do środka miasta, próbowano użyć materiałów wybuchowych. Płonący lont miał ugasić właśnie… mały chłopiec, którego na pamiątkę uwieczniono w formie rzeźby.

To nie koniec sikającej Brukseli. Przechodząc przez elegancki Grand Place, dotrzemy w rejon Rue des Bouchers. Tu, na końcu wąskiej Impasse de la Fidélité, w 1987 roku Denis-Adrien Debouvrie ustawił figurkę sikającej dziewczynki, zwaną Jeanneke Pis. Z kolei dwanaście lat później na rogu Rue des Chartreux i Rue du Vieux Marché aux Grains uliczny słupek zaczął obsikiwać pies. Zinneke Pis to pomysł Toma Frantzena. Nawiązywać ma do bezpańskich psów, których watahy koczowały w okolicach przepływającej przez Brukselę rzeki Zenne. W lokalnym dialekcie Zinneke oznacza mieszańca. Stąd też sikający pies to zwykły kundelek.

Bruksela czekoladowa

Wędrując uliczkami i placami od jednej do drugiej sikającej postaci, co rusz poczujemy intensywny zapach… Nie, wcale nie to miałem na myśli… Intensywny zapach czekolady, która wylewa się z niewielkich fontann w ekskluzywnych sklepach. W każdym z nich można pralin skosztować. A później wybrać, zważyć, zapakować i… zabrać do domu, by wspominać chwile spędzone w Brukseli.

Ale Belgia nie byłaby czekoladową potęgą, gdyby nie kilka postaci. Pierwszą z nich był Leopold Ludwik Filip Maria Wiktor Koburg, znany lepiej jako Leopold II. W 1884 roku został władcą Konga, będącego belgijską kolonią. Jego rządy miały ciemną stronę: sprzyjał niewolnictwu i ekspansywnej gospodarce, wykorzystującej kość słoniową. Ale Kongo to też plantacje kakaowców. To dzięki nim Belgia zyskała swój sztandarowy produkt, jakim do dziś podbija świat.

Drugą ważną dla belgijskiej czekolady osobą był Jean Neuhaus II. Na początku XX w. postanowił zmodyfikować nieco przepis aptekarski dziadka. W słodką otoczkę z czekolady spróbował zamknąć nie medykamenty, a nadzienie. W ten sposób powstały praliny. Trzy lata później jego żona wymyśliła dekorowane pudełka. Do dziś czekoladki dostępne w wielu zakątkach starówki sprzedawane są w ozdobnych puzderkach. Najlepszym miejscem, by słodycze wybrać i podziwiać jest jednak Galeries St-Hubert. To elegancki, zadaszony pasaż handlowy wzniesiony w połowie XIX w.

Bruksela Francja-elegancja

Nieco starsze są zabudowania wokół Place Royale. Jego centralne miejsce zajmuje konny pomnik Godefroida de Bouillon z Brabancji, bohatera pierwszej wyprawy krzyżowej. W XVIII stuleciu to tu powstała dzielnica królewska. Za klasycystyczną fasadą wschodniej pierzei skrywa się Eglise St-Jacques-sur-Coudenberg. Kolejny kwartał zajmuje Palais Royal, czyli rezydencja belgijskiej rodziny królewskiej. Z przodu, w miejscu dawnych terenów łowieckich, rozciąga się założony w II połowie XVIII wieku park. W pobliżu działa też Musées royaux des Beaux-Arts z dziełami takich twórców, jak Pieter Paul Rubens, Antoon van Dijk czy Brueghelowie. Zainteresowanie królów sztuką nie skończyło się na starych mistrzach. W drugim skrzydle prezentowane są dokonania XX-wiecznych artystów, tworzących w nurcie surrealizmu, fowizmu czy abstrakcji.

Elegancka Bruksela może się też pochwalić secesją. Jej najsłynniejszym przedstawicielem był Victor Horta, którego architektoniczne dokonania w 2000 roku znalazły się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Miłośnicy tego nurtu powinni zajrzeć do jego domu połączonego z pracownią przy Rue Américaine. Kolejne prace to Hôtel Tassel, Hôtel Solvay oraz Hôtel van Eetvelde. Jest w nich wszystko, z czego secesja słynie. Kute balustrady, płynne kształty, nawiązania do świata natury…

W pobliżu ostatniego z tych budynków, przy Square Ambiorix, znajduje się jeszcze jeden secesyjny symbol Brukseli. Zaprojektowana przez ucznia Horty Gustave’a Strauvena kamieniczka ma zaledwie cztery metry szerokości! Śmiało może więc szczycić się mianem najwęższego domu w Brukseli. Najwęższego. I w pełni secesyjnego!

