Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Piękna Alicja wraca do krainy dzieciństwa. Poznaje Szalonego Kapelusznika, Białego Królika i robi wszystko, by zdetronizować Królową Kier. Świat po drugiej stronie przepastnej nory jest rzeczywiście fascynujący i bardzo, bardzo niebezpieczny. Czy można go przenieść na niewielką powierzchnię paznokcia? Czemu nie?

Gdyby zamknęła się w domu na cztery spusty może wystarczyłby tydzień pracy. Od świtu do zmierzchu. Drobiazgowe nakładanie kolejnych warstw lakieru, modelowanie miniaturowych postaci i tej szalonej dekoracji przeniesionej żywcem z filmu Tima Burtona wymaga pieczołowitości i skupienia. Ale musiała każdego dnia załatwiać dziesiątki innych spraw, więc ostatecznie potrzebowała ponad trzech miesięcy, by stworzyć świat „Alicji w Krainie Czarów”. Na niewielkiej powierzchni paznokci i dłoni. W wymiarze 3D. Przy czym – jak zapewnia – o żadnych kompromisach nie mogło być mowy.

Wyjechała na chwilę, została na zawsze

Cały świat Alicji miał być taki jak w kultowej już produkcji Disneya. Ze wszystkimi detalami i odcieniami. Z feerią barw i z drobiazgowo odtworzonymi postaciami. Na palcu wskazującym lewej ręki króluje Johnny Depp z charakterystyczną rudą czupryną wystającą spod kapelusza. Obok królik w szafirowym kubraczku, a na środkowym palcu prawej dłoni przysiadła Alicja.

Przestrzenną kompozycję inspirowaną historią Lewisa Carrolla pokazywały telewizje na całym świecie. – Pewnie, że takich paznokci nie da się nosić na co dzień, to dzieło bardziej teatralne, stworzone  na potrzeby pokazu – śmieje się Ula Sadko, która szesnaście lat temu opuściła rodzinny Ćmińsk pod Kielcami i zamieszkała na Sycylii. Dziś jest jedną z najbardziej rozchwytywanych w Europie stylistek zajmujących się artystycznym zdobieniem paznokci.

Wyprawa do słonecznych Włoch miała trwać tylko chwilę. Świeżo upieczona maturzystka, której nie udało się zdobyć indeksu wymarzonej uczelni, chciała popracować przez kilka miesięcy i zarobić na swoje utrzymanie. Miała wrócić do Polski i znów powalczyć o indeks uczelni artystycznej. Los chciał jednak inaczej – dziś nie wyobraża sobie życia poza Italią. Tu ma swój dom, swojego ukochanego Iwana, swoją pracę. – Myślę już po włosku, nasiąkłam radosną, pełną optymizmu mentalnością tego narodu – mówi. Co jej zostało z Polki? Zapewne upór, ogromna pracowitość i uroda – swoją filigranową sylwetką, delikatnymi rysami twarzy i blond włosami zdecydowanie wyróżnia się spośród włoskich koleżanek.

Zdolności plastyczne Ula Sadko odziedziczyła po mamie Danucie, choć ta zapewnia solennie, że było raczej odwrotnie – to córka zainspirowała ją do twórczej pracy. Nieważne. Obie panie są duszami artystycznymi, wrażliwymi na otaczający je świat. W rodzinnym domu w Ćmińsku obrazy córki wiszą obok prac mamy i co tu dużo mówić – pięknie się uzupełniają. Poprzednio Ula była w Polsce dwa lata temu. Teraz przez kilka dni znów mogła poogrzewać się w cieple domowego kominka, zwolnić tempo życia, zapomnieć o terminach, zabukowanych lotach, salach szkoleniowych, pokazach. Wtopiła się na chwilę w zimową scenerię podkieleckiego Ćmińska i zaszyła w urokliwym drewnianym domu rodziców. Nic dziwnego, że w takich okolicznościach wróciły wspomnienia, strzępki zdarzeń. Szkoła w Ćmińsku i matematyka, której tak bardzo nie lubiła. Kielecki Plastyk i bunt nastolatki.

