Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Skórki z awokado farbują bawełnę na różowo, ale gdy doda się kilka kropli cytryny, barwa zmienia się na łagodniejszą, koralową. Można jeszcze poeksperymentować z roztworem żelaza, który sprawia, że tkanina nabiera mocnej, śliwkowej nuty.

Kasia Mijas-Galloway śmieje się, że nigdzie nie rusza się z domu bez sekatora i torby. Ze swojego domu w Yorku w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka z mężem Samem, mają blisko na łono natury, często więc wybierają się na długie spacery. Z każdego z nich Kasia znosi do domu rośliny, kwiaty czy korę drzew. O wielu tych darach natury już wie, że odpowiednio przygotowane mogą fantastycznie zafarbować naturalną tkaninę. Inne wypróbowuje po raz pierwszy, by przekonać się, czy będą dobrym materiałem do jej pracy. – Każdy sezon ma inne skarby, a ich odkrywanie bywa naprawdę fascynujące – mówi.

Z jedną walizką

Swoją markę nazwała Naked Dye, czyli po polsku – Naga Farba. Zajmuje się głównie barwieniem tkanin naturalnymi składnikami. To praca, która wymaga niezwykłej cierpliwości, uwagi i samozaparcia. Nie ma w niej mowy o półśrodkach czy pójściu na skróty, ale jak zapewnia Kasia – efekty bywają niezwykłe.

Kasia Mijas-Galloway jest kielczanką, absolwentką liceum im. Hanki Sawickiej. Po maturze wyjechała do Krakowa, by na Uniwersytecie Jagiellońskim studiować anglistykę i germanistykę, uczyła się również projektowania wnętrz w Krakowskiej Szkole Artystycznej. Gdy w wakacje wyjechała do Niemiec, by podszlifować język, poznała swojego przyszłego męża. Wróciła do Polski, ukończyła licencjat i z dyplomem w dłoni oraz wielkimi nadziejami na przyszłość, wyruszyła do Anglii. W Londynie rozpoczęła pracę w firmie zajmującej się projektowaniem wnętrz. Od tego czasu, jak mówi, kilkakrotnie zmieniała pracę, bo choć zazwyczaj trafiała w dobre miejsce, to po pewnym czasie zaczynał jej doskwierać brak samodzielności i kreatywności.

– Nie lubię, gdy ludzie podejmują za mnie decyzje – tłumaczy. – Zawsze, gdy pracowałam na pełnym etacie, pojawiało się marzenie, by robić coś dla siebie, coś, za co będę od początku do końca odpowiadać, i co będzie przyjazne dla środowiska.

Jednym z pomysłów, który próbowała wcielić w życie, było projektowanie i składanie mebli z płyt OSB. Po jakimś czasie okazało się jednak, że to nie to… Szukała więc dalej i pewnego dnia wyczytała, że skórki awokado fantastycznie farbują tkaniny na różowo. Postanowiła spróbować, a gdy eksperyment się udał, kupiła książkę poświęconą naturalnym barwnikom, która jak niezwykła opowieść, wciągnęła ją bez reszty. Z każdą kolejną stroną odkrywała moc roślin, owoców czy innych naturalnych składników, takich jak choćby skórki cebuli czy kawowe fusy.

– Wcześniej nie miałam świadomości, jaką mają one moc. Wiedziałam natomiast, jak niszczące dla środowiska są masowo produkowane tekstylia, które zalewają nasz rynek. Owszem są tanie, dlatego kupujemy je bez umiaru, nie licząc się z tym, że niszczą naszą planetę. Zastanowiłam się, czy rzeczywiście potrzebne mi są cztery białe bluzki kupione w sieciówce. Zwłaszcza, że nie wiem, z czego i w jakich warunkach zostały wyprodukowane – dodaje Kasia.

Wielkie wrażenie wywarł na niej film dokumentalny „Minimalizm”. Zaczęła się zastanawiać, ile rzeczy jest tak naprawdę niezbędnych do życia. Niektórych ludzi stać na wszystko, kupują dla samego kupowania, nie potrafią się zatrzymać. Ci, którzy temu szaleństwu powiedzieli stop, pozbywają się rzeczy niepotrzebnych i zaczynają żyć z jedną walizką. I czują się z tym szczęśliwi.

– Przestałam chodzić na zakupy do supermarketów i sieciówek, przestawiłam się na farmy i targowiska, miejsca, o których wiem, że są alternatywą dla masowej, często nie mającej nic wspólnego z etyką, produkcji.

