Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


O Kielcach, przyjaźni, nowej płycie, polityce i… nekropoliach z Andrzejem Piasecznym rozmawia Daria Malicka.

Co widzisz, gdy słyszysz „Kielce”?

Hmmm… To niełatwe pytanie… Pierwsze skojarzenie to chyba po prostu… dom. To moje miejsce, oswojona przestrzeń, dająca poczucie bezpieczeństwa. Nie zawsze jest tak, że to my wybieramy dane miejsce do życia. Często to właśnie ono wybiera nas. I właśnie tak było ze mną. Nie jestem autochtonem, należę do ludności napływowej, która niejako przez zasiedzenie stała się miejscowa. A ponieważ moje życie w dużej mierze polega na przemieszczaniu się, to w mojej głowie rodzi się obraz gniazda. Miejsca, które nie jest portem, przystanią czy przystankiem, w którym się cumuje, by za chwilę zrzucić liny i płynąć dalej… To miejsce kojarzy się z domowym ciepłem.

Pamiętam moment, w którym zdałem sobie z tego sprawę. Jadąc od strony Warszawy, tuż za Skarżyskiem, zobaczyłem pierwsze pagórki Kielc i wtedy pomyślałem – jestem w domu. Podobnie mam, gdy jadę od strony Łodzi i zaraz za Łysą Górą, a mieszkam w okolicy, pojawia się myśl: to już tu, jestem u siebie.

Masz ulubione miejsca w Kielcach? Takie, które bardziej niż inne są Twoje?

Nie mam miejsc, które są bardziej moje niż reszta miasta. Oczywiście są pewne stałe punkty, architektoniczne czy infrastrukturalne, które mocno kojarzę z Kielcami, ale to miasto postrzegam bardziej przez pryzmat ludzi, z którymi jestem związany. Prowadzę na tyle intensywne życie, że kiedy wracam zmęczony do domu, to naprawdę nie myślę o tym, gdzie by tu wyjść na piwo, czy która knajpa w Kielcach jest najfajniejsza. Rzadko można mnie spotkać siedzącego w ogródku na Rynku. Częściej już na Sienkiewce czy w  galerii na zakupach. Tak jak teraz (śmiech). Staram się też bywać na meczach VIVE, choć ostatnio też nieczęsto mi się to udaje.

Mówi się, że miłość na odległość nie jest łatwa. A czy łatwa jest przyjaźń na odległość, zwłaszcza dla kogoś, kto ciągle jest w trasie?

Wszystko jest łatwe, gdy w głowie ma się dobrze poukładane. Pewnie musielibyśmy zacząć od definicji relacji przyjacielskich i samej przyjaźni. Przyjaciel czy bliska osoba to niekoniecznie musi być ktoś, z kim spędzamy dużo czasu, kto zawsze jest obok. Mam w Kielcach przyjaciół, z którymi słyszę się, gdy jestem w drodze i z którymi staram się spotykać, gdy tylko jestem w domu. Może to moja wina, że nie potrafię poukładać kalendarza w bardziej przewidywalny sposób… Zawsze gdy tylko jestem na miejscu, nawet na krótko, dzwonię do nich i próbuję się umówić.Mówi się także, że artyści są samotni….

Dobieramy się z innymi tak, by się wzajemnie uzupełniać i odpowiadać na swoje potrzeby. Być może moi przyjaciele nie potrzebują mojej fizycznej obecności aż tak bardzo. A czy artyści są samotnikami? W pewnym sensie tak. Często słyszymy, że ktoś odszedł w samotności, przygnieciony dużymi problemami emocjonalnymi. Mnie to na szczęście nie dotyka, ale też nigdy nie starałem się być w centrum medialno-widowiskowych wydarzeń. Nie jestem celebrytą. Gdy tylko jestem w domu, żyję życiem normalnego człowieka. Nie mam potrzeby bywania na przyjęciach, rautach, pokazywania się na ściance, by na chwilę znaleźć się na Pudelku czy w rubrykach towarzyskich. To wszystko mnie nie dotyczy. Nie zawieram pustych i powierzchownych znajomości. Mam dwoje, może troje bliskich znajomych wśród bardziej rozpoznawalnych osób, ale nie nazwałbym ich przyjaciółmi. Nie ma w moim prywatnym życiu momentów, w których wracałbym do domu i nie wiedział, co ze sobą zrobić…

Masz swoich wiernych i oddanych fanów. Lubisz ich? Czy to oni są twoim motorem działania?