Bruksela europejska

Długa i prosta Rue Luxembourg prowadzi ze starej Brukseli do serca nowoczesnej dzielnicy europejskiej, a bramą do niej – dawny dworzec Bruxelles-Luxembourg, za którego historyczną fasadą dziś skrywa się Stacja Europa. Na placu przed nią – jak gdyby nigdy nic – sprzedaje się warzywa, ekologiczne produkty, jadło regionalne. Ot, europejski standard, do którego w Polsce dopiero dorastamy.

By docenić zasługi Polaków w walce o wolność, jedną z alei na terenie Parlamentu Europejskiego nazwano Esplanadą Solidarności 1980. W pobliskim Parlamentarium pokazano, czym jest demokracja, a także jakie korzyści dla poszczególnych państw przyniosła Unia Europejska. Sam Parlament Europejski nie jest – jak mogłoby się wydawać – oblężoną twierdzą. Tak naprawdę każdy może do niego wejść. Warunek jest jeden – przejście przez kontrolę bezpieczeństwa połączoną z prześwietlaniem bagażu. W środku zaś na zwiedzających czekają już audioprzewodniki z wgranymi informacjami we wszystkich 24 unijnych językach, a więc też z używanymi przez niewielkie społeczności irlandzkim czy maltańskim. Miejscem, gdzie chętnie fotografują się turyści, jest szereg flag wszystkich 28 państw członkowskich (jeszcze z Wielką Brytanią). Inną z atrakcji jest możliwość zajrzenia z balkonu na salę plenarną, gdzie zapadają najważniejsze decyzje unijne.

Dom Historii Europejskiej – kolejne ważne miejsce dzielnicy – to muzeum pokazujące dzieje kontynentu od demokracji ateńskiej, przez ciemne strony historii (niewolnictwo, wojny i dyktatury), po współczesność. Dopełnieniem wizyty w Parlamencie Europejskim powinien być spacer do budynku Komisji Europejskiej. Błękitne flagi ze złotymi dwunastoma gwiazdkami odcinają się od stalowo-szarej fasady gmachu zwanego Barlaymont.

Bruksela komiksowa

Obraz Brukseli nie byłby pełny bez jej komiksowego oblicza. Wędrując przez zakamarki starego miasta natrafimy na komiksowe murale. Jedną z bram zamieniono w wioskę Smurfów, na kolejnej ścianie widnieją bohaterowie Franka Pé, a na jeszcze innej po namalowanych schodach przeciwpożarowych, zbiegają kapitan Baryłka i Tintin. Wymyślony przez Georgesa Remi (znanego lepiej jako Hergé) Tintin to w Belgii postać kultowa. Reporter, który przejechał świat wzdłuż i wszerz, doczekał się nie tylko serii komiksów (znane są także w Polsce), ale też gadżetów – kubków, koszulek, toreb – na których dziś jest wszechobecny.

By przekonać się, jakie miejsce w Belgii zajmuje komiks, wystarczy wejść do jednej z księgarń. Liczba woluminów nie idzie w setki, ale tysiące. Nie dziwi więc, że komiks doczekał się w Brukseli własnego muzeum. W Centre Belge de la Bande Dessinée można prześledzić historię gatunku, podejrzeć proces powstawania komiksów (od scenariusza i szkiców po gotowe plansze) czy też wejść w świat Tintina i Smurfów. Na ekspozycję składają się prace Peyo, Hergé, Regisa Loisela, Williama Vance, ale też naszych rodaków: Grzegorza Rosińskiego czy Zbigniewa Kasprzaka.

Intrygujący jest też sam budynek muzeum. To jeszcze jedno dzieło Victora Horty. Tym samym secesja i komiks osiągają idealną symbiozę. W Brukseli, gdzie łączą się i przeplatają ze sobą nacje, religie, tradycje, style i smaki nie tylko z Europy, ale całego świata, to w końcu nic nadzwyczajnego.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kłopotowski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close