Od czarnej fasoli po pokrzywy

Tak właśnie pół roku temu zrodziła się idea marki Naked Dye, której znakiem rozpoznawczym są piękne serwetki, obrusy, torby, fartuchy, poszewki na poduszki wykonane z organicznej bawełny czy lnu, barwione naturalnymi składnikami. Często takimi, które inni wyrzucają do kosza jako zwykłe odpady. Tymczasem mogą posłużyć za znakomitą, naturalną farbę. Oczywiście jej przygotowanie wymaga czasu i ogromnej uwagi. To nie jest barwnik, który wystarczy wycisnąć z tubki, zamieszać w roztworze i gotowe. Tu nie ma mowy o żadnych półśrodkach, nawet nici, których do szycia barwionych tkanin używa Kasia, są organiczne. Choć jak mówi z uśmiechem, przez te zasady, niekiedy staje się wrogiem samej siebie. – Bawełna organiczna kosztuje dużo więcej niż zwykły materiał, sam proces barwienia jest czasochłonny, więc siłą rzeczy moje produkty nie należą do tanich – tłumaczy. – Ale ci, którzy je kupują, są świadomi, że produkt jest w pełni ekologiczny i etycznie wyprodukowany. Odpowiada mi taki styl życia i pracy, choć jest to bardzo wymagające.

Teraz Kasia w firmie wnętrzarskiej pracuje tylko na pół etatu, resztę czasu poświęcając na rozwój swojej marki. Każda chwila oddana Naked Dye jest jak niezwykła przygoda, której efektów nie da się do końca przewidzieć. – Za każdym razem, gdy przygotowuję kąpiel z barwnikami, osiągam choćby delikatnie inny efekt – tłumaczy. Pracę zaczyna od przygotowania bawełny, którą gotuje w mydle organicznym i sodzie. W ten sposób pozbywa się z włókien wszystkich niepotrzebnych substancji. Kolejnym etapem jest trwające cały dzień bejcowanie tkaniny, dzięki któremu barwnik lepiej „wgryzie się” w materiał. – Do tego etapu używam mleka sojowego, powtarzam kąpiele kilka razy, by osiągnąć lepszy efekt – tłumaczy. – Po wielu próbach przekonałam się jednak, że latem mleko sojowe nie zdaje egzaminu i zastępuję je bezpiecznym dla środowiska aluminium.

Tak przygotowaną bawełnę można już farbować. Jakich składników używa Kasia Mijas-Galloway? Natura stworzyła nieskończone możliwości, choć jedne surowce dają rewelacyjne rezultaty, inne zaś rozczarowują. Najszybciej farbuje się łupinami z cebuli – te czerwone dają w ciągu zaledwie 25 minut spektakularny efekt – tkanina zabarwia się na piękny, musztardowy kolor. Inaczej jest z czarną fasolą, którą trzeba moczyć w wodzie aż przez trzy dni, by potem na zimno zanurzyć w wywarze materiał. Jaki uzyskuje się kolor? Od błękitnego do głębokiego szafiru, ale jak podkreśla Kasia – cały czas trzeba podpatrywać, co dzieje się w kotle, by nie przeoczyć momentu, w którym należy wyjąć tkaninę.

– Gdy zaczynałam swoją pracę z naturalnymi barwnikami, często działałam zbyt szybko, brakowało mi cierpliwości, więc efekt był nie taki, jak oczekiwałam – materiał farbował się nierówno, pojawiały się plamy. Teraz wiem, że to wynik pośpiechu, pójścia na skróty. Tymczasem potrzeba ogromnej wewnętrznej dyscypliny i skupienia, bo kolory potrafią się bardzo szybko zmienić – uśmiecha się.

Odkryła też tajemnicę – każdy naturalny barwnik może dać zupełnie inny odcień, gdy doda się do niego określony składnik. Tak jest choćby w przypadku skórki z awokado, która farbuje bawełnę na różowo. Jednak, gdy wciśnie się kilka kropli cytryny, barwa zmienia się na łagodniejszą, koralową. Można jeszcze poeksperymentować z roztworem żelaza, który sprawa, że tkanina nabierze mocnej, śliwkowej nuty. Użycie jako barwnika czarnej herbaty organicznej daje na tkaninie rdzawą barwę, mało zaskakujące są natomiast fusy z kawy, które barwią materiał na nieco nudny kolor latte. – Rozczarowała mnie pokrzywa, nie dość, że się poparzyłam przy jej zbieraniu, to w efekcie wyszedł nieciekawy, jasnoszary kolor – uśmiecha się Kasia. Ale jak podkreśla – eksperyment to podstawa jej pracy. Nie przekonasz się, jaki będzie końcowy efekt, jeśli nie spróbujesz. Dookoła ma ciągle wiele różnych roślin. Aż prosi się, by je wypróbować jako barwnik.

