Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Aneta Oleszek – kobieta-dynamit, zarażająca 100-procentową energią i pewnością siebie, która dzięki ogromnemu uporowi rozpoczęła prawdziwą rewolucję na europejskim rynku podologii. No właśnie – podologii… Mało kto wie o istnieniu dziedziny (a dotyczy każdego z nas, bez wyjątku), w której Aneta jest naprawdę wielkim fachowcem.

Co to takiego jest ta podologia? Przyznam, że pierwszy raz zetknęłam się z tym określeniem, gdy usłyszałam, że jakaś dziewczyna z Kieleckiego Parku Technologicznego się tym para….

To dziedzina medycyny zajmująca się szeroko pojętą problematyką stóp – ich pielęgnacją, zdrowiem, urodą. W Polsce niemal trzy miliony osób choruje na cukrzycę, a prognozy mówią o tym, że niebawem liczba ta wzrośnie do pięciu milionów. To niestety choroba cywilizacyjna, która zaniedbana może prowadzić do zespołu stopy cukrzycowej. Niestety – w Polsce mamy problem z odpowiednią pielęgnacją stóp. I chcę od razu zaznaczyć, że moje produkty nie są dedykowane tylko osobom chorym na cukrzycę – to kosmetyki do kompleksowej pielęgnacji skóry, dla każdego! Swoją przygodę z podologią zaczęłam od rozwiązania stosowanego przy wrastających paznokciach. Dopiero po Podoklamrze pojawiła się linia kosmetyków Podopharm, najpierw do stóp, a teraz…

Zaraz, zaraz powolutku! Czym jest Podoklamra?

(Śmiech) No tak – galopuję przez życie i w rozmowie! Podoklamra to czasowy implant do korekcji wrastających paznokci. Wykonana jest ze stali implantologicznej. Zakładają ją wyłącznie specjaliści. Aby uzyskać efekt, trzeba ją nosić przez kilka miesięcy. Niestety – wrastanie paznokci to powszechny problem i bolesna, nieprzyjemna dolegliwość. Najczęstsza jej przyczyna to niewłaściwe obcinanie paznokci (zbyt krótko i na okrągło). Drugą, równie ważną jest zbyt ciasne obuwie. Podoklamra leczy taki problem, oczywiście w połączeniu z odpowiednią pielęgnacją stóp.

Ale po kolei. Co robiłaś zanim zaczęłaś produkcję swojego dość nietypowego wynalazku?

Przez dziesięć lat byłam dyrektorem handlowym w polskiej firmie kosmetycznej. Zbudowałam tam dział kosmetyki profesjonalnej. W pewnym momencie zarządzający koncernem postanowili jednak, że pójdą w nieco inną stronę niż chciałam. I zapadła decyzja o rozstaniu. Natomiast samą problematyką podologii zafascynowałam się ponad dziesięć lat temu, jadąc na międzynarodowe targi do Dusseldorfu, które w całości były poświęcone problemom stóp. W tym samym czasie w Polsce pojawiały się raptem 2-3 takie stoiska, ustawione gdzieś w kącie. Wiadomo – chętniej się patrzy na piękną buzię niż na stopy z hiperkeratozą. Zresztą – jeśli już o tym mówimy – kilka osób zarzuciło mi, że wrzucam na swój facebookowy profil takie okropne zdjęcia. Ale prawda jest taka, że działam w branży, która nie zajmuje się pięknymi i pachnącymi stopami, to moje kosmetyki mają doprowadzić je do odpowiedniego wyglądu. Usłyszałam też, że to nie jest podejście marketingowe, bo ludzie chcą oglądać ładne rzeczy. To zależy do kogo chce się dotrzeć. Podolog wie, że im stopy gorzej wyglądają, tym większy jest sens jego pracy.

No dobrze – porzuciłaś karierę w korpo, odeszłaś z firmy. I co dalej?

