Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Tadeusz, chodź położymy się na chwilę, odpoczniemy – proponuje mężowi Barbara. Ostatnie miesiące dla dwójki tych ludowych artystów nie były najłatwiejsze. Miedziana Góra, to może jeszcze nie jest ich Ziemia Obiecana, ale na pewno Przylądek Dobrej Nadziei.

Drzwi do ich domu – starej przyczepy kempingowej – uchylają się ze zgrzytem. Do środka wsuwa się obiektyw aparatu i zachłannie kradnie chwilę. Tadeusz Koniarz, fotoreporter z Tarnowa, towarzyszył Państwu Buczyńskim w drodze z Pacanowa do Miedzianej Góry. Kadr z ostatniego etapu ich drogi ku lepszemu, wzbudził najwięcej emocji i został dostrzeżony wśród setek zdjęć zgłoszonych do ogólnopolskiego konkursu fotograficznego Grand Press Photo. Na fotografii Tadeusz Buczyński wpatrzony w swoją żonę, ona trzymająca Biblię w ręku i ich „dom”…

Barbarę i Tadeusza Buczyńskich spotykam w Miedzianej Górze. Miejscu, gdzie dostali bezpieczne schronienie. – Ja zbyt emocjonalnie do tego podchodzę, lepiej niech mąż mówi, on zawsze umiał dobrze opowiadaćzastrzega od razu Barbara. Trzy szklanki herbaty z cytryną i talerzyk świeżo obranych jabłek stoi przede mną, kiedy Tadeusz rozpoczyna swoją opowieść.

Retrospekcja

Ta część historii, choć to trochę ponad 50 lat, jest jakby za mgłą. Wiemy niewiele. Sami jej bohaterowie niechętnie mówią o tym, co się zdarzyło. Tak, jakby ich życiowa energia skupiła się wyłącznie na tym, co dane im było tworzyć i przeżywać tutaj, w świętokrzyskim. Artyści pochodzą z Gdańska, przez 30 lat mieszkali w Jeleniej Górze, gdzie zajmowali się m.in. robieniem szopek. Wykonywali także renowację ołtarzy i figur kościelnych na Dolnym Śląsku. Rok tworzyliśmy naszą pierwszą szopkę. Zawieźliśmy ją do Krakowa. Zajęliśmy trzecie miejsce w tym konkursie… Może byłoby i drugie, ale szopka nie była ruchoma. A potem spacerując po lesie, zobaczyłam korzeń. I mówię do męża: Tadziu, a jakbyśmy coś z tego zrobili? Tadziu na to: Świeczniki! I tak wspólnie rodzą nam się pomysły – mówi Barbara.

Pierwsza galeria ich autorskich figur powstała w Płoninie w 2000 roku. „Rajski ogród” stał się częścią przyzamkowego ogrodu. Niestety, kiedy spadkobierca nieruchomości wrócił, Państwo Buczyńscy stracili wszystko. Tak oto zamieszkali w przyczepie. Ale nie narzekam, mam w niej ładnie, jak w bajce! – tłumaczy Barbara.

Świętokrzyskie część I – Śladków Mały

W 2008 roku artyści przyjechali do Kielc, w rodzinne strony Barbary. Niestety ostatnia krewna w niedługim czasie zmarła. Państwo Buczyńscy znowu zostali sami. Zaczęli szukać miejsca, w którym mogą zatrzymać się ze swoim kempingiem. Spotkali się z burmistrzem Chmielnika.

– Przedstawiliśmy, że jesteśmy artystami ludowymi i poszukujemy kawałka ziemi z dostępem do mediów, a w zamian w ciągu dwóch lat stworzymy Skansen Twórczości Ludowej. Pokazaliśmy zdjęcia, co udało nam się zrobić w Jeleniej Górze. Pojechaliśmy wspólnie do Śladkowa Małego. Tam burmistrz pokazał nam budkę, która miała być punktem informacyjnym pierwszej w Polsce wioski agroturystycznej, a która wtedy stała pusta. Mogliśmy zostać na trzy lata. I tak zaczęliśmy prace nad pierwszą wystawą. Kilka figur mieliśmy już gotowych, jakieś pajacyki z brzozy… Ale nasz cel był dużo ambitniejszy. Chcieliśmy pokazać ludziom, że można stworzyć coś z niczego – opowiada Tadeusz.

