Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


I jeszcze jedne drewniane schody. I jeszcze jedna wyślizgana poręcz. Wyżej już się nie da. Szukamy włącznika, by oświetlić niski korytarz. Na białych, zniszczonych drzwiach ktoś zostawił wiadomość: Jeżeli jesteś Wolandem lub Mistrzem nie dzwoń. Małgorzaty nie ma.

Czerwiec 1999 r. Pamiętny spektakl „Beckett” w reżyserii Piotra Szczerskiego. Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach otwiera przed widzami swoje zakamarki, zdradza tajemnice. Zamiast siedzieć w wygodnych fotelach, publiczność wędruje ciemnymi korytarzami, wspina się po schodach, niezdarnie prześlizguje przez wąskie zaułki, co i rusz napotykając aktorów, którzy odgrywają jedenaście sztuk Samuela Becketa. Już wiemy, że budynek przy ul. Sienkiewicza 32 jest przestrzenią nieograniczoną, a scena i widownia to tylko jej część. Reszta zazwyczaj jest niedostępna.

Przed wielkim remontem

Kielecki Teatr im. Stefana Żeromskiego szykuje się do remontu. Od chwili, gdy we wrześniu ubiegłego roku stał się właścicielem całego gmachu, rozpoczęły się przygotowania do tego wielkiego przedsięwzięcia, szacowanego na, bagatela, 50 mln zł. Konkurs na opracowanie koncepcji architektonicznej przebudowy już został ogłoszony. Termin składania prac upływa 3 lipca. Przewidziano trzy etapy: pierwszy to modernizacja budynku frontowego od strony ulicy Sienkiewicza wraz z oficyną zachodnią, w której mieści się scena i widownia. Drugi obejmie oficyny północną i wschodnią, która przeznaczona zostanie m.in. na małą scenę, trzeci przewiduje przebudowę dziedzińca. Prace remontowe ruszą najwcześniej w 2018 roku i potrwają przynajmniej trzy lata. Na ten czas kielecka scena zamknie swoje podwoje, aktorzy występować będą w innym miejscu, a widzowie już nigdy nie zobaczą teatru takim, jakim był on przez dziesięciolecia. To jeden z ostatnich momentów, by utrwalić ten odchodzący powoli do przeszłości świat.

Skrawki białego materiału

Stajemy na środku teatralnego podwórka. To w tym miejscu niespełna dwadzieścia lat temu rozpoczynał się spektakl „Beckett”.  Dziś ta klasyczna studnia pełni funkcję parkingu, stąd też wchodzi się do oficyny północnej i wschodniej. – Ponoć w latach 50., czyli czasach dyrektorowania Ireny i Tadeusza Byrskich na dziedzińcu rosła jabłoń – mówi Halina Łabędzka, kierownik impresariatu, która oprowadza nas po zakamarkach teatru. Zwraca naszą uwagę na zewnętrzną windę w oficynie zachodniej, przez którą wprost na wystający balkon, a potem na scenę, transportowane są dekoracje.

Zaglądamy do usytuowanej na wprost bramy oficyny północnej. Na samym dole po lewej stronie znajduje się malarnia. Trwają prace nad scenografią do dwóch spektakli „Zaucha welcome” oraz „Zabić celebrytę”. Na podłodze leży wycięta ze styropianu naturalnych rozmiarów świnia. Obok niej farby, pędzle, zdjęcia…

Wędrujemy na pierwsze piętro. Pod nogami skrzypi drewniana podłoga, ciemny korytarz prowadzi do pracowni krawieckich i mieszkań. Cisza. Pracownicy już dawno poszli do domu, na stołach pozostały skrawki białego materiału, nożyce i fotografie przedstawiające kostiumy. Maszyny do szycia umilkły, nie słychać ich stukotu, manekiny czekają, aż wprawne ręce krawców nałożą na nie tkaninę. Kierowniczka impresariatu uśmiecha się na wspomnienie wydarzeń, których świadkami były pracownie krawieckie. Ileż przymiarek, rozpruwania zszytych już kawałków materiału, zużytych nici i igieł. Gdy w ubiegłym sezonie kielecka scena wystawiała „Szalbierza”, do którego kostiumy przygotowywała Zofia de Inez, ekipa krawców stanęła przed nie lada wyzwaniem, bowiem plastyczka była niezwykle wymagająca. Niekiedy trzeba było przesuwać ścieg o dwa milimetry i przeszywać guziczki. Ale efekt końcowy był imponujący. Owoce pracy teatralnych krawców można oglądać w kostiumerni. To prawdziwa historia kieleckiej sceny – wędrowanie między rzędami niezliczonych kreacji, okryć noszonych przez królów i żebraków, damy i wieśniaczki, przyprawia o zawrót głowy. – Na etacie mamy krawcową i krawca, czasami przed premierami, gdy jest dużo pracy, zatrudniamy dodatkowe osoby – mówi Halina Łabędzka. Co warte podkreślenia – kielecka scena, jak na razie nie zamknęła żadnej pracowni. Tymczasem wiele teatrów coraz częściej zleca tego rodzaju usługi na zewnątrz.