Życie, miłość, emocje – to napędza mnie do działania. I przyjaźń –  przeżywanie wspólnie dobrych chwil i przechodzenie razem przez te trudne. Moment, w którym pomyślałbym, że piszę piosenki po to, by ktoś je kupił, byłby ostatnim w mojej karierze.

Wiesz, że jest wielu artystów, którzy tak właśnie mówią? Oni żyją dla swoich fanów.

No to przepraszam, ale ja do nich nie należę. Oczywiście zależy mi na tym, by żyć z tego, co robię, by udawały mi się piosenki, by ktoś chciał ich słuchać, kupować bilety na moje koncerty, płyty. Ale to wynika przede wszystkim z fascynacji muzyką, a nie chęci wypuszczenia nowego modelu, nowej odsłony samego siebie, zarobienia kolejnych pieniędzy. Jak każdy chcę mieć satysfakcję z tego, co robię i dzięki temu mieć siłę i chęci, by zrobić kolejny krok.

Jaka zatem będzie ta płyta, która ukaże się jesienią? Będzie w stylu, z którego najlepiej Cię znamy, czy okaże się totalnym zaskoczeniem?

Przy tym krążku wróciłem do producenta, z którym robiłem swoją pierwszą i drugą solową płytę. Poruszam się w obrębie muzyki pop, bo to potrafię i lubię robić, nie wstydząc się tego zupełnie i odnajdując w tym własną wartość. Będzie lirycznie – jak dotąd, może tylko w nieco innej oprawie. Trudno mi opowiadać o swojej pracy. To odbiorca powinien mówić, jak słyszy to, co zrobiłem, jak to czuje i jaki ma to na niego wpływ. Jestem z tej płyty bardzo zadowolony. Myślę, że jestem w dobrym momencie swojego twórczego życia.

Wielu artystów w pewnej chwili odchodzi od swojego artystycznego DNA, zaskakując odbiorców ekstremalnymi metamorfozami.

W obrębie jednego środowiska, jednego stylu można robić bardzo różne rzeczy. Doskonałym przykładem jest twórczość Madonny. Każda kolejna jej płyta była kompletnie inna dźwiękowo i produkcyjnie od poprzedniej, każda była niespodzianką. Natomiast ja tę amplitudę wahań mam zdecydowanie mniejszą. Moja poprzednia płyta była orkiestrowa, więc na pewno brzmiała inaczej. Myślę już o kolejnej płycie i mogę zdradzić, że będzie to krążek, przy którym da się potańczyć. To jednak ciągle będzie to samo środowisko, ten sam obszar, ta sama liryka, choć zaprezentowana w nieco inny sposób.

Mam też wrażenie, że ludzie przyzwyczajają się do moich słów, nastrojów, dźwięków. Te emocje są uniwersalne i wspólne niezależnie od tego, w jakim momencie życiowym aktualnie się znajdujemy, czy z jakiego środowiska się wywodzimy. Gdy kochamy, to kochamy podobnie. Gdy nam kogoś brakuje, to w jednakowy sposób. To są te same emocje, mimo że okazujemy je inaczej i różnie na nie reagujemy. Przekuwamy je w zachowania i słowa. Staram się układać je w taki sposób, żeby stawały się bardzo czytelne. To sprawia mi dużą satysfakcję.

Jaki jesteś na tej nowej płycie? Zakochany, zły, rozczarowany, wdzięczny?