– Ja zbuntowana? No cóż, jeśli świadczyć o tym miały moje krótkie włosy i słuchanie innej niż wszyscy muzyki, to owszem – byłam zbuntowana – mówi pół żartem, pół serio Urszula.

Ciekawość wzięła górę

Historia Uli jest klasycznym przykładem tego, że czasami o naszym życiu decyduje przypadek. Ale również potwierdza tezę, że jeśli dobrze wykorzysta się ten zbieg okoliczności, wyciśnie z niego ile się da, można odnieść spektakularny sukces. Ukończyła szkołę podstawową w Ćmińsku, ale o tym, by spróbować swoich sił w Plastyku zaczęła myśleć dopiero w ósmej klasie. – Nie chciałam uczyć się matematyki, to była moja pięta Achillesowa – wspomina. Dostała się do Szkoły Umiejętności Plastycznych, działającej w Zespole Państwowych Szkół Plastycznych w Kielcach, na kierunek artystyczne techniki malarskie i pozłotnicze. Tam w programie były tylko przedmioty artystyczne, żadnych równań, żadnych cyferek.

– Cenię naukę w szkole plastycznej, miałam ogromną swobodę artystycznej wypowiedzi, poznałam wielu ciekawych ludzi – wspomina Ula. Po maturze dwukrotnie próbowała dostać się na studia malarskie na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

– Na 400 zdających było tylko siedem miejsc, egzamin poszedł mi świetnie, ale znalazłam się niestety tuż pod kreską – mówi. – Wróciłam do Ćmińska z postanowieniem, by podszlifować swoją wiedzę i znów spróbować za rok. Gdy tak siedziałam w domu, wpadłam na pomysł, żeby na kilka miesięcy wyjechać do Włoch i zarobić trochę grosza.

Z tych kilku miesięcy wyszło już 16 lat. Zupełnie przypadkowo, bo, jak  zapewnia Ula, rzadko działa według określonego planu, w jej życiu wiele spraw dzieje się spontanicznie. Zadomowiła się w słonecznej Italii, szybko nauczyła języka i zapuściła korzenie w urokliwym, pełnym zabytków barkowym miasteczku Ragusa na południu Sycylii. Zaczynała jako opiekunka do dzieci w jednej z najbogatszych rodzin na wyspie. Spędziła u nich siedem lat. – Mogłam tam pracować do końca życia. To byli cudowni, dobrzy ludzie, ale chciałam spróbować czegoś nowego. Trafiłam do sklepu z wyposażeniem łazienek. Projektowanie zdecydowanie nie było zajęciem dla mnie – uśmiecha się. Kuzyn jej chłopaka Iwana namówił ją na szkolenie ze stylizacji paznokci. Zapisała się, ale bez większego przekonania. I tak w 2012 r. zaczęła się  jej wielka przygoda. Jak zwykle przez przypadek.

– Początkowo byłam bardzo sceptyczna, nie miałam o niczym pojęcia, nigdy nie nosiłam żadnych ozdób na paznokciach. Ale ciekawość wzięła górę. Z pewnością pomogły moje plastyczne umiejętności, ale przecież nanoszenie wzorów na mikroskopijnej powierzchni paznokcia to nie to samo co malowanie obrazów – przekonuje.

Na walizkach, w samolocie

Gdy na poważnie zaczęła myśleć o pracy stylistki, zapisała się do szkoły prowadzonej przez jedną z największych firm na świecie – Crystal Nails.

– Raz do roku Crystal Nails organizuje tygodniowe kampusy, na które przyjeżdżają uczennice z całych Włoch. Podczas szkolenia odbywają się egzaminy zarówno praktyczne, jak i teoretyczne, zbiera się punkty i ci, którzy wypadną najlepiej, otrzymują tytuł master – tłumaczy Ula Sadko.

