Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


W postapokaliptycznej scenerii miasta-widmo można poczuć się jak bohater znanego filmowego horroru „Jestem legendą”. Dookoła straszą puste oczodoły okien budynków znikających wśród bujnej zieleni, która zajmuje tereny zamieszkałe niegdyś przez tysiące ludzi. Rdzewiejące sprzęty, porzucone przedmioty, plac zabaw, na którym od dawna nie bawią się dzieci… Tylko pływające w rzece ogromne sumy, dokarmiane przez turystów, mają się całkiem nieźle.

O swych wrażeniach z motocyklowej wyprawy do Czarnobyla i Prypeci opowiada kielczanin Ryszard Harasimowicz.

Na Ukrainę wyruszyliście całą grupą. „Czarnobylska strefa wykluczenia”, obejmująca tereny bezpośrednio dotknięte katastrofą elektrowni atomowej sprzed ponad 30 lat, była tylko jednym z etapów podróży.

Wyjazd organizowało kieleckie stowarzyszenie Salutem, jako motocykliści dołączyliśmy do nich. Jechaliśmy z Kielc do Sławutycza i z powrotem, to jakieś 900 kilometrów w każdą stronę. Mnóstwo wrażeń, a leżące na naszej trasie miejsca po atomowym kataklizmie chcieliśmy koniecznie zobaczyć. Czarnobyl i okolica robią piorunujące wrażenie, na każdym kroku widać ogrom tragedii, jaka spotkała mieszkańców. Turyści pojawiają się tam jednak często. Wycieczki oczywiście są odpowiednio zorganizowane, z przewodnikami, po dokładnie wytyczonych szlakach i z zachowaniem należytych warunków bezpieczeństwa. Środowisko jest nadal skażone, ale poruszaliśmy się tylko po wskazanych miejscach i przez ściśle określony czas. Zdarzają się przypadki nielegalnych „dzikich wycieczek”, na które wybierają się ludzie żądni mocnych wrażeń, ale tacy delikwenci są zatrzymywani przez policję i karani wysokimi grzywnami. Kontrola jest tam naprawdę ścisła.

Miejsca, w których liczniki zaczynają zbyt mocno trzeszczeć, najlepiej omijać z daleka.

Poza samą bezpośrednią strefą awarii, za najsilniej napromieniowany teren uchodzi tak zwany Czerwony Las, do którego oczywiście lepiej nie wchodzić. Przewodnik pokazał nam w Czarnobylu – oczywiście z bezpiecznej odległości – najbardziej skażony obiekt: łyżkę koparki, która pracowała tuż po katastrofie na pierwszej linii i została tam porzucona.

Które miejsca robią na przyjezdnych największe wrażenie?

Na pewno jest to słynny sarkofag, którym zostały nakryte szczątki zniszczonego reaktora. Dla mnie przeżyciem był widok Prypeci, miasta położonego kilka kilometrów od elektrowni. Przed katastrofą mieszkało tam kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którzy musieli w pośpiechu opuścić swe domy. Dziś wymarłe miasto robi ogromne wrażenie. Czas zatrzymał się tam w miejscu. Oglądaliśmy plac zabaw ze znanym z wielu fotografii diabelskim młynem, porzucone rdzewiejące pojazdy. Wstrząsająca jest panorama widoczna z dachu kilkunastopiętrowego wieżowca, nazywanego fudżijamą. Przyroda, która już przez 30 lat zarasta zurbanizowane niegdyś tereny. Jest pełno zieleni, a drzewa sięgają kilku kondygnacji. Ale nie tylko czas zrobił swoje. Strefa była regularnie rozkradana przez szabrowników, którzy zabrali to, co było dla nich przydatne lub co mogli sprzedać. Totalne szaleństwo, bo każda wyniesiona stamtąd rzecz stanowiła przecież śmiertelne zagrożenie. Dziś szabrowników praktycznie już nie ma, bo wszystko, co było do rozkradzenia, dawno już zniknęło. Wiele domów jest w strasznym stanie. Widok wnętrz budynków w Prypeci jest szokiem – oczywiście oglądaliśmy tylko te, do których pozwolono nam wejść. Szkoła z resztkami ławek i poniewierających się uczniowskich przyborów, ośrodek sportu i zdewastowany basen. Ciekawostką są malowidła na ścianach budynków, po tylu latach nadal zachowujące żywe kolory. Wytłumaczono nam, że użyta tam farba nabrała swoistych właściwości na skutek silnego promieniowania. Przeżyciem jest widok sal szpitalnych w miejscowej lecznicy. Niektóre z nich nie zostały splądrowane i wyglądają tak, jakby niedawno opuścili je pacjenci. O upływie czasu świadczy zmurszała pościel, rozpadające się łóżka czy buteleczki z resztkami lekarstw. Swoistym dowodem tragicznych wydarzeń jest długa aleja z tabliczkami z nazwami wiosek, które po czarnobylskiej katastrofie zniknęły z powierzchni ziemi. Pokazano nam także zdalnie sterowane maszyny wykorzystywane do sprzątania terenu. Nazwano je biorobotami, bo w tak silnie skażonym środowisku elektronika siadała i operatorem takiego urządzenia musiał być człowiek.

Jednak na terenie strefy mieszkają dziś ludzie…

Ponad 150 osób w strefie zwanej Czarnobyl 2, czyli okolicy mniej zagrożonej promieniowaniem. Wrócili do swych domów, mają tam swój sklep, próbują normalnie żyć. Po katastrofie, kilkadziesiąt kilometrów od Czarnobyla, zbudowano miasto Sławutycz, gdzie zamieszkali wysiedleni ludzie, a także pracownicy naukowi i robotnicy zatrudnieni przy porządkowaniu miejsca kataklizmu, m.in. budowie silosów na odpady radioaktywne.

Przyroda się odradza, pojawia się tam ponoć coraz więcej dzikich zwierząt. Słyszałem, że atrakcją są potężne sumy w rzece Prypeć. 

Zwierzyna wróciła. Widziałem zające i sarny, a nawet łosia. Przewodnicy mówili także o wizytach wilków oraz niedźwiedzi. Co do sumów w Prypeci – to naprawdę potężne ryby, niektóre mają 2,5 metra długości. Nie są to oczywiście żadne popromienne mutanty, jak niektórzy żartują, ale zwyczajne sumy od kilkudziesięciu lat spokojnie żyjące i rozmnażające się w środowisku, w które człowiek nie ingerował. Teraz są chętnie dokarmiane przez turystów, a widok takich olbrzymów robi niezłe wrażenie.

Mnóstwo kilometrów przejechanych na motocyklowym siodełku. Jak oceniasz trudy tej ekspedycji?

Dla mnie była to wyprawa niemal ekstremalna. Połowa maja, ale tam gdzie byliśmy temperatura wieczorami spadała poniżej zera. Szron na motocyklowych kaskach, stan dróg pozostawiający sporo do życzenia… Byłem najstarszy z liczącej siedem osób motocyklowej ekipy. Cieszę się, że na tak długiej trasie zarówno ja, jak i mój harley spisaliśmy się na medal.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Jacek Korczyński
Zdjęcia: Tomasz Dziewięcki, Ryszard Harasimowicz, Michał Matynia

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close