– Po farbowaniu przychodzi czas na suszenie materiału, a potem jego prasowanie. Wtedy można już zabierać się do szycia – tłumaczy Kasia, która przyznaje po cichu, że jeszcze do niedawna nie potrafiła obsługiwać maszyny. Kupiła ją, zapisała się na przyspieszony, zaledwie dwugodzinny kurs i… okazało się, że nie jest to tak skomplikowane, jakby się wydawało. Może zdolności odziedziczyła po babci, która szyła piękne, niepowtarzalne rzeczy?

Czas na dobre pomysły

Gdzie można kupić serwetki, torby czy fartuchy sygnowane Naked Dye? Na razie Kasia sprzedaje swoje prace w sieci, choć nie ukrywa, że kilka sklepów stacjonarnych interesuje się jej tekstyliami. Cieszy ją również to, że jej serwetki czy obrusy zamawiane są do sesji zdjęciowych do książek kucharskich czy artykułów poświęconych kuchni. I trzeba przyznać, że prezentują się pięknie jako dodatek do fotografowanych potraw.

Wiem, że dopiero jestem na początku swojej drogi, moja marka funkcjonuje od kwietnia tego roku i wciąż nie mogę sobie pozwolić na podjęcie ryzyka rzucenia pracy etatowej – wyznaje Kasia Mijas-Galloway. – Staram się jednak małymi kroczkami robić swoje, chciałabym ruszyć z blogiem poświęconym naturalnym barwnikom i materiałom.

Pasja, której stara się poświęcać jak najwięcej czasu, często kosztem zarwanych nocy, to coś więcej niż hobby czy ciekawy sposób na życie. To przede wszystkim misja, próba dotarcia do szerokiego grona z konkretnym przekazem – jak ważne jest świadome, zgodne z naturą, wytwarzanie różnorodnych produktów. Nie będziemy szczęśliwi, mając coraz więcej i więcej, przyjdzie taki moment, kiedy otaczający nas nadmiar przestanie przynosić radość. I wówczas pojawi się pytanie – jak to wszystko zostało wytworzone, jaki to ma wpływ na nasze środowisko? Odpowiedź nie będzie ani miła, ani satysfakcjonująca.

Gdzie widzi siebie za pięć, dziesięć lat? Z entuzjazmem mówi, że to wymarzony czas na dobre pomysły. – Jeśli masz jakieś marzenie, oryginalną myśl i nie boisz się podjąć ryzyka, to kiedy, jak nie teraz? – przekonuje. W jej przypadku wszystko zaczęło się od artykułu o naturalnych barwnikach. Potem pojawiła się rolka bawełny i naturalne składniki roślinne oraz spożywcze. Większość moich znajomych ma zwykłe prace, więc pewnie patrzą na to, co robię z przymrużeniem oka, ale ci, którzy są kreatywni, doskonale mnie rozumieją – dodaje mieszkająca w Yorku kielczanka. – Taka już jestem, że cały czas muszę podejmować wyzwania. To czyni mnie szczęśliwą.

Zmienić świat

Następnego dnia tuż po naszej wieczornej rozmowie, Kasia Mijas-Galloway przysłała mi Messengerem wiadomość. Przyznała, że gdy zakończyłyśmy nasze pogaduchy, chwilę odsapnęła i mimo, że było już bardzo późno, zabrała się do szycia. Siedziała przy maszynie do drugiej w nocy. Uśmiechnęłam się sama do siebie, gdy wyobraziłam sobie stukającą miarowo srebrną igłę maszyny do szycia. I zabarwioną czarną fasolą lub awokado bawełnę, która karnie przesuwa się pod stopką, wyznaczając kształt poszewki lub serwety. Dziewczyna z Kielc w odległym, śpiącym już Yorku, właśnie w ten sposób próbuje nie tyle zawojować, co raczej zmieniać świat. Trzymam za nią kciuki.

Tekst: Agata Niebudek-Śmiech

***

Zdjęcia: Olivia Brabbs Photography, Katarzyna Mijas-Galloway

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close