Zakochany przemysłowiec

Opuszczamy północną oficynę, by na chwilę zajrzeć na klatkę schodową części wschodniej. Tu czas zatrzymał się przed wieloma dziesięcioleciami, przywodząc na myśl tak odległe wydarzenia, jak pierwsze powojenne spektakle grane na kieleckiej scenie.

Wchodzimy do głównego budynku i dobrze znanymi schodami wędrujemy przez foyer na widownię,  a potem znów schodami na piętro, gdzie znajdują się loże. Zasiadał w nich pewnie Ludwik Stumpf, bogaty przemysłowiec, właściciel browarów, który w latach 1870-1878 wzniósł gmach przy dzisiejszej ulicy Sienkiewicza 32 dla ukochanej warszawskiej aktorki. Mieścił on scenę teatralną wraz z hotelem i restauracją. Według ustaleń konserwatorów budynek główny od początku powiązany był ze skrzydłem oficyny zachodniej oraz stajnią i wozownią znajdującymi się wewnątrz podwórka. Oficynę wschodnią wybudowano dopiero po 1911 r. Sala teatralna do początku miała kształt owalny z krzesłami w parterze, loggiami i balkonami w dwóch sferach.

Pierwsze przedstawienie – opera komiczna „Dzwony kornewilskie” – odbyło się 6 stycznia 1879 r. Od tego czasu kielecka scena miała swoje wzloty i upadki, przez kolejne dziesięciolecia pracowali na niej aktorzy, reżyserzy, scenografowie. Tuż po II wojnie światowej, ze względu na ogromne zniszczenie gmachu, aktorzy występowali w Wojewódzkim Domu Kultury, rychło jednak wrócili na stare śmieci, bo tylko tu czuli ducha prawdziwego teatru. I nikomu nie przeszkadzało to, że – jak czytamy w wydawnictwie „Plotka i prawda o teatrze” – w całym budynku brakowało szyb, a widzowie musieli siedzieć na spektaklach w paltach. Scena nie miała podłogi, budowano ją sukcesywnie z pieniędzy ze sprzedaży biletów, reflektory wykonane były z ocynkowanych wiader, które dobrze odbijały światła żarówek. Takie były początki – pionierskie, pełne entuzjazmu i fascynacji. Znakomity aktor i kielczanin – Wiesław Gołas – wspominał kielecką scenę, jako małe cacuszko wlepione w malowniczą ulicę Sienkiewicza, które zawsze rozpoznawał po niepowtarzalnym zapachu starej kurtyny i skrzypiących fotelach.

Świat, który przestanie istnieć

Zdaje się, że ten zapach, mimo upływu lat, wciąż roznosi się po teatralnych zakamarkach. Wędrujemy za kulisy – niewielkie stanowisko inspicjenta i suflera, na wprost drzwi prowadzące do garderoby. Kolejne piętro. Halina Łabędzka wyjmuje pęk kluczy i otwiera przed nami następne pomieszczenia: magazyn podręczny rekwizytów, charakteryzatornia, garderoby, za którymi znajduje się pokoik do prób stolikowych. Wracamy korytarzem ozdobionym czarno-białymi fotografiami ze spektakli. I znów kolejne schody. I jeszcze jedne. Jesteśmy na samej górze. Na strychu znajdują się mieszkania i archiwum. Na białych, zniszczonych drzwiach ktoś zostawił wiadomość: Jeżeli jesteś Wolandem lub Mistrzem nie dzwoń. Małgorzaty nie ma. Wpuszczę ewentualnie Behemota.

– Pamiętam taką anegdotę. W czasach Byrskich mieszkali tu aktorzy, którzy wspólnie gotowali jakieś potrawy w wielkim garze, każdy po kolei wpadał tu na chwilę i mieszał, żeby się nie przypaliło, a potem wspólnie jedli – uśmiecha się Halina Łabędzka.  – Tak wyglądało wówczas życie w teatrze.

Świat starego teatru wkrótce przestanie istnieć. Znikną drewniane stropy i skrzypiące schody, rozbudowana zostanie scena, nowy wymiar zyska widownia i foyer, w oficynie północnej lub wschodniej powstanie także mała scena na około 100 miejsc. Wyburzone zostaną budynki gospodarcze przy oficynie zachodniej. Ale duch wzniesionego z wielkiej miłości budynku wciąż będzie ten sam, bo powrócą tu ci sami ludzie. Aktorzy, pracownicy, widzowie. A to przecież oni tak naprawdę tworzą teatr.

Tekst: Agata Niebudek-Śmiech, Zdjęcia: Mateusz Wolski

Zapraszamy na fotograficzną podróż po zakamarkach teatru do Kalejdoskopu.

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close