Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Budowano najpierw z rozmachem, odważnie i na światowym poziomie. Potem coraz słabiej, gorzej, byle jak i w bardzo uproszczonej formie. W powojennych kieleckich budynkach jak w zwierciadle przegląda się polska smutna socjalistyczno-komunistyczna rzeczywistość. Mimo to warto się im przyjrzeć i docenić, bo mimo wszystko na to zasługują.

Październik 1956 roku był dla Polaków momentem dużej ulgi. Co prawda w dalszym ciągu panowała radykalna dyktatura i cenzura (tylko na moment nieco złagodzona), ale totalitaryzm nie ogarniał wszystkich dziedzin życia. Ci, którym z komunistami nie było po drodze, ale służyć mogli Polsce swoją pracą i umiejętnościami, odzyskali głos. Niedobitki „reakcji” łaskawie zwolniono z więzień, pozwalając żyć na obrzeżach nowej rzeczywistości. Szczególnie dla najmłodszego pokolenia, nie mogącego pamiętać czasów międzywojnia, rok 1956 był ogromną zmianą, niosąca optymizm i radość. Znacznie poszerzyła się przestrzeń twórczej wolności – m.in. w dziedzinie architektury. Z hukiem upadła totalitarna doktryna „realizmu socjalistycznego”, co pozwoliło otwarcie czerpać z doświadczeń szkół architektonicznych z całego świata.

Hall kina Romantica (pocztówka z lat 60.)

Lepiej – gorzej – najgorzej

Przede wszystkim wrócił modernizm. Przełom lat 50. i 60. XX wieku to w Polsce, również w Kielcach, prawdziwy wysyp bardzo dobrze zaprojektowanej nowoczesnej architektury. Państwo dało zielone światło do realizacji zgodnych ze światowymi trendami projektów. To zbiegło się w czasie z prawdziwym boomem inwestycyjnym – w całej Polsce, jak grzyby po deszczu zaczęły rosnąć gmachy szkół, uczelni, instytucji, domów kultury, dużych obiektów służących handlowi, sportowi, estradzie. Różnie bywało z jakością wykonania, ale same projekty nie ustępowały najlepszym światowym wzorcom. Realizacji śmiałych pomysłów sprzyjała też dostępność terenów inwestycyjnych. Władza swobodnie sięgała po działki. Przez całą epokę PRL-u powstawały ciekawe realizacje architektoniczne, jednak okres, kiedy było ich naprawdę dużo nie trwał długo.

Motel na Słowiku (pocztówka z lat 60.)

Już od połowy lat 60. liczba interesujących inwestycji zaczęła systematycznie maleć, zaś od drugiej połowy lat 70. socjalistyczne państwo realizowało niemal wyłącznie maksymalnie uproszczone blokowiska z wielkiej płyty. Dodatkowo często bez koniecznej osiedlowej infrastruktury, bo na nią nie wystarczało pieniędzy. Niewydolny system podlegał postępującej degeneracji, dlatego w miejskim krajobrazie rósł odsetek bylejakości i brakoróbstwa. Wybitne architektonicznie obiekty z wcześniejszych lat, nieremontowane i coraz bardziej zaniedbane, też nie kojarzyły się dobrze. W efekcie, po okresie transformacji ustrojowej w powszechnej świadomości ugruntował się lekceważący stosunek do architektury sprzed 1990 roku. Gdy do tego dodamy architektoniczną ignorancję większości ówczesnych polskich elit, uzyskamy niewesoły obraz. Znakomite obiekty z lat 60. czy 70. były albo całkiem niszczone, albo degradowane fatalnymi przebudowami lub rozbudowami i działo się to na masową skalę. Zwrot nastąpił dopiero w ostatnim dziesięcioleciu i świetne przykłady „źle urodzonej” architektury zaczęły być doceniane. Ważnym przejawem tego pozytywnego przełomu są m.in. działania obecnej Generalnej Konserwator Zabytków.

Gmach NOT (pocztówka z lat 60.)