O, wdzięczny – to ładne słowo. Tak, jestem wdzięczny – losowi, światu, Bogu, za to, co mnie spotyka…

Nigdy nie bywasz zbuntowany?

Ja? Zbuntowany? A w życiu!

Rzeczywiście jeszcze na żadnej płycie taki nie byłeś…

I nie będę.  Nie potrafię pisać o rzeczach, które mnie denerwują i frustrują, choć i tych w moim życiu nie brakuje. Wolę zgodę niż bunt. I nawet jeśli ten czasem się pojawia, nigdy nie przekuwam go w piosenkę. Artystyczny bunt jest popularny, ale nie chcę go wykorzystywać. Mogę mówić o rzeczach irytujących, ale nie będę o nich śpiewał. Jestem obecny na scenie od 25 lat i staram się poruszać w określonej aurze emocjonalnej. I niech tak zostanie. Zresztą będzie się można o tym przekonać podczas trasy z okazji jubileuszu. Zapraszam na koncert już w listopadzie.

Mówisz, że nie jesteś celebrytą, że nie przeszkadza ci rozpoznawalność. A czy jesteś gwiazdą? Exegi monumentum… – mnie nie będzie, zostanie moja twórczość…

Tego rodzaju uczucie, takie myśli są wyjątkowo ulotne. Z jednej strony można pomyśleć: no tak, zrobiłem kilka rzeczy, które pozostaną w kanonie. Ale które radio gra dzisiaj Beatlesów? Dla młodzieży muzyka zaczyna się od Rihanny. Nie mówię tego w formie zarzutu. Współczesny świat po prostu taki jest. Pędzi z prędkością światła. Dostrzegam to, nie kwestionuję. Z drugiej strony – gdzie mi do Beatlesów? Użyłem grubego kalibru!

Opowiem Ci pewną historię. Zwiedzałem kiedyś z przyjaciółmi cmentarz Na Rossie w Wilnie, bo lubię odwiedzać nekropolie i podziwiać nagrobkową architekturę. I tak się przechadzamy, oglądamy, czytamy i w pewnym momencie widzimy nazwisko, dziś już go nie pamiętam, na pięknym nagrobku z przełomu XVIII i XIX wieku i podpis: „gitarzysta światowej sławy”. Być może to prawda, być może w tamtym czasie tak było, ale teraz? Wszystko, co warto po sobie pozostawić, to dobro, które czynimy. Mam nadzieję, że swego rodzaju dobrem mogą być dla kogoś moje piosenki. Natomiast nie byłbym aż tak odważny, żeby przyznać się do zbudowania pomnika ze spiżu… Do rozpoznawalności ­– chętnie, do popularności – tym bardziej. Nie lubię jednak określenia „gwiazda”. Bo cóż ono znaczy?

Gdybym był człowiekiem tego samego formatu i był tak samo popularny w innym miejscu na Ziemi, być może nie mógłbym tu tak spokojnie z Tobą siedzieć. Ale czy tego chcę? Nie! Bardzo dobrze mi się tu siedzi. Uczę się cieszyć z tego, co mam, co robię i co mi wychodzi…

O czym marzysz?

Nie jestem pewien, czy marzenia powinno się wypowiadać głośno… To, o czym mógłbym mówić,  pozostaje w sferze projektów i planów, nie marzeń. Nie narzekam na brak pomysłów!Byłeś Kacprem Górniakiem… Nie chciałbyś wrócić do filmu lub telewizji?

Najpierw film lub telewizja musiałaby chcieć mnie. Nie potrafię zabiegać o to, by się tam znaleźć. Miałem dwie, trzy propozycje. Byłem nawet na zdjęciach próbnych do jednego filmu, ale… byli lepsi ode mnie. Jeszcze kilka lat temu w każdym filmie grały te same twarze – świetni aktorzy, ale widz już nie wiedział, co ogląda, fabuły się mieszały. Na szczęście to już za nami. Mamy świetnych aktorów młodego pokolenia, którzy doskonale dają sobie radę i chociaż na planie „Złotopolskich”  odebrałem dobrą szkołę, to traktuję to tylko w kategorii interesującej przygody.