W 2013 r. dziewczyna z Ćmińska po raz pierwszy pojechała na szkolenie i od razu udało jej się znaleźć w najlepszej trójce spośród 120 konkurentów. I tak z uczennicy wyrosła na jedną z dwudziestu nauczycielek – mistrzyń, które mogą pochwalić się tym tytułem we Włoszech. – Kolejny stopień wtajemniczenia to internationale master i najwyższy absolut internationale educator, który dał mi możliwość kształcenia nauczycieli, prowadzenia szkoleń na targach czy kongresach – wylicza. Jak mówi, praca szkoleniowca zajmuje jej najwięcej czasu – dwadzieścia dni w miesiącu jest poza domem, tygodniowo odbywa pięć-sześć lotów, całe godziny spędza, odkrywając przed adeptkami tajniki profesji. Gdy wróci na krótką chwilę do Ragusy też nie ma czasu na zbyt długi odpoczynek, bowiem wciąż musi ćwiczyć rękę. Jak pianista. A poza tym prowadzi swoją własną szkołę i firmę, która zajmuje się sprzedażą kosmetyków. Na szczęście jej partner, który jeszcze niedawno był dyrektorem kina, wziął na siebie prowadzenie całej administracji.

Styl Uli jest delikatny i elegancki. Ale potrafi też zdobyć się na szaleństwo, szuka inspiracji w filmie, literaturze, malarstwie i otaczającym ją świecie. – Swoim uczennicom mówię, że trzeba się nauczyć patrzeć wokół i brać natchnienie z tego, co się widzi – tłumaczy. Oczywiście potrzebna jest także znakomita technika, bowiem im bardziej skomplikowany wzór, tym ręka musi być pewniejsza. Ale do mistrzostwa dochodzi się po długich miesiącach żmudnych ćwiczeń.

Żaglowce i weneckie maski

Wiele z mistrzowskich prac Urszuli Sadko to przestrzenne kompozycje 3D, wymagające czasochłonnego i mozolnego dekorowania. Ot, jak choćby ta przedstawiająca motywy z „Alicji w Krainie Czarów”. Zachwyca także pastelowa stylizacja inspirowana motywami morskimi, gdzie miniaturowe żaglowce sąsiadują z kotwicami i muszlami. A wszystko to na niewielkiej powierzchni paznokcia. Pięknie prezentują się także stylizacje inspirowane maskami weneckimi, które odwołują się do świata kipiącej złotem karnawałowej maskarady.

A co powiecie o klimatach rodem z „Pulp Fiction” Quentina Tarantino? Dwóch płatnych mordercach pracujących na zlecenie mafii, żonie gangstera (której fryzura z charakterystyczną ostro ciętą grzywką przeszła do historii), bokserze… Która z kobiet odważyłaby się ozdobić paznokcie takimi indywiduami? Trudno sobie wyobrazić ile czasu i cierpliwości potrzeba, by drobnym pędzelkiem nanieść na paznokieć sylwetki Johna Travolty czy Umy Thurman. A jednak…

Kunszt Uli doceniono wielokrotnie – stylistka ma na swoim koncie wiele głównych nagród na najważniejszych europejskich konkursach, m.in. I miejsce na Nailympion Roma – Nail Art Challenge czy III lokatę na Nailympion Londra. Może się również pochwalić czterema okładkami w branżowych czasopismach. Dziewczyna z Ćmińska wyznacza trendy, odsłania tajniki zdobienia paznokci, bowiem w jej wydaniu to już nie rzemiosło, ale miniaturowa, niepowtarzalna sztuka. Jest mistrzynią, którą wielu próbuje naśladować i gonić, a ona cieszy się, gdy swoją wiedzę i umiejętności może przekazywać podczas szkoleń kolejnym adeptkom zawodu. Ula Sadko jest już marką samą w sobie.

– Radość, satysfakcja, frajda – tak mówi o swojej pracy. – To, co robię na paznokciach, często wymaga odwagi i przełamywania schematów, ale ja uwielbiam wchodzić na tereny, na które jeszcze nikt się nie zapuścił. Fantazja w tworzeniu stylizacji nie zna granic.

Proponowany przez stylistkę trend staje się coraz popularniejszy. Trójwymiarowe paznokcie mają gwiazdy, takie jak choćby Lady Gaga czy Katy Perry. Upodobali je sobie projektanci mody, dla których paznokcie 3D są dopełnieniem całej stylizacji prezentowanej na wybiegu. Jej dzieła, tak jak ubrania z kolekcji haute couture, bardziej się podziwia niż nosi.

Tekst: Agata Niebudek-Śmiech, Zdjęcia z archiwum Urszuli Sadko

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close