Komunistyczne… kościoły

Opisując kielecką powojenną wartościową architekturę, musimy zacząć nietypowo, bo od obiektów sakralnych i kościelnych. Tuż po zakończeniu wojny w roku 1947 przy ul. Urzędniczej wzniesiono drewniany kościół pw. Niepokalanego Serca NMP. Prosty z zewnątrz, znakomity – w stylu międzywojennego modernizmu – wewnątrz, został zaprojektowany przez uznanego architekta Stanisława Skibniewskiego. Do jego budowy użyto drewna z baraków hitlerowskiego obozu pracy w Krakowie-Płaszowie. Kościół z zewnątrz został niedawno pięknie wyremontowany. Martwi jednak niezrozumiała likwidacja okna w kształcie rozety, doświetlającego chór nad wejściem do kościoła.

Nie mamy w Kielcach wielu budowli autorstwa wybitnych, słynnych w całym kraju architektów. Takim obiektem, zaprojektowanym przez 95-letniego dziś prof. Witolda Cęckiewicza, jest kościół pw. Chrystusa Króla na Baranówku. Ten słynny architekt opracował projekty Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach i hotelu Cracovia. Jego kieleckie dzieło nie ma niestety szczęścia. Kościół na Baranówku zaczęto budować według innego projektu jeszcze w 1938 roku, a po wojnie komunistyczne władze blokowały inwestycję. Ostatecznie gmach postawiono dopiero w latach 1965-68. Jego nowoczesny modernistyczny kształt nie zyskał pełnej akceptacji parafialnej społeczności. Ludzie uznali go za obcy, narzucony przez władze. Dziś potrafimy docenić ten bez wątpienia bardzo wartościowy projekt. Jego najwspanialszym elementem była frontowa ściana w formie mozaiki z witrażowych krzyżyków, które dodatkowo we wnętrzu dawały wrażenie migotliwej poświaty. Była, bo kilkanaście lat temu witraże zostały w ramach docieplenia kościoła… zamurowane. Wierzę, że przy następnej renowacji ten wyjątkowy element zdobiący fasadę kościoła zostanie przywrócony i uda się znaleźć rozwiązanie godzące termomodernizację z walorami estetycznymi budowli.

Zaprojektowany przez Witolda Cęckiewicza kościół pw. Chrystusa Króla (fot. z archiwum autora)

Przychodnia zamiast kurii

Kolejny obiekt związany z Kościołem i zgodnie uważany przez specjalistów za wybitną architekturę to niedoszła siedziba kurii biskupiej przy ul. Wesołej 57. Niedoszła, bo w 1960 roku nowo wybudowany budynek, postawiony według projektu architektów Andrzeja Rostkowskiego i Mieczysława Gliszczyńskiego, został przez państwo odebrany i przeznaczony na chyba najsłynniejszą w Kielcach przychodnię specjalistyczną. Przystosowania budynku do potrzeb placówki medycznej podjął się rozpoczynający karierę architekt Edward Modrzejewski. Kościół nieruchomość odzyskał po ustrojowej transformacji i wydzierżawił Wyższej Szkole Ubezpieczeń. Przy kolejnej adaptacji budynku, tym razem na potrzeby szkoły, elewację pomalowano na niebiesko, zniszczono także rzeźbiarskie wejście do budynku i przykryto styropianem szlachetną kamienną okładzinę parteru. Mam nadzieję, że te złe zmiany uda się naprawić.

Wróćmy jednak do autora pierwszej adaptacji pomieszczeń. Edward Modrzejewski to ważna postać dla kieleckiej architektury drugiej połowy XX wieku. Jego pierwszą realizacją było niewielkie osiedle mieszkaniowe wybudowane w roku 1958 u zbiegu ulic Żeromskiego i Wojska Polskiego. Właśnie zerwano ze stylem socrealistycznym i młody architekt wykorzystał szansę – w krajobrazie Kielc pojawiły się charakterystyczne modernistyczne bloczki z półokrągłymi balkonami. Niestety, wspólnoty mieszkaniowe, termomodernizując te budynki, zacierają ich styl – znikają m.in. będące przedłużeniem balkonów opaski poziomych gzymsów.

