Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Stoję na porośniętym trawą, stromym grzbiecie. Przede mną przepaść, za mną odgrodzone siatką pola uprawne. Przystaję na chwilę, by złapać oddech i nasycić oczy wszechogarniającą zielenią. Próbuję wyobrazić sobie, że dawno, dawno temu było tu przejrzyste, ciepłe morze.

 

Pierwsza myśl, jaka przychodzi mi do głowy, to żal, że morze nie chciało zadomowić się na stałe i „odpłynęło”. Zresztą nie tylko stąd, bowiem takich miejsc, gdzie miliony lat temu królowały lazurowe wody, było znacznie więcej. Na obszarze obecnej Kotliny Sandomierskiej, wszędzie gdzie okiem sięgnąć, szumiało ciepłe morze, a nieco dalej – w rejonie Ponidzia – ląd wrzynał się w jego wody, tworząc płytką zatokę. Temperatura powietrza była bardzo wysoka i sięgała 40 stopni C. Silne parowanie powodowało wytrącenie się gipsu, a stąd już tylko krok do tego cudu natury, jakim jest największa w Polsce jaskinia gipsowa i rezerwat Skorocice. Mało znany, ukryty skromnie na skraju niewielkiej wioski w gminie Wiślica i pewnie przytłoczony jej historyczną sławą. Ale odwiedzając to ponoć najmniejsze w Polsce miasto, warto zajrzeć do Skorocic i zachwycić się wykształconą w gipsach doliną.

Sto domów, jedno molo
Wioletta Papaj, sołtyska Skorocic nie ma wątpliwości, że rezerwat, którym chlubi się cała wieś, zasłużył na większa sławę. – Turyści owszem przyjeżdżają, ale nie są to jakieś tłumy. Czasem zjawi się tu jakiś pojedynczy zwiedzający, czasem większa zorganizowana grupa – mówi. – Z pewnością przydałoby się dokładniejsze oznakowanie tego miejsca i lepsza promocja. Skorocice to niewielka wieś, niespełna sto domów, niewiele ponad 350 mieszkańców. Tych zresztą ubywa, bo jeszcze osiem lat temu było ich dokładnie 370. Cóż, niż demograficzny zapukał i do tej urokliwej wioski, w której wprawdzie nie ma ani szkoły, ani kościoła, ale jest prężnie działające Koło Gospodyń Wiejskich i mająca długie tradycje Ochotnicza Straż Pożarna. – Mamy jeszcze molo – chwali się sołtyska. Rzeczywiście kilka lat temu na leżącym w sercu wsi stawie zbudowano molo o długości 18 metrów. Cała konstrukcja trzyma się na 30 palach. Ale to nie na spacery po platformie ciągną turyści, lecz do pobliskiego, zajmującego powierzchnię prawie 8 ha, rezerwatu.

Pięknie tu i urokliwie. Zresztą całe Skorocice urzekają swoim pięknym krajobrazem. O Ponidziu myśli się zazwyczaj, jak o krainie łagodnej, płaskiej, poprzecinanej gdzieniegdzie wijącą się wstęgą Nidy. Tymczasem Skorocice wznoszą się i opadają. Wspinasz się po głównej trasie, u szczytu której wita cię przydrożna kapliczka, by za chwilę zanurzyć się w wąwozie. Tak to natura przed tysiąclecia „bawiła się” tym pejzażem, dając nam wyłożoną gipsami dolinę. – Rzeczywiście krajobraz jest niezwykły, tak zresztą jak całe Ponidzie – mówi Grzegorz Szlefarski, przewodnik świętokrzyski, który wielokrotnie odwiedzał te okolice ze zorganizowanymi wycieczkami. – Niecka Nidziańska znana jest w Polsce z występującego tu skał gipsowych i zjawisk krasowych, czyli procesu ich rozpuszczania przez wody powierzchniowe i podziemne. Powstałe w ten sposób formy są niezwykle oryginalne.