Rzeźby Państwa Buczyńskich są proste. Powstają z surowego kawałka drewna, gałązek lub korzeni. Dopiero potem są strojone. Artyści tworzą ich kostiumy z materiałów, które mają pod ręką, dokupują części garderoby w second-handach i na bazarkach.

Pierwszą wystawą było „Wesele”. W kampingu mieliśmy dużo sukien, które przywieźliśmy jeszcze z Jeleniej Góry. Panny na tym weselu były bogato wystrojone – opowiada Tadeusz.

Wystawa przyciągała uwagę przejeżdżających pobliską drogą. Państwo Buczyńscy prowadzili księgę gości. Wśród zapisków przewija się wiele ciepłych słów dowodzących, jak ta prosta w swej konstrukcji ekspozycja wzbudza radość i przywraca dziecięce wspomnienia.

Każdego dnia ktoś nas odwiedzał. Samochody zatrzymywały się jeden za drugim – opowiada Tadeusz. A ile anegdot można by przytoczyć! Pamiętam, jak odwiedziła nas starsza pani, która jeździła po Polsce i poszukiwała grobów swoich bliskich. Z Poznania jechała do Buska. Weszła na naszą wystawę z mnóstwem papierów pod pachą i psem na smyczy. Jamnika miała. I ten jamnik zaczął się zaprzyjaźniać z naszą kozą. I nagle koza wystraszyła pieska. On owinął się smyczą wokół nóg szanownej pani i ta nagle jak nie gruchnęła na ziemię. Koza w strachu, papiery fruwają, pies szczeka. Istny cyrk.

Chroberz – II przystanek w regionie

Coraz więcej osób interesowało się działalnością Państwa Buczyńskich. Artyści zostali zaproszeni do Pałacu Wielopolskich do Chrobrza. Wystawa „Sztuka naiwna – czyli coś z niczego” cieszyła oko odwiedzających pałacowy park.

Pałac jest dziś siedzibą Ośrodka Dziedzictwa Kulturowego i Tradycji Rolnej Ponidzia, w parku znajduje się stała wystawa „Kultura Rolna XIX i XX wieku”. Na wystawę rzuciłyśmy okiem, do pałacu nie weszłyśmy, bo zatrzymał nas widok figur stojących między drzewami… Drewniane postaci, ze skrzydłami i bez, i drewniane zwierzątka zawładnęły parkiem. Aniołom i nieaniołom towarzyszyli ich twórcy, para artystów, Barbara i Tadeusz Buczyńscy. Tworzą, prowadzą warsztaty artystyczne, promują sztukę ludową i region – chapeau bas! – czytamy na blogu „Moje klimaty”.

Państwo Buczyńscy wspierali promocję regionu, władz samorządowych i lokalnych. Często brali udział w wydarzeniach w różnych częściach województwa. Zawsze byli ciepło witani przez gospodarzy, a ich stoisko przyciągało rzesze widzów.

Ludzie nam wierzyli i dostrzegali naszą ciężką pracę, bo my pracy nigdy się nie baliśmy. Jak już podejmowaliśmy się jakiegoś tematu, to angażowaliśmy się całkowicie – zapewnia Barbara.

Kolejne miejsca, projekty, sukcesy

Para artystów uczestniczyła w wielu widowiskach. Jednym z nich była śpiewogra świętokrzyska „Od Sabatu do Ornatu”, do której słowa napisał poeta Adam Ochwanowski, muzykę Bronisław Opałko, a reżyserował Szczęsny-Wroński. W 2012 roku ich prace dostrzeżono podczas Festiwalu Scyzoryki, w kategorii sztuki plastyczne.