Projekt punktowca (z archiwum Edwarda Modrzejewskiego)

Jak wiemy architektura mieszkaniowa w okresie PRL-u poddawana była stale postępującym uproszczeniom i ostatecznie krajobraz polskich miast zdominowały multiplikowane przez fabryki domów pudełka jednakowych płytowców – często nie pasujące zupełnie do otoczenia. Jednak zanim to nastąpiło, w latach 60. wybudowano sporo ciekawych, indywidualnie zaprojektowanych i dobrze wpisujących się w krajobraz budynków. To m.in. zaprojektowane przez Edwarda Modrzejewskiego pierwsze mieszkalne wieżowce, zwane ówcześnie punktowcami: przy WDK, przy ul. Czarnowskiej (z niestety niszczonymi ostatnio przeszkleniami klatek schodowych), Karczówkowskiej, Nowym Świecie. To też bloki innych architektów: na rogu ul. Żelaznej i Żytniej, świetne „plomby” w śródmieściu: kamienica z 1963 roku przy Wesołej 27 (znakomicie w ostatnich latach wyremontowana), kamienica przy Paderewskiego 29a (niestety wizualnie zepsuta przez nieprzemyślaną wymianę okien). Znakomitą „plombą” z początku lat 60. i kolejnym projektem Modrzejewskiego jest siedziba banku przy ul. Staszica. Warto wspomnieć o biurowcu na rogu ulic Wspólnej i Paderewskiego, pierwszym w Kielcach zbudowanym z elementów prefabrykowanych. Jego niższa część od strony ul. Wspólnej należąca do Banku Zachodniego została nieestetycznie pokryta styropianem.

Szkoły, kina, motele

Tamte czasy to również budowa szkół „tysiąclatek”, wśród których zdarzały się realizacje ponadprzeciętne. W Kielcach najciekawsze były: SP nr 13 przy ul. Prostej ze znakomitymi mozaikami autorstwa Zygmunta Kaczora na elewacji (zniszczonymi podczas przebudowy szkoły na siedzibę Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego) oraz SP nr 16 przy ul. Toporowskiego (dziś Marszałkowskiej). Ta druga szkoła (jedna z trzech w Kielcach szkół pawilonowych), uznana za wzorcowy projekt, była wizytowana przez zagranicznych gości. Dziś budynek już nie zachwyca i pewnie wkrótce doczeka się remontu. Oby wykonano go z poszanowaniem jego wartości architektonicznych.

W latach 60. XX w. wybudowano również cały zespół wielu interesujących architektonicznie obiektów użyteczności publicznej. Niestety, zdecydowana większość z nich albo dziś już nie istnieje, albo ma się źle. To zaprojektowane przez Edwarda Modrzejewskiego: ośrodek Relaks nad Zalewem (najpierw podupadły, potem wyburzony) i motel na Słowiku (przebudowany). Wymienić trzeba także krytą pływalnię przy ul. Krakowskiej (która po przebudowie utraciła walory architektoniczne), siedzibę Naczelnej Organizacji Technicznej autorstwa Stanisława Kawiorskiego (mocno zaniedbaną i zdeformowaną dobudową kiosku Ruchu), Pocztę Główną (obecnie z zamurowaną częścią okien), kino Romantica (dziś dawny hall to sklepy, sala kinowa – centrum wspinaczkowe, a cały budynek – wieszak na reklamy). Styropian przykrył także mozaikowe elewacje ze szlachetnych kolorowych tynków przebudowanych na przełomie lat 50. i 60.

Ośrodek Relaks (fot. Włodzimierz Jawczak, KAW 1978)

Współczesność tych „źle urodzonych” budynków to dziś często generalne remonty, które naruszają i zmieniają pierwotne projekty architektoniczne. Termomodernizacje, renowacje, przebudowy i rozbudowy sprawiają, że z lokalnego krajobrazu znika to, co cieszyło oko, czasami zachwycało, i sprawiało, że w tych smutnych, szarych czasach ludziom żyło się lepiej, godniej, ładniej. Wiele z nich ma tak dużą wartość architektoniczną, że zasługują na zachowanie w kształcie w jakim powstały.

Tekst Rafał Zamojski

Drugą część artykułu, w której opisujemy m.in. zabudowę ul. Żytniej oraz budynki Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego oraz Kieleckiego Centrum Kultury, znajdziecie w kolejnym numerze „Made in Świętokrzyskie”

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close