Byłam totalnym start-upem – z pomysłem, zapałem i wiarą w siebie. W tym samym czasie posypały się różne propozycje pracy, dzwoniono: chcemy właśnie panią. Biłam się z myślami – iść czy nie?. Byłam dobra w swojej pracy, odnosiłam sukcesy, awansowałam. Ale równocześnie – odkąd pamiętam – zawsze chciało mi się więcej. Lubię szerzej patrzeć na problem i działać. Nie brakuje mi odwagi. Mam do siebie duży dystans i nie boję się wyzwań. Dlatego zaczęłam pracę na własny rachunek.

Co było pierwszym produktem? Podoklamra?

Tak. Pochłonęła sporo pieniędzy. Moje oszczędności praktycznie zniknęły. Nie sądziłam, że cały ten szereg badań, ocen klinicznych i uruchomienie pierwszej produkcji będzie takie kosztowne. Pierwszy rok zamknęłam z dużą stratą.

Te klamry to Twój autorski produkt. Dlaczego uwierzyłaś w nie tak mocno?

Ludzie, z którymi miałam zawodowo do czynienia, mi to podsunęli. Zrobiłam taki tour po Polsce, pokazywałam co to jest pedicure medyczny, jaki jest standard higieny. Tam właśnie ktoś mi zasugerował, żeby zrobić taką klamrę, bo brakuje tego rodzaju produktu na rynku. Więc pochyliłam się nad tym zagadnieniem. Oczywiście był w to zaangażowany cały sztab ludzi. Miałam tylko pomysł, a trzeba było zrobić rysunek techniczny, przygotować prototyp, wyszkolić całą kadrę instruktorów.

Dość szybko produkt został nagrodzony na międzynarodowych targach Beauty Forum w Warszawie i Uroda w Gdańsku. A to sprawiło, że zaczęto na rynku inaczej na mnie patrzeć. Potem wprowadziłam linię kosmetyków. Na targach zauważył mnie zagraniczny dystrybutor z Czech i Słowacji. A wtedy byłam na rynku mniej niż rok! W Polsce nikt nie chciał mnie obdarzyć takim zaufaniem, bo „Pani działa dopiero trzy miesiące”. Biznesu również nie zaczynałam w Kielcach, a w Łódzkim Parku Naukowo-Technologicznym, gdzie dojeżdżałam przez osiem miesięcy. Mieszkałam praktycznie w samochodzie. Gdy w końcu przeniosłam się do Kielc zaczynałam od małego biura w podziemiach.

Pamiętasz „debiut” Podoklamry?

No jasne! System został przygotowany specjalnie na Targi w Warszawie. Pomyślałam, że zadzwonię do Beauty Forum i powiem, że ten swój pierwszy raz chciałabym zrobić właśnie z nimi. Byli zachwyceni. Pojechaliśmy na te targi, z grupą moich przyjaciół, na żywioł i wzbudziliśmy naprawdę ogromne zainteresowanie. To był pierwszy tego rodzaju system w Polsce. Pojawiło się pierwsze zainteresowanie: „A gdzie to jest produkowane?”, „W Polsce?”, „A gdzie?”.

No właśnie, gdzie to jest produkowane?

W Fabryce Narzędzi Medycznych Chirmed w Rudnikach koło Częstochowy. Na początku zwróciłam się do innego producenta, ale nie był tym projektem zainteresowany. Co prawda właściciele Chirmedu miło nas przyjęli, ale także z lekkim zdziwieniem. A ja bardzo chciałam, żeby ten produkt miał metkę „Made in Poland”. Właściwie wszystko co się tylko da, począwszy od drutu, kupuję na naszym rodzimym rynku. Kosmetyki także produkowane są w Polsce. Oczywiście, wiadomo, że są też takie surowce, które są dostępne tylko we Francji, w Niemczech czy Szwajcarii, ale niczego nie kupuję z rynków Dalekiego Wschodu.

Jak wyglądał drugi rok firmy?

