Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Obrzeża miasta, opuszczony hangar, bieda i przemoc na porządku dziennym, szaleństwo jako efekt nieludzkich warunków i utraty nadziei na lepsze jutro, czyli „Zachodnie Wybrzeże”. Nowa, mocna propozycja Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach.

Otoczenie determinuje zachowanie
Kiedyś spokojna, zwyczajna dzielnica rzemieślników i emerytów, teraz dziura w ziemi, teren zdewastowany, bez wody, bez normalnych mieszkań: to właśnie tutaj rozgrywa się akcja spektaklu. Kim są mieszkańcy tego zapomnianego przez Boga miejsca? Na pierwszy rzut oka to oprychy, złodziejaszki-cwaniaczki, dresiwa, nieroby, ofiary losu i sfiksowane staruchy. Jednak im uważniej obserwujemy i im dłużej słuchamy, składając w całość fragmenty ich historii, z tym większą siłą dociera do nas, że to osoby takie jak my. Kiedyś mieli normalne domy, rodziny, pracę, dzieciństwo. Coś jednak spowodowało, że postanowili opuścić swój kraj, a tym czymś była najprawdopodobniej nieuzasadniona przemoc, wojna, która najbardziej dotyka niewinnych i nie biorących udziału w sporze. Tak, nasi bohaterowie to uchodźcy. Politycznie niepoprawne słowo, a jednak konieczne w tym opisie. Uchodźcy odtrąceni, bo inni. Zesłani na obrzeża miasta, żeby tam dogorywać i cierpieć, aż wizja powrotu do zniszczonego okrucieństwem kraju będzie się równać z odzyskaniem raju utraconego. Nasi bohaterowie to obcy rodem z filmu „Dystrykt 9”: niechciani, traktowani jak wrzód na ciele miasta, lekceważeni, istoty drugiej kategorii, gorszego sortu. Zesłani na tereny nieludzkie dostosowują się do nich i dehumanizują, zlewają z ohydnym tłem, sami stając się odrażający.

Bycie obcym można stopniować
Bohaterem – kluczem całej historii jest Ciapaty (świetny, zapadający w pamięć Piotr Stanek).
Im sytuacja w hangarze staje się bardziej napięta i wymyka spod kontroli nawet tych z najsilniejszą pozycją, tym Ciapaty staje się coraz ciemniejszy, jakby zmiana koloru skóry symbolizowała zwiększanie się jego inności, nieakceptowania Ciapatego przez otoczenie. Kolejny raz reżyser Kuba Kowalski chce nam powiedzieć, że to okoliczności, sytuacja, wydarzenia determinują pewne zachowania, zmieniają perspektywę i co zaskakujące, charakter człowieka, a nie odwrotnie.

Nagość nieuzasadniona
Odarci z godności koczownicy na zachodnim wybrzeżu są wystarczająco nadzy w swym bólu i samotności, dlatego rozebrana Klara (Anna Antoniewicz), dość grubiańska i mało artystyczna scena seksu, czy całkiem naga Monika (Beata Pszeniczna), która zostaje nagle wrzucona w świat uchodźców, zdają się być tylko tanim i niepotrzebnym chwytem reżyserskim, którym już dawno widzowie się przejedli. Cielesna dosłowność zepsuła w pewnym stopniu walory spektaklu i to tylko dlatego, że nie było konieczności sięgania po nią.

Wszyscy jesteśmy obcymi
Niezrozumienie, puste dialogi, przeradzające się w monologi, to zaczątki szaleństwa, które dotyka nie tylko odtrącone jednostki, ale całe społeczeństwa. Zatracamy się w ocenianiu, szkalowaniu, dzieleniu wszystkiego na dobre i złe, nasze i potwornie nieznane, rodzime i paskudne, znajome i ohydne. Wszystko to, czego nie można na pierwszy rzut oka rozpoznać, skatalogować, zaszufladkować, nazwać, to inność, która winna być natychmiast wykluczona, a najlepiej zlikwidowana. Temat jak najbardziej aktualny, wręcz boleśnie znajomy, tabloidowy. Spektakl zabiera nas na zachód od sumienia i jak tak dalej pójdzie, w przyszłość, w której wszyscy będziemy uchodźcami.

Tekst: Aneta Zychma, Zdjęcia: Krzysztof Bieliński

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close