W korytarzach i pieczarach
Krajobraz rezerwatu Skorocice przypomina ogromny lej. Przez krótką chwilę wędruję zadrzewioną aleją, na której końcu moim oczom ukazuje się ogromna dolina. Rzeczywiście ma się wrażenie, jakby na długości kilkuset metrów ziemia zapadła się, żłobiąc głęboki wąwóz. Dokładnie ma on długość 750 metrów, zaś szerokość 80 metrów. Gipsowe ściany w najwyższych punktach sięgają nawet 13 metrów. Jak powstała ta unikatowa kotlina? Pierwszym winowajcą jest płynący po terenie potok i jego erozyjna działalność. Rwąca woda żłobiła teren, nadając mu charakterystyczny kształt wgłębienia. Ale swoje zrobiły również zapadające się fragmenty jaskiń krasowych. To one stanowią największą, obok odsłoniętych bloków gipsowych, atrakcję rezerwatu. Ale i Potok Skorocicki nie daje o sobie zapomnieć, płynąc nie tylko dnem wąwozu, ale i miejscami wcinając się w korytarze jaskini. Jej długość to około 280 metrów, ale zbyt dalekie zapuszczanie się w korytarze może być ryzykowne, bowiem zbudowane z gipsu ściany i strop są dość miękkie, mało stabilne i grożą zawaleniem. W wielu miejscach woda wypłukała gips ze stropów, więc dochodzi tam światło słoneczne, co sprawia, że w gipsowych ścianach tworzą się oryginalne refleksy.

Wystarczy zrobić kilka kroków w głąb jaskini i przyjrzeć się dokładnie jej wnętrzu, by zauważyć warstwę skał, które najwyraźniej oderwały się od podłoża. Bezpieczniej więc poświęcić czas na spacer po wąwozie, choć przyznać trzeba, że od czasu do czasu w rezerwacie Skorocice pojawiają się śmiałkowie, którzy decydują się penetrować wnętrze gipsowych podziemnych korytarzy. Przyciąga ich sława najdłuższej w Polsce jaskini gipsowej, która choć nie może pochwalić się fantastycznymi formami naciekowymi, zachwyca jednak swoją oryginalnością i tajemniczością. Zdecydowanie jednak więcej czasu warto poświęcić na spacer po dnie wąwozu. Największe wrażenie robią odsłonięte gipsowe ściany, które wyglądają tak, jakby ktoś ciasno poukładał jedną warstwę na drugą. Miejscami na te skalne bloki wciska się roślinność, zresztą wąwóz jest mocno zadrzewiony, miejscami aż trudno przedrzeć się przez gęstwinę krzewów i wijących się u podnóża pnączy. Roślinność rezerwatu Skorocice to też powód do dumy, bowiem zadomowiły się tu chronione gatunki typowe dla stepów, takie jak jaskier iliryjski, rezeda mała czy miłka wiosenna. Ciekawa jest historia sierpika różnolistnego o charakterystycznych, skupionych w koszyczku różowopurpurowych kwiatach. Otóż w Polsce występuje on jedynie w Górkach koło Wiślicy i właśnie w Skorocicach. Ten kwiat objęty szczególną ochroną dziwnym trafem upodobał sobie prywatną działkę obok rezerwatu, z którego powoli zaczął się wycofywać. –Realizując projekt LIFE + do końca ubiegłego roku, planowaliśmy założenie plantacji nasiennej ze zbiorów pochodzących z tego prywatnego pola, ale właściciel nie zgodził się, więc zdecydowaliśmy się przenieść do rezerwatu i tu prowadzić prace mające na celu ochronę siedlisk tej rośliny – mówi Tomasz Hałatkiewicz, dyrektor Zespołu Świętokrzyskich i Nadwiślańskich Parków Krajobrazowych. Dzięki temu do rezerwatu w Skorocicach „wrócił” fioletowy sierpik i cieszy oczy turystów odwiedzających to miejsce.

