Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Członków zbrojnego podziemia niepodległościowego, walczących z władzą ludową o kształt powojennej Polski, kielczanin Konrad Łęcki uczynił bohaterami swojego najnowszego filmu „Wyklęty”. Na ekranie zobaczymy kieleckich aktorów, m.in. Wojciecha Niemczyka i Andrzeja Platę oraz świętokrzyskie plenery.

Made in Świętokrzyskie: Skąd pomysł na scenariusz filmu?

Konrad Łęcki*: Z głowy (śmiech). Sama myśl kiełkowała we mnie około roku, a scenariusz powstał… w tydzień. Generalnie mam tak, że gdy siadam do pisania, to efekty pojawiają się szybko.

„Wyklęty” to ogromne przedsięwzięcie.

Istotnie duże i duży wysiłek organizacyjny, ludzki. Zdjęcia do filmu powstawały przez dwa lata. Gdy zaczynaliśmy kręcić  to rodziły mi się bliźniaczki, a teraz całkiem niedawno, tuż przed premierą, urodził mi się syn.

Piękna klamra kompozycyjna spinająca powstanie filmu. Ciekawe co będzie w trakcie kręcenia kolejnych?

Wystarczy….

Ale rozumiem, że nie mówimy tu o filmach?

Nie wiem, zobaczymy. Na tworzenie filmów w Polsce składa się wiele czynników nie do końca zależnych od twórcy, więc życie pokaże co będzie się działo dalej.

Wracając do „Wyklętego”. To świętokrzyska produkcja nie tylko ze względu na reżysera, ale i wykorzystane plenery.

Już na etapie pisania scenariusza planowałem, aby w całości zdjęcia kręcić tutaj i to się udało. 99 proc. scen powstało w Kielcach i regionie. Tylko jeden dzień zdjęciowy odbywał się poza Świętokrzyskiem, bo nie mogłem znaleźć dworu, jakiego potrzebowałem. Ta scena powstała w Turowej Woli, czyli tam, gdzie Andrzej Wajda kręcił ,„Pana Tadeusza” i gdzie powstawało wiele innych polskich filmów.

Jakie dokładnie miejsca zobaczymy na ekranie?

Same Kielce oczywiście: więzienie, dawny budynek UB przy Paderewskiego, Wojewódzki Dom Kultury, fragmenty starych Kielc, w tym ulice: Leśną, Słowackiego, Kościuszki. Świętokrzyskie było gotową scenografią. Kręciliśmy m.in. w Stąporkowie, w rezerwacie w Stradowie na Ponidziu, na Świętym Krzyżu i w Świętej Katarzynie.

Nie można nie wspomnieć o Tokarni, gdzie m.in. Wojciech Smarzowski kręcił zdjęcia do „Wołynia”.

Tak, w Tokarni spędziliśmy wiele dni zdjęciowych. Bardzo pomogli nam pracownicy Muzeum Wsi Kieleckiej i tu wielki ukłon w ich stronę. Wiele jest skansenów w Polsce, ale Tokarnia wyróżnia się swoim układem i usytuowaniem. Jest po prostu bardzo filmowa. Smarzowski, Bajon, Krauze, wszyscy tam kręcili. Nie było więc nic dziwnego w tym, że i ekipa „Wyklętego” tam się pojawiła.

Poza dużymi aktorskimi nazwiskami w obsadzie znalazło się wielu kieleckich aktorów.

Założenie było takie, że główne role w filmie zagrają aktorzy, przede wszystkim z Teatru im. Stefana Żeromskiego, ale też Teatru Lalki i Aktora „Kubuś”. No i tak rzeczywiście jest, że te znane nazwiska, jak m.in. Janusz Chabior, Olgierd Łukaszewicz, Marek Siudym, Leszek Teleszyński, tak naprawdę grają małe role. Główne należą do Wojciecha Niemczyka, Łukasza Pruchniewicza, Andrzeja Platy, Dawida Żłobińskiego i Michała Węgrzyńskiego.

