Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Nowy sezon w Teatrze Żeromskiego w Kielcach rozpoczęła „Hańba” w reżyserii Macieja Podstawnego, spektakl powstały w koprodukcji z Festiwalem Malta Poznań. Sięgając po powieść Johna Maxwella Coetzee’go, twórcy przedstawienia wciągają widzów w bezwzględny świat męskiej dominacji, w którym hańba wpisana jest na stałe w nasze człowieczeństwo.

Głównym bohaterem historii jest pięćdziesięciodwuletni profesor literatury angielskiej David Lurie. Dwukrotnie rozwiedziony, korzystający z usług prostytutek, sypiający z cudzymi żonami, a ostatecznie wdający się w romans z jedną ze swoich studentek, jawi się od samego początku jako pozbawiony skrupułów podstarzały erotoman. Jego pseudofilozoficzne wywody, odwołujące się m.in. do Lucyfera, potęgi pożądania czy władzy instynktów nad człowiekiem, utwierdzają w początkowym uczuciu niechęci do tej postaci.

Dalej jest tylko gorzej. Profesor, oskarżony o molestowanie, przyznaje się do winy, ale robi to powierzchownie i na swoich zasadach: nie czuje skruchy, nie zastanawia się nad stanem psychicznym poszkodowanej, twierdzi natomiast, że sam jest ofiarą namiętności. Niemalże jak grecki bohater tragedii, który nic nie znaczy w obliczu przeznaczenia. Śmieszne to i smutne zarazem, ponieważ pokazuje kondycję moralną wielu z nas. Demaskuje hipokryzję, pod płaszczykiem której dopuszczamy się czynów niegodnych, wykorzystujemy nad innymi swoją przewagę czy najzwyczajniej w świecie realizujemy własne potrzeby kosztem słabszych. Główny wydźwięk powieści i spektaklu sprowadza się do relacji damsko- -męskich. Z jednej strony mamy toksycznych, zezwierzęciałych mężczyzn, a z drugiej uprzedmiotowione, słabsze fizycznie i emocjonalnie kobiety.

Męski świat pełen jest zimnych kalkulacji, chorych ideologii, podziałów na czarne i białe. Kobieca rzeczywistość to przede wszystkim służenie innym, przebaczanie i pomoc potrzebującym. Trochę prostackie i płytkie, prawda? Na szczęście Maciej Podstawny prezentuje ten dylemat szerzej: role w spektaklu nie są na stałe przydzielone do jednej osoby i aktorzy na scenie cały czas się nimi wymieniają. Nasuwają się w związku z takim zabiegiem dwie refleksje: z jednej strony każdy z nas ma wpisaną hańbę w swoje ludzkie DNA, a z drugiej coraz trudniej jest o jednostkową odpowiedzialność. Zbrodnie, jak również dobre uczynki, rozmywają się w bezosobowej masie. Poza tym nic nie jest jednoznaczne. Nie możemy przecież całkowicie potępić profesora: to tylko człowiek. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto sam nie uległ jakieś słabości czy pokusie. A po drugie nie możemy wynosić na piedestał kobiet jako tych biednych i niewinnych, zawsze stojących po stronie ofiar. Zgwałcona córka profesora zamiast powiadomić o tym stosowne służby, wskazać sprawców i głośno mówić o popełnionej zbrodni, decyduje się na tani chwyt zrobienia z siebie męczennicy. Twierdzi, że to jej osobista tragedia. Niby taka prospołeczna, chcąca zmian, a w momencie, gdy może coś w tym kierunku zrobić, zasłania się prawem do samotnego rozdrapywania własnych ran. I nawet jeśli pochylimy się nad owym zagadnieniem z psychologicznego punktu widzenia, próbując tłumaczyć zachowanie ofiary szokiem, wyparciem, strachem przed zemstą, trudno jest mimo wszystko pozbyć się przewrotnej myśli o upokorzeniu, ale i współodpowiedzialności. Bowiem brak sprzeciwu wobec agresji jest niemym przyzwoleniem na nią.

Jeśli dla kogoś odwieczna wojna płci jest już przebrzmiałym tematem, to mimo wszystko zachęcam do obejrzenia spektaklu, choćby przez wzgląd na samą grę aktorską, a dokładniej dla Bartłomieja Cabaja w roli Davida. Jego kreacja jest przekonująca, mroczna i niepokojąca. Ruch sceniczny, gesty, sposób wypowiadania kwestii przywodzą na myśl Johna Malkovicha z głośnej adaptacji filmowej powieści. Mam wrażenie, że Cabaj inspirował się w dużej mierze filmem i wyszło mu to na dobre. „Hańba” to udane rozpoczęcie kolejnego sezonu. Skłania do głębokich refleksji i nie jest teatralną rozrywką w czystej postaci. To spektakl dla wszystkich tych, którzy od teatru wymagają więcej. •

tekst: Aneta Zychma zdjęcia: Maciej Zakrzewski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close