– Figury kobiety i mężczyzny nazwaliśmy „Małżeństwo z rozsądku”. Pamiętam, jak okazało się, że nasza praca zakwalifikowała się do finału. Mieszkaliśmy wówczas w Śladkowie Małym, figury trzeba było dostarczyć do Instytutu Sztuk Pięknych UJK. A one były wielkości człowieka! Na szczęście mieliśmy transport, bo sklepikarz akurat jechał po towar do Kielc. Już o godz. 3 rano byliśmy pod Instytutem, ale nikt nas nie wpuścił, stróż spał. Poszliśmy do innego budynku, gdzie poczęstowali nas kawą i tak doczekaliśmy rana. Trud się opłacił, zajęliśmy II miejsce – opowiada Tadeusz.

Kolejnym projektem, który realizowali Buczyńscy była wystawa w Wojewódzkim Domu Kultury w Kielcach. W dość niestandardowym miejscu, bo w szybach wentylacyjnych. W WDK-u zachowały się pomieszczenia, które mają długość prawie 800 metrów. Nie są to tradycyjne kanały wentylacyjne, a właśnie dość przestronne korytarze, i to tam można było zobaczyć prace artystów.

Ludzie interesowali się naszymi figurami. Trafiali się tacy, co chcieli którąś z nich kupić. Ale my nie sprzedawaliśmy… No chyba, że ktoś się mocno uparł. Czym figura była starsza i bardziej popękana, tym chętniej ją zabierano. Pamiętam jak przyjechał do Śladkowa pan z Łodzi. Chciał, żebyśmy mu zrobili Babę Jagę, ale taką bardzo straszną. Dla córki ją chciał, a trzeba zaznaczyć, że dziewczynka miała cztery latka. Zrobiliśmy mu ją… Naprawdę straszydło wyszło. Zabrał ją i zawiózł do domu. Postawił przed drzwiami, zadzwonił dzwonkiem i się schował. Dobrze, że to noc była i dziecko spało. Otworzyła żona i nie dość, że zemdlała, to jeszcze sobie guza nabiła. Tak to chłop wymyśliłśmieje się Tadeusz.

Pacanów – dobre złego początki?

Kiedy pracowaliśmy nad tą Babą Jagą, to wpadła nam do głowy koncepcja stworzenia wystawy – „Świętokrzyskiej Biesiady Babajag”. Zaczęliśmy ją tworzyć, figur przybywało i okazało się, że nie mamy miejsca, aby je trzymać. Burmistrz Chmielnika dał nam przestrzeń w remizie strażackiej. Tam też historia była nie z tej ziemi. Nawet w mediach pisali, jak komendant straży uwięził nasze Baby Jagi. I wiedzieliśmy już, że musimy szukać nowego miejsca. Znajomy wspomniał, że w Pacanowie jest stare kino i powinniśmy się tam zgłosić z naszym pomysłem. I pojechaliśmy – mówi Tadeusz.

Dyrektor Europejskiego Centrum Bajki, do której należało stare kino, czyli przyszłe miejsce pracy i schronienie artystów, zadeklarowała, że przyjmie ich pod swoje skrzydła. Proponowany lokal wymagał jednak remontu, ale władze Pacanowa nie chciały czekać z przygotowaniami do wystawy. Zapadła decyzja, że prace nad ekspozycją ruszają, a artyści zostają umieszczeni tymczasowo w Domu Kultury Heńka Góry. Ostatecznie wylądowali w remizie strażackiej. Tam mogli tworzyć i pracować nad wystawą. Na otwarcie tłumnie przybyli goście z całego regionu. Państwo Buczyńscy prowadzili warsztaty, lekcje latania na miotle.

