Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Jeśli masz ją, nie potrzebujesz już niczego więcej, a jeżeli jej nie masz, to wszystko, co masz, jest bez znaczenia – pisał o miłości James Matthew Barrie, który stworzył nieśmiertelnego Piotrusia Pana. Jest najważniejszą emocją naszego życia, uczuciem, które – choć trudne do zdefiniowania – ma wpływ na naszą drogę, wybory i codzienność. O miłości i pracy, jaką musimy włożyć, by ją zatrzymać, opowiada Agnieszka Scendo, psycholog kliniczna i terapeutka z Centrum Terapii i Rozwoju Neuroclinic w Kielcach.

Marzą o niej młodzi i starsi, piszą poeci, śpiewają muzycy. A jak miłość traktuje psychologia?

Definicji jest wiele. Pod koniec lat 80. amerykański psycholog Robert Sternberg przedstawił koncepcję, że miłość składa się z trzech składników: intymności, namiętności oraz zaangażowania, które pojawiają się w różnym natężeniu w zależności od przeżywanej fazy związku. Tylko idealny dobór składników sprawia, że związek trwa, nie rozpada się.

Czyli coś w rodzaju miłosnej mikstury? Wydaje się, że recepta jest prosta.

Nie do końca. Związki przechodzą różne fazy, o każdy z elementów trzeba dbać. Mit romantycznej miłości utrwala w nas fałszywe wyobrażenie, że powinna ona dziać się sama, a tak naprawdę potrzebny jest świadomy wysiłek, racjonalne myślenie i mądrość, które z tym uczuciem słabo nam się kojarzą.

No to przyjrzyjmy się tym składnikom. Czym jest intymność i jak się o nią dba?

Na intymność składa się budowanie relacji dwojga osób poprzez wspólne dbanie o siebie, wzajemny szacunek, zrozumienie i wsparcie. Intymność powstaje powoli, ale utrzymuje się dość długo, wolno wygasa. Zadaniem partnerów jest dostarczanie pozytywnych emocji, które mogą uchronić związek przed zbyt szybkim wygaśnięciem intymności. Niestety, z badań wynika, że w miarę trwania udanego związku słabnie nasza zdolność sprawiania partnerowi przyjemności.

Są też kłótnie, ciche dni. Wtedy trudno o pozytywne emocje.

Kłótnie się zdarzają, ale większą pułapką dla związku jest unikanie konfliktów. Zamiast je wspólnie rozwiązać, wolimy się nie odzywać. To sprawia, że czujemy chwilową ulgę, ale ostatecznie napięcie narasta. Zwierzamy się ze swoich problemów przyjaciołom, znajomym i nim się obejrzymy, to tam zaczyna toczyć się nasze prawdziwe życie. Dla dobra intymności naszego związku powinniśmy też powstrzymywać się od rewanżu. Dobro za dobro, wet za wet – owszem, ale nie w stosunku do naszego partnera.

A namiętność? Niektórzy uważają, że seks smakuje najbardziej po dobrej awanturze.

Namiętność pojawia się na samym początku. Gwałtownie wzrasta, szybko osiąga szczytowe nasilenie i… niemal równie szybko wygasa. Splatają się w niej silne emocje: zarówno zachwyt, tkliwość i pożądanie, jak i ból, niepokój, zazdrość czy tęsknota. W namiętności dominuje pragnienie erotyczne, choć do głosu dochodzą też inne potrzeby: samourzeczywistnienia (ciągłego doskonalenia), dowartościowania siebie.

William Somerset Maugham nazwał namiętność „brudną sztuczką natury, która nas zmusza do przedłużania gatunku”. Według psychologii ewolucyjnej kobiety i mężczyźni w odmienny sposób dobierają sobie partnerów. Panowie pożądają kobiet pięknych, młodych i zdrowych, zaś panie pragną opiekunów i „dostarczycieli dóbr”, tj. mężczyzn inteligentnych i ambitnych, o możliwie wysokim statusie społecznym i materialnym (lub rokujących jego osiągnięcie w przyszłości).

Choć trudno nam podać racjonalne przesłanki namiętności względem tej, a nie innej osoby, to okazuje się, że dobieramy się według ukrytego klucza. Namiętność jednak nieuchronnie wygasa. Fascynacja erotyczna, jeśli nie przekształci się w intymność i przyjaźń, nie wystarczy do podtrzymania związku.

Musimy się zaangażować. Tak samo jak w hobby, pracę, pasje? Czy to inny rodzaj zaangażowania?

W związku świadomie poświęcamy się dla drugiej osoby, walcząc w ten sposób o trwałość relacji. Co więcej: ten wysiłek sprawia, że czujemy się coraz bardziej związani z partnerem i wiemy, że robimy dobrze. Jesteśmy więc konsekwentni i wytrwali, bez względu na nasze korzyści. Bywa, że koszty przewyższają zyski. Ale im więcej zainwestowaliśmy w związek, tym większe jest nasze zaangażowanie w jego utrzymanie, niezależnie od zadowolenia.

Czyli miłość to ciężka praca a nie motyle w brzuchu?

Każdy chciałby znaleźć partnera i jak w bajce „żyć długo i szczęśliwie”. Niektórzy sądzą, że miłość małżeńska przychodzi spontanicznie. Nie chcą o nią zabiegać, myślą, że trud włożony w te starania zniszczy zadowolenie. Tymczasem najcenniejsze staje się to, czemu poświęcimy najwięcej czasu i wysiłku.

Dziękujemy za rozmowę.

Agnieszka Scendo, psycholog w trakcie specjalizacji z psychologii klinicznej. Psychoterapeuta rodzinny oraz psychodynamiczny. Zajmuje się diagnozą oraz terapią indywidualną dorosłych, dzieci i młodzieży.

 

Centrum Terapii i Rozwoju Neuroclinic w Kielcach
al. IX Wieków Kielc 8/36
www.psychologkielce.pl

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close