Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Nie płyną z prądem. Tworzą dźwięki przesycone etnicznym brzmieniem i oryginalnym instrumentarium. Grają na cytrach, lirach, kongach, djembe, czy bębnach obręczowych. Oprócz płyty „3.5.7”, nagrali album „Siedem bajek” z udziałem dzieci, bo S.I.E., czyli Studium Instrumentów Etnicznych to także warsztaty dla najmłodszych. O muzycznej drodze zespołu rozmawiamy z jego liderem – Piotrem Stefańskim.

Skąd wziął się pomysł wykorzystania tak nietypowych instrumentów i zainteresowanie muzyką etniczną?
Niestety nikt mnie, jako młodego chłopca, nie mógł wysłać do szkoły muzycznej na lekcje śpiewu. Nie miał też kasy, żeby kupić mi fajną trąbkę, a bęben jest takim instrumentem, który można wykonać samemu, więc go sobie zrobiłem. Później więcej go ze sobą nosiłem, niż na nim grałem. Był to mój atrybut, taki order, który się nosi, by pokazać, że się jest fajnym. Każdy młody człowiek tego potrzebuje. A jeszcze później okazało się, że jest to sposób na artystyczną kreację. I bębny są ze mną od 1998 roku, kiedy to nagrałem pierwszą płytę z Agatą Jałyńską, piosenkarką poezji śpiewanej. Po jakimś czasie powstała potrzeba założenia szkółki perkusyjnej w Skarżysku i w ludziach, którzy tu przychodzili, dostrzegłem potencjał. Wcześniej grałem z różnymi muzykami, natomiast ekipa, która przyszła do Studium Instrumentów Etnicznych na pierwsze zajęcia okazała się na tyle kreatywna, że postanowiłem w nich zainwestować. Są jak czysta karta, półka, którą można zapełnić. I można z nimi zrobić wszystko. Z ludźmi nieskażonymi manierami, jakie możemy dostrzec u zawodowych muzyków, można dowolnie eksperymentować.

Występujecie na albumie „Brzask Bogów”, który firmuje Lelek. To pieśni nawiązujące do dziedzictwa przedchrześcijańskiej Słowiańszczyzny. W projekcie zastosowano analogowe syntezatory Mooga i Hammonda, membranofony, chordofony, lirę korbową. To wszystko okraszono tekstami XIX- i XX-wiecznych poetów. Powstał ciekawy projekt. Jak został odebrany przez słuchaczy?
Do nagrania tej płyty zaprosił nas Maciej Szajkowski, twórca pomysłu. I było to nietuzinkowe spotkanie. Gdy po miksach i masteringu usłyszałem całość, pomyślałem, że to jest aż za ładne (śmiech). Ale rozumiem intencje Maćka, który chciał przywrócić klimat zapomnianej Słowiańszczyzny szerszemu gronu odbiorców. Język tej kompozycji musiał być czytelny. I te historie są fajne harmonicznie, przystępne, świetnie się tego słucha. Poza tym nagrywali tam doświadczeni muzycy, m.in. Michał Rudaś, który przez wiele lat kształcił swój głos w Indiach.

Kolejny projekt to płyta „Siedem Bajek” Małego Studium Instrumentów Etnicznych. Towarzyszy mu przesłanie:
Marta, co robisz?
Piszę bajki
Po co piszesz bajki?
Żeby ludzie ich słuchali
Po co mają słuchać bajek?
Żeby wtłoczyli się w tęczę…
Treść, która pojawiła się na tej płycie jest kwintesencją dziecięcej kreatywności i braku pruderii. To dziecięca opowieść o rzeczywistości. Album powstawał w ten sposób, że nagrywaliśmy warsztaty z dziećmi, podczas których prowadziliśmy zajęcia wzmacniające kreatywność. Uczestnicy improwizowali i opowiadali swoje historie, a my ubraliśmy je w słowa i kompozycje. Powstała płyta, dziecięcy głos w muzyce. I okazuje się, że on nie jest infantylny, że to nie są śpiewane bzdury o marchewkach, czy karczochu. Te dzieciaki mają swoje, bardzo poważne historie. One są z pogranicza baśni. Czasem surrealistyczne, dotykające ich na co dzień. Jest tam na przykład utwór pod tytułem „Tata”, w którym dzieci śpiewają o trzech czarach, które pozwolą uratować zaklętego w czasie tatę. Gdy pytałem małą Martę, o co chodzi, usłyszałem, że tata nigdy nie ma czasu, siedzi przy komputerze i pracuje. I ona rozumie, że on to robi po to, by ona miała pieniądze na książki i chleb, ale wie też , że on, zaklęty w tym czasie, jest uwięziony w wirze z kolorowych wstążek i się w nim kręci. By go stamtąd wyciągnąć, potrzebna jest ona, jej siostra i mama. Cucą go i przywołują do rzeczywistości mówiąc: „Jesteśmy tu z tobą”.

Jak pracuje się z dziećmi?
Z dzieciakami spotykamy się w Miejskim Centrum Kultury w Skarżysku-Kamiennej przez pięć dni w tygodniu. Zajęcia są stacjonarne. Tworzymy grupy w wieku 5-6 lat i 7-9 lat, są starszaki i dorośli. Zajęcia mają swój program. Starsze dzieci chcą grać na bębnach, zatem jest to szkółka perkusyjna skupiająca się na kubańskich, afrykańskich, czy brazylijskich instrumentach. W zerówce prowadzimy zajęcia wstępne, by podtrzymać u maluchów zaciekawienie muzyką. Muzyka jest tu często pretekstem, taką kolorową papugą, która ma pobudzić również inne umiejętności, potrzebne w życiu codziennym. Dzieci muszą się dogadać ze sobą, stworzyć własną historię, być za siebie odpowiedzialne i szanować się nawzajem. Czasem muszą przeboleć, że ktoś jest od nich lepszy, że jest liderem w grupie.

fot. Bartek Ryży

Wasz projekt „3.5.7.” to poważna i prowokująca muzycznie propozycja. Z utworem „Moja mina” związana jest zresztą ciekawa historia. S.I.E zaprosiło słuchaczy do nagrywania własnych zwrotek wpisujących się w ideę utworu. Każdy kto miał coś do powiedzenia, mógł dograć swoją część. Zrobił to także aktor Jan Nowicki. W teledysku do tej piosenki mocne wrażenie wywołują również stroje zespołu, a okładka albumu „3.5.7” intryguje.
Gdy dziś rozmawiamy o S.I.E., musimy myśleć już nie tylko o zespole, ale o mikroświecie, o pewnym środowisku. Zapraszamy do niego ludzi, którzy nie mieszczą się w ramach, jakie narzuca nam mainstream. I tak w tym światku pojawił się grafik Marcin Bondarowicz, autor okładki albumu „3.5.7”. Spotykasz się z facetem, rozmawiasz z nim o kreacji, o tym, co dla ciebie jest ważne w sztuce i w tym, co robicie, i okazuje się, że macie pokrewne dusze. Podobnie było z projektantką strojów i naszego nowego wizerunku, Katarzyną Kucą. Po rozmowie okazało się, że idealnie pasuje do naszego świata. Tu ludzie sami trzymają się swojego języka i są za niego odpowiedzialni. Może chodzą boso, ale w ostrogach. I bardzo świadomie kreują rzeczywistość. Mówimy wyraźnie, że jesteśmy ze Świętokrzyskiego, pomimo że ludzie od marketingu mówią, że to jest słabe. Podchodzimy do naszej sztuki w sposób nowatorski i poważny. Nie tworzymy produktu S.I.E. Skupiamy się na kreatywności i w niej szukamy przyjemności. To, co w nas jest, nie zawsze jest miłe. Ta płyta jest pożegnaniem z pewnymi stanami emocjonalnymi, które nagromadziły się w nas przez lata. Jest tripem uwalniającym, szamańskim i transowym. Ale gdy go przeżyjesz, będziesz miał czystą głowę.

Bardzo dziękuję za rozmowę.
Również dziękuję.

Rozmawiał Michał Sierlecki
W trakcie rozmowy i po niej fotografował Mateusz Wolski
Fotografie z archiwum S.I.E.

 

Fotografie: Bartek Ryży

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close