Czy taką przygodą jest też „The Voice of Poland”?

Zdecydowanie tak. Sposobem na życie może być tylko coś trwałego, rozrywkowy program telewizyjny jest jedynie świetną przygodą. Chyba że jest się Robertem Janowskim… (śmiech). „The Voice of Poland” sprawia mi przyjemność, bo obcuję z muzyką i ze znacznie młodszymi ode mnie ludźmi, którzy często są dopiero na początku swojej muzycznej drogi. Ten program pozwolił mi też pokazać się z zupełnie innej strony. Nie tylko śpiewam, ale mam też coś do powiedzenia. A o tym, że tak jest, wie moja publiczność powracająca na jesienne i zimowe koncerty. Mówię na nich bardzo dużo.

Pytanie z zupełnie innej kategorii, choć wydaje mi się, że znam odpowiedź. Czy będziesz miał swoją linię kosmetyków, ubrań, sieć restauracji…?

Ha! Zaskoczę cię, ale nie powiem nie. Są ludzie, którzy doskonale radzą sobie w biznesie. To też jest sztuka. Spójrzmy chociażby na Michała Sołowowa czy Bertusa Servaasa. To prawdziwi mistrzowie, absolutny majstersztyk. Nergal też jest takim mistrzem… A to wypuści piwo, „szatańską kawę”. Nie mam takich zdolności, ale jeśli byłby ktoś, kto by mi w tym pomógł, kto byłby moim parterem i byłby to obszar, w którym się odnajdę, to dlaczego nie?

I jeszcze inna kategoria – polityka. Angażujesz się w nią?

Prywatnie czasem tak. Publicznie – nigdy. Nie chciałbym, żeby to, co robię było kojarzone z jakąkolwiek partią polityczną. Co nie znaczy, że nie mam poglądów i, gdy dzieje się coś ważnego społecznie, gdy konkretna sprawa mnie mocno obchodzi nie jestem w stanie oddzielić artysty od obywatela. Interesuje mnie wszystko, co dotyczy mojego kraju. Natomiast wolę mówić o konkretnych sprawach.

Niezależnie od tego, kto jaką flagę dzierży, zawsze głośno mówię, gdy coś mi się nie podoba. Gdyby Puszczę Białowieską wycinał ktoś z SLD, PO, Partii Razem czy jakiejkolwiek innej – też bym mówił, że to jest zło. Bo tak jest i sympatie polityczne nie mają tu nic do rzeczy. W akcję obrony Puszczy Białowieskiej mocno zaangażowałem się na Facebooku i to uruchomiło lawinę komentarzy, pozytywnych i negatywnych. Nie jest w porządku, że Ci którzy się nie zgadzają, robią to w sposób wulgarny, bo przecież można się nie zgodzić kulturalnie. Jednym z takich komentujących był mieszkaniec Kielc, który napisał o mnie „mały człowiek angażuje się w sprawy, które go przerastają”. Nie oburzam się na ocenę mojej osoby. Pomyślałem tylko, że ciekawe, czy miałby podobne zdanie, gdyby ktoś wycinał Puszczę Jodłową. Być może tak. To jednak świadczy o nim, nie o mnie.

Mówię o Puszczy, bo to jest sprawa niezwykle ważna dla całych pokoleń. Wykraczająca poza sympatie polityczne, bieżące „lubię” i „nie lubię”, poza tu i teraz. Tego nie da się naprawić i odwrócić jedną decyzją… Natomiast jeśli pytasz mnie o chęć podążenia śladami Liroya czy Kukiza – to zdecydowanie nie!  Takich aspiracji nie mam (śmiech).

Dziękuję za rozmowę.

***

Andrzej Piaseczny z koncertem 25 Tour wystąpi w Kieleckim Centrum Kultury 9 listopada o godz. 19. Bilety są już w sprzedaży.

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close