Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Zapragnął zdobyć świat. Wypłynął z Gdyni 8 lipca 1932 r. I swoje marzenie spełnił: jako pierwszy w dziejach Polak okrążył jachtem żaglowym kulę ziemską. Młody harcerz zafascynowany morzem i morskimi przygodami.

Władysław Wagner urodził się 17 września 1912 r. w Krzyżowej Woli niedaleko Starachowic (dziś jest to część miasta). Kilkanaście lat później jego rodzina przeniosła się do Gdyni, gdzie powstawał nowoczesny port. Morze, statki i okręty zawładnęły duszą i wyobraźnią młodego Władka. Marzył o dalekich podróżach, tropikalnych wyspach, nieznanych lądach. Zdobycie celu miały ułatwić morska drużyna harcerska i kurs żeglarski.

Wyremontował i wyposażył znalezioną na plaży podniszczoną, bezpańską łódź. Tak właśnie powstała słynna Zjawa, na której niespełna 20-letni harcerz postanowił wyruszyć w świat. Wagner szybko znalazł towarzysza wyprawy, swego przyjaciela Rudolfa Korniowskiego, podobnie jak on sam zapalonego żeglarza. Zjawa wyszła w morze 8 lipca 1932 r. Dla żegnających była to brawurowa, trochę narwana, miesięczna wycieczka młodych zapaleńców. Dla tych na pokładzie miała to być kilkuletnia wyprawa. Nikt jednak nie mógł wiedzieć, że w ten lipcowy wieczór Władysław Wagner pożegnał swoją ojczyznę – pisał Marian Mickiewicz.

Władysław Wagner (w środku) wraz z załogą na „Zjawie III” (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe).

Wagner płynął na trzech jachtach przez siedem lat, z przerwami na remonty, uzupełnienie zapasów i zdrowotny wypoczynek. Podróżował wraz z załogą, której członkowie zmieniali się co pewien czas (Korniowski zrezygnował z dalszej podróży niecały rok po wypłynięciu z Gdyni). Nie zmieniała się tylko nazwa jachtu. Na swej pierwszej Zjawie świętokrzyski żeglarz dopłynął do Panamy. Z powodów technicznych musiał zdobyć nowy jacht: była to Zjawa II, później pojawiła się Zjawa III, na której zakończył swą światową wyprawę. Borykał się z wieloma problemami, w tym także finansowymi. Dzięki młodzieńczemu zapałowi i niezwykłej determinacji udawało mu się z nich wybrnąć. Wagner płynął najpierw z Gdyni do Dakaru, później przez Atlantyk i Kanał Panamski, następnie przez Pacyfik do Anglii. Pętlę okrążającą ziemię zamknął latem 1939 roku, przepłynął wiele tysięcy mil morskich. Przysłowiowej kropki nad „i” nie pozwolił mu postawić wybuch II wojny światowej. Po zamknięciu wokółziemskiego kręgu nie mógł już zawinąć na swej Zjawie do macierzystego portu w Gdyni i zasłużenie cieszyć się w kraju odniesionym sukcesem.

Wyprawa Wagnera wymyka się wszelkim analogiom, nie podlega żadnym schematom organizacyjnym. Młody gdyński harcerz sam ponosi ryzyko zuchwałego przedsięwzięcia. Nikt za nim nie stoi, nikogo – wyruszając w rejs – nie reprezentuje, ale też nie jest od nikogo zależny. Równocześnie, i dlatego właśnie, bierze na swe barki całą odpowiedzialność – zdawać by się mogło – nierozważnego kroku. Podejmuje, jak nikt przed nim i bardzo długo po nim, śmiałą, wyłącznie prywatną inicjatywę. Jego wyprawa z uwagi na amatorstwo i różne nieprzewidywalne okoliczności miała wszelkie dane po temu, by zakończyć się niepowodzeniem, całkowitym fiaskiem. Jednak udała się! napisała Anna Rybczyńska. Kapitan Wagner wiele przy tym zrobił dla promocji swojej ojczyzny. Dzięki niemu w licznych portach świata można było po raz pierwszy zobaczyć polską banderę. Jego wyprawa nabierała rozgłosu, wysyłał do kraju pamiętnik swej podróży, a całe przedsięwzięcie objął patronatem Związek Harcerstwa Polskiego. Miał talent pisarski, jeszcze przed wojną ukazały się jego książki „Podług słońca i gwiazd” oraz „Pokusa horyzontu”.

Władysław Wagner (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe).

Wybuch wojny zastał naszego żeglarza w angielskim porcie Great Yarmouth. Miał jechać do Polski, niestety było już za późno. Wagnerowi przypadła w udziale służba pod naszą banderą handlową, a „Zjawie” pod brytyjską jako patrolowcowi. Wagner zaciąga się na statek jako prosty marynarz, niebawem jednak awansuje na III oficera, a potem na II oficera. Poznał inne morze, okrutne, grożące w każdej sekundzie śmiercią wśród rozrywanych przez wybuch torped blach poszycia, pożarów wzniecanych przez pociski – czytamy w książce Mickiewicza. Kapitan Wagner pozostał na emigracji. Jeszcze przed końcem wojny Zjawę III, zwróconą mu przez sojuszników, przerobił na kuter rybacki i zajął się rybołówstwem. Po wojnie zakupił nowy jacht i wraz z żoną pożeglował w kierunku Australii. Zatrzymał się na Wyspach Dziewiczych, później udał się do Puerto Rico, by na koniec zamieszkać na Florydzie. Nigdy już nie odwiedził kraju. Zmarł 15 września 1992 r. w miejscowości Winter Park.

Tekst: Jacek Korczyński

***

Korzystałem m.in. z książek: Mariana Mickiewicza „Pod żaglami Zjaw” (Gdynia 1961) i Anny Rybczyńskiej „Pod żaglami dookoła świata” (Kraków 1993), a także z artykułu wspomnieniowego Anny Rybczyńskiej z kwartalnika „Nautologia” (nr 1 z 1993 r.).

Kartka wydana przez Pocztę Polską (wg projektu Adama Kowalewskiego) poświęcona Władysławowi Wagnerowi.

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close