Po roku wciąż nie było obiecanego mieszkania, ani pracowni w starym kinie. Z czasem coraz mniej osób odwiedzało ich zagrodę, która powstała przy remizie OSP. Strażacy również tracili cierpliwość. Nie chcieli mieć obcych na swoim terenie. Z pomocą przyszedł wójt Miedzianej Góry, który zaczął szukać dla artystów miejsca u siebie.

Uśmiech losu

Pana Tadeusza spotkałem podczas wyjazdu z młodzieżą na warsztaty fotograficzne do Pacanowa –  opowiada Tadeusz Koniarz, fotoreporter z Tarnowa. – Młodzież miała za zadanie sfotografować jak największą liczbę koziołków. I rozdzieliliśmy się. Chodziłem z najmłodszym uczestnikiem zajęć, Wojtkiem. Spotkaliśmy ponownie pana Tadeusza, który zaproponował, że pokaże nam najstarszego koziołka. Potem okazało się, że w tym miejscu, w którym – jak mówił – mieszka i tworzy, jest jakaś wiata i stara przyczepa. I zrozumiałem, że oni z żoną mieszkają w tej przyczepie – mówi.

Tadeusz Koniarz jeszcze kilkukrotnie wracał do państwa Buczyńskich. Towarzyszył im także w dniu, kiedy opuszczali Pacanów i przenosili się do Miedzianej Góry. Tadeusz całą drogę robił nam zdjęcia. I już właściwie się pożegnaliśmy, a kiedy poszliśmy odpocząć do naszej przyczepy, on jeszcze wrócił – opowiada Tadeusz Buczyński. To wtedy powstało nagrodzone ujęcie.

Na początku byłam zła, że on nam to zdjęcie zrobił, wstydziłam się tego, co z nami zrobiono. Chcieliśmy dawać ludziom radość, robić coś, co ich przyciągnie, a taką zapłatę otrzymaliśmy. I wyglądaliśmy źle. Później, kiedy Tadeusz zapytał, czy może wysłać te zdjęcia na konkurs, to się zgodziłam. Może dobrze, żeby ktoś zobaczył, co nam się przydarzyło – tłumaczy Barbara.

Reportaż o artystach po raz pierwszy został nagrodzony w konkursie Stowarzyszenia Fotoreporterów w 2016 roku. Po raz drugi zdjęcie Buczyńskich z przyjazdu do Miedzianej Góry znalazło się wśród ujęć nagrodzonych w konkursie Grand Press Photo. Zdobyło nagrodę Adobe.

Wierzę, że moja praca może komuś pomóc. Państwa Buczyńskich bardzo polubiłem, bo uważam, że zdecydowanie należy ich uznać za osobowości. Są ciekawi, a przy tym sympatyczni i ciepli. Dlatego chciałem pokazać fragment ich historii – podkreśla fotoreporter.

Co dalej?

Moja rozmowa z tą barwną parą zakończyła się późnym wieczorem. Na koniec opowiedzieli co przed nimi. Wciąż szukają miejsca dla siebie. Ich prace zamknięte są w piwnicy w Pacanowie. W Miedzianej Górze nie mają warunków, by dalej tworzyć, a nie wyobrażają sobie życia bez swojej sztuki. Nie oczekują wiele. Miejsca do tworzenia i skromnej pensji. Szukają ludzi, którzy docenią ich zaangażowanie i umiejętności. Trwają rozmowy, aby państwo Buczyńscy rozpoczęli swoją działalność w Borkowie, gdzie będą mieć do dyspozycji miejsce na wystawę, ale także warsztaty. Mimo wieku, bo obydwoje są po 60-tce, nie tracą energii i zapału. Choć ich historia jest trudna, to nie tracą nadziei. Wierzą, że los się jeszcze do nich uśmiechnie. Nadal chętnie spotykają się z ludźmi, biorą udział w spotkaniach i wydarzeniach, są duszami towarzystwa. Czy w świecie, gdzie pieniądze wyznaczają bieg wydarzeń, znajdzie się miejsce dla prostych artystów?

Tekst: Marlena Baradziej, Zdjęcia: Mateusz Wolski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close