Swego nie znacie…
Wnikliwy badacz natrafi tu na osobliwego chrząszcza, ryjkowca czy motyla z rodziny modraszków. Źródła donoszą, że właśnie rezerwat w Skorocicach upodobały sobie piewki cykady, których ojczyzną są stepy południowej części Rosji. W słoneczne, letnie dni owady te urządzają piękne koncerty. A gdybyśmy jednak chcieli zapuścić się i to koniecznie wieczorową porą w skalne korytarze, to w gipsowych szczelinach napotkamy olbrzymiego, owłosionego pająka czarnego. Ci, którzy nie tęsknią za spotkaniem z pająkiem, mogą podziwiać pięknie wyrzeźbione gipsy, zapadliska, wywierzyska, lejki i charakterystyczne krystaliczne odsłonięcia warstw gipsu, przypominające jaskółcze ogony. Niezwykłą atrakcją jest skalny most biegnący nad zapadliskiem, którym możemy dostać się na jego drugą stronę. Tylko on ostał się po erozji i zapadnięciu się jaskiń. Sporo wrażeń dostarcza wdrapanie się na samą górę i podziwianie zapadliska z wysokości. To jednak atrakcja dla tych, którzy nie mają lęku wysokości, bowiem droga prowadzi bardzo wąską ścieżką. Po jednej jej stronie jest przepaść, po drugiej pola uprawne i rozciągnięte częściowo ogrodzenie prywatnych posesji. Ale jeśli odważymy się wejść na grzbiet, widok jest naprawdę imponujący – jak na dłoni widzimy łagodne garbie i ostre kontury gipsowych ścian, zapadające się fragmenty ziemi, wejścia do jaskini i niewielkie ciemne, kuliste dziury zapowiadające wejście do jam.

– To miejsce z pewnością jest urokliwe, choć jeszcze nie odkryte – mówi Grzegorz Szlefarski. – Szczególna gratka dla miłośników geologii, bo Skorocice, jak i zresztą całe Ponidzie, są jedynym w Polsce tak dużym skupiskiem skał gipsowych. Przy okazji wizyty w rezerwacie można odwiedzić Chotel Czerwony, Przęślin, Krzyżanowice czy Góry Wschodnie. Warto podkreślić, że część Ponidzia, zwana Ostoją Nidziańską w 2013 roku została nominowana przez magazyn „National Geographic” w plebiscycie „Siedem nowych cudów Polski”. Z pewnością to zasłużone wyróżnienie, które powinno skłonić nas do odwiedzenia gipsowego wąwozu. Ale jak to mówi stare porzekadło – cudze chwalicie, swego nie znacie…

Odkryć i wypromować
– Poprzez swoje urozmaicenie Skorocice są jednym z najciekawszych rezerwatów w naszym województwie – przekonuje dyrektor Hałatkiewicz. – Niestety, jest mało rozreklamowany i to nawet w grupie tzw. turystyki przyrodniczej. Bez wątpienia miejsce to wymaga mądrego zagospodarowania, bo przecież jego położenie – w bliskiej odległości od Buska czy Wiślicy – jest niewątpliwym atutem. Ale każdy turysta, który chce coś przeżyć i czymś się zachwycić, oczekuje odpowiedniej infrastruktury, jak chociażby parkingu. Tomasz Hałatkiewicz zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt – niegdyś w skorocickim wąwozie wypasane były kozy i owce. Dzięki temu siedlisko przyrodnicze zachowane było w należytym stanie. Widać to na starych fotografiach, na których w wąwozie nie ma żadnych krzewów czy tłumiących rośliny chaszczy. Ale zwierzęta zniknęły z krajobrazu i to wcale nie dlatego, że gdy utworzono tutaj rezerwat, zabroniono wypasu. Rolnikom po prostu się to nie opłaca, wielu z nich idzie na skróty i żywi zwierzęta wyłącznie paszami. A to nie służy ani im, ani przyrodzie, która straciła naturalne kosiarki. – Dzięki programowi LIFE+ prowadziliśmy na Ponidziu wypas owiec, ale akurat Skorocic to działanie nie objęło.

Tymczasem na terenie rezerwatu powinien być prowadzony wypas, bo tylko w taki sposób można uratować to miejsce przed zniszczeniem naturalnych siedlisk przyrodniczych – przekonuje Tomasz Hałatkiewicz. – Ale tu potrzebne jest wsparcie dla rolnika. Mam nadzieję, że uda nam się pozyskać jakiejś zewnętrzne fundusze na uruchomienie programu podobnego do LIFE+. Pracujemy nad tym bardzo intensywnie. Opuszczam urokliwe Skorocice. Spokojnie tu i cicho. Cały czas trzymam się szlaku niebieskiego, który wiedzie z Pińczowa aż do Wiślicy, zahaczając po drodze o punkty gipsowej krainy. Nie ma szans, by przejść za jednym zamachem całą trasę. Nic to. Resztę zachwytu nad pięknym Ponidziem zastawiam sobie na wiosnę. •

tekst i zdjęcia Agata Niebudek-Śmiech

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close