Przez pierwsze sześć miesięcy odpracowałam straty. Pomogły nagrody, które otrzymałam. Pojawiły się pierwsze zyski, więc się zatrudniłam. Następnie przyszła do pomocy Ania, która jest obecnie kierownikiem logistyki. Bardzo się zaprzyjaźniłyśmy, była wyrozumiała pomimo tego, że było ciężko, ledwo starczało na pensję dla mnie i dla niej. Pojawiły się kolejne nagrody, do dziś mamy ich na koncie dziesięć. To są bardzo prestiżowe wyróżnienia, najważniejsze jakie można zdobyć w branży. One zapoczątkowały kolejne telefony od dystrybutorów m.in. z Wielkiej Brytanii i Irlandii.

Teraz firma ma już trzy, cztery lata?

Zaczynamy czwarty rok. W poprzednim wszystko jakby się odczarowało. Pojawiły się duże przyrosty ze sprzedaży. Pomyślałam, że stworzę kilka takich produktowych petard. Każda otrzymała nagrody. Przeniosłam się do większego biura, otworzyłam gabinet podologiczny.

Jak ma być postrzegana marka Podopharm?

Ma być mocna, przyjazna klientowi, kojarzyć z czymś eksperckim, ale też z pewnym luzem.

Ile masz teraz kosmetyków w ofercie?

O rany, musiałabym policzyć. Około 30, do tego klamry, narzędzia medyczne i sześć nowych receptur, które są opracowywane.

Czy ty czasem sypiasz…?

Przyzwyczaiłam się już do tego tempa. Lubię to bardzo! Pomysły rodzą się, gdy jadę samochodem lub w środku nocy, kiedy zamiast spać wymyślałam nazwę firmy.

A jakbyś miała wybrać, który produkt jest taki najbardziej Twój? Ulubiony, dopieszczony, z którego jesteś najbardziej dumna?

Każdy z produktów ma swoją własną, osobną historię. Każdemu poświęcam wiele czasu i kosztował mnie dużo pracy.

Nie jesteś z wykształcenia podologiem?

Nie, inżynierem produkcji. Skończyłam też zarządzanie i marketing.

Skąd czerpiesz specjalistyczną wiedzę, pozwalającą tworzyć receptury kosmetyków?

Uczestniczę w konferencjach naukowych, dużo czytam. To moja pasja, z której przy okazji uczyniłam sposób na życie. Wszystkim tego życzę!  A po godzinach jestem kurą domową. Mam dwóch synów, z młodszym właśnie uczymy się pisać, liczyć, czytać. Jestem żoną i matką z normalnymi problemami.

Gdzie będzie Aneta Oleszek za 5-10 lat?

Jeszcze przez trzy będę tutaj, w Kieleckim Parku Technologicznym. A potem ma nastąpić przełom. Ale taki naprawdę, wiesz – łuuup! Chcę kupić tu teren inwestycyjny i wybudować własną halę produkcyjną, laboratorium, całe centrum szkoleniowe, magazyny. Chcę, żeby historia podologii kojarzyła się z Kielcami. Chciałabym, aby powstała marka „stopa kielecka”.

Tak rozpoznawalna jak Majonez Kielecki?

Tego bym chciała.

To jesteś na dobrej drodze…

Ale trzeba na to czasu. Te wszystkie nagrody, to, że ludzie się mną zachwycają, to jest jak paliwo, daje napęd do działania.

A ilu masz dystrybutorów obecnie w Polsce?

Dwudziestu. I czterech zagranicznych, a ma być sześciu. Zatrudniam też sześć osób.

Oferta Twojej firmy to nie tylko produkty do stóp?

Właśnie. Okazało się, że rynek wymaga też wprowadzenia innych produktów specjalistycznych. Bo diabetyk ma problemy z całym organizmem – skórą, włosami… Powstał więc szampon dla osób chorych na łuszczycę, serum regenerujące do ciała, Skinflex – krem barierowy do skóry suchej i atopowej, bezzapachowy, bardzo bogaty w emolienty, składniki regeneracyjne, taka odżywcza bomba ochronna. Kosmetyki nie mają parabenów, za to recepturę bogatą w najwyższej jakości składniki aktywne. Musisz spróbować to będziesz wiedziała, o czym piszesz! To trzeba poczuć!

Dziękuję, spróbuję na pewno.

Rozmawiała: Daria Malicka, Zdjęcia: archiwum Anety Oleszek

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close