Intryguje finansowanie „Wyklętego”. Wydłużenie zdjęć do dwóch lat, jak przypuszczam, było związane z pieniędzmi, a właściwie ich brakiem?

Zdecydowanie. W ogóle film zamknął się w niewielkim budżecie 2,5 miliona złotych. To jak na polski film historyczny mała kwota. Dla porównania w „Hiszpance”, która kompletnie się nie sprzedała i nie miała widowni, utopiono 35 milionów. Jednak i przy „Wyklętym” jest to masa pieniędzy, którą trzeba było zdobyć. Nie było zrozumienia dla tematów historycznych na poziomie centralnym, ani możliwości pozyskania pieniędzy w regionie. Większość rozmów kończyła się jedynie obietnicami. Dlatego zwróciliśmy się bezpośrednio do widzów.

I to była ogromna siła…

Tak, zebraliśmy dzięki temu dość dużą kwotę. Bez tych pieniędzy nawet byśmy nie ruszyli z dalszymi zdjęciami. Pieniądze wpłacała Polonia z Kanady, Wielkiej Brytanii, Australii… I choć kwoty były różnej wysokości, to nadal nie wystarczały na dokończenie produkcji, postprodukcję i spięcie wszystkiego w całość. I tu na szczęście pojawiło się kilku strategicznych partnerów.

Czy widzom brakuje filmów historycznych?

Tak, ale podanych w odpowiedni sposób, bo do tej pory było tak, że – z małymi wyjątkami – tego rodzaju filmy był trudne i nieatrakcyjne. Polski film historyczny zaczął kojarzyć się z dziełem nieciekawym, nudnym. Amerykanie od lat z powodzeniem robią kino historyczne. Mam nadzieję, że „Wyklęty” spodoba się widzom.

Wspomniałeś, że kręcenie zdjęć nie było łatwe.

Trudnych momentów było wiele. Tak naprawdę cały czas coś szło nie tak. Były chwile, gdy myślałem, że już nie dam rady, ekipa też miała momenty zwątpienia. Pracowaliśmy w skrajnie trudnych warunkach pogodowych: na mrozie, w palącym letnim słońcu, z dużą liczbą statystów, rekonstruktorów. Organizacja często nawalała, bo brakowało ludzi. Przy tej produkcji nie było zespołów odpowiedzialnych za poszczególne części, jak to ma miejsce przy dużych produkcjach. Wiele osób angażowało się dobrowolnie, jak wolontariusze, i ich początkowy entuzjazm z czasem opadał, a trzeba było utrzymywać tempo produkcyjne. To było meczące.

Ale nie brakowało też momentów optymistycznych?

Mieliśmy kilku dowcipnych rekonstruktorów. Jeden na przykład ubrany w mundur z bronią, w przerwie między zdjęciami poszedł na spacer do lasu, gdzie spotkał starsze małżeństwo. Ci ludzie nie mieli pojęcia, że w pobliżu jest kręcony film i dosyć mocno się zdziwili widząc żołnierza w mundurze z lat 40., który na dodatek zapytał ich, czy wojna już się skończyła.

Mimo, że zdjęcia trwały tak długo produkcja nie traciła tempa. Cały czas trzymałeś rękę na pulsie.

Przynajmniej się starałem. Było mi o tyle łatwiej, że sam napisałem scenariusz, wiedziałem o czym jest ta historia i nie musiałem do niej wracać. Jednak gdybym drugi raz miał pracować w takich warunkach nie zdecydowałbym się na to.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Katarzyna Rudnik

* Konrad Łęcki – reżyser, absolwent Wydziału Prawa Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Warszawie i Akademii Filmu i Telewizji w Warszawie. Ukończył także studio aktorskie L’Art w Krakowie. „Wyklęty”, którego jest reżyserem i scenarzystą, jest jego pełometrażowym debiutem.

Zdjęcia: Marian Folga, www.facebook.com/marian.